Lakker – Epoca
Paweł Gzyl:

Zwierciadło naszych czasów.

Abul Mogard – And We Are Passing Through Silently
Maciej Kaczmarski:

Zjawiska duszy.

Recent Arts – Skin
Paweł Gzyl:

Ambient, minimal, industrial i… piosenki.

Spopielony – Legendy
Jarek Szczęsny:

Duchologia, analogowy anturaż i zakurzony ambient.

Klangwart – Bogotá
Łukasz Komła:

Niemiecka elektronika spotyka kolumbijskie szaleństwo.  

Locked Groove – Sunset Service
Paweł Gzyl:

Hołd dla belgijskiej muzyki klubowej sprzed ćwierć wieku.

Gesaffelstein – Hyperion
Maciej Kaczmarski:

W czarnej dupie.

Hugh Marsh – Violinvocations
Jarek Szczęsny:

Dowód na istnienie skrzypiec.

Pfirter – The Empty Space
Paweł Gzyl:

Spóźniony, ale udany debiut.

Ossia – Devil’s Dance
Maciej Kaczmarski:

Sam w mroku.

MDD – Reverse The Contrast
Paweł Gzyl:

Ekstremalna wizja techno.

King Midas Sound – Solitude
Bartek Woynicz:

„Zbadajmy przestrzeń terroru pustki”

Setaoc Mass – 53 Degrees North Part 1 & 2
Paweł Gzyl:

Na maksa.

Various Artists – The Warmest Hum
Ania Pietrzak:

Potrzebne odcięcie.



Solange – When I Get Home

Brakująca kropka.

Wiadomo kto jest starszą siostrą Solange Knowles. Wspólnym mianownikiem obu sióstr jest talent. Spore jego pokłady, szczerze mówiąc. W przypadku Beyoncé jest to jazda po nierównym terenie, na którym zdarzają się zjazdy. W przypadku Solange możemy mówić o konsekwentnej wspinaczce. Solową karierę zaczęła w 2008 roku albumem „Sol-Angel and the Hadley St. Dreams”, który zawierał ładne, popowe piosenki. Uwagę publiczności zorientowanej na nieszablonową muzykę zwróciła EP`ką „True” wydaną w 2012 r. Potrzebowała kolejnych czterech lat, żeby dopracować swój warsztat i umiejętnie skorzystać z oryginalności współpracowników. Efektem tego była świetna płyta „A Seat at the Table”, ale wciąż miałem wrażenie, że brakowało kropki nad i. Aż do teraz.

Na początku zdiagnozujmy problem, który, jak sądzę, będzie towarzyszył dyskusjom odnośnie tego albumu. Otóż nie ma tu przebojów na miarę „Cranes in the Sky”. To dobrze dlatego, że można skupić się na odbiorze całości (39 minut). To źle dlatego, że przeboje Solange są porywające. Właściwie na początku pada jasna deklaracja czego płyta ma dotyczyć: „Saw things I imagined”. Drugim punktem oparcia jest rodzinne miasto Houston oraz scena muzyczna, którą reprezentuje. Podstawą jest miks jazzu, hip-hopu, r`n`b, ale w kosmicznym ujęciu. Taki „Down with the Clique” dobrze powinien wypełnić rolę wprowadzającego do nastroju płyty. Jeszcze lepiej poradzi sobie „Way to the Show”, który jest bardziej płynny. Sunie się leniwie i przypomina, że krążek ma skupiać się na odczuciach artystki.

Jednym z kluczowych punktów płyty jest „Time (Is)”. Gościnny udział Samphy dodaje smaczku. Ciekawy jest aranż wychodzący od pojedynczych akordów, które przemieniają się w soul z przyszłości. Uwagę zwraca również „My Skin My Logo”, który jest ważny pod wieloma względami. Otóż na przestrzeni niecałych trzech minut mieszają się style takich producentów jak Tyler the Creator, Steve Lacy czy Pharrell Williams. Co pokazuje perfekcjonizm w przygotowaniu najmniejszych detali, ale również jest symptomatyczny dla współczesnej muzyki, która potrafi pomieścić różne światy w krótkim czasie, a nawet sprawić, że staną się spójne. W jeszcze krótszym „Binz” pojawia się Panda Bear. Przez całą płytę Solange zdaje się śpiewać pewniej niż dotychczas. Jej głos uwypuklony został w optymistycznym „Sound of Rain”.

Pora zająć się trójką moich ulubionych kawałków. „Stay Flo” z największym potencjałem na hit. Dalej „Dreams”, który pomógł wyprodukować Dev Hynes (Blood Orange), a outro dodał Earl Sweatshirt. Oba artystycznie eleganckie, brzmiące znakomicie i niepozbawione oryginalności. Numerem jeden jest „Almeda”. Posiekana i skręcona według przepisu ze sceny hip-hopowej z Houston. Tekst piosenki oraz szeregu interludiów odnosi się wprost do afroamerykańskiej dumy. Solange podkreśla swoje pochodzenie oraz czerpie z południowych korzeni w zakresie brzmienia. „When I Get Home” wydaje mi się bardziej pełny niż poprzednie dokonania wokalistki. Przebojowość została zastąpiona dojrzałością. Solange wyrąbała sobie odrębną ścieżkę i z pomocą fantastycznych producentów udowodniła, że jest artystką, po której można się spodziewać wszystkiego.

Columbia | 2019
FB
Spotify

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze