Szwajcar o pseudonimie D’incise (improwizator, przede wszystkim laptopowiec, członek genewskiego kolektywu Audioactivity) już wcześniej rozpoznał internet jako odpowiedni środek na rozpowszechnianie muzyki. W lutym 2006 roku zadebiutował jego netlabel Insubordinations, poświęcony szeroko pojętej muzyce improwizowanej (uwzględniającej wpływy freejazzu jak i elektroakustyki).

Szwajcar o pseudonimie D’incise (improwizator, przede wszystkim laptopowiec, członek genewskiego kolektywu Audioactivity) już wcześniej rozpoznał internet jako odpowiedni środek na rozpowszechnianie muzyki. W lutym 2006 roku zadebiutował jego netlabel Insubordinations, poświęcony szeroko pojętej muzyce improwizowanej (uwzględniającej wpływy freejazzu jak i elektroakustyki).
THOMAS CHARMETANT indoor/outdoor
JACQUES DEMIERRE black/white memories
Jedną z ważnych gałęzi działalności stanowią wydawnictwa skupione na odkrywaniu nowych możliwości drzemiących w instrumentach o ustalonym (wydawałoby się) sposobie ‘użytkowania’. Mamy album Thomasa Chermetanta „Indoor/Outdoor” (eksplorujący spektrum brzmień wiolonczeli) oraz „Black/White memories” pianisty Jacquesa Dermierre’a. Niemal automatycznie nasunęły mi się skojarzenia (kolejno) z nagraniami Nikosa Veliotisa oraz Johna Tilbury’ego. Oba wydawnictwa dla Insubordinations w porównaniu z twórczością wymienionych muzyków na pewno nie powalają (zwłaszcza Dermierre’owi daleko do Tilbury’ego), jednak stawiają instrument w centrum i oświetlają go z wielu stron, nie raz intrygując grą cieni (surowość, drapieżność wiolonczeli albo wiwisekcja wnętrza fortepianu).
|
|
||
HEDDY BOUBAKER+SÉBASTIEN BOUHANA
SÉBASTIEN CIROTTEAU+FABRICE CHARLES rumeurs
MARTINE ALTENBURGER & LÊ QUAN NINH love stream
W tym nurcie, powiedzmy, sonorystycznym mieszczą się też nagrania trzech duetów.
Self-titled saksofonisty Heddy’ego Boubakera i perkusisty Sebastiena Bouhana to debiutanckie wydawnictwo Insubordinations. 25 minut różnych drobnych dźwięków podzielono na dwie części. Całość wpisuje się w model improwizacji redukcjonistycznej, skoncentrowanej na niuansach brzmieniowych i nietypowych sposobach gry. Wdechy, wydechy, świsty, poszumy, pyknięcia, skrzypnięcia, dźwięki raczej punktowo, czasem jakieś rozpoznawalne – saksofonowe w oczywisty sposób. Bębnienie wycofane, w tle, delikatne, jeśli brać pod uwagę możliwości instrumentu. Czasem jakieś sekwencje albo powtarzanie rytmicznego wybijania, ale zwykle obstukiwanie, pocieranie. Bouhana nie ogranicza się do membran bębnów, ale spaceruje po innych częściach perkusji, osiąga efekty przypadkowych uderzeń, jakby gdzie popadnie. Wszystko niby w porządku, ale czegoś brakuje. Muzycy w moim odczuciu nie osiągnęli niczego więcej w dziedzinie wyzwalania instrumentów. Aż się prosi o jakiś bardziej zdecydowany gest muzyczny, frazę choćby i zdekonstruowaną. To pozwoliłoby docenić i umiejscowić cały katalog dźwiękowych szczegółów.
Wyżej cenię sobie „Rumeurs” Sebastiena Cirotteau (trąbka) i Fabrice’a Charlesa (puzon).
|
|
||
Wydaje się, że obecnie w świecie muzyki improwizowanej nieortodoksyjna gra na obydwu instrumentach (choć przede wszystkim – na trąbce) jest dobrze reprezentowana i ciasno zrobiło się w tym polu. Trudno mi to wykazać, ale ta 18-minutowa improwizacja jest ponadprzeciętna. Po prostu słuchając jej mam wrażenie koherencji kolejnych sekwencji, tego, że muzycy wiedzą, co robią (są partie, gdy narracja się zagęszcza i takie gdy jest rozplątywana). Ważne jest również to, że ilość technik (tricków) służy efektowi dźwiękowemu, a nie odwrotnie. No i całość ma organiczny posmak, który zwiększa przyswajalność – nie ma tu ani ascetycznej metaliczności ani skrajnie wydelikaconych oddechów. Naprawdę, dzieję się tu trochę i to na kilku poziomach.
A już za prawdziwy klejnot uważam „Love stream” (cóż za trafny tytuł), ponad 50-minutowy improwizowany set w wykonaniu Martine Altenburger (wiolonczela) i Le Quan Ninha (zestaw perkusyjny). Muzyka przepojona miłością do improwizowania, do instrumentów, w końcu zapewne do dźwięków, płynie czystym strumieniem do otwartych uszu.
|
|
||
BUCHER/GLAUSER/UNTERNÄHRER
Tym wydawnictwem wkraczamy w nieco inne rejony – instrumenty akustyczne są ‘zasilane’ elektroniką. Perkusja (Christian Bucher) i tuba (Marc Unternährer) są atakowane przez elektronikę (Andreas Glauser) utrzymaną w tonacji hałaśliwej, skwierczącej, drapiącej, dynamicznej. Hasłowo – noise, trochę w stylu Sakady czy coś mniej więcej jak bardziej wysublimowane (nie te masywne) momenty Jasona Lescalleeta albo Will Guthrie pełen zakrętów (najbliżej stad do nagrania Guthrie/Fages). Jest w tym też trochę z Radiana – przede wszystkim, jeśli chodzi o faktury. Instrumentaliści wobec dywersji wykazują się charakterem i nie dają się przytłoczyć hałasującym maszynom. Grają zarówno przy użyciu rozszerzonych technik, jak i w całkiem tradycyjny sposób. Tu świetnie sprawdza się tuba, która wprowadza nieco luzu i humoru. Ale takie momenty, jak zupełnie ‘tradycyjne’ wejście perkusji pod koniec „J2” też nadają smak tej produkcji.
Z początku myślałem, że tytuły kolejnych improwizacji (np. „C1”, „E1”, „F3”, „G5”) odnoszą się do szachów. Ale ten trop nie zaprowadzi daleko, panowie proponują grę, która nie wymaga tyle skupienia, toczy się bardziej wartko – raczej więc okręty. Jeśli tak – to większość strzałów na tym albumie, jest uderzeniami celnymi.
CRIADERO EN SERES colmillo de cereza
Jedyna definitywna porażka w tym zestawieniu - 21-minutowa improwizacja „Colmillo de cereza”, za która odpowiedzialny jest argentyński duet Criadero en Seres (electronika, gitara, przetwarzanie). Przygaszone skrawki z gitary, jakieś drobiny elektroniczne, poszumy, przepływy ‘brudów’. To nawet nie denerwuje, gorzej – to przechodzi niezauważone, nie wywołuje żadnego wrażenia. No, może poza wnioskiem, że Argentyńczycy źle odrobili lekcje z słuchania Jazkamera.
|
|
||
TUTU COMBO & HEDDY BOUBAKER le grain de l'avoine
Nie do końca przekonuje mnie też krótkometrażowe (17 minut) granie Heddy’ego Boubakera i kwartetu Tutu Combo – ciekawie funkcjonuje akordeon, jakby w tle, ale wobec niewielkiej ilości identyfikowalnych dźwięków przyciąga uwagę pojedynczymi frazami (raczej spokojne dźwięki, bez zapuszczania się w rejony skrajne). Drugi kawałek jest reprezentatywny, ma ten klimat niedopowiedzenia, jaki panuje w całości. Jednak trudno mi stwierdzić, czy to o tą atmosferę chodziło, czy rodzi się ona mimochodem i wynika z krótkiego czasu trwania. Na przykład ostatni track zanika nagle, choć równie dobrze mógłby się jeszcze rozwinąć. Najchętniej posłuchałbym nagrania duetu akordeonisty (Robin Servant) z saksofonistą, który znów używa wielu nietypowych technik gry.
FIST OF KONG does stuff
Większość wydających w Insubordinations artystów to Francuzi i Szwajcarzy, jednak label nie koncentruje się wyłącznie na tym obszarze. Fist of Kong to duet (gdy powstawał w 2003 – trio) z Houston. Muzycy używają sporego arsenału: saksofon, perkusja, harmonia, banjo, theremin, bas, perkusja, keyboard. W dodatku zapraszają gości, którzy wprowadzają dodatkowo: piano elektryczne, takąż gitarę, skrzypce, wiolonczelę, puzon. Jest więc rozmaicie, jeśli chodzi o muzykę, przede wszystkim jest ona improwizowana i stroni od idiomów, gotowych schematów. W utworach pierwszym i ostatnim słychać wpływy Kammerflimmer Kollektief. Są momenty lo-fi, jakby Fridge przestał grać ładne tematy, do tego dźwięki otoczenia – np. kawałek „NoDrone”. Z kolei „ElektroFOK” zawiera w sobie nieco anachroniczne odgłosy, niczym ze studiów eksperymentalnych, w jakich urzędowali awangardowi ‘akademicy’. Trafią się też partie rozczochranego grania ‘tutti’. Długa do droga do ciekawego zgiełku to track drugi „Dancing in Sand”, a w utworze „Mike’s complaint” dochodzi do skondensowanej erupcji. Są też momenty, gdy możemy podziwiać nieco koślawy styl gry saksofonisty, on chyba nie pozuje na genialnego dyletanta, tylko wie, co robi.
W efekcie – płyta długa (ponad godzinę), obfita w wydarzenia, nieco może zbyt eklektyczna, z kilkoma mieliznami, które chce się ominąć, ale warta posłuchania.
|
|
||
CRASHBONSAI shit on scissors: splatter data for fake minds
Album „Shit on scissors: splatter data for fake minds” czyli 12 laptopowych improwizacji (w 25 minut) Crashbonsaia, jest utrzymany w stylu Microstorii. Autor stwierdza, że tytuły kawałków są lepsze niż one same, ale z dźwiękami nie jest wcale tak źle. Oczywiście, mocne podobieństwo do muzyki niemieckiego duetu sprawia, że nie będę wychwalał albumu pod niebiosa – bo generalnie nie jestem fanem klonowania. Jednak Crashbonsai potrafi przemówić głosem bardziej własnym, jak choćby w „Freedom sucks”. U Niemców zwykle pojawiają się jakieś powidoki melodii, melancholijne czyste dźwięki, u Włocha nie ma tego prawie wcale. Zamykający wydawnictwo „Wow, yeah” też jest trochę odmienny od reszty, przypomina z kolei zagrywki AGF i Zavoloki. Mam cichą nadzieję, że w przyszłości ten improwizator mocniej wsłucha się w siebie i zaprezentuje materiał, na którym odciśnie się piętno tylko jego osobowości.
|
|
||
Opisałem większość starszych produkcji Insubordinations (oprócz np. Diatribes z gitarzystą Christianem Grafem czy remiksów zbudowanych z wydawnictw od pierwszego do siódmego), a w listopadzie pojawiły się dwie pozycje, które zapowiadają się obiecująco (jeszcze nie słuchałem). Elektroakustyczne „SOL” Mathiasa Delplanque oraz zbiór free-improvu z Kanady, Włoch, Portugalii, Brazylii (może to wskazanie na nowe obszary geograficzne poszukiwań labelu) i oczywiście Francji oraz Szwajcarii.
Propozycja playlisty na początek:
1. [insub07] Bucher/Glauser/Unternährer - J2 pobierz plik
2. [insub12]Fist of Kong - Dancing in Sand pobierz plik
3. [isub07] Bucher/Glauser/Unternährer - G8 pobierz plik
4. [insub06] Thomas Chermetant – Indoor/outdoor pobierz plik
5. [insub08] Crashbonsai – Freedom sucks pobierz plik
6. [insub09] Tutu Combo & Heddy Boubaker – L’autre grain pobierz plik
7. [insub12] Fist of Kong – Burning bridges pobierz plik
8. [insub03] Diatribes + Christian Graf – Eclaircie pobierz plik
|
|
||
I jeszcze jedno przypomnienie o nie-do-przegapienia albumach w całości:
[insub04] pobierz plik
[insub11] pobierz plik
nie od rzeczy moze tez bedzie podac adres www: http://www.dincise.net/insubordinations/


