Thomas Leer – 1979
Paweł Gzyl:

U źródeł post-punkowej elektroniki.

The New Law – A Bull in the Woods
Mateusz Piżyński:

Trip hop Anno Domini 2018 po raz pierwszy!

Radius – Obsolete Machine
Paweł Gzyl:

Echospace – punkt zero.

Cari Lekebusch & Nima Khak – Lost Prophet
Krystian Zakrzewski:

Kosmici w piramidzie.

Boston 168 – Phenomena Part 2 EP
Krystian Zakrzewski:

Boston? Zawsze bon ton.

Various Artists – ePM Selected Vol. 5
Paweł Gzyl:

Gotowy zestaw na karnawałową imprezę.

Vito Gatto – Wood And Meat EP
Ania Pietrzak:

Instrumentalno – elektroniczne DNA eksperymentu.

Alessandro Cortini – Avanti
Jarek Szczęsny:

Włoska nostalgia.

Fisherboyz – Riverside EP
Paweł Gzyl:

Nieoczywiste kontrasty.

Erlend Apneseth Trio – Åra
Łukasz Komła:

Przyszłość w tradycji.

Intrusion – Among The Stars
Paweł Gzyl:

Medytacyjne ćwiczenie z percepcją.

Buck – Altra Forma EP
Krystian Zakrzewski:

Podwodne historie.

Robert Logan – Sculptor Galaxy
Maciej Kaczmarski:

Kosmiczny rzeźbiarz.

RX-101 – Transmission
Paweł Gzyl:

Bezpretensjonalne wspomnienia z przeszłości.

idm

We Will Fail – Schadenfreude EP

Dwa elektroniczne wiry. Czytaj dalej »

Robert Logan – Sculptor Galaxy

Kosmiczny rzeźbiarz. Czytaj dalej »

RX-101 – Transmission

Bezpretensjonalne wspomnienia z przeszłości.

Czytaj dalej »

Irammm – Les Deserts d’Irammm

Eterycznie zwiewny ambient i IDM.

Czytaj dalej »

MIN t „Assemblage” LP

Urzekający muzyczny paczwork w wykonaniu MIN t. Czytaj dalej »

Call Super – Arpo

IDM w wersji click’n’cuts.

Czytaj dalej »

M.E.S.H. – Hesaitix

Czy angielskiemu producentowi udało się przeskoczyć nowatorski debiut?

Czytaj dalej »

Gajek – 17

„17” to tak naprawdę odwrócone „71”.

Czytaj dalej »

Erland Dahlen – Clocks

Perkusja nie musi brzmieć jak perkusja. Czytaj dalej »

Lapalux – The End Of Industry EP

13 października tj. raptem trzy miesiące po wydaniu trzeciego studyjnego albumu „Ruinism”, Lapalux wydał nową EP-kę, którą zatytułował „The End Of Industry”. Wydawnictwo dostępne jest do odsłuchu / streamu / zakupu w większych serwisach, zbiorczo wskazanych pod tym linkiem.

Jak twierdzi artysta, założeniem, które przyświecało mu w procesie tworzenia materiału na „The End Of Industry” była chęć stworzenia czegoś co opisywałoby zautomatyzowany świat, w którym żyjemy. Jak mówi: „Skomputeryzowane maszyny przejmują większość zadań i obowiązków w dzisiejszym przemyśle. Ta EP-ka jest oknem do tego zmieniającego się świata. Z drugiej strony, wszystko to może działać dzięki ludzkim wysiłkom co pokazuje, że interakcja człowieka wciąż jest potrzebna w procesie tworzenia i automatyzacji. Ta EP-ka to moja wizja idei Człowiek versus Maszyna.”

Wydawnictwo składa się z pięciu utworów. Pod względem tematów muzycznych stanowi swoiste przedłużenie „Ruinism”, w tym znaczeniu, że motywy poszczególnych utworów z EPki stanowią rozwinięcie motywów, które mogliśmy usłyszeć na albumie artysty, który miał premierę 30 czerwca. I tak otwierający „Complectual” nawiązuje do „Reverence”, „Smoke Streams” do „Petty Passion”, „Shape Sharper” do „Data Demon”, a „Holding On” do „Phase Violet”. Choć pewnie słuchacz będzie w stanie znaleźć w nich nawiązania do jeszcze innych momentów „Ruinism”. Rzeczywiście Lapalux mocno to poszatkował. Uniknął jednak powtórzeń. Słuchając tej płyty nie miałam poczucia, że jest wtórna czy że to ponowne odgrywanie czegokolwiek. Wręcz przeciwnie, materiał z „The End Of Industry” jest dla mnie swoistą i niezwykle wyostrzoną kontynuacją wybranych motywów z „Ruinism”. Mechaniczne, częściowo modulowane frazy brzmią jeszcze bardziej komputerowo, przypominają maszyny same w sobie. Z drugiej strony elementy instrumentalne zostały znacząco rozbudowane, są dłuższe i naturalniejsze. W pewnym sensie majestatyczne, ale budzą spokój i ciepło.

Idealnym podsumowaniem są tu słowa samego Lapaluxa, że EPka „The End Of Industry” to wizja idei Człowiek kontra Maszyna, w której elementy komputerowe symbolizują Maszynę, a partie instrumentalne – Człowieka. Najpełniej słychać to w utworze „Alpha Plus”, którego celowo nie wymieniłam w wyliczeniu przedstawionym powyżej.

Utwór ten łączy kilka motywów z „Ruinism”, słyszalnych choćby w „Reverence”, „Data Demon” i „Rotted Arp”. Jego struktura została podzielona na dwie części. Pierwszą – skomputeryzowaną, machinalną i nieco przesterowaną. I drugą, o której poniekąd trudno pisać. A to dlatego, że wytrąca, wycisza oceny. Na wysokości 2 minuty i 20 sekundy w utworze pojawia się bowiem przejście, a za nim piękne i rozbrajające akustyczne pianino. Jest bezbłędne, bardzo szczere i pełne mądrości. Budzi pokorę, coś niezwykle deficytowego w dzisiejszym świecie.

Ten fragment, najbardziej instrumentalny w dotychczasowej dyskografii Lapaluxa, to według mnie najgenialniejszy moment „The End Of Industry”. Mówię naj, bo mam wrażenie, że w przypadku Brytyjczyka epitet ten można już stopniować. On sam jest swoją konkurencją. Z drugiej strony, „Alpha Plus” ma w sobie spokój, który podobno zaczyna się tam, gdzie kończy się ambicja. I nie chodzi tu o pracowitość czy talent. To bezsprzecznie cechuje Laplauxa. Chodzi bardziej o poczucie, że nic nie trzeba udowadniać, osiągać kolejnych celów czy dążyć do rozpoczęcia następnych etapów. To pianino symbolizuje inny moment, w którym jest już tylko sztuka i emocje, które wywołuje. Gdyby „Alpha Plus” miała mieć teledysk, to wyobrażałabym go sobie jako zestawienie gigantycznej, nieruchomej i milczącej maszyny, jakiegoś olbrzymiego silnika, a na przeciw – bijącego ludzkiego serca. „Konstrukcji” zbudowanej z tkanki mięśniowej, rozmiarowo niewiele większej od pięści, której mechanika pozwala na pracę obejmującą średnio 2,5 miliarda uderzeń w czasie ludzkiego życia. Przede wszystkim jednak konstrukcji o niewytłumaczalnej mocy, której żadna maszyna, nawet najbardziej skomplikowana, nigdy nie będzie mieć. I to chyba najważniejszy wniosek płynący z „The End Of Industry”. Wszystko jest w człowieku, w nas.

2017 | Brainfeeder

Oficjalna strona Lapaluxa » Profil na BandCamp » Profil na Facebooku » Posłuchaj / Kup The End Of Industry »

Lee Gamble – Mnestic Pressure

Od nowoczesnej bass music do klasycznego IDM-u.

Czytaj dalej »

Kluczem jest przytomność i uwaga – rozmowa Ani Pietrzak ze Steffi

Przy okazji opublikowania nowej płyty pt. „World Of The Waking State”, która została wydana nakładem Ostgut Ton 22 września, a której recenzję autorstwa Pawła Gzyla możecie przeczytać na naszej stronie, zadałam holenderskiej artystce kilka pytań, nie tylko na temat nowego albumu, ale także na temat poszukiwań Steffi Doms nowych kierunków w jej muzyce.

Czytaj dalej »

Brainwaltzera – Poly-ana

Aphex Twin czy nie? Czytaj dalej »

Second Storey – Lucid Locations

Świeży powiew w bass music.

Czytaj dalej »

Crewdson

Brytyjski producent i konstruktor instrumentów wraca z drugim albumem. Czytaj dalej »

OONDOOD – QSTNS?

Gorączka i włócznia. Czytaj dalej »

Lapalux – Ruinism

Piękno powstałe z ruin.

Właśnie dziś, 30 czerwca, ukazał się trzeci album studyjny Lapaluxa zatytułowany „Ruinism”. Album nad którym angielski producent pracował blisko dwa lata. Z czego jak sam mówi, po wydaniu albumu „Lustmore” w 2015 r., przez dłuższy czas szukał w ogóle inspiracji do nagrania nowego materiału. Znalazł go w teatrze, podczas pracy nad ścieżką dźwiękową do spektaklu z elementami chóralnymi i sztuki cyrkowej, opowiadającego o drodze łączącej życie ze śmiercią. Pozostałości muzyki stworzonej na potrzeby ww. spektaklu, zaczął przerabiać w charakterystyczny dla siebie, bardzo drobiazgowy sposób, aż – jak mówi – „zostały zrujnowane”. Wtedy zaczął tworzyć z nich nowe utwory. Tak powstał „Ruinism”. Album zatytułowany słowem wymyślonym przez artystę, a oznaczającym tworzenie poprzez zrujnowanie.

Już choćby to sprawia, że album ten jest charakterologicznie inny od debiutanckiej „Nostalchic” i drugiej „Lustmore”. Zdecydowanie więcej na nim instrumentalnego powietrza. Choć nie oznacza to w żadnym wypadku, że Lapalux zrezygnował z elektroniki. Wręcz przeciwnie, nadał jej po prostu nowy, dodatkowy wymiar, obok tego co definiowało dotychczas jego styl.

Jak powiedziałam na wstępie, „Ruinism” to dla mnie to czyste piękno. I wcale nie mówię tego dlatego, że Lapalux jest dziś jednym z moich ulubionych artystów (co mogłoby sugerować, że mój obiektywizm jest ograniczony). Wręcz przeciwnie, „Ruinism” to album, który obroni się sam. Wystarczy zacząć go słuchać, by już od pierwszego numeru wiedzieć, że to producencka perfekcja. I to w przypadku Lapaluxa jest akurat niezmienne.

Płytę otwiera „Reverence”. Jeden z najbardziej instrumentalnych utworów Lapaluxa jakie dotychczas nagrał. Mam wrażenie, że delikatne skrzypce wirujące w tym utworze mają moc unoszenia głazów. Dopiero w drugim „Data Demon” wprowadzone zostają mocniejsze elektroniczne elementy, jest nieco bardziej drapieżny, choć równolegle słychać w nim operowy śpiew. Trudno jednak ocenić czy to dzieje się naprawdę, bo końcówka to zmiksowane basy i perkusja, które po osiągnięciu maksymalnego natężenia zatrzymują się kończąc całość w jednej sekundzie.

Po nich Lapalux znów robi to w czym osiągnął momentami przerażającą doskonałość – rozbija słuchacza dźwiękiem na miliony drobnych części, emocjonalnych opiłków (w szczególności „Petty Passion”, wyjątkowy „Falling Down” z cudownym wokalem JFDR, „Displacer”). Jeśli ktoś dziś zapytałaby mnie dlaczego moje serce należy do elektroniki, to bez cienia wątpliwości odpowiedziałabym, żeby posłuchał Lapaluxa. Jeśli nadal nie rozumiałby czemu to i ja nie umiałabym tego wytłumaczyć słowami. Mówię to absolutnie szczerze. A taki rodzaj zachwytu zdarza mi się rzadziej niż częstotliwość zjawiska zaćmienia słońca. Na złapanie oddechu pozwala w pewnym sensie „4EVA” z udziałem Talvi. Pod względem muzycznym. Warstwa słowna może okazać się nieco trudniejsza. Ale jakże prawdziwa.

To też jest w sumie charakterystyczne dla Lapaluxa. Jego albumy są dość wymagające, opowiadają głównie o trudnych emocjach, o różnych formach niezrozumienia, straty. W mojej ocenie „Ruinism” jest jednak inna od dwóch wcześniejszych, bo ma w sobie pewną delikatność i daje słuchaczowi nieco więcej przestrzeni. Nie oceniam tego w żadnym wypadku, bo też nie uważam, żeby miało to jakikolwiek sens. Przykładowo, to że „Without You” po prostu rozbijał uczucia i emocje w pył, a jednocześnie bardzo zawłaszczał słuchacza, w żaden sposób nie odbiera mu terapeutycznego charakteru, tak fakt, że „Ruinism” nie wstrząsa tak mocno odbiorcą, nie pozbawia jej walorów muzycznego piękna.

Sam Lapalux stwierdził w wywiadzie, który miałam okazję przeprowadzić z nim dwa dni temu, że „Ruinism” jest nieco bardziej melancholijna, a nie tak depresyjna jak wcześniejsze płyty (Znajduję doskonałość w niedoskonałości – rozmowa z Lapaluxem). Gdy jednak dyskretnie zasugerowałam, że czuć w niej jakby bardzo nieśmiałą radość (np. „Essex Is Burning”), zaoponował i to dość stanowczo. Z drugiej strony, po przesłuchaniu „Ruinism” setki razy (naprawdę), podtrzymuję moje stanowisko – to chyba jego najbardziej przystępny materiał. Melancholijny na pewno. Ale nie depresyjny. Z rozczulającymi wokalami, w szczególności pojawiającej się aż dwukrotnie JFDR – we wspomnianym „Falling Down” i „Flickering”, z dalszej części płyty.

Świetna jest też zamykająca płytę triada: „Running To Evaporate”, „Phase Violet” i doskonałe zamknięcie w postaci „Tessellate”. Początkowo kołysze, potem za sprawą perkusji, dryfuje gdzieś między soft techno a microhouse. Tu Lapalux skupił się już na dźwięku, wypolerowaniu każdego przejścia, tak by było ono wręcz niesłyszalne dla słuchacza. I tak właśnie jest w „Tessellate”. Dokładnie wiadomo kiedy pojawia się perkusja, ale jak to się dzieje, że z kołysanki przechodzimy do mocnej elektroniki to już istna magia. I to jest istota fenomenu Lapaluxa. Tworzy muzykę doskonałą. W każdym, najkrótszym chociażby dźwięku. Jednocześnie ma swój oryginalny i niepowtarzalny styl. Po raz trzeci dzieli się nim właśnie na „Ruinism”. Płycie pięknej. Powstałej ze zrujnowanego. I w tym znaczeniu „uczłowieczonej”.

2017 | Brainfeeder

Oficjalna strona Lapaluxa » Profil na BandCamp » Profil na Facebooku »

Clark – Death Peak

Piękno poprzez destrukcję. Czytaj dalej »

(ghost) – Everything We Touch Turns To Dust

Uwierz w (ducha). Czytaj dalej »

Archiwalia Jacka Sienkiewicza

Jak zaczynał najważniejszy polski producent techno?

Czytaj dalej »