Polynation – Igneous
Mateusz Piżyński:

Debiutanci z Holandii.

ASUNA & Jan Jelinek – Signals Bulletin
Jarek Szczęsny:

Jest przyjemnie.

Synkro – Images
Paweł Gzyl:

Breakbeatowy ambient w pełnej glorii.

Holly Herndon – PROTO
Jarek Szczęsny:

Genetyczna DJ`ka.

Jonas Kopp – Non Virtual Reality
Paweł Gzyl:

Industrial i drony w służbie ambientu.

Ikarus – Mosaismic
Łukasz Komła:

Wielopoziomowa ekspresja.   

Qasim Naqvi – Teenages
Jarek Szczęsny:

Subtelny, oszczędny i dziwny.

Varg – Sky City Part 1 & 2
Paweł Gzyl:

Powrót syna marnotrawnego.

Samuel Kerridge & Taylor Burch – The Other
Paweł Gzyl:

Nowe oblicze muzyki brytyjskiego producenta.

Vsitor – Keep On Running
Łukasz Komła:

Rozdrapywanie aksamitu.

Paula Temple – Edge Of Everything
Paweł Gzyl:

Techno-huragan.

Little Simz – GREY Area
Jarek Szczęsny:

Istotnie, miażdży.

Watergate 26 – Mixed By WhoMadeWho
Paweł Gzyl:

Powoli i bez pośpiechu.

Michał Turowski – Wormwood And Flame
Jarek Szczęsny:

Witajcie w Prypeci.



Tujiko Noriko – Kuro (OST)

Minimalistyczny ambient w orientalnej wersji.

Jeśliby spróbować znaleźć wspólny mianownik dla twórczości artystów nagrywających dla berlińskiej wytwórni PAN, to mogłaby być nim pewna ilustracyjność tworzonej przez nich muzyki. Bo jeśli weźmiemy pod uwagę rozedrgany noise Pan Daijing, zdekonstruowany dancehall Amnesii Scaner czy teatralny ambient Eartheater, to w każdym z tych przypadków można znaleźć mniej lub bardziej wyraźny element typowy dla soundtracków. Ten aspekt muzyki, której mecenasem jest Bill Kouligas, był szczególnie słyszalny na kompilacji „Mono No Aware”, wydanej przez jego tłocznię dwa lata temu. Nic więc dziwnego, że niemiecki kurator postanowił pójść dalej tym tropem – i rozpoczął nową serię wydawniczą, dedykowaną właśnie soundtrackom.

Na pierwszy ogień idzie nowa płyta japońskiej wokalistki i producentki – Tujiko Noriko. Jej odkrywcą był na początku minionej dekady Peter Rehberg – bo to właśnie jego wytwórnia Mego wydała w 2001 roku pierwszą płytę artystki w Europie. „Shojo Toshi” przyjęto na Zachodzie z dużym entuzjazmem, nazywając autorkę krążka „azjatycką Björk”. Była w tym jakaś prawda, bo Japonka z upodobaniem łączyła eksperymentalną elektronikę z eterycznymi wokalami. Potem artystka odeszła od tego rodzaju muzyki, koncentrując się przede wszystkim na glitchowych dekonstrukcjach, które można było znaleźć na takich jej płytach, jak „Blurred In My Mirror” dla Room40 czy „Solo” dla wspomnianej Mego.

Soundtrack do filmu „Kuro”, który dostajemy właśnie za sprawą PAN, jest kontynuacją tej linii twórczości Nuriko. Właściwie nie ma tu piosenek, choć w kilku utworach Japonka sobie cicho podśpiewuje (przede wszystkim w kołysance „Storm”). Większość płyty wypełniają abstrakcyjne kompozycje syntezatorowe, wśród których jest miejsce przede wszystkim na organiczny ambient, spleciony z ciepłych i głębokich partii klawiszy („Rooftop”), ale też bardziej awangardowy minimal spod znaku Raster Noton i 12k („Grave Flowers”) oraz muzykę dronów („Milou”). Zdecydowanie mniej tutaj typowego dla artystki glitchu („At The Sea”), w zamian za co dostajemy niespodziewanie kilka hauntologicznych preparacji („Gondola Song”).

Z tego, co wiadomo z prasowych notek opublikowanych przez PAN, to fabuła „Kuro” łączy realistyczny wątek miłosnego związku pary głównych bohaterów z fantastyczną opowieścią, odwołującą się do japońskiej mitologii. Elementem scalającym obie te warstwy filmu jest właśnie muzyka. Mało tego: Nuriko nie dość, że skomponowała soundtack do obrazu, to jeszcze była jego współreżyserką i zagrała w nim jedną z głównych ról. To wszystko sprawia, że mamy tu do czynienia z niemal w pełni autorskim dziełem Japonki. Pod względem muzycznym „Kuro” jawi się nastrojową i nienachalną oprawą dźwiękową, która spodoba się przede wszystkim amatorom minimalistycznej wersji ambientu w orientalnym wydaniu.

PAN 2019

www.p-a-n.org

www.facebook.com/pan.hq

www.tujikonoriko.com

www.facebook.com/tujikonorikoofficial

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze