ISAN – Lamenting Machine
Paweł Gzyl:

Najbardziej wyciszona płyta angielskiego projektu.

Stephen Mallinder – Um Dada
Paweł Gzyl:

Efektowny powrót weterana.

Piernikowski – The best of moje getto
Jarek Szczęsny:

Ile w tobie jest z białasa. (Tekst zawiera przekleństwa)

Pyur – Oratorio For The Underworld
Paweł Gzyl:

Wędrówka do krainy między życiem a śmiercią.

Kim Gordon – No Home Record
Jarek Szczęsny:

Zaskoczenie? Niekoniecznie.

Boreal Massif – We All Have Impact (Even Hippies Do)
Paweł Gzyl:

Trip-hop is not dead (yet).

Electric Sewer Age – Contemplating Nothingness
Maciej Kaczmarski:

Kopia mistrza.

Emptyset – Blossoms
Paweł Gzyl:

Producenci z Bristolu wkraczają na nowe terytoria.

Nagrobki – Pod Ziemią
Jarek Szczęsny:

Poważni jak śmierć.

LDY OSC – sōt
Paweł Gzyl:

Click & cuts na nowo.

Nick Cave and the Bad Seeds – Ghosteen
Jarek Szczęsny:

Pomnik żałoby.

Pablo Mateo – Weird Reflections Beyond The Sky
Paweł Gzyl:

Techno do tańca.

Danny Brown – uknowhatimsayin¿
Jarek Szczęsny:

Gorączkowe wizje rapera.

9t Antiope – Grimace
Jarek Szczęsny:

Mikrus.



john talabot

Nowe wciąż jest przed nami – rozmowa z Tomem Bioly i Benjaminem Fröhlich z Permanent Vacation

Rozmawiamy z Tomem Bioly i Benjaminem Fröhlich, założycielami kultowej monachijskiej wytwórni Permanent Vacation, która tą nazwą sygnuje znaną i niepowtarzalną serię składanek i która w tym roku obchodziła jubileusz istnienia w muzycznym światku, z okazji czego wydana została płyta Permanent Vacation X Ten Years Label Anniversary. Recenzję tej płyty oczywiście znajdziecie na Nowamuzyka.pl

Niedługo po wydaniu ww. urodzinowej składanki udało mi się zadać Tomowi i Bejaminowi kilka pytań m.in. na temat okrągłej rocznicy Permanent Vacation na rynku, tego czym składanki o tej nazwie naprawdę są, jak Panowie czują się dziś oraz co jeszcze planują. Oczywiście było też miejsce na małe wspominanie. Zapraszam na wywiad z założycielami Permanent Vacation: Tomem Bioly i Benjaminem Fröhlich.

No, no, Permanent Vacation stuknęło 10 lat. Jak się czujecie w związku z tym jubileuszem?

Całkiem dobrze. To miłe móc spojrzeć wstecz na to wszystko co wydarzyło się podczas ostatniej dekady, a jednocześnie nie wpadać w tkliwą nostalgię. Patrzymy z optymizmem w przyszłość, szukamy nowych przygód i liczymy na kolejne ekscytujące wydawnictwa i ciekawe spotkania z nowymi artystami. Koło wciąż się kręci!

Opowiedzcie proszę o tym jak powstała ostatnia składanka PV – Permanent Vacation X Ten Years Label Anniversary? Co ona oznacza dla Was samych jako założycieli labelu?

Tak naprawdę to nie miks, a bardziej kompilacja ekskluzywnych utworów od naszych głównych artystów, ludzi którzy są blisko związani z naszą wytwórnią od wielu, wielu lat. Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że wszyscy, których poprosiliśmy o przygotowanie utworu powiedzieli „tak” i wnieśli coś naprawdę wyjątkowego do tej kompilacji. Przygotowanie tego albumu zajęło nam dużo czasu, ale mamy nadzieję, że warto było poczekać. Przynajmniej my jesteśmy bardzo zadowoleni z efektów.

Oczywiście znana jest informacja o tym, że zaprzyjaźniliście się w czasach gdy DJowaliście w Monachium i postanowiliście założyć wytwórnię. Ale jestem przekonana że ta historia jest o wiele dłuższa. Opowiedzcie proszę o swoich osobistych początkach w muzyce i o wspólnym początku Permanent Vacation.

Ach, chcesz krótką opowieść w dłuższej wersji. OK. Obaj pracowaliśmy w branży muzycznej od dłuższego czasu zanim wystartowaliśmy z wytwórnią. Tom studiował w Londynie i zakochał się w tamtejszej scenie muzycznej, a gdy wrócił do Niemiec, zaczął pracować dla wytwórni Compost Records. Ja [Benjamin – przypis wł.], zanim zacząłem DJować regularnie w monachijskich klubach i otworzyłem swój własny sklep z płytami, organizowałem z przyjaciółmi imprezy w starych opuszczonych budynkach. W pewnym momencie Tom stał się klientem w moich sklepie i wkrótce zorientowaliśmy się, że mamy podobny gust muzyczny. Zarazem złożyło się tak, że kompilowałem płytę CD dla Compost Records, a Tom był odpowiedzialny za ten projekt ze strony wytwórni. Właśnie wtedy zaczęliśmy razem pracować po raz pierwszy. Dzięki temu mieliśmy szansę poznać się bliżej i zaprzyjaźnić. Jednocześnie każdy z Nas miał pomysł założenia wytwórni dlatego w pewnym momencie stało się to dość naturalne by zrobić to wspólnie. W tym czasie obaj byliśmy naprawdę uzależnieni od rozwijającej się sceny cosmic disco i balearic. Odkrywanie przeszłości muzycznej będąc częścią teraźniejszości okazało się dla Nas idealnym momentem by wystartować z Naszą własną wytwórnią.

Przez 10 lat wiele się wydarzyło. Obserwowaliśmy (właściwie słuchaliśmy) waszych wydawnictw, w tym szalonych składanek. Które momenty z tego okresu pamiętacie najlepiej? Które były najbardziej niesamowite i niewiarygodne? Wreszcie, które miały największe znaczenie i wpływ na losy wytwórni?

Nasze pierwsze wydawnictwo – The Permanent Vacation Compilation – na zawsze pozostanie w naszych sercach. Moment, w którym płyta została wydana był dla nas szczególny i do dziś kiedy jej słuchamy czujemy wielką przyjemność i wdzięczność. Pamiętamy też bardzo wyraźnie moment kiedy usłyszeliśmy remiks Joakima do utworu „Camino Del Sol” Anteny: Dixon grał go w jakiś weekend w Berlinie w swoim nocnym klubie „Innercity” i podskakiwaliśmy do tego jak szaleni.

W 2010 r. zabookowaliśmy występ DJ Harvey’a do Monachium. To był jego pierwszy występ w Europie po dziesięcioletniej przerwie. Jesteśmy wielkimi fanami Harvey’a. Brodaty Guru Disco miał olbrzymi wpływ na Nas kiedy zaczynaliśmy wytwórnię. Możesz sobie wyobrazić jak zdenerwowani byliśmy kiedy mieliśmy się poznać. Często jest tak, że jesteś zawiedziony kiedy poznajesz swojego bohatera, ale nie tym razem. DJ Harvey jest po prostu świetnym człowiekiem, który gra świetną muzykę.

Mówiąc o bohaterach: moment, w którym odczytujesz maila od frontmana LCD Soundsytem i właściciela DFA Records Jamesa Murphy’iego, który pisze, że lubi muzykę, którą wydajesz, zdecydowanie staje się chwilą, która zapamiętujesz. James Murphy i jego DFA Records też stanowili dla Nas dużą inspirację i dla naszej decyzji by wystartować, ze swoją własną wytwórnią.

Także moment, w którym zagraliśmy po raz pierwszy w klubie Panorama Bar był dla nas niezwykle ważny i sprawił, że nasze DJ-skie marzenia się spełniły.

Dlatego ciężko jest tak naprawdę powiedzieć, co jednoznacznie miało największy wpływ na Naszą wytwórnię. To chyba nie była jedna konkretna rzecz czy wydarzenie, a bardziej kombinacja wielu różnych momentów, chwil, jak i tego, że nowe wciąż jest przed nami.

Permanent Vacation współpracuje z wieloma rewelacyjnymi artystami, wspomnieć należy chociażby Antena, Azarii & III, John Talabot, Roisin Murphy, Tensnake. Składankami wypracowaliście własny niepowtarzalny styl. Czujecie sukces? Jak sami rozpatrujecie rolę i misję wytwórni na dzisiejszej scenie elektronicznej?

Czujemy się szczęśliwi i mamy szczęście, że żyjemy z tego, co lubimy robić. To prawdopodobnie oznacza pewien sukces. Ale sukces to zawsze rzecz bardzo ulotna i zmienna dlatego chcemy patrzeć dalej w przyszłość i szukać nowości, które możemy wydać niż spocząć na laurach. Z kolei jeśli chodzi o naszą rolę na scenie muzyki elektronicznej to trudno powiedzieć. Prawdopodobnie jest ona różna dla wielu ludzi, inaczej ja postrzegają, tym bardziej, że sama scena ciągle się zmienia i ewoluuje.

Co jeszcze chcielibyście osiągnąć jako Permanent Vacation?

Permanentne wakacje!

Co liczy się dla Was w prowadzeniu wytwórni i nawiązywaniu współpracy z nowymi artystami?

Wiesz co, na końcu to zawsze sprowadza się do tego, że chcemy znaleźć na tyle interesującą muzykę, która sprawia, że wierzymy, że może przetrwać dłużej niż jeden sezon imprezowy. Zależy Nam na wydawaniu muzyki, którą lubimy i która jednocześnie pasuje do naszej wytwórni. No i oczywiście mamy nadzieję, że słuchaczy cieszy to co publikujemy. Najlepsze relacje z artystami to te, które opierają się na obopólnym zaufaniu wobec wzajemnych umiejętności i kiedy wszyscy odnoszą pewne korzyści. Gdy jest się w tym samym punkcie jeśli chodzi o konkretne wydawnictwo i kiedy można wspólnie stworzyć coś większego niż tylko suma pojedynczych części, elementów.

Co jest dla was ważne w samej muzyce na tyle, że decyduje, że chcecie wydać dany materiał w Permanent Vacation?

Hmmm… trudno powiedzieć. To musi być w samej muzyce, coś co Cię naprawdę złapie. Ale to mogą być różne rzeczy – melodia, wokal, pewien dźwięk lub ogólnie po prostu uczucie, które pasuje do naszego osobistego gustu i etykiety wytwórni.

Jak godzicie prowadzenie Permanent Vacation ze swoją solową pracą?

Produkcja własnej muzyki i DJ-owanie zawsze było częścią nas i wytwórni dlatego te rzeczy są ze sobą nierozerwalnie połączone. Jesteśmy przyzwyczajeni do żonglowania większą ilością rzeczy naraz!

Jakie są najbliższe plany wytwórni, o których możecie opowiedzieć? Jednocześnie jakie są wasze projekty na najbliższy czas?

Jest zespół producencki z Monachium o nazwie Carl Gari. Wydali materiał w ramach Trilogy Tapes, który bardzo Nam się spodobał ale nie mieliśmy nawet pojęcia, że też są z Monachium. Spotkaliśmy się przez zupełny przypadek przez wspólnego znajomego i ustaliliśmy, że prześlą Nam demo. Po jego otrzymaniu i odsłuchu natychmiast podpisaliśmy kontrakt. Ich brzmienie jest nieco inne od tego co zazwyczaj robimy, niemniej jednak wciąż idealnie pasuje do Naszego świata. Nadto nowa EP New Jackson jest na horyzoncie. Także Mount Liberation Unlimited ze Szwecji przygotowują się do wydania EPki, jak i Pional, którego wydawnictwem jesteśmy niezwykle podekscytowani. Dodatkowo planujemy wydać kilka remiksów techno dla Tuff City Kids, nową EPkę Daniela Bortza i album z Aera, który uważamy za naprawdę dobry. W naszej rozpisce jest także kilka naszych własnych wydawnictw.

A poza waszymi wydawnictwami w ramach Permanent Vacation, co ostatnio zwróciło waszą uwagę w muzyce? Obserwujecie jakieś ciekawe trendy?

Jesteśmy w trakcie odrodzenia lat ’90 i to niezwykle ciekawe móc obserwować co się wydarzy. W końcu to tak naprawdę pierwszy raz gdy zataczamy pełne koło do momentu, w którym dorastaliśmy. Brzmienia, moda, wszystko wraca dokładnie takie, jak było kiedyś. Obecnie w elektronice czuć breakbeat, wczesny rave jak i jungle. Oczywiście techno jest naprawdę mocne w tej chwili ale myślę, że to akurat potrwa nieco dłużej. Wydaje mi się też, że w najbliższym czasie powróci moda na gitarowe granie. Jednocześnie ciekawe są zmiany tego jako muzyka jest odbierana i „konsumowana”. To naprawdę ekscytujące gdy możesz obserwować to wszystko, a jednocześnie mieć w tym swój mały udział.

Dziękuję za rozmowę.

Dzięki!

Oficjalna strona Permanent Vacation » Profil na BandCamp »

Various Artists – Permanent Vacation X Ten Years Label Anniversary

Cóż, słoneczna i beztroska pora wakacji skończyła się na dobre, nie ma się co oszukiwać. Z drugiej strony nie ma też powodów do rozpaczy, za jakiś czas wszystko wróci „do normy”, a tymczasem otwiera się nowy sezon, jesienno-zimowy, w którym każdy z nas może wykazać się inwencją twórczą w zakresie samodzielnego organizowania sobie słońca. Jak mawiały Dziewczyny do wzięcia, możliwości jest wiele. I jeśli chodzi o muzykę to nie zostawię was bez odpowiedzi co do tego „a jakie?”. Otóż 1 września ukazała się nowa, jubileuszowa składanka spod szyldu Permanent Vacation – X Ten Years Label Anniversary, która ma w sobie dużo słońca, i to odczuwalnego w kilku odmianach, w zależności od pory w jakiej na nie patrzymy. Od wschodów, przez południowy skwar, do wyjątkowego zachodu.

Czytaj dalej »

Audioriver 2015 – nasza relacja

Opadł już kurz po jubileuszowej dziesiątej edycji Audioriver. Czytaj dalej »

Płyta roku 2012 według czytelników Nowamuzyka.pl

Już po raz ósmy wybieraliście swój album roku. Dziś prezentujemy wyniki głosowania – miejsce pierwsze to precedens w dotychczasowej historii plebiscytu. Sprawdźcie sami! Czytaj dalej »

Hot Chip, Morphosis, John Talabot zagrają na Tauronie!

Kolejna mocna trójka do tegorocznego lineupu Tauron Festiwalu Nowa Muzyka. Typowa dla tej imprezy: gwiazda, legenda i debiutant. Czytaj dalej »

John Talabot – Fin

Choć „Fin” jest pierwszą, długogrającą płytą Johna’a, ciężko mówić o nim, jako o debiutancie. Hiszpan dał się poznać szerszej publiczności, kiedy na początku XXI wieku wdał się w niezobowiązujący romans z muzyką techno, królująca wtedy na barcelońskich i madryckich parkietach. Od tego czasu minęła cała dekada, gusta młodych ludzi zwróciły się w innym kierunku, a Tablot zakończył definitywnie swój związek z nowoczesnym techno. Nie myślcie, że zarzucam mu koniunkturalność – tak na pewno nie jest. Mam na myśli bardziej naturalną ewolucję tego artysty, który nie był ślepy i głuchy na to, co działo się w muzyce elektronicznej.

John powoli przygotowywał nas na „Fin” wydając kilka EPek, wśród których znalazły się takie wyróżniające kawałki, jak np. „Matilda Dreams”, czy „I Want Tonite”. Ciepłe, bujające kompozycje, ogrzewały nas promieniami słonecznymi spod znaku deep house, synth popu, indie i muzyki tła, stały się znakiem rozpoznawczym Katalończyka. „Fin” pod tym względem nieco zaskakuje. Tak, wciąż jesteśmy na plaży, wciąż tańczymy, wciąż z uśmiechem na twarzy rozbijamy kokosa i pijemy sok prosto z jego wnętrza, ale ten sielankowy obraz został uzupełniony o jeszcze kilka, mniej oczywistych elementów.

http://www.youtube.com/watch?v=OF8LnIcfF1Y

Gdy włożymy płytę do gramofonu, lub odtwarzacza CD, pierwsze, co usłyszymy, po włączeniu przycisku play, to rechot żab i nocne cykanie owadów w utworze „Depak Ine”. Niezbyt to plażowe klimaty, co? Osobiście traktuje to, jako żart i mrugnięcie okiem do słuchacza. Nie zmienia to jednak tego, że na „Fin” element niepokoju i zaskoczenia, będzie nam towarzyszył od początku do końca.

Zróbmy mały przegląd tego, co mamy pod maską. Wykonany wspólnie z Pionalem „Destiny” rozluźnia bardziej niż wspólna sesja medytacyjna z Dalajlamą. Melancholijny bit, karaibskie dzwoneczki i idealnie wtopiony w całość, uduchowiony wokal, przeniesie Was, wiele kilometrów od zasypanych białym puchem, polskich ulic. „El Oeste” to z kolei syntetyczny majstersztyk, nad którym unosi się tajemnicza mgła, której źródła pochodzenia nie rozwikła nawet sam Antoni Macierewicz. Baleryczne „Oro y Sangre” jest rozpięte gdzieś, pomiędzy Caribou a M83. „Journeys” to lekko rozmyte, piękne harmonie, zahaczające o house i pop. Najbardziej energetyczny i organiczny utwór na płycie to „When The Past Was Present” z transową melodyką i ekstatycznym wokalem. Na koniec zaś Talabot postawił wisienkę na torcie w postaci zwiewnego i niewinnego „So Will Be Now…”, wysmażonego ponownie w kolaboracji z Pionalem. Mamy tu wyraźny powrót do klimatu z poprzednich mini albumów Johna. Słońce jest w swoim zenicie, plaża tętni życiem i ruchem, kto by tam myślał o jakiś problemach dnia codziennego.

„Fin” to album kompletny, dojrzały i niezwykle elegancki. Bije z niego świeżość, witalność i różnorodność. Nawet, jeśli pojawiają się momenty mniej radosne, to bardziej wpasowują się w klimat wieczornych rozmyślań na hamaku. Talabot wie jak ważna jest w takiej muzyce melodia, i to w właśnie wokół niej buduje cały swój specyficzny mikroświat. Chciałbym się do czegoś doczepić, wytknąć mu jakąś słabostkę, ale po prostu nie mogę. Skosztujcie tego soczystego owocu i bawcie się dobrze.