IRAH – Diamond Grid
Przemysław Solski:

Siatka utkana z ciekawości.

Strycharski Kacperczyk Szpura – I love you SDSS
Jarek Szczęsny:

Oglądanie nerwów.

!!! (Chk Chk Chk) – Wallop
Mateusz Piżyński:

Ciężkość punka z lekkością funka.

cover
Barker – Utility
Paweł Gzyl:

Transhumanistyczne przyjemności.

Monya – Straight Ahead
Paweł Gzyl:

Industrialne techno o pozytywnej energii.

Wojciech Golczewski – The Priests Of Hiroshima
Jarek Szczęsny:

Ścieżka dźwiękowa dla ery atomowej.

Múm – Yesterday Was Dramatic – Today Is OK
Paweł Gzyl:

Klasyk emotroniki.

Hildur Guðnadóttir – Chernobyl (OST)
Jarek Szczęsny:

Wyobrazić sobie niewyobrażalne.

Pruski – Black Birds
Jarek Szczęsny:

Wyszlifowany onyks.

Jaromir Kamiński, Rafał Warszawski, Palms Palms, Break Janek
Ania Pietrzak:

Beats & breaks idealne na koniec wakacji…

Lech Nienartowicz – Wrażenia i Mechanizmy
Jarek Szczęsny:

Pierwsze wrażenie.

The Future Eve feat. Robert Wyatt – KiTsuNe / Brian The Fox
Łukasz Komła:

Na łączach z Robertem Wyattem.

Rites of Fall – Towards the Blackest Skies
Jarek Szczęsny:

Im dalej w las, tym ciemniej.

Hula – Voice
Paweł Gzyl:

Łabędzi śpiew mistrzów industrialnego funku.



Maenad Veyl – Body Count

Żałobne treny w tanecznym rytmie.

Pierwszy i jedyny do tej pory album Thomasa Feriero pod pseudonimem Avatism ukazał się w schyłkowym okresie mody na minimalowy tech-house. „Adamant” zawierał wysmakowaną i erudycyjną esencję stylu, a przy tym był wydany przez jedną z najważniejszych wytwórni nurtu – Vakant. Ponieważ jednak rozminął się ze swoim czasem, został tylko doceniony przez najwierniejszych fanów tego rodzaju grania. I wszystko wskazuje, że jak na razie jego autor nie ma zamiaru powracać do takich brzmień.

Kolejne nagrania projektu przynosiły bowiem coraz cięższą i mroczniejszą muzykę. Z czasem stało się więc jasne, że włoski producent zmienił swój styl pod wpływem nowej fali techno. Pierwszym tego objawem była płyta, którą Feriero zrealizował wraz z dwoma kolegami po fachu – Federico Maccherone i Francesco Leali – pod szyldem CW/A. Wydany w 2015 roku album tria – „Words Unspoken, Acts Undone” – zawierał jak najbardziej nowoczesną wersję stylu, łączącą breakbeatowy ciężar z industrialnym zgiełkiem.

Nic więc dziwnego, że Feriero powołał w końcu własny projekt dedykowany tego typu graniu. Maenad Veyl zadebiutował w zeszłym roku, serwując aż cztery wydawnictwa. Dwie poszerzone dwunastocalówki – „Not What You See, Not What You Feel” i „The Acceptance Ov Not Knowing” – wydała wytwórnia Veyl, którą włoski producent uruchomił wraz z szefem Vakantu – Aleksem Knoblauchem. Kontynuację mrocznych i zwalistych brzmień, jakie zawierały te wydawnictwa, przynosi obecnie debiutancki album Maenad Veyl – „Body Count”.

Lwią część materiału wypełnia mocarny hard house o chicagowskiej proweniencji – przefiltrowany jednak przez późniejsze zdobycze techno. Składają się nań masywne i wolne bity wyciskane z Rolanda TB808, na które nakładają się kaskady złowieszczo brzęczących akordów, dronowych wyziewów i zdeformowanych głosów („Bleak” czy „Unhealed”). Z czasem muzyka ta nabiera intensywności i wtedy Feriero sięga po hipnotyczny tribal, uzupełniając łomoczące rytmy o post-punkowe basy i etniczne sample („Silent Blood” i „Out Of Sight”).

Mimo nowoczesnej obróbki dźwięku, utwory te mają ejtisowy sznyt. Słychać to w nagraniach w stylu electro. „They Belonged With The Others” i „From Body To Body” pulsują mechanicznymi breakami, które nurzają się w ziarnistych falach toksycznego noise’u. Momentami Feriera ociera się tu nawet o archetypowy hip-hop („Heart Of A Machine”) – ale jakby nie chcąc iść dalej w tę stronę, pod koniec płyty skręca w stronę rezonującego nerwowymi akordami EBM-u („Like A Locust”) i świdrującego acid house’u („Permanent Disrepair”).

„Body Count” już swoim tytułem informuje, że jego autor nie bierze jeńców. I rzeczywiście: dwanaście nagrań z albumu toczy się niczym industrialny walec, anektując po drodze echa tak różnych stylistyk, jak house, techno, electro i EBM. Mimo ponurego nastroju i schizofrenicznej melodyki, muzyka ta emanuje nieodparcie taneczną energią. To swego rodzaju mrugnięcie okiem przez Feriero do słuchacza: że cały ten żałobny kir spowijający nagrania Maenad Veyl nie jest do końca na serio. Może i są to bezlitośnie ciężkie i mroczne utwory, ale w końcu mają służyć do zabawy.

Veyl 2019

www.facebook.com/maenadveyl

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze