Kompozyt – Hybridism
Jarek Szczęsny:

Rozbudzić może uśpione pokłady filozoficznej głębi.

New Rome (Tomasz Bednarczyk) – New Rome
Ania Pietrzak:

Nowe oblicze wrocławskiego producenta.

Catnapp – Break
Paweł Gzyl:

Basowe piosenki.

Joshua Sabin – Sutarti
Paweł Gzyl:

Zew z litewskich lasów.

Thom Yorke – Anima
Maciej Kaczmarski:

1997-2019-2049?

Koza – Mystery Dungeon
Jarek Szczęsny:

Moby Dick.

D. Carbone – A.C.A.B.
Paweł Gzyl:

D. Carbone idzie na wojnę.

Fire! Orchestra – Arrival
Jarek Szczęsny:

Zrobiło się ciszej.

SØS Gunver Ryberg – Entangled
Paweł Gzyl:

Ciekawie, ale za krótko.

Palmer Eldritch – [dog]
Jarek Szczęsny:

Nieustanny proces chwalenia.

LSD – Second Process
Paweł Gzyl:

Kreatywna kooperacja czy skok na kasę?

Lena Andersson – Söder Mälarstrand
Paweł Gzyl:

Owoc studyjnego spotkania Eomaca i Kyoki.

Michał Miegoń & Adam Witkowski – Dwuja
Jarek Szczęsny:

Zawsze słucha się inaczej.

Lost Few – Between The Silence
Paweł Gzyl:

Muzyka na poprzemysłowe przestrzenie.



Detroit

Tony Allen & Jeff Mills – Tomorrow Comes The Harvest

Chciałbym takiej starości. Czytaj dalej »

NYMA & Noisy Vibration – XYXX

Pochwała niekonsekwencji.

26 stycznia nakładem wytwórni Its All In You ukazała się nowa płyta NYMA. Pod tym pseudonimem występuje Nima Chatrsimab, urodzony w Teheranie ale wychowany i na stałe mieszkający w Berlinie DJ i producent. Album zatytułowany jest „XYXX”. NYMA wspiera na nim wokalnie charyzmatyczna Noisy Vibration. Choć niewątpliwie osią całości albumu jest techno, to NYMA postawił jednak na niekonsekwencję i wplótł w jego ramy także inne gatunki, w tym nawet delikatny pop! W efekcie „XYXX” jest płytą niezwykle ciekawą, pełną elektronicznej świeżości i trwale zapadającą w pamięć.

Nyma zajmuje się muzyką od 1996 r. Wtedy zaczął karierę DJ-ską a niedługo później producencką. Ukończył kurs inżynierii dźwięku w SAE Institute, założonym w Australii, a dziś bodajże najbardziej znanym „uniwerku” w zakresie produkcji muzycznej. Pracował także w Abletonie i wspierał technicznie takich artystów jak Richie Hawtin, Carl Craig czy Moritz Von Oswald. Ma na swoim koncie wiele remiksów, w tym choćby utworów Maxa Coopera („Fracture”) czy Anji Schneider. „XYXX” jest jego drugim albumem. Debiutanckim był „Lunar Fringe”, nagrany wspólnie z Carreno is LB. Its All In You to własna wytwórnia NYMA. W jej ramach wydał wcześniej EP-kę „Spinner”.

Z kolei Noisy Vibration to pochodząca z Detroit ale rezydująca w Toronto wokalistka, o której ciężko znaleźć więcej informacji. W istocie nie wiadomo nawet jak wygląda. Noisy Vibration nosi bowiem burkę przez co widać tylko jej oczy. Oczywiście właśnie do tego nawiązuje okładka albumu, na której „zza burki” jednym okiem na słuchacza spogląda NYMA, a drugim właśnie Noisy Vibration. To symboliczne z dwóch przyczyn.

Po pierwsze, muzyka jaka wypełniona jest XYXX, choć głównie to techno, wybrzmiewa w emocjonalnej bliskości wobec odbiorcy. W żadnym wypadku nie są to alienujące dźwięki. Wręcz przeciwnie, to poruszająca mieszanka house’u, techno i electro. I o bliskości traktuje. Tu szczególnie zwraca uwagę sensualny ale jednocześnie energetyczny dziesięciominutowy „Noisy Vibration”, z cudownie wyprofilowanym, pieszczącym wręcz wokalem. Po drugie, okładka nawiązuje też oczywiście do tradycji i kultury arabskiej, czego najbardziej oczywistym muzycznym odzwierciedleniem na płycie jest niespełna jednominutowy „Horses Of Imagination”, w którym słychać arabski wiersz recytowany przez Amine Bendriouich, dość szalenie zmiksowany przez NYMA. Wpływy te słychać również w transowym intro do „Taken”, opartym o wolny beat, przechodzący następnie w erotyczną, odurzającą wokalnie i dźwiękowo kompozycję.

Na „XYXX” znajdziecie też niezwykle ciekawy mariaż ambientu z wokalami. To za sprawą muzycznego „rodzeństwa”: nieco anielskiego „XY” i bardziej surowego „XX”. To też kolejny dowód na to, że ten album jest różnorodnym wydawnictwem. Znalazło się na nim miejsce nawet na pop. „The Limit”, bo o nim mowa, to ciepły i przyjemnie hipnotyzujący numer. Choć w swojej konwencji zdecydowanie najwyraźniej odstaje od reszty, będąc najbardziej delikatnym pod względem tempa i beatów, w żadnym wypadku nie sprawia wrażenia jakby nie pasował do tej układanki. Wręcz przeciwnie, jest miękkim przejściem, idealnie wkomponowanym w tą osobliwą opowieść o tym jak NYMA słyszy i czuje techno.

Tu wracamy do punktu wyjścia. Techno, bo ono jest bazą, NYMA oparł o bardzo wyraziste założenia: szybkie tempo, surowe beaty i sporadyczne smukłe synthy w tle. Zdecydowanie najlepszym jest tu „I Know You” ale „Instinctual Love” czy „Body Worx” ustępują mu co najwyżej na krok. Każdy z nich ma energię i potencjał, jednak podczas gdy „Instinctual Love” i „Body Worx” są zawadiackie, otwarte i mają jasny przekaz, o tyle „I Know You” kryje w sobie jakieś niedopowiedzenie, jest nieco tajemniczy ale i intrygujący jednocześnie. Taka trochę pociągająca destrukcja. I chcesz i się trochę boisz. Warto zwrócić uwagę na czystość jego beatu. Już przy średniej głośności na dobrych słuchawkach wywołuje drżenie w głębi klatki piersiowej. Zdecydowanie to najmocniejszy punkt „XYXX”.

Jeśli szukacie czegoś nowego i naprawdę wyraźnego, to płyta dla Was. Muzyczne bogactwo jakie drzemie w tym albumie, rozpisane na dziewięć kompozycji, pozostawi w waszej pamięci ślad. „XYXX” nie jest może jakimś przełomem, ale oryginalności w żadnym wypadku nie można mu odmówić. Wkład obojga artystów w ten świetny całokształt jest niepodważalny. Perfekcyjnie wyprodukowane soczyste beaty NYMA idealnie kontrastują ze zmysłowymi wokalami Noisy Vibration, dając niespodziewany efekt. Dobrych i bardzo dobrych płyt techno było już wiele, umiejętnie wplecionych wokali w techno – nie tak znowuż dużo. I właśnie za to należy się pochwała berlińskiemu producentowi o irańskich korzeniach. Pochwała muzycznej niekonsekwencji.

26 stycznia 2018 | Its All In You (IAIY)

Profil na Facebooku » Oficjalna strona Its All In You Records »

Drexciya – Hydrogen Atoms

Parszywa uzurpacja mitu czy fascynująca kontynuacja historii o transatlantyckiej przygodzie podwodnej cywilizacji?

Czytaj dalej »

Ruhig – Lost In The Instability EP

Midgar Records to concept label z innowacyjnym podejściem do współczesnego techno. Czytaj dalej »

Détroit

18 listopada ukazała się jedna z najbardziej oczekiwanych francuskich płyt tego roku. Czytaj dalej »

Wszyscy na Redshape’a

 

Prawdziwe Detroit od człowieka w czerwonej masce – już w najbliższy weekend w Warszawie. Pozycja obowiązkowa.

Czytaj dalej »

jimmy edgar majenta

Jimmy Edgar – Majenta

Jimmy Edgar to niesforny DJ z Detroit, który jako 18-latek zaliczył mocny debiut w wytwórni Warp. Kolejne produkcje trzymały w napięciu. Z najnowszą pt. „Majenta” jest nie inaczej. Choć 29-letni dziś Edgar prywatnie przeszedł prawdziwą przemianę. Słychać to też w muzyce.

Oczywiście, w młodości były narkotyki. Jack Kerouac figurował na liście ulubionych pisarzy z numerem 1… A muzyka? Możecie się zdziwić, bo Peter Murphy byłby kluczem do jego fascynacji. Edgar, który jako 15-latek rozkręcał rave’owe imprezy w rodzinnym Detroit, ukochał sobie bowiem gotycki Bauhaus. Gdyby zresztą przyjrzeć się niektórym autoportretom Edgara (który jest również fotografem), skojarzenie z narcyzami brytyjskiego gotyckiego rocka wcale nie będzie złym tropem.

Ale jaka jest właściwie „Majenta”? W swoim prywatnym życiu, cudowne dziecko elektroniki postawiło na medytację. Zainteresował się m.in. medytacją transcendentalną, którą propaguje David Lynch, czy hipnozą i neurolingwistyką… New age czuć na kilometr, choć Edgar to nie neofita. W jednym z wywiadów wspominał niedawno, że już jako dziecko prowadził z matką długie rozmowy na temat „kosmicznej energii”… I chociaż wydana nakładem Hot Flush „Majenta” nie jest jedną wielką „podróżą na Wschód”, to już sama okładka sugeruje, że Egdar zagwarantuje niemały odlot. Dwa pierwsze utwory, „Too Shy” i „This One’s For the Children” są jeszcze soczystą, nostalgiczną elektroniką. Ten drugi zresztą pto po prostu murowany hymn. Rytm jest jak miarowa chłosta, a tekst „we don’t like television/we don’t like new wave” dosłownie wypala się na powierzchni mózgu. To zdecydowanie najmocniejszy punkt płyty, jeśli chcecie przy „Majencie” potańczyć.

Później jednak tempo zwalnia. „Take Me On A Sex Drive” to jeszcze dźwiękowo pasaż między dwoma pierwszymi utworami, a kolejnymi. Już jednak wiadomo, o czym będą następne utwory. Płyta po prostu ocieka seksualnymi podtekstami. Łatwe do rozszyfrowania, leżą jednak mile świetlne od sprośnych rymowanek o chłopcach i dziewczynkach. „Attempt To Make It Last” to już sztandarowa „pościelówa”, której nie powstydziłby się Prince. Tekstom towarzyszy muzyka, w której mocno słychać wpływy nowego r’n’b, całkiem zręcznie przeplatanego z hip-hopem. Pojawiają się przepuszczone przez wokoder wokale (męskie i damskie, jak choćby we wspomnianym „Sex Drive”), które wcale jednak nie drażnią. Muzyk za swoją płytę zbiera zasłużone pochwały nie tylko dlatego, że tak dobrze łączy poszczególne dźwięki. Nie bez powodu bywa nazywany „designerem danceflooru”. Pochwały należą się też za dystans do brzmienia. Edgarowi daleko do neofickiego zapału – zarówno gdy opowiada o zbawiennym wpływie medytacji, jak i wtedy gdy zapuszcza się w rejony przeżywającego drugą młodość house’u. Edgar odrobił lekcję. Puszcza oko w stronę muzyki z lamusa i ma przy tym sporo zabawy, w co ochoczo włącza słuchacza. Włączcie choćby kończący płytę „In Deep”, a sami zobaczycie.

Jak sam niedawno opowiadał, jako 18-latek potrzebował budować wokół siebie dramatyczne napięcie, żeby tworzyć swoją muzykę. Dziś wyraźnie z tego zrezygnował. Przeprowadzka do Berlina najwyraźniej mu się przysłużyła, bo wciąż angażuje się w kolejne poboczne projekty, jak choćby ostatnia EP-ka z Machinedrum. I chociaż rzucił palenie i narkotyki i zaczął podobno regularnie sypiać (miał z tym problemy), to wcale nie spoczął na laurach. Na piątkowy występ na Nowej Muzyce w Katowicach już możemy zacierać ręce.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/450599-01.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=450599-01″ allowscriptaccess=”always”]

Sons Of The Dragon – The Motor City Matrix

To jedna z najgłębiej skrywanych tajemnic współczesnej sceny elektronicznej. Kto kryje się pod orientalnym szyldem Sons Of The Dragon? Kiedy w połowie 2008 roku ukazała się podwójna dwunastocalówka firmowana tą nazwą, podczas Detroit Electronic Music Festivalu sprzedawano ją jako wspólne dzieło… Juana Atkinsa, Mike`a Banksa i Gerarda Mitchella, czyli koncertowego składu Model 500.

Potem pojawiła się informacja, że projekt tworzy dwóch muzyków z wieloletnim doświadczeniem, z których jeden mieszka w Detroit a drugi w Europie. I znów zaczęła się giełda pomysłów: Convextion i Arne Wienberg, Sean Deason i In-Sync, Rod Modell i Stephen Hitchell. Choć w przypadku poprzednich artystów ze sceny techno, próbujących ukryć swą tożsamość, prędzej czy później udawało się ją odkryć wścibskim fanom, tym razem wszystkie próby zawiodły.

W ciągu minionych trzech lat nagrania Sons Of The Dragon ukazywały się w różnych formatach – aż wreszcie teraz otrzymujemy kompaktową kompilację zbierającą je wszystkie w postaci niemal półtoragodzinnego zestawu. Materiał z pierwotnej dwunastocalówki został tutaj uzupełniony o dodatkowe utwory i remiksy. Wydawnictwo to ukazało się nakładem Echospace Detroit w limitowanym nakładzie zaledwie stu sztuk.

Kolekcję otwiera tytułowy „The Motor City Matrix” w trzech wersjach. Ta podstawowa to kapitalne połączenie electro i techno w dubowym kontekście – coś, co rzeczywiście mogło wyjść spod ręki zarówno Gerarda Hansona, jak i Seana Deasona. „SP12 Mix” brzmi dosyć podobnie, ale ma bardziej oldskulowy sznyt ze względu na rave`ową partię basu. Dlatego przypomina raczej dokonania Juana Atkinsa z początku lat 90. Oba te nagrania przedziela krótki „Edit” – niemal ambientowa miniatura o eksperymentalnym tonie.

Centrum krążka stanowi szlachetne techno najwyższej próby. „The Evolution Of San Mi” to typowo detroitowe granie – uzupełnione jednak falującymi akordami o dubowym brzmieniu. Niezwykle ciężko wypada „The Journey (Qui Niu)”, którego głównym elementem jest morderczy pochód bitu i basu zanurzony w gęstej zawiesinie skorodowanych defektów. Takiego nagrania nie powstydziliby się zarówno panowie z Basic Chanel, jak i ich młodsi następcy z DeepChord.

Klasyczne klimaty rodem Motor City powracają w „Orbiting Planet Arp”. To ćwierkające dźwięki podbite wyrazistą rytmiką i osadzone na pejzażowym tle. Motoryczne bity w stylu electro otrzymujemy z kolei ponownie w „River Drive”. Niczym w prehistorycznych nagraniach Cybotrona wypełniają je kosmiczne arpeggia zapożyczone z dokonań weteranów niemieckiej elektroniki. Jest tu również miejsce na ilustracyjne downtempo o egzotycznej melodyce – w „Night Sky” i „Dancing Stars” – również kojarzące się z relaksacyjnymi utworami Seana Deasona.

Finał zestawu tworzą dwa remiksy. Stephen Hitchell pod szyldem cv313 zamienia „The Journey” w masywny dub o tribalowym podkładzie rytmicznym, a „The Evolution Of San Mi” – w minimalowe techno rodem z nocnych sesji w Berghain. Na koniec dostajemy jeszcze raz „The Motor City Matrix” – tym razem w koncertowej wersji z Detroit Electronic Music Festivalu z 2002 roku.

Nie ma dwóch zdań – kolekcja nagrań Sons Of The Dragon to muzyczna uczta dla wielbicieli muzyki rodem z Detroit. Szkoda tylko, że od trzech lat projekt nie zrealizował żadnych nowych kompozycji. Ale być może dzięki temu nadal pozostaje tajemnicą, kim są autorzy tej elektronicznej poezji.

Echospace Detroit 2012

www.echospacedetroit.com

www.myspace.com/echospacedetroit

Aux88 dla tych, co nie w Białymstoku

Dzisiaj na festwialu Up To Date w Białymstoku wystąpi legendarny duet electro z Detroit – Aux88. Dla tych, którzy nie mogą wziąć udział w ich koncercie mamy specjalny miks do bezpłatnego załadowania. Czytaj dalej »

Motor City Drum Ensemble – wywiad

Dziennikarze twierdzą, że jest konsekwentny i chorobliwie ambitny, a znajomi, że rozwija się tak szybko, że śmiało można nazwać go weteranem. Wszyscy natomiast zgodnie przyznają, że jest jednym z najciekawszych artystów muzyki klubowej ostatnich kilkunastu miesięcy. Z Danilo Plessowem rozmawialiśmy o jego dzieciństwie, wspomnieniach z Polski i wielu innych.

Czytaj dalej »