New Rome (Tomasz Bednarczyk) – New Rome
Ania Pietrzak:

Nowe oblicze wrocławskiego producenta.

Catnapp – Break
Paweł Gzyl:

Basowe piosenki.

Joshua Sabin – Sutarti
Paweł Gzyl:

Zew z litewskich lasów.

Thom Yorke – Anima
Maciej Kaczmarski:

1997-2019-2049?

Koza – Mystery Dungeon
Jarek Szczęsny:

Moby Dick.

D. Carbone – A.C.A.B.
Paweł Gzyl:

D. Carbone idzie na wojnę.

Fire! Orchestra – Arrival
Jarek Szczęsny:

Zrobiło się ciszej.

SØS Gunver Ryberg – Entangled
Paweł Gzyl:

Ciekawie, ale za krótko.

Palmer Eldritch – [dog]
Jarek Szczęsny:

Nieustanny proces chwalenia.

LSD – Second Process
Paweł Gzyl:

Kreatywna kooperacja czy skok na kasę?

Lena Andersson – Söder Mälarstrand
Paweł Gzyl:

Owoc studyjnego spotkania Eomaca i Kyoki.

Michał Miegoń & Adam Witkowski – Dwuja
Jarek Szczęsny:

Zawsze słucha się inaczej.

Lost Few – Between The Silence
Paweł Gzyl:

Muzyka na poprzemysłowe przestrzenie.

Jakub Lemiszewski – 2019
Jarek Szczęsny:

W zaczarowanym nastroju.



Hugh Marsh – Violinvocations

Dowód na istnienie skrzypiec.

Bogaty życiorys posiada urodzony w 1955 roku Kanadyjczyk. Zaczynał od grania na saksofonie co dało mu przepustkę do świata jazzu i funku. Później, za namową ojca, zmienił swoje zainteresowania i przerzucił się na elektryczne skrzypce. Dalej już poszło z górki. W trakcie kariery współpracował m.in. z Robertem Palmerem, The Stooges, Hansem Zimmerem, Peterem Murphym czy Loreeną McKennitt. Rozstrzał stylistyczny jest spory. Ma na koncie również płyty nagrane indywidualnie, ale wydawane nieregularnie. Dość powiedzieć, że ostatni album sygnowany jego nazwiskiem pojawił się w 2006 roku. Trzynaście lat później Hugh Marsh wydał najlepszą i najdziwniejszą płytę w swoim dorobku.

W tytule płyty wymienione zostały skrzypce, ale doszukiwanie się ich na płycie będzie stanowić nie lada wyzwanie. Pozostaje ufać, że są tam faktycznie. Ich zniekształcony dźwięk to efekt lat poszukiwań artystycznych, zdobywania doświadczenia i wiedzy, a potem przekształcenie tego w projekt dźwiękowy. Mam wrażenie, że Marsh za wszelką cenę chciał utrudnić słuchaczowi życie. „A Beautiful Mistake” wytrąca z równowagi swoim sprzęgnięciami, giętkimi falami dźwięku i zgrzytliwością. Coś jakby gitarzysta rockowy grał z piekielnej otchłani. Ośmiominutowy „Miku Murmuration” manipuluje odgłosem instrumentu zmieniając go w ludzki głos. Groteska wymieszana z dalekowschodnią formą śpiewu.

Echa tej formy powracają w zupełnie innych okolicznościach. „Da Solo Non Solitario” przypomina dokonania Jóhanna Jóhannssona w towarzystwie japońskiej mangi. Sama forma zalicza się do refleksyjnych, stonowanych i posiadających ambientowy rodowód. „Across the Aether” jest wypełniony po brzegi elektronicznymi zakłóceniami, hałasem i napięciem. Wsłuchując się bardziej w te faktury, da się wychwycić fragment czystej gry skrzypiec. Można więc potraktować to jako dowód ich istnienia na tym albumie. Zamykający „She Will” jest najbardziej oczywistym utworem. Ponownie możemy usłyszeć skrzypce, tym razem w formie radosnej, pląsające na górskich ścieżkach. Jest kinowo, jest baśniowo, jest cudnie.

Najsilniejsze wrażenie zrobił na mnie początek w postaci „I Laid Down in the Snow”. Wszechobecny szmer znika w zetknięciu z dronem. Melancholia zabiera tlen innym uczuciom. Pozbawiony większych odchyłów utwór sprawdza się w roli wprowadzającego do dziwnego świata. „Thirtysix Hundred Grandview” znajduje się najbliżej muzyki klasycznej z uwagi na swoją delikatność. Natomiast najbardziej dziwnym wydaje się być „The Rain Gambler”. „Violinvocations” to zagadkowa płyta. Więcej tu pytań niż odpowiedzi, a także więcej zakrętów niż na typowych albumach z muzyką eksperymentalną. Tłumaczyłbym to doświadczeniem kompozytora, który znając tradycyjne praktyki gry na instrumencie, porzucił je szukając zupełnie innej drogi.

Western Vinyl | 2019
FB
Bandcamp
FB Western Vinyl

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze