New Rome (Tomasz Bednarczyk) – New Rome
Ania Pietrzak:

Nowe oblicze wrocławskiego producenta.

Catnapp – Break
Paweł Gzyl:

Basowe piosenki.

Joshua Sabin – Sutarti
Paweł Gzyl:

Zew z litewskich lasów.

Thom Yorke – Anima
Maciej Kaczmarski:

1997-2019-2049?

Koza – Mystery Dungeon
Jarek Szczęsny:

Moby Dick.

D. Carbone – A.C.A.B.
Paweł Gzyl:

D. Carbone idzie na wojnę.

Fire! Orchestra – Arrival
Jarek Szczęsny:

Zrobiło się ciszej.

SØS Gunver Ryberg – Entangled
Paweł Gzyl:

Ciekawie, ale za krótko.

Palmer Eldritch – [dog]
Jarek Szczęsny:

Nieustanny proces chwalenia.

LSD – Second Process
Paweł Gzyl:

Kreatywna kooperacja czy skok na kasę?

Lena Andersson – Söder Mälarstrand
Paweł Gzyl:

Owoc studyjnego spotkania Eomaca i Kyoki.

Michał Miegoń & Adam Witkowski – Dwuja
Jarek Szczęsny:

Zawsze słucha się inaczej.

Lost Few – Between The Silence
Paweł Gzyl:

Muzyka na poprzemysłowe przestrzenie.

Jakub Lemiszewski – 2019
Jarek Szczęsny:

W zaczarowanym nastroju.



deep techno

Pod igłą #2: W cztery EP-ki techno dookoła świata

Drugi wpis w cyklu „Pod igłą” to spojrzenie na techno, a dokładnie na cztery ciekawe, wyraziste i esencjonalne (a nawet mocne) winylowe EP-ki z tego gatunku, zahaczające także o odmiany z przedrostkami, które ukazały się w marcu i które zabierają nas w swoistą podróż dookoła świata. Dlatego tym razem „Pod igłą” w formule „w cztery EP-ki techno dookoła świata.”

Czytaj dalej »

Pod igłą: nowości od Golden Baby, Rising Sun, KUF i Skee Maska

Nowy cykl „Pod igłą” to ukłon w stronę czarnych płyt, których popularność odradza się od dłuższego już czasu, choć tak naprawdę ich fenomen trwa nieprzerwanie od kilkudziesięciu lat, kiedy pojawiły się w świecie muzyki. Mają jedyny w swoim rodzaju brzmieniowy urok i fizyczne piękno, co sprawia, że wywołują emocje nieporównywalne do płyt CD czy kaset magnetofonowych, są uwielbiane przez DJ-ów i muzycznych megalomanów, dla których upragnione wydawnictwo na wosku to niemalże świętość. Co do niekończącej się dyskusji o wyższości brzmienia z płyt CD od tego z płyt gramofonowych, nie zamierzam nikogo przekonywać, że jest inaczej, za to przywołam najsłynniejszy chyba cytat na temat winyli, przypisywany Johnowi Peel: „Somebody was trying to tell me that CDs are better than vinyl because they don’t have any surface noise. I said, “Listen, mate, life has surface noise.

W ten oto sposób otwieramy cykl „Pod igłą”, pod którą jako pierwsze trafiają nowe EP-ki Golden Baby, Rising Sun, KUF i Skee Maska, które łączy nie tyle co gatunkowe podobieństwo, ile wysoki poziom. Bez względu na to, w stronę którego tytułu zwrócicie wzrok i uszy powinniście być zadowoleni (albo i zachwyceni)!

Golden Baby – forgotten world 1 & forgotten world 2

DJ Healer aka: Traumprinz / DJ Metatron / Dr Sun / Prime Minister of Doom / Prince Of Denmark powraca z kolejnym aliasem – Golden Baby. Tajemniczy niemiecki producent z Jeny, wcześniej związany przez długi czas z wytwórnią Giegling, na dwóch dwunastocalowych winylach proponuje wybrane utwory ze swoich setów opublikowanych kilka lat temu pod różnymi z wymienionych pseudonimów. Wyborny, sugestywny deep house („AnotherChicagoHooker”, „Can I Ride (Extended Cut)”) z zacięciem w stronę ambientu, a nawet dubów („Ta Reine”). Pozostałe utwory z EP-ek będą zapewne możliwe do namierzenia na YT pod innymi tytułami, po tym jak EP-ki fizycznie pojawią się na rynku (wysyłka: drugi tydzień marca). Muzyczna rozkosz, kolekcjonersko (już) biały kruk, który na specjalnie postawionej przez Healera stronie all possible worlds wyprzedał się w mgnieniu oka. Na pocieszenie na ww. stronie znajdziecie reedycje zeszłorocznych albumów Healera: „Nothing 2 Loose” oraz „Mudshadow Propaganda” wydany jako Prime Minister of Doom. Polecam brać, póki jeszcze są. Wyborny szeroko pojęty deep house i najgłębsze doznania obcowania z nim gwarantowane.

Rising Sun – Realism EP & Realism II

Na ostatnich EP-kach Steffena Laschinskiego aka Rising Sun, podobnie jak u Golden Baby, przeważa deep house z domieszką ambientu, niemniej z zacięciem w stronę breakbetów i brzmień leftfield, co z kolei stanowi łącznik z nagraniami Skee Maska, o którym mowa kilka linijek niżej. Na Realism trafiło sześć nagrań: Miracle, Give Me Love (The Ambientist Remix I), The Park, Rewind, Yours (24 March Mix – Live), First Touch (Scraps Of Poetry 606 Reduce), które niosą house’ową błogość, trochę sampli i nostalgicznych brejków rodem z lat 90. Dodatkowym atutem są remiksy The Ambientista, który zdobył rozgłos kasetowym wydawnictwem 1-10 (na winylu: 1-6) tj. remiks „Give Me Love” I na Realism, a na siedmiocalowej Realism II – „Give Me Love” II (na Realism II obok remiksu Tha Ambientisa jeszcze utwór „Hirosaki”). Obie EP-ki raczej trudno dostępne, choć w Polsce do zdobycia z wyjątkową łatwością: w sklepie internetowym Monoton, którego banner dumnie pręży się pod tym tekstem. Znajdziecie tam jeszcze trzecie wydawnictwo Rising Sun – zeszłoroczne „Poems On Healing A Broken Heart”, które podobnie jak Realism EP i Realism II wypuściła oficyna Reality Used To Be A Friend Of Mine, o skromnym katalogu (raptem 5 pozycji), ale dobranym z wyjątkowym ukłonem w kierunku mieszanki deep house / breakbeat / ambient. Nostalgicznie, urokliwie i niezwykle przyjemnie.

KUF – GGGGG

KUF, założyciel szwedzkiej wytwórni Arsenik Records, wypuścił niedawno ciekawą EP-kę zatytułowaną „GGGGG”, na której znajdziemy cztery utwory, będące przekrojowym spojrzeniem na techno. Są tu zarówno brzmienia charakterystyczne dla namiotowych rejwów („Rave Face”), minimal techno („Krem”) czy deep („Dubber”). Do tego ciekawa wycieczka w stronę eksperymentu – tytułowy „GGGGG”. Przy tej różnorodności KUF zachował spójność, opartą z jednej strony o energetyczne techno, z drugiej o charakterystyczny brzmieniowy chłód oficyny, którą kieruje, a która uparcie w swoich tagach wskazuje ambient, choć jedynego łącznika z ambientem należy w tym przypadku upatrywać co najwyżej w chłodach szwedzkiego klimatu, aniżeli w brzmieniach Arsenikowych wydawnictw. Na tych w roli głównej występuje techno – za każdym razem ciekawe, z ukłonem w stronę minimalu, ale jednocześnie pełne energii. Wyrafinowana EP-ka o niepodważalnym uroku, od której warto rozpocząć eksplorowanie katalogu Arsenik Records.

Skee Mask – 808BB

Jeden z najczęściej wychwalanych ostatnio producentów, Skee Mask, który ową popularność zawdzięcza zeszłorocznej płycie „Compro”, powraca z EP-ką „808BB”, będącą kontynuacją EP-ek z 2017 r. – „2012” i ” ISS002″. Podobnie jak wcześniejsze wydawnictwa Skee Maska również i „808BB” została wydana w wytwórni Ilian Tape prowadzonej przez braci Dario i Marco Zenker. Trzy numery, które trafiły na EP-kę, to w istocie skondensowana próbka bardziej tanecznej strony muzycznego stylu Skee Maska. „Trackheadz” – energetyczna fuzja techno i drum & bass, perkusyjne szaleństwo mogące wywołać ekstazę. W „TH808” Skee Mask nieco zwalnia, a na tle połamanej stylistyki eksponuje długie ambientowe pady, który to schemat znamy doskonale z „Compro”. Podobnie jest w trzecim „800AB”, choć tu więcej miejsca na breaki i błogi idm, w którym naturalnie można odnaleźć ducha Aphexa, choć to porównanie jest już tak zgrane, że przestaje mieć jakikolwiek sens. Tak czy siak, fani jednego i drugiego powinni być zadowoleni, a po wyjściu ze świata etykiet, nawet ucieszeni, bo jak widać na przecięciu tych styli wciąż można tworzyć coś atrakcyjnego. Rekomendacja jak podawać – po prawej stronie etykiety na płycie.

Vril ‎– Anima Mundi

Orbitowanie bez cukru.

Październik okazał się łaskawy dla sympatyków miksu techno i dub techno z nieoczywistymi brzmieniami ambientowymi. Otóż za sprawą holenderskiej wytwórni Delsin ukazał się długogrający album niemieckiego producenta Vrila, kontynuacja kasety o tym samym tytule, opublikowanej w 2017 r., będącej kolejną perełką w katalogu wytwórni Giegling z Jeny, z której każde wydawnictwo to jasno błyszcząca gwiazda w elektronicznym gwiazdozbiorze. Dowodem tego wyprzedające się w mgnieniu oka nakłady każdej z tych „gwiazdek”. To właśnie w Giegling wydawali lub wciąż wydają m.in. Traumprinz (aka DJ Healer aka DJ Metatron aka Dr Sun aka Prime Minister of Doom aka Prince Of Denmark), Edward, Kattenkarussell, Leafar Legov czy map.ache. To oczywiście artyści cytowani wg subiektywnego klucza, ale wszystkie wydawnictwa Giegling polecam każdemu, w całości i zawsze.

Taka rekomendacja tyczy się też albumu Vrila, który jest płytą fenomenalną i nie ma co zostawiać tego stwierdzenia na koniec. Trzynaście utworów, które trafiły na „Anima Mundi” to kompozycje obłędne. Vril stworzył w nich wyjątkowe brzmienie techno wyciągając z dubów i ambientu esencję pełną świeżości i głębi. Schematyczność dubów nie usypia skupienia słuchacza, a gęste podkłady beatów lekko niosą za sobą atmosferę darków, a czasem zaś pozytywnego deep techno. Jest też ambientowa repetytywność. Wszystko to nadaje „Anima Mundi” kosmicznego charakteru, momentami wywołującego wręcz poczucie ekstazy i błogiej pełni.

Klimat ten nie opuszcza albumu ani na chwilę ożywiając metaforyczność zakodowaną w kolejnych utworach, z których każdy jest oryginalną historią i z których każdy przy kolejnym odsłuchu budzi nowe skojarzenia. „Manium” – wieszczący spokój panujący w nowym świecie rodzącym się po cyberpunkowej zakładzie, „Statera Rerum”, który wyjątkowo powinien przypaść do gustu fanom techno i ping-ponga, breakbeatowy utwór tytułowy, „Infinitum Eternis Anime” budzący skojarzenia z klasykami The Fielda, zagadkowy „Ilojim”, „In Via” z elementami cosmic, delikatny „Spes”, „Sine Fine” będący drumową interpretacją tanecznego poranka w lesie, budzący niepokoje „Iustus Est” po którym płynnie uspokaja sytuację nostalgiczny „Eon”. Całość zamyka bajecznie kołyszący „Longius Astrum”, który w szczególności powinien zachwycić fanów twórczości Deepchorda. A wśród tej bogatej materii Vril znalazł jeszcze miejsce dla dwóch reworków – „Riese” i „Haus” z kapitalnej EP-ki z początku roku, która ukazała się nakładem wspomnianej Giegling. Całość to majstersztyk.

Na „Anima Mundi” Vril genialnie operuje niuansami i dyskretnymi efektami, które choć subtelne to perfekcyjnie współgrają z tempem, żywą barwą basów i oddychającymi beatami. „Anima Mundi” bez dwóch zdań odzwierciedla znaczenie platońskiego konceptu czystej duszy (tzw. „duszy świata”), rozproszonej we wszechobecnej naturze. Wyobraźnię w tym zakresie budzą nie tylko dźwięki i brzmienia, ale także okładka wydawnictwa będąca oczywistym nawiązaniem do pojęcia stworzonego przez Platona. Dlatego na koniec raz jeszcze: płyta fenomenalna. Duby pełne życia, przyjemnie wibrujące techno i kosmiczny ambient. Istne orbitowanie. Na wiele różnych miejsc i na różne warunki. A wszystko bez zbędnego cukru.

2018 | Delsin Records

VRIL na Facebooku » Profil Delsin Records na Facebooku » VRIL na Bandcamp »

Gas – Rausch

Stąd do wieczności.

Czytaj dalej »

3 pytania – Michał Wolski

Nasz cykl zawitał do jednego z najważniejszych twórców rodzimego techno. Czytaj dalej »

VA – Conglomerate 2

Michał Wolski wraca z drugą częścią projektu „Conglomerate”. Czytaj dalej »

Secluded – Distant Memories

Hipnotyzujące połączenie magicznego ambientu oraz bezpardonowego techno rodem z Detroit.

Czytaj dalej »

Heathered Pearls – Body Complex

Nasz człowiek w Ghostly International

Czytaj dalej »

3 pytania – PVNV

Tym razem nasze pytania dotarły do PVNV, którego nowa epka „Consortium” ukazała się wczoraj. Czytaj dalej »

Efdemin – Decay

Być może Philip Sollmann znalazł inspirację w Japonii – ale przełożył ją na europejski język, silnie zaznaczając niemieckie korzenie swej twórczości.

Czytaj dalej »

Deep’a & Biri – Emotions Visions Changes

Skoro sam Derrick May wziął ich pod swoje opiekuńcze skrzydła i umieścił dwa utwory na kompilacji wytwórni Transmat, a Hell zaproponował wydanie singla i albumu, to znaczy, że warto na nich zwrócić uwagę.

Czytaj dalej »

Abstraxion – Break Of Lights

Debiutancki album francuskiego producenta z powodzeniem możemy postawić na jednej półce obok pamiętnych płyt Petara Dundova czy Christiana Löfflera z ostatnich lat.

Czytaj dalej »

Jonsson/Alter – 2

Wielu jest producentów sięgających po podobne rozwiązania melodyczne czy aranżacyjne – ale ci dwaj Szwedzi mają jakiś wyjątkowy dar do tworzenia niezwykle pięknych brzmień.

Czytaj dalej »

Kaito – Untill The End Of Times

Ten, komu jednak nie przeszkadza wyjątkowa uczuciowość japońskiego twórcy, odnajdzie na „Untill The End Of Time” wiele głęboko poruszającej muzyki.

Czytaj dalej »

Juan Atkins & Moritz Von Oswald – Borderland

Niezobowiązujący jam dwóch gigantów współczesnej elektroniki. A może jednak coś więcej?

Czytaj dalej »

Jimpster – Porchlight And Rockingchairs

Z jednej strony erudycyjne znawstwo współczesnej elektroniki, a z drugiej – świeżość spojrzenia na klubowe granie.

Czytaj dalej »

Minilogue – Blomma

Gdyby grupa Pink Floyd grała techno, niewykluczone że brzmiałoby ono tak, jak nowy album Minilogue.

Czytaj dalej »

Paul Ritch – Green & Blue

Rezydent Cocoon w cyklu imprez Cocoon Heroes na Ibizie. Jego pierwsze wydawnictwa etykietowane były nazwami wytwórni Get Physical i Resopal Schallware. Jest właścicielem Quartz Rec i za sprawą wydawnictwa dla tej wytwórni  („Split Part 1”) był nominowany w kategorii „najlepszy wykonawca techno” na Beatport. Kompilacja, to live recording z prestiżowego, niemieckiego festiwalu open air Green & Blue, wydana z okazji dziesiątego jubileuszu Cocoon. Produkcje Ritcha podładowane są adrenaliną, charakteryzują się melodyjnością, a zarazem siłą i głębią. Swoim perfekcjonizmem i ambicją wypracował sobie status uznawanego i szanowanego producenta i dj’a.

Tytułowy zielony z niebieskim to zimne kolory, ale klimat kompilacji paradoksalnie kontrastuje z chłodem,  który od nich bije. Wręcz idealnie komponuje się z klimatem gorącej Ibizy i Cocoon, spływającego potem i muzyczną ekstazą, która w odpowiednich okolicznościach na pewno powinna towarzyszyć odsłuchowi tego miksu. Całość poprowadzona jest w stylu deep techno, z którym to kojarzony jest i w którym specjalizuje się Paul Ritch. Jednostajny rytm i spójność wprowadzają w trans. Jadąc tramwajem i słuchając tego miksu, złapałam się na miarowym poruszaniu głową w przód i w tył jak to zwykły robić zabawkowe pieski na tylnych szybach samochodów. To jest jedna z tych kompozycji, która działa bardziej na ciało niż na umysł i zwana jest potocznie ‘dancefloor killerem’. Dobre na zimę, bo rozgrzewa lepiej niż herbata z miodem!

Właściciel wytwórni Cocoon Recordings Sven Vath nie wybrałby byle kogo do stworzenia tejże kompilacji. Nie lada zaszczytem jest taka gratyfikacja ze strony prawdziwego techno weterana  i stąd też, bardzo słusznie zresztą, miks uświetniający celebrację minionej dekady przypadł właśnie Paulowi Ritchowi.

http://www.facebook.com/pages/Paul-Ritch/94158243842?fref=ts

http://www.cocoon.net/recordings

Christian Löffler – A Forest

Ta płyta powinna się ukazać jesienią. W upalnym świetle czerwcowego słońca może nie być należycie doceniona. Bo znajdujące się na niej dźwięki powstawały, kiedy jej autor mieszkał w małej nadbałtyckiej miejscowości na północy Niemiec w domku, którego okno wychodziło wprost na gęsty i mroczny las. Wędrówki wśród drzew często owocowały ciekawym materiałem dźwiękowym – teraz wplecionym w tkankę kilku nagrań z albumu.

Christian Löffler zadebiutował trzy lata temu, wydając w kolońskiej wytworni Ki winylową dwunastocalówkę „Heights”. Zgrabne połączenie indie-rockowej emocjonalności z wywiedzioną z detroitowego techno elektroniczną głębią spotkało się z ciepłym przyjęciem na europejskiej scenie klubowej. Na produkcje młodego studenta sztuki zwrócili uwagę bardziej uznani twórcy podobnych brzmień – Pawel Kominek i Till Rohmann – w efekcie czego jego nowe nagrania ujrzały światło dzienne nakładem ich wytwórni Orphaner i C.Sides.

Debiutancki album Löfflera to zgodnie z tytułem mistyczna podróż w głąb cienistego lasu, symbolizującego w czytelny sposób ludzką duszę. Oczywiste nawiązana do słynnego nagrania grupy The Cure pod tym samym tytułem znajdujemy od razu w otwierającym krążek utworze. Miarowy puls rodem z klasyki kolońskiego tech-house`u wiedzie nas wprost przez gąszcz chrzęszczących i szumiących efektów do nostalgicznej melodii przywołującej od razu wspomnienie legendarnej kompozycji Roberta Smitha i spółki. Ponieważ klawiszowy pasaż brzmi niczym odtworzony od tyłu – całość nabiera mocno psychodelicznego charakteru.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/456976-01.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=456976-01″ allowscriptaccess=”always”]

Kolejne nagrania kontynuują wątki wprowadzone przez „A Forest”. Niemiecki producent z jednej strony sięga po motoryczne bity o tanecznym charakterze, a z drugiej – zanurza je w głębokich pasażach perlistych syntezatorów o bajkowym tonie („Signals” czy „Eisberg – Hemal”). Wspomnieniem indie-rockowej przeszłości artysty (grał w zespole A City Is A Tree) są tutaj masywne pochody przejmująco zawodzącego basu („A Hundred Lights”), a przejawem jego fascynacji klasyką – tkliwe dźwięki fortepianu („Pale Skin”). W kilku kompozycjach pojawiają się również wokale – ale czy śpiewa duński muzyk Gry Noehr Bagøien („Feelharmonia”) czy niemiecka wokalistka Mohna („Eleven”) – ich delikatne głosy pogłębiają tylko tęskną nostalgię kolejnych kompozycji.

Zresztą nieuchwytny smutek przeszywa wszystkie nagrania z zestawu. Löffler wyciska go z niemal z każdego dźwięku – bez względu czy jest to spowolniony bit „Slowlight” czy elegijny pochód klawiszy w „Ash & Snow”. Ta głęboka emocjonalność muzyki niemieckiego producenta jest jednak ubrana w nadzwyczaj melodyjne dźwięki. Dlatego jego nagrania urzekają od pierwszego przesłuchania – zachwycając momentami wręcz nieziemskim pięknem. Kulminacją tej wzniosłości jest pozbawiona rytmu kompozycja „Swift Code”, której głównym elementem okazuje się być przejmująca melorecytacja niemieckiego poety młodego pokolenia – Marcusa Roloffa.

Sięgając do najgłębszych pokładów ludzkich emocji łatwo popaść w patos lub banał. Całe szczęście Löfflerowi udaje się cudem tego uniknąć. A decyduje o tym najprostszy z możliwych zabieg – wpisanie wszystkich tych skłębionych uczuć w formułę energetycznego tech-house`u. W tym korzystaniu z czystych i wzruszających dźwięków niemiecki producent przypomina zresztą na „A Forest” nieco Petara Dundova z jego majestatycznym albumem „Ideas From The Pond” czy Claro Intelecto z niezwykłej urody płytą „Reform Club”. Wszystko wskazuje więc na to, że modne eksperymenty z deformowaniem dźwięków na współczesnej scenie elektronicznej wywołały zaskakująco szybką kontrreakcję – wyrazistą tęsknotę za klasycznym pięknem i harmonią.

Ki 2012

www.ki-records.com

www.myspace.com/kicologne

www.christianloeffler.net

www.myspace.com/christianloeffler

Glitterbug – Cancerboy

Większą część swego dzieciństwa w latach 1975 – 1983 młody chłopak z Essen spędził w tamtejszym szpitalu na oddziale onkologicznym. Lekarze walczyli o jego życie, poddając go radioterapii i chemioterapii, będących w tamtym czasie w fazie zaawansowanych eksperymentów. I udało się – przeżył. Tamten okres pozostawił jednak na jego psychice niezatarte ślady. Trzy dekady później Till Lohmann postanowił rozliczyć się ze swym dzieciństwem napiętnowanym stygmatem śmiertelnej choroby. W ten sposób powstał najnowszy album jego projektu Glitterbug – „Cancerboy”.

Płyta rozpoczyna się odgłosami szpitalnych urządzeń – w ten sposób niemiecki producent wprowadza nas w klimat swej młodości („Backwards”). Z czasem wyłania się nich niepokojący strumień ambientowego szumu, podbity miarowymi uderzeniami perkusji i powoli ale nieubłaganie kroczącym basem („To Guess”). Kiedy niespodziewanie uderza minimalowy bit, ta klubowa rytmika wydaje się być tu zupełnie nie na miejscu („Abyss”). Musi minąć dłuższa chwila aż zaczynamy się przyzwyczajać, że o tak intymnych i dramatycznych przeżyciach Lohmann chce nam opowiedzieć przy pomocy techno.

Niemiecki twórca buduje swe monumentalne kompozycje w typowy dla siebie sposób – na miarowo pulsujący rytm nakłada kolejne partie klawiszy, które uzupełniając się wzajemnie, tworzą panoramiczną narrację poszczególnych nagrań. Jak wspomnieliśmy – na pierwszy ogień idzie hipnotyczny minimal, który wypełniają nerwowo brzmiące zawodzenia warczących loopów, skontrastowane z porozmieszczanymi na drugim planie masywnymi pasażami trance`owych syntezatorów („Undertow” i „Passages”).


Dopiero w połowie płyty Lohmann przechodzi do epickiego deep techno. Sięgnięcie po pogłębioną rytmikę jest dla niego okazją do uderzenia w inne tony – raz bardziej tęskne, bo wprowadzane przez kojącą melodię wygraną na pastelowych klawiszach („Those Hopeful Moments”), a kiedy indziej – bardziej gniewne, bo niesione przez agresywne akordy rodem z detroitowej klasyki („Don`t Stop”).

Jest tu również moment odrealnionego zawieszenia – wtedy uderzenia bitu ustają, ustępując miejsca rytmicznemu klaskaniu i mechanicznym stukom, otwierającym drogę powoli modulowanym strumieniom monochromatycznych klawiszy, przywołującym wspomnienie niemieckiej tradycji elektronicznej – zarówno kosmische musik („From Here On”), jak i Neue Deutsche Welle („Dragged Along”). Wszystko to prowadzi do zrealizowanego z rozmachem wyrazistego finału. Wychodząc od radykalnie zredukowanych i wyciszonych dźwięków, Lohmann powoli rozwija zakończenie płyty, rozpisując je na melodyjne kaskady zbasowanych syntezatorów, tworzących głęboko emocjonalne zwieńczenie całości („Outside My Window” i „We`ll Still Be Here Tomorrow”).

Czy są bardziej dramatyczne chwile w życiu człowieka niż walka ze śmiertelną chorobą? Till Lohmann podjął się wyjątkowo ryzykowanego zadania opowiedzenia o nich przy pomocy techno, trance`u oraz ambientu. I udało mu się – traumatyczne przeżycia z dzieciństwa znalazły swój intrygujący wyraz w bogato zaaranżowanej muzyce nie pozbawionej jednak swej rytmicznej dosłowności. W ten sposób niemiecki producent obalił ostatnie bariery – i pokazał, że przy pomocy nowoczesnej elektroniki można wyrazić wszystkie ludzkie emocje. To znaczy, że techno jest pełnoprawnym gatunkiem muzycznym – jak klasyka, folk, blues czy rock.

c.sides 2012

www.csides.net

www.myspace.com/csidesfestival

www.glitterbug.de