BNNT is Michał Kupicz – Multiversion #2
Jarek Szczęsny:

Część druga.

Coil – The Gay Man’s Guide To Safer Sex +2 OST
Ania Pietrzak:

Absolutne kuriozum!

Siavash Amini – Serus
Jarek Szczęsny:

Pływanie w stanie półsnu.

Foghorn – Thanatos
Jarek Szczęsny:

Album wysokooktanowy.

Subjected – Pictures From The Aftermath
Paweł Gzyl:

Ambientowa afirmacja życia i miłości.

Billy Woods And Kenny Segal – Hiding Places
Jarek Szczęsny:

Ciężki i ponury.

Ellen Arkbro – Chords
Paweł Gzyl:

Filozofia czystego akordu.

BNNT is Patrick Higgins – Multiversion #1
Jarek Szczęsny:

Część pierwsza.

Opla – Obertasy
Jarek Szczęsny:

Modernizacja polskiej wsi.

Zguba – Potwarz
Jarek Szczęsny:

Zagadkowa umysłowość.

Erith – Speed of Light
Przemysław Solski:

Niebanalny styl, kosmiczna muzyka, swoboda na scenie, tak w kilku słowach można określić nowe zjawisko na polskim rynku.

Øyvind Torvund – The Exotica Album
Łukasz Komła:

W egzotycznym zwierciadle.

Sciahri – Double-Edged
Paweł Gzyl:

Plemienny minimal.

Various Artists – ePM Selected Vol. 7
Paweł Gzyl:

Dziesięć house’owych sztosów.



EABS – Slavic Spirits

Jazz w bardo.

W czasach pośpiechu, oni się nie spieszyli i nagrywali przez dwa lata. W czasach postpiśmiennych, oni czytali Marię Janion, Aleksandra Brücknera, Olgę Drendę i Andrzeja Ledera. W czasach indywidualizmu, oni postawili na kolektyw. W czasach zapatrzonych w przyszłość, oni wracają do własnych korzeni. I w końcu w czasach przeładowania, oni zamykają wszystko w czterdziestu czterech minutach. Oni to zespół Electro-Acoustic Beat Sessions. Debiutowali kapitalną płytą, na której zajęli się twórczością Krzysztofa Komedy. „Slavic Spirits” to wydestylowana mieszanka historii, muzyki i filozofii. Przed nagraniem zespół sięgał po różne źródła szukając w nich tytułowej słowiańszczyzny. Przewodnikiem duchowym w tej wędrówce był Czesław Niemen.

Wydając album w wersji deluxe wyposażyli go w książkę. Tak, właśnie książkę, a nie żadną tam książeczkę. 140 stron (w formacie płyty) w języku polskim i tyleż w języku angielskim. Rzecz obszerniejsza niż sam album. Tym samym, biorąc pod uwagę stan czytelnictwa w Polsce, na myśl o dodaniu książki do płyty, uśmiecham się jeszcze szerzej. Autorem tekstu jest Sebastian Jóźwiak, menadżer zespołu. Do składu dołączył Tenderlonious, co jednocześnie podkreśla silnie demokratyczną formę EABS. Przy okazji warto zwrócić uwagę, że mający w pełni uzasadnione zagraniczne ambicje zespół w ogóle nie powtórzył nic z tego, co ostatnio wypracowała konkurencja w postaci The Comet is Coming, Maurice`a Louca czy Kamasi`ego Washingtona. EABS nie mogli wiedzieć co też inni planowali i nagrywali, a więc zostaje tylko jedno – intuicja.

Kierując się nią zdecydowali opuścić doczesność i wejść w stan bardo, tylko bez umierania. Obcują z duchami starając się zrozumieć m.in. dlaczego człowiek postanowił dokonać rozbratu z przyrodą zawłaszczając ją i prowadząc do zagłady. Jednocześnie badali mitologię słowiańską z pełną wiedzą, że była ona czasami brana na sztandary grup skrajnych. A tu celem jest tolerancja, dobroć i wzajemne zrozumienie, ale bez mesjanistycznych aspiracji. Wracając do stanu bardo, zespół porusza się bez przeszkód po różnych okresach czasowych, miesza wpływy i wraca do świata żywych ze świeżą, unurzaną w przeszłości współczesną propozycją, którą można by zamknąć w zgrabnej frazie spiritual jazz. Tylko za sferę duchową odpowiadają słowiańskie duchy, które mogły spotkać się na Ślęży.

No dobra, ale jaka jest ta płyta? Genialna. EABS stworzyli dzieło pełne, barwne i dopracowane w każdym detalu. „Slavic Spirits” praktycznie stanowi jedną całość. Precyzyjnie przemyślaną ze świetnie skonstruowaną dramaturgią. Począwszy od „Ciemności”, która brzmi jakbyśmy asystowali przy narodzinach muzyki, aż po euforyczne „Przywitanie Słońca”, gdzie robotę robią dęciaki. Po drodze wpaść można na „Południcę” z okazałą partią perkusji czy na utwór „Ślęża” (biorąc pod uwagę podbój zagranicznych rynków taki tytuł może być dobrym wabikiem), który ma wiele wspólnego z emocjonalnymi erupcjami znanymi z utworów Czesława Niemena. No i jest jeszcze na wpół dziki i niesamowicie przestrzenny „Leszy”. W nim właśnie jest najwięcej tego, o czym pisał Jóźwiak, czyli melancholii. To jest po prostu szlif brylantowy.

Astigmatic | 2019
Bandcamp
FB
FB Astigmatic

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze