Ben LaMar Gay – Confetti In The Sky Like Fireworks (This Is Bate Bola OST)
Łukasz Komła:

Tym razem Ben LaMar Gay w roli kompozytora muzyki filmowej. Obraz „This Is Bate Bola” pokazuje mało znane oblicze brazylijskiego karnawału.

William Basinski – On Time Out of Time
Ania Pietrzak:

Powrót do przyszłości.

Lakker – Epoca
Paweł Gzyl:

Zwierciadło naszych czasów.

Abul Mogard – And We Are Passing Through Silently
Maciej Kaczmarski:

Zjawiska duszy.

Recent Arts – Skin
Paweł Gzyl:

Ambient, minimal, industrial i… piosenki.

Spopielony – Legendy
Jarek Szczęsny:

Duchologia, analogowy anturaż i zakurzony ambient.

Klangwart – Bogotá
Łukasz Komła:

Niemiecka elektronika spotyka kolumbijskie szaleństwo.  

Locked Groove – Sunset Service
Paweł Gzyl:

Hołd dla belgijskiej muzyki klubowej sprzed ćwierć wieku.

Gesaffelstein – Hyperion
Maciej Kaczmarski:

W czarnej dupie.

Hugh Marsh – Violinvocations
Jarek Szczęsny:

Dowód na istnienie skrzypiec.

Pfirter – The Empty Space
Paweł Gzyl:

Spóźniony, ale udany debiut.

Ossia – Devil’s Dance
Maciej Kaczmarski:

Sam w mroku.

MDD – Reverse The Contrast
Paweł Gzyl:

Ekstremalna wizja techno.

King Midas Sound – Solitude
Bartek Woynicz:

„Zbadajmy przestrzeń terroru pustki”



Jonas Reinhardt

Podsumowanie roku 2018

Trzydzieści płyt z tysięcy. Czytaj dalej »

Jonas Reinhardt – Powers Of Audition

Podbój kosmosu na dzień dzisiejszy uważany jest za szczytowe osiągnięcie ludzkiej myśli technicznej. Nic dziwnego, że twórcy muzyki, w szczególności muzyki eksperymentalnej, znaleźli w tym temacie niewyczerpane wręcz źródło artystycznego natchnienia. Nie jest więc przypadkiem to, iż narodziny dźwięków powstałych z tychże inspiracji przypadają na przełom lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego stulecia – okres, w którym człowiek zapisał pierwszą kartę historii swej gwiezdnej tułaczki. Ci, którzy podróżować nie mogli, a było ich wielu, musieli zadowolić się psychodelicznym space rockiem spożywanym równocześnie z kolejnymi dawkami narkotyków.

Muzyka grupy Jonas Reinhardt brzmi dziwnie znajomo. Melodyjne gitarowe pasaże przesycone delay’em, piętrzące się na tle ściśle współpracujących z akustyczną perkusją pulsacyjnych rytmów, wytyczonych przez elektroniczny kombajn złożony z sekwencerów i samplerów. Pojawiający się sporadycznie wokal stanowi właściwie dodatkowy element dźwiękowej układanki – mocno przetworzony pełni rolę równorzędnego instrumentu, aniżeli przekaźnika idei zawartych w śpiewanym tekście. Kompozycje rozwijają się powoli, dając tym samym możliwość pełnego zasmakowania w nawarstwiających się partiach instrumentów dołączających do motywu przewodniego. W utworach słychać wyraźne echa dokonań Tangerine Dream, zaś brzmienie instrumentów klawiszowych zdaje się być żywcem wycięte z albumów Jean Michel Jarre’a. Zespół uniknął moich oskarżeń o plagiat sprawnie zszywając własne pomysły ze świeżym spojrzeniem na klasykę. Obrazowo można by przedstawić to tak: Wyżej wymienieni muzycy decydują się na współpracę w czasach swoich największych sukcesów. Robią sobie przerwę wychodząc na godzinę ze studia, w którym roi się od porozkładanego wszędzie sprzętu. Wtedy, z ambitnym postanowieniem stworzenia czegoś nowego, jednak z nieustannie wirującymi w głowie dźwiękami swoich idoli, jakie usłyszeli przed chwilą przez ścianę, do akcji wkracza ekipa Jonas Reinhardt, która korzystając z pozostawionego instrumentarium nagrywa własny materiał.

W efekcie treść pozostała niezmieniona – dostarczanie przeżyć ezoterycznych słuchaczom, bądź po prostu – czerpanie radości z grania i przekazywanie wytwarzanej tym samym energii do naszych uszu. Natomiast, dzięki świeżemu spojrzeniu na temat, forma – choć czasem wpędzająca słuchacza w muzyczne deja vu, zyskała wiele nowego przez syntezę krautrockowej przebojowości z muzyką elektroniczną swobodnie przenikającą się z ambientem. Stąd też utwory takie jak ‘Atomic Bomb Living’, czy też tytułowy ‘Powers Of Audition’ skojarzą się z NEU! na prochach, a w ‘Only You Can Achieve Nitrogen’ oraz ‘Near A Mirrored Pit Viper’ łatwo znajdziemy odbicie twórczości Vangelisa/wczesnego Oldfielda. Zresztą na równi ze słuchaniem dużą radochę sprawia wyławianie inspiracji, jakie wpłynęły na brzmienie tej kalifornijskiej grupy.

Wydawać by się to mogło ryzykowną strategią w momencie, kiedy wiele współczesnych zespołów całkiem skutecznie potrafiło po swojemu zinterpretować szkołę przestrzennego grania odcinając się, jak to tylko możliwe, od dokonań przodków, lub też sprawnie zacierając źródła natchnienia. Ryzyko to jednak opłaciło się – walory artystyczne, jakie prezentują na albumie ‘Powers Of Audition’ podopieczni Kranky Records, górują nad ładunkiem sentymentalnym towarzyszącym muzyce. Cytaty oraz zapożyczenia nie przekraczają granicy zuchwałej kradzieży, a charakterystyczne dla lat osiemdziesiątych sztuczne brzmienie trąbki produkowanej przez syntezator gitarowy oraz analogowe podkłady klawiszowe przeżywają drugą młodość, stając się sprawnie władanym orężem w rękach zespołu łączącego wiele nurtów muzycznych powstałych na przestrzeni lat, których wspólnym mianownikiem była chęć wyniesienia słuchacza w rejony pozaziemskie drogą inną niż robiło to NASA.

Space rocka odkrywać już nie trzeba – zrobili to Brytyjczycy blisko 40 lat temu. Jonas Reinhardt składa hołd gatunkowi, który zespoły takie jak Pink Floyd, czy też wspomniany już Tangerine Dream sukcesywnie eksplorowały na swoich najlepszych albumach, a wiele innych włączyło jego składowe do swojego stylu. Nowa pozycja w katalogu chicagowskiej wytwórni jest skierowana przede wszystkim do tych, którzy z sentymentem powracają do muzyki gigantów tamtych czasów. Zaś dla tych, których odkopywanie kamieni węgielnych minionej epoki nie napawa dreszczem emocji krążek ‘Powers Of Audition’ będzie wymarzoną wprost okazją, aby zapoznać się z ‘nowożytną’ odsłoną kosmicznych wojaży.

Kranky | 15.03.2010

4/5