muzyka elektroniczna jest często chłodna, mechaniczna i w takiej formie nie jest dla nas atrakcyjna. Nasze inspiracje to produkcje bardziej organiczne, i to słychać choćby na ostatnim naszym krążku
duet thievery corpopration to pochodzący z waszyngtonu panowie rob garza i eric hilton. przyznać trzeba, iż w pewnym momencie muzycy ci byli prawdziwymi "wodzirejami" na scenie post-triphopowego downtempo i lounge. to właśnie jedna z płyt thievery - "the mirror conspiracy" wyznaczyła standardy modnego klubowo - chilloutowego grania przełomu wieków - zmieszajmy więc ciepłe, niskie linie basu, dodajmy do nich rozmazane, czasem lepkie brzmienia wszelkich rhodesów, zatrudnijmy - obowiązkowo francuskojęzyczną - wokalistkę, ot i mamy modną płytę. prosty przepis? gwarantuję jednak, iż prócz thievery corporation - niewielu wykonawców potrafi przepis ten wcielić w życie z taką klasą.
nasze dźwięki są pochodną tylu różnorodnych muzycznie fascynacji, iż naprawdę ciężko jest brzmienie thievery corporation w jakikolwiek sposób sklasyfikować. pracujemy zazwyczaj z pomocą elektroniki, ale rezultatów tych prac elektroniką nazwać chyba nie można. - mówi eric hilton. i faktycznie, siłą muzyki thievery corporation jest właśnie różnorodność - panowie śmiało korzystają z modnych ostatnio indyjskich brzmień, sięgają również po instrumenty pochodzące z afryki czy ameryki łacińskiej - ot taki kulturowy muzyczny tygiel. wszystko zaś polane wysublimowanym, nowoczesnym, i - nie da się ukryć - elektronicznym brzmieniem. zanim jednak panowie hilton i garza ostatecznie zdefiniowali własną muzyczną estetykę - obaj próbowali swych sił w różnych projektach - wspomnieć należy choćby garażowo-punkowe zespoły hiltona [brzmieliśmy fatalnie, ale każdy w okolicy chciał z nami grać], potem zaś jego fascynację jazzem, soulem, bossa novą czy muzyką jamajską [szczególnie mandess, secret affair, the style council czy specials]. pod koniec lat '80 hilton zaangażował się w coraz bardziej popularną scenę house, i jak większość tworzących dziś "elektronicznych" wykonawców - zajął się djką. dziś mówi nie mam pojęcia, dlaczego pochłonięty byłem housem i hiphopem, te dźwięki po prostu brzmiały wtedy bardzo świeżo.
rob garza przebył podobną muzyczną drogę. urodził się w chicago, szybko jednak przeniósł się do walkersville - małego miasteczka położonego 40 mil od waszyngtonu. dorastał w otoczeniu kolecji płytowej rodziców - znaleźć tam można było nagrania johnego casha, sama cooka, the drifters czy the beatles. trudno się chyba dziwić, iż dziś rob garza mówi, iż właśnie ci wykonawcy byli dla niego jedną z pierwszych i największych inspiracji. w wieku 16 lat graza przeniósł się do connecticut, gdzie zaczął tworzyć swe pierwsze dźwięki [muzyk uczęszczał wówczas do specjalnej, "elektronicznej" klasy, gdzie uczono się sztuki sekwencji, samplingu czy pracy z automatem perkusyjnym]. wkrótce stworzył swoje małe studio, gdzie oddawał się eksperymentom z dźwiękiem. prawdziwa rewolucja przyszła - podobnie jak w przypadku hiltona - z chwilą pojawienia się takich wykonawców jak meat beat manifesto, hugo largo czy the pixes. szczególnie ta ostatnia kapela miała wielki wpływ na garzę - dziś muzyk żartuje: śpiewali po hiszpańsku, śpiewali o dziwkach, wariatach i kalectwie - jak można było ich nie lubieć? i podobnie jak w przypadku hiltona - również garza zaczął się w końcu fascynować dźwiękami bossa novy i jazzu. w roku 1995, kiedy wspólnie z ericem zakładaliśmy thievery, byłem już na etapie zagłębiania się w coraz subtelniejsze strony muzyki.
pierwszy krążek duetu, "sounds from the thievery hi-fi", pojawił się w roku 1996, był dość sporym wydarzeniem, jednocześnie sygnałem nowej estetyki. pamiętajmy, iż połowa lat '90 w elektronice była czasem gęstego, przygnębiającego trip-hopu. panowie z thievery zaproponowali muzykę wywodzącą się z tego właśnie nurtu, w swym brzmieniu jednak lżejszą i bardziej przestrzenną. również na "sounds from the thievery hi-fi" po raz pierwszy pojawiły się odniesienia do muzyki innych kultur, posłuchać można było również mocno dubowych kawałków, wszystko zaś podane było w formie niezłej, ciepłej produkcji. krążek został zauważony i doceniony, a debiutujący duet dostał możliwość wykonania remiksów dla takich wykonawców jak david byrne, gus gus czy stereolab [wszystkie ukazały się potem na płycie "abductions and reconstructions" w 1998 roku, sam duet był również autorem jednej z ciekawszych części serii dj kicks].
rozwinięciem stylu zaprezentowanego na debiutanckim krążku był wydany w 2000 roku, wspomniany przeze mnie na początku krążek "the mirror conspiracy". płyta ta jest jednocześnie najbardziej udanym dziełem thievery corporation, jak i jedną z najlepszych płyt klubowej muzyki końca XX wieku. rzecz o niesamowitym potencjale - tak elegancko-tanecznym, jak i czysto komercyjnym: kilka pochodzących z "the mirror conspiracy" kawałków doczekało się wielu emisji w komercyjnych stacjach radiowych, sam album zaś rozszedł się w ilości 350 tysięcy kopii, co jak na ambitną muzykę pop jest ilością bardzo dużą.
w 2001 roku panowie hilton i garza poproszeni zostali przez wytwórnię verve o wykonanie komplilacji prezentującej muzyczny dorobek jazzowego labelu. jako, iż nagrywający dla verve artyści byli od zawsze jedną z inspiracji duetu - jeszcze w tym samym roku pojawiła się płyta "sound from the verve hi-fi", na której znalazły się kawałki m.inn. chico hamiltona, artura gilberto czy waltera wanderley.
ostatni jak dotąd krążek thievery corporation ukazał się w roku 2002 - jego tytuł "the richest man in babylon". duet poszedł w stronę "organiczności" - zapraszając do współpracy artystów takich jak emiliana torrini, notch, lou lou, sleepy wonder, pam bricker czy shinehead. mimo jednak usilnych prób rozwinięcia brzmienia thievery - trzecia płyta duetu to po prostu kontynuacja tego, co można było usłyszeć na "the mirror conspiracy". o nowym krążku thievery narazie wieści nie ma - kto wie, może doczekamy się premierowych dźwięków duetu jeszcze w tym roku?
poznalem juz sporo zespolow grajacych trip-hop z tych znanych bardziej np.Portishead,Antimatter,Massive attack,Lamb,Hungry lucy,Hooverphonic i teraz wlasnie Thievery Corp. i wniosek mam taki-wszystkie grają podobnie,powolne tempa czasami bywają nużące i nie moge wymienic jednej plyty ktora by mnie calkowicie zachwyciła.Jest to muzyka do relaksu,najlepsza w towarzystwie używek, taka prawda...
Rika ma racje... Pierwszy album był naprawde dobry... jednak teraz najwidoczniej skonczyły się pomysły? A szkoda!!!
A ja bym sie tak wcale nie zachwycała.Owszem,na pewno Thievery Corporation realizuje nieporównywalnie ambitniejszy materiał niż gwiazdeczki,których twórczością jesteśmy na codzień szpikowani przez media.Mimo to album The mirror conspiracy jest bardzo prosty.Ot co,kompilacja krótkich, wpadających w ucho,podobnych do siebie pioseneczek okraszonych orientem.Parę lat temu,być może nowatorstwo,ale w dobie nieustannie rozwijających się nurtów w muzyce klubowej i nie tylko,chłopcom z Thievery Corporation przydałyby się nowe inspiracje
ONI WYMIATAJA !
A TO MIEC TRZEBA!!!!!
ta strona i to co ona prezentuje jest tym czego szukałem. czytam o wykonawcach/producentach/djach/albumach//MUZYCE ktorą juz znam i dowiaduje sie o istnieniu tej/tych którą/ych chce poznać. WIELKIE DZIĘKI ZA TO! POZDROWIENIA DLA TUBYLCÓW! z checia wymienie sie pogladami, dowiem sie o czyms co warto znac itp ->skurczybyk@poczta.fm #GG:5900598


