The Chemical Brothers – No Geography
Jarek Szczęsny:

Wszystkie znane chwyty.

Kucz/Bilińska – Kucz/Bilińska
Jarek Szczęsny:

To nie jest płyta na dzisiejsze czasy.

Logos – Imperial Flood
Paweł Gzyl:

Sielski krajobraz wschodniej Anglii przełożony na awangardowy grime.

Alberich – Quantized Angel
Paweł Gzyl:

Suma wszystkich przemian.

Amnesia Scanner And Bill Kouligas – Lexachast
Jarek Szczęsny:

Taniec z kaktusem.

HVL – Rhythmic Sonatas
Paweł Gzyl:

Jak to się robi w Gruzji.

Marek Kamiński – Not Here
Łukasz Komła:

Patrzeć w gwiazdy leżąc wśród nich.

These New Puritans – Inside The Rose
Maciej Kaczmarski:

Na wzburzonym morzu.

Christian Löffler – Graal (Prologue)
Paweł Gzyl:

Popowo i trance’owo. Kiedy w 2012 roku ukazał się debiutancki album Christiana Löfflera, na scenie elektronicznej właśnie zaczyna wzbierać nowa fala industrialnego techno. „A Forest” zawierał nastrojową i romantyczną wersję gatunku, dlatego lokował się całkowicie w poprzek ówczesnej mody. Być […]

Ifriqiyya Electrique – Laylet el Booree
Łukasz Komła:

Jeszcze więcej krwi, potu i transu!

Tommy Four Seven – Veer
Paweł Gzyl:

Brytyjski mocarz powraca wreszcie z nowym albumem.

Stefan Goldmann – Tacit Script
Paweł Gzyl:

Konceptualna awangarda wywiedziona z techno i house’u.

DJ Spider – Democide
Paweł Gzyl:

Ucieczka z Nowego Jorku.

Sonmi451 – Nachtmuziek
Ania Pietrzak:

„Nie przeszkadzać”.



Christian Löffler – Graal (Prologue)

Popowo i trance’owo.

Kiedy w 2012 roku ukazał się debiutancki album Christiana Löfflera, na scenie elektronicznej właśnie zaczyna wzbierać nowa fala industrialnego techno. „A Forest” zawierał nastrojową i romantyczną wersję gatunku, dlatego lokował się całkowicie w poprzek ówczesnej mody. Być może dlatego spodobał się tak wielu słuchaczom, którym nie do końca było po drodze z tym, co wtedy zaczynało dominować w europejskich klubach. Tą tęsknotę za tego rodzaju graniem potwierdziły zresztą potem sukcesy podobnych projektów – Howling, Kiasmos czy nawet Moderata.

Nic więc dziwnego, że młody producent z Niemiec szybko awansował do elektronicznej ekstraklasy, z powodzeniem występując nie tylko w klubach, ale również na dużych festiwalach. Potwierdzeniem jego artystycznej formy okazał się drugi album – „Mare”. Choć nie był już takim zaskoczeniem jak debiut, również uwodził pięknymi dźwiękami wpisanymi w taneczną rytmikę. Kontynuację tych wątków przynosi trzecia płyta w dorobku Löfflera. „Graal (Prologue)” to tylko pół godziny muzyki – bo jego kontynuację mamy otrzymać pod koniec tego roku.

Otwierający zestaw „Ry” mógłby śmiało znaleźć się na „A Forest” lub „Mare”. To spokojnie płynący tech-house, w którym linię melodyczną tworzą pobrzękujące tęsknie akordy. W „Running” rytm staje się bardziej wycofany – a na pierwszy plan wybija się nastrojowa wokaliza Josephine Philip. Kobiecy śpiew słychać też w „Bird”, ale tym razem zostaje on zatopiony w chmurnym tle. Popowe wpływy przybierają na sile w „Like Water”, gdzie niemal dziecięcy wokal Mohny podszyswa trance’owe arpeggio. „Refu” kontynuuje ten hipnotyczny wątek – i wiedzie nas do finałowego „Graala”, który łączy breakowy podkład z zamgloną elektroniką.

Mohna śpiewała już na „A Forest” i „Mare” – tym razem płyta jest jednak o połowę krótsza, stąd wokalne utwory bardziej zwracają uwagę. I nie ma w tym nic złego, że Löffler coraz chętniej ozdabia swą muzykę śpiewem. „Running” i „Like Water” to świetne piosenki: z brzmienia osadzone w tech-house’ie, a z nastroju – bliskie indiepopowej nostalgii. Słucha się tego dobrze i tylko trochę żal, że niemiecki producent tym razem skusił się na taką krótką płytę. Jego majestatyczna muzyka najlepiej wypada w dużym formacie. Miejmy nadzieję, że na drugą część „Graala” nie będziemy musieli długo czekać.

Ki 2019

www.ki-records.com

www.facebook.com/kirecordsofficial

www.christian-loeffler.net

www.facebook.com/christianloefflerofficial

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze