Foghorn – Thanatos
Jarek Szczęsny:

Album wysokooktanowy.

Subjected – Pictures From The Aftermath
Paweł Gzyl:

Ambientowa afirmacja życia i miłości.

Billy Woods And Kenny Segal – Hiding Places
Jarek Szczęsny:

Ciężki i ponury.

Ellen Arkbro – Chords
Paweł Gzyl:

Filozofia czystego akordu.

BNNT is Patrick Higgins – Multiversion #1
Jarek Szczęsny:

Część pierwsza.

Opla – Obertasy
Jarek Szczęsny:

Modernizacja polskiej wsi.

Zguba – Potwarz
Jarek Szczęsny:

Zagadkowa umysłowość.

Erith – Speed of Light
Przemysław Solski:

Niebanalny styl, kosmiczna muzyka, swoboda na scenie, tak w kilku słowach można określić nowe zjawisko na polskim rynku.

Øyvind Torvund – The Exotica Album
Łukasz Komła:

W egzotycznym zwierciadle.

Sciahri – Double-Edged
Paweł Gzyl:

Plemienny minimal.

Various Artists – ePM Selected Vol. 7
Paweł Gzyl:

Dziesięć house’owych sztosów.

Dren – Time And Form
Paweł Gzyl:

Black metal przekuty na nowoczesną elektronikę.

Dots (Uwe Schmidt) – Dots
Ania Pietrzak:

Śladami czarów w kosmicznej otchłani.

S S S S – Walls, Corridors, Baffles
Paweł Gzyl:

Power ambient z Lucerny.



Flying Lotus – Flamagra

Fire Walk with Me.

Steven Ellison wydaje swój szósty album w pięć lat od pamiętnego „You’re Dead”. W międzyczasie jednak nie próżnował, bo poza wspieraniem producenckim Kendricka Lamara („To Pimp a Butterfly”) czy Thundercata („Drunk”), zdążył też zadebiutować jako reżyser mocno kontrowersyjnej fabuły „KUSO”. Poza tym intensywnie zwiedzał Japonię, co bezpośrednio zainspirowało go chociażby do stworzenia najdłuższego na krążku, wielościeżkowo pędzącego „Takashi”.

Ideą przyświecającą nowemu dziełu rezydenta Los Angeles jest ogień. Hipnotyzujące zjawisko, o dualistycznej sile zarówno niszczycielskiej jak i pozytywnej. Uwydatnienie tego elementu najłatwiej dostrzec można w singlowym „Fire Is Coming”, w którym podszytą niepokojem scenkę rodzinną przedstawia sam David Lynch (o współpracę z którym FlyLo zabiegał od przynajmniej dekady). Po deklamacji reżysera pojawia się właściwa, juke’ująca część numeru z zapętlonym tekstem:

There’s a fire burning in the streets
Everybody move their feet
Fire burning in the streets,

co jest prawdopodobnie odwołaniem do największej w historii fali pożarów, jakie miały miejsce w Kalifornii w zeszłym roku, a których codziennym świadkiem był sam producent.

Najnowszą propozycję Flying Lotusa pomagali mu uzbroić w dźwięki stali współpracownicy w postaci Miguela Atwood-Fergusona, braci Brunerów czy Brandona Colemana dlatego specjalnie nie dziwi, że pośród aż dwudziestu siedmiu numerów zasilających ponadgodzinną „Flamagrę” odnajdziemy sporo instrumentalnych miniatur niemal żywcem wyjętych z poprzedniego longplay’a. Cechują je podobne harmonie i ten sam przesiąknięty J Dillą styl lepienia sampli i bitów, wymoczonych w ciepłych brzmieniach basu, elektrycznych pianin i analogowych synthów (, np.”Post Requisite”, „Inside Your Home”, „Remind U” czy „FF4”). Zaskakująco kontrastującym z resztą jest brzmiący niczym ilustracja do starego filmu akustyczny przerywnik „Say Something”, gdzie usłyszymy jedynie pianino, skrzypce i cichy bas. W pamięć zapada też „All Spies” z wkręcającą się w umysł prostą melodyjką serwowaną na co rusz zmieniających się brzmieniach. Warto też wspomnieć o „Thank U Malcolm”, czyli miniaturce dedykowanej tragicznie zmarłemu Mac Millerowi, z którym producent był zaprzyjaźniony.

Na tym tle dużo ciekawiej prezentują się utwory, w których swe piętno odcisnęli zaproszeni goście. Takie „Spontaneous” z Little Dragon czy „9 Carrots” z Toro Y Moi, to naprawdę udane popowe odsłony nieoczywistej twórczości szefa Brainfeedera. Stricte rapowe kooperacje też wypadają znakomicie, zarówno pingpongujące w rytmice „Actually Virtual” z Shabazz Palaces, rozśpiewane „More” z Andersonem Paakiem, ale przede wszystkim wartko płynące i mocne w przekazie „Black Balloons Reprise” z Denzelem Currym winno (podobnie jak „Never Catch Me” z poprzedniego krążka) zostać w przestrzeni pamięci na dłużej. Generalnie lista mocnych featuringów wydaje się nie mieć końca, bo poza wspomnianymi wyżej możemy tu usłyszeć również Tierrę Whack, Solange, George’a Clintona, a swoje trzy grosze zostawili Herbie Hancock i Robert Glasper.

„Flamagra” nie przynosi większych zmian w stosunku do dotychczasowych osiągnięć FlyLo, to raczej kolejne transponowanie znanych środków opartych o melanż samplingującego hip-hopu, soulu z jazzem i raczej analogową elektroniką, ale też w sposób w dalszym ciągu mocno kreatywny i osobny, a już na pewno niedościgniony nawet dla jego wiernych kopistów. Różnorodność gości oraz mnogość motywów nie przeszkodziły Ellisonowi w uzyskaniu spójnej opowieści, która wciąga tym bardziej im dłużej w nią w chodzimy. Gdyby spojrzeć na ten album bez kontekstu wcześniejszej dyskografii z pewnością miałby spore szanse nawet zostać klasykiem, a tak pozostanie po prostu kolejnym bardzo dobrym longplayem w dorobku siostrzeńca Alice Coltrane. Ja kroczę za tym ogniem, a Ty?

24.05.2019 | Warp Records

www.flying-lotus.com
www.facebook.com/flyinglotus
www.twitter.com/flyinglotus

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze