Unknown Landscapes Vol. 6 – Mixed & Selected By Lewis Fautzi
Paweł Gzyl:

Mocno, hipnotycznie i… przewidywalnie.

Teo Olter – Mirów
Jarek Szczęsny:

Strefa komfortu.

John Tejada – Live Rytm Trax
Paweł Gzyl:

Jak brzmi muzyka amerykańskiego producenta na żywo?

Various Artists – Pop Ambient 2019
Paweł Gzyl:

Soundtrack do przejścia jesieni w zimę.

Slam – Athenaeum 101
Paweł Gzyl:

Godzinna podróż przez historię elektroniki.

Vril ‎– Anima Mundi
Ania Pietrzak:

Orbitowanie bez cukru.

Wolność – Outlines
Jarek Szczęsny:

Skład marzenie.

Chrissy – Resilience
Paweł Gzyl:

Rave dla muzycznych erudytów.

Jacek Sienkiewicz – On And On
Paweł Gzyl:

Twarde bity i kosmiczna elektronika.

Black Sea Dahu – White Creatures
Łukasz Komła:

Silny uścisk szczerego debiutu!

Rings Around Saturn – Rings Around Saturn
Paweł Gzyl:

Stylowe techno i electro z Antypodów.

Kelly Moran – Ultraviolet
Jarek Szczęsny:

Po nitce na księżyc.

Kuzu – Hiljaisuus
Jarek Szczęsny:

Konieczna dawka brutalizmu.

Antigone – Rising
Paweł Gzyl:

Tour de force francuskiego producenta.



Delsin

Vril ‎– Anima Mundi

Orbitowanie bez cukru.

Październik okazał się łaskawy dla sympatyków miksu techno i dub techno z nieoczywistymi brzmieniami ambientowymi. Otóż za sprawą holenderskiej wytwórni Delsin ukazał się długogrający album niemieckiego producenta Vrila, kontynuacja kasety o tym samym tytule, opublikowanej w 2017 r., będącej kolejną perełką w katalogu wytwórni Giegling z Jeny, z której każde wydawnictwo to jasno błyszcząca gwiazda w elektronicznym gwiazdozbiorze. Dowodem tego wyprzedające się w mgnieniu oka nakłady każdej z tych „gwiazdek”. To właśnie w Giegling wydawali lub wciąż wydają m.in. Traumprinz (aka DJ Healer aka DJ Metatron aka Dr Sun aka Prime Minister of Doom aka Prince Of Denmark), Edward, Kattenkarussell, Leafar Legov czy map.ache. To oczywiście artyści cytowani wg subiektywnego klucza, ale wszystkie wydawnictwa Giegling polecam każdemu, w całości i zawsze.

Taka rekomendacja tyczy się też albumu Vrila, który jest płytą fenomenalną i nie ma co zostawiać tego stwierdzenia na koniec. Trzynaście utworów, które trafiły na „Anima Mundi” to kompozycje obłędne. Vril stworzył w nich wyjątkowe brzmienie techno wyciągając z dubów i ambientu esencję pełną świeżości i głębi. Schematyczność dubów nie usypia skupienia słuchacza, a gęste podkłady beatów lekko niosą za sobą atmosferę darków, a czasem zaś pozytywnego deep techno. Jest też ambientowa repetytywność. Wszystko to nadaje „Anima Mundi” kosmicznego charakteru, momentami wywołującego wręcz poczucie ekstazy i błogiej pełni.

Klimat ten nie opuszcza albumu ani na chwilę ożywiając metaforyczność zakodowaną w kolejnych utworach, z których każdy jest oryginalną historią i z których każdy przy kolejnym odsłuchu budzi nowe skojarzenia. „Manium” – wieszczący spokój panujący w nowym świecie rodzącym się po cyberpunkowej zakładzie, „Statera Rerum”, który wyjątkowo powinien przypaść do gustu fanom techno i ping-ponga, breakbeatowy utwór tytułowy, „Infinitum Eternis Anime” budzący skojarzenia z klasykami The Fielda, zagadkowy „Ilojim”, „In Via” z elementami cosmic, delikatny „Spes”, „Sine Fine” będący drumową interpretacją tanecznego poranka w lesie, budzący niepokoje „Iustus Est” po którym płynnie uspokaja sytuację nostalgiczny „Eon”. Całość zamyka bajecznie kołyszący „Longius Astrum”, który w szczególności powinien zachwycić fanów twórczości Deepchorda. A wśród tej bogatej materii Vril znalazł jeszcze miejsce dla dwóch reworków – „Riese” i „Haus” z kapitalnej EP-ki z początku roku, która ukazała się nakładem wspomnianej Giegling. Całość to majstersztyk.

Na „Anima Mundi” Vril genialnie operuje niuansami i dyskretnymi efektami, które choć subtelne to perfekcyjnie współgrają z tempem, żywą barwą basów i oddychającymi beatami. „Anima Mundi” bez dwóch zdań odzwierciedla znaczenie platońskiego konceptu czystej duszy (tzw. „duszy świata”), rozproszonej we wszechobecnej naturze. Wyobraźnię w tym zakresie budzą nie tylko dźwięki i brzmienia, ale także okładka wydawnictwa będąca oczywistym nawiązaniem do pojęcia stworzonego przez Platona. Dlatego na koniec raz jeszcze: płyta fenomenalna. Duby pełne życia, przyjemnie wibrujące techno i kosmiczny ambient. Istne orbitowanie. Na wiele różnych miejsc i na różne warunki. A wszystko bez zbędnego cukru.

2018 | Delsin Records

VRIL na Facebooku » Profil Delsin Records na Facebooku » VRIL na Bandcamp »

Mike Dehnert – Lichtbedingt

Chociaż nowa płyta Mike’a Dehnerta dla wytwórni Delsin jest niemal zupełnie inna od poprzedniej, nosi również znamiona producenckiego geniuszu.

Czytaj dalej »

Vril – Vortekz EP

I znowu muzyka od anonima. Vril swoją ukrytą tożsamością i wyjątkowym brzmieniem wywołuje u słuchaczy lawinę ekscytacji. Czytaj dalej »

Yan Cook – Morse EP

Ann Aimee – sublabel Delsin, skonstruował właśnie dla swoich słuchaczy armatę śnieżną pokaźnych gabarytów. Czytaj dalej »

Delta Funktionen – Traces

Niels Lunienburg zadebiutował cztery lata temu – i z każdym wydawnictwem jego akcje szły coraz bardziej w górę. Seria winylowych dwunastocalówek opublikowana przez bliźniacze wytwórnie Delsin i Ann Aimee objawiła go jako jednego z największych talentów na współczesnej scenie mocnego techno – uzupełnianego jedynie od czasu do czasu sporadycznymi elementami dubu i ambientu. Sukcesy didżejskie i producenckie sprawiły, że to właśnie Lunienburgowi powierzono zmiksowanie kompaktowej wersji cyklu „Inertia” penetrującego przez Ain Aimee współczesny techno underground. I w końcu nadszedł czas na pełnowymiarowy debiut artysty – „Traces”.

Wbrew temu, czego można by się spodziewać, album jest znacznie bardziej różnorodny niż wcześniejsze wydawnictwa Delta Funktionen. Zaczyna się w porywający sposób od dynamicznego electro – zgodnie z tytułem „Frozen Land” tchnie mroźnymi pasażami lodowatych syntezatorów, a „Enter” – zaskakuje żrącym motywem o acidowej barwie. Potem holenderski producent przechodzi do bardziej regularnej rytmiki. „Utopia” to już urzekające swym nocnym klimatem detroitowe techno w najlepszym stylu – łączące funkowy puls basu z ilustracyjnymi pasażami klawiszy.

„Redemption” i „Target” uderzają najmocniejszą energią z całego zestawu. W pierwszym z nich Lunienburg sięga po masywną rytmikę rodem z klasycznych dokonań Jeffa Millsa – uzupełniając ją acidowym loopem przeplecionym przez strzelisty motyw syntezatorowy. Drugie z nagrań ma bardziej wyszukaną aranżację – bo na falujący pochód zwalistego basu nakładają się podniosłe tony niemal orkiestrowych dźwięków, zanurzone w odgłosach industrialnych szumów i zgrzytów. Segment ten puentuje w zgrabny sposób wycieczka do Chicago – w „And If You Know” holenderski producent sięga bowiem po mocarny hard house eksplodujący dziką energią niesioną przez surowe sample i loopy.

„Challenger” radykalnie zmienia nastrój – Lunienburg znów wraca do zimnego electro, zestawiając ze sobą mechaniczne bity i chmurne tło. Idąc dalej tym tropem trafiamy na „Onkalo” – nowofalowe italo disco zanurzone w mrocznym klimacie ejtisowej dekadencji, którego nie powstydziliby się mistrzowie gatunku z Fockewulf 190. Wątek ten kontynuuje w fascynujący sposób finałowy „On A Distant Journey” – bo choć i tym razem holenderski producent sięga po dyskotekową rytmikę, to uzupełnia ją na kosmiczną modłę, przełamując ni stąd ni zowąd zaskakującym wejściem oldskulowych breaków i rave`owego basu.

Co tu dużo pisać – „Traces” to jeden z najciekawszych debiutów tego roku. Niemal idealne połączenie klasycznej dbałości o melodię i klimat z nowoczesnym podejściem do aranżacji i brzmienia. Ta płyta na pewno znajdzie się w zestawieniu najlepszych albumów, jakie przygotujemy na koniec tego roku.

Delsin 2012

www.delsinrecords.com

www.facebook.com/delsinrecords

www.deltafunktionen.net

www.facebook.com/delta.funktionen

Claro Intelecto – Reform Club

Manchester dał światu wielu znakomitych artystów – również na polu współczesnej elektroniki. Na pewno należy do nich Mark Stewart działający pod szyldem Claro Intelecto. Najnowszy album producenta potwierdza jego wielki talent do tworzenia ponadczasowej muzyki. I już teraz jawi się jako jedna z najważniejszych płyt tego roku.

Stewart zaczynał dosyć wcześnie, bo jeszcze ucząc się w szkole średniej. Dużo pomogły mu kursy inżynierii dźwięku, które zaliczył w manchesterskich Spirit Studios (gdzie pracowali jego uznani ziomkowie z 808 State). Kiedy studiował na lokalnym uniwersytecie sztuki piękne, postanowił połączyć w jedno swe wszystkie fascynacje – muzykę, film i grafikę. W ten sposób narodził się projekt Claro Intelecto. Jego pierwsze nagrania opublikowała legendarna wytwórnia Ai – która w minionej dekadzie kontynuowała najszlachetniejsze tradycje brytyjskiego IDM-u. Nic więc dziwnego, że właśnie w takiej konwencji utrzymany więc debiutancki album Stewarta z 2004 roku – „Neurofibro”. Potem młody twórca rozszerzył swe zainteresowania o jamajski dub – i w ten sposób narodziły się kolejne jego płyty: znakomity cykl „Warehouse Sessions” i świetnie przyjęty drugi album „Metanarrative” – tym razem wydane przez Modern Love.

Po trzech latach milczenia (narodziny dziecka) Stewart niespodziewanie powrócił na początku roku dwunastocalówką „Second Blood”. Tym razem umieścił ją w katalogu holenderskiej wytwórni Delsin, która w ciągu ostatnich miesięcy wyrosła na jedną z najważniejszych tłoczni na elektronicznej scenie. Szybko okazało się, że to tylko zwiastun większego materiału. Jest nim trzeci album Claro Intelecto – „Reform Club”.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/445053-01.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=445053-01″ allowscriptaccess=”always”]

Płyta zaczyna się w dosyć nieoczywisty sposób – Stewart sięga po masywny deep house, wpisując smyczkowe akordy rwanych syntezatorów w oniryczne tło o skorodowanym brzmieniu („Reformed”). Zaraz potem pojawia się jednak już głębokie techno – z miarowo pulsującym strumieniem analogowego szumu, podbitym zgrabnie klangującym basem („Blind Side”). Podobne brzmienia znajdujemy nieco dalej. Tym razem brytyjski producent zestawia zdubowane uderzenia twardego bitu z przyjemnie szeleszczącymi hi-hatami, zalewając tę strukturę kolejnymi falami monochromatycznych klawiszy („Night Of The Maniac”).

Stąd już blisko do kompozycji stylowo nawiązujących do epokowych dokonań mistrzów z Motor City. „It`s Getting Late” rozgrywa się pomiędzy hipnotycznym podkładem rytmicznym a ilustracyjnym pasażem nocnych syntezatorów, natomiast „Control” zaskakuje podłamaną rytmiką rozpostartą na szeroko rozlanym tle o kosmicznym rozmachu. Oba nagrania przywołują wspomnienie najlepszych produkcji Model 500 – choć noszą wyraziste piętno talentu Stewarta. Echa muzyki z Detroit pojawiają się również w „Scriptease” – ale tutaj mają zupełnie inny wymiar. Tym razem brytyjski producent sięga bowiem po egzotyczny… tribal, oplatając jednak plemienne perkusjonalia zimnymi pasażami klawiszy rodem z IDM-owej klasyki. W efekcie utwór brzmi jak zaskakujące spotkanie Moodymana z Autechre.

Jest tu również miejsce na bardziej stonowane nagrania. Pięknie wypada „Still Here” – bo niespieszny puls bitu zostaje cofnięty daleko w tył, a na pierwszym planie pojawiają epickie pasaże soundtrackowych klawiszy wnoszące zaskakująco romantyczną nutę. Nieco podobnie jest w „Second Blood” – choć w tym przypadku element melodii wnosi subtelny akord piano, zanurzony w pulsującym morzu analogowego szumu. No i finał – wyjątkowo urokliwy ambient o filmowym tonie, będący jednoznaczną pochwałą skromnego i cichego życia z dala od zgiełku tego świata („Quiet Life”).

„Reform Club” zachwyca swą nieziemską urodą, urzeka mglistym klimatem smutnego Manchesteru, ujmuje szlachetnością aranżacji i melodii. Mark Stewart obrał zupełnie inną drogę niż jego dawny kolega – Andy Stott. Zamiast jaskrawego przerysowania materii dźwiękowej, stawia na wydobycie z niej niemal klasycznego piękna. Dlatego jestem przekonany, że „Reform Club” przetrwa próbę czasu i nigdy nic nie straci ze swej mocy, a ostatnie dokonania Stotta – szybko się znieświeżą.

Delsin 2012

www.delsinrecords.com

www.claro-intelecto.com

www.myspace.com/claro_intelecto

Inertia/Resisting Routine

Założony na początku minionej dekady sub-label wytwórni Delsin o nazwie Ann Aimee miał za zadanie promować nowe talenty na scenie techno. I rzeczywiście – przez ten czas naklejka firmy została przybita na winylowych krążkach kilkunastu producentów, z których takie nazwiska, jak Alex Cortex, Brendan Moeller czy Delta Funktionen, stanowią dziś forpocztę klubowej elektroniki.

W minionym roku Ann Aimee opublikowała serię czterech płyt, zawierających zestaw premierowych nagrań kolejnych artystów zaproszonych do współpracy przez szefostwo tłoczni. Teraz trafiają one na kompaktowy album, zmiksowane w jedną całość przez kryjącego się pod wspomnianym szyldem Delta Funktionen holenderskiego didżeja i producenta – Nielsa Luinenburga.

Zestaw, który znalazł się na „Inertia/Resisting Routine” składa się z szesnastu nagrań. Zaczyna się nietypowo – bo od podłamanego na breakbeatową modłę „Rainy Days” Saschy Rydella znanego ze współpracy z cenioną wytwórnią Fachwerk. Dopiero jego młodszy kolega – Sawlin – uderza w swym „Excipidial” w mocne tony industrialnego techno w stylu dawnych dokonań Downwards. Bardziej funkową odmianę gatunku proponuje natomiast Ozka – a świadectwem tego „Square Beauty” o wyjątkowo gęstym brzmieniu.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/1885071-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=1885071-02″ allowscriptaccess=”always”]

Szorstką rytmikę o chicagowskim rodowodzie znajdujemy w „Plaisir Interdit” Cosmina TRG. Stąd już blisko do Detroit – a zabiera nas tam duet Skudge w kompozycji „Pollution”. Powrotem do twardego grania o industrialnym sznycie jest „24-7” francuskiego producenta Marcelusa. Takie dźwięki zgrabnie korespondują z tektonicznymi bitami rodem z Berghain, o które zadbał w „Last One At 1080” Peter Van Hoesen. Pewne uspokojenie przynosi dopiero Conforce – jego „When It Appeared” to bardziej przestrzenna wizja rozwibrowanego techno.

Masywnymi bitami rodem z zaszumionego dubstepu uderza Lucy w kompozycji „Wytonia”. Dla odmiany brytyjski producent Sigha współpracujący głównie z Hotflush skręca w stronę regularnej rytmiki, wpisując w „Finding Myself” soczysty loop o acidowym tonie. Wątek ten znajduje kontynuację w „Static” Redshape`a. Dopiero Area Forty One w swym „C.N.T.C.T.” znów pobija stawkę industrialnymi dźwiękami rodem z dawnego Tresora. Na zwarte i szybkie granie w szwedzkim stylu stawia z kolei Roman Lindau w swym „Borne”.

Finał zaczyna się od melodyjnej partii piano, która ozdabia utwór „Pneumatic” Mike`a Denherta. Jego brytyjski kolega – Milton Bradley – sięga natomiast po lekko zdubowane wibracje w „Sequence # 1”. Na koniec Delta Funktionen proponuje własne nagranie – to podbite plemiennymi congami hipnotyczne techno o strzelistym brzmieniu („Torpor”).

Luinenburg świetnie radzi sobie z miksem – nagrania płyną swobodnym tokiem, napięcie rośnie z utworu na utwór, a kulminacyjne momenty eksplodują surową i dziką energią. „Inertia/Resisting Routine” to świetna płyta na dobry początek nowego roku dla miłośników ciężkiego techno.

Ann Aimee 2012

www.ann-aimee.net

www.deltafunktionen.net

Conforce – Escapism

Już pierwsze dwunastocalówki Borisa Bunnika opublikowane cztery lata temu pod szyldem Conforce przez Rush Hour wskazywały, że mamy do czynienia z narodzinami nowego talentu na scenie współczesnego techno. Potwierdził to debiutancki album artysty – „Machine Conspiracy” – wydany nakładem Meanwhile w zeszłym roku. Od tamtej pory holenderski producent z każdym wydawnictwem podnosił sobie poprzeczkę o kilka centymetrów – a świadectwem tego były choćby dwie winylowe płyty dla Delsin – „Grace” i „Dystopian Elements”. Ich sukcesy sprawiły, że szefowie wytwórni z Amsterdamu zaproponowali Bunnikowi publikację drugiego albumu.

„Escapism” zaczyna się wyjątkowo mocnym uderzeniem – „Revolt DX” to tektoniczne techno rodem z Berghain, łączące twardy podkład rytmiczny z onirycznymi pasażami sążnistych klawiszy. Potem holenderski producent nie wraca już do takiego grania – a szkoda, bo utwór wyróżnia się na korzyść z reszty albumu.

Nie oznacza to jednak, że dalej jest nieciekawie. Oto „Elude” i „Lonely Run” przywołują wspomnienie wczesnych dokonań Richiego Hawtina w ramach nieodżałowanego projektu F.U.S.E. Ciężkie i wolne bity podszyte studyjnymi pogłosami niosą tutaj warczące pochody falujących basów i świdrujące smugi strzelistych syntezatorów. Techno i ambient łączą się więc w jedno, tworząc fascynujące mutacje pozornie nie pasujących do siebie dźwięków.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/1864887-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=1864887-02″ allowscriptaccess=”always”]

Nawet kiedy Bunnik przyspiesza – jak choćby w dynamicznym „Shadows Of The Invisible” – zatapia rwane loopy i chmurne basy w kosmicznych pasażach oldskulowych klawiszy wywiedzionych z tradycji elektronicznego odłamu kraut-rocka. Nic więc dziwnego, że holenderski producent najlepiej czuje się w formule przestrzennego deep techno. „Aquinas Control” i „Ominous” to prawdziwe majstersztyki stylu – łączące w sugestywny sposób głęboki puls miarowego bitu z wijącymi się strumieniami monochromatycznego dźwięku.

Jest tu również miejsce na coś w rodzaju niekonwencjonalnego dubstepu. Ale podobnie jak w przypadku pozostałych nagrań, holenderski producent wpisuje w „Escapism” połamane struktury rytmiczne wsparte sprężystymi uderzeniami basu w kontekst statycznego tła utkanego z klawiszowych plam o ambientowym sznycie. Nie dziwi zatem umieszczenie w tym zestawie również bardziej eksperymentalnej kompozycji – atakującej wibrującym loopem „Timelapse”.

Jedynym wspomnieniem dubowych początków Bunnika jest tutaj „Within” – szurający house wypełniony plumkającymi pasażami syntezatorów o jamajskim tonie. Płytę kończy natomiast smakowite przywołanie detroitowego idiomu – zrealizowany według oldskulowych receptur „Diversion”, który z powodzeniem mógłby się znaleźć w repertuarze któregoś z klasyków gatunku z Motor City.

„Escapism” puentuje w zgrabny sposób ten wyjątkowo udany dla muzyki techno rok. Wypada sobie tylko życzyć, aby kolejne dwanaście miesięcy przyniosły równie tyle ciekawych wydawnictw, co te właśnie mijające.

Delsin 2011

www.delsinrecords.com

www.myspace.com/conforce