Hoera. – Jaunu
Łukasz Komła:

Chóralne imaginacje.

jitwam. – Honeycomb
Ania Pietrzak:

Indie, medytacja i ciepły funk.

Benjamin Fröhlich – Amiata
Paweł Gzyl:

Bezpretensjonalna kolekcja tanecznych sztosów.

Polynation – Igneous
Mateusz Piżyński:

Debiutanci z Holandii.

ASUNA & Jan Jelinek – Signals Bulletin
Jarek Szczęsny:

Jest przyjemnie.

Synkro – Images
Paweł Gzyl:

Breakbeatowy ambient w pełnej glorii.

Holly Herndon – PROTO
Jarek Szczęsny:

Genetyczna DJ`ka.

Jonas Kopp – Non Virtual Reality
Paweł Gzyl:

Industrial i drony w służbie ambientu.

Ikarus – Mosaismic
Łukasz Komła:

Wielopoziomowa ekspresja.   

Qasim Naqvi – Teenages
Jarek Szczęsny:

Subtelny, oszczędny i dziwny.

Varg – Sky City Part 1 & 2
Paweł Gzyl:

Powrót syna marnotrawnego.

Samuel Kerridge & Taylor Burch – The Other
Paweł Gzyl:

Nowe oblicze muzyki brytyjskiego producenta.

Vsitor – Keep On Running
Łukasz Komła:

Rozdrapywanie aksamitu.

Paula Temple – Edge Of Everything
Paweł Gzyl:

Techno-huragan.



recenzja

Me&Mobi – Agglo

Krystaliczna magma dźwięków zwiastujących przyszłość.  Czytaj dalej »

ŻAL – Teodor

Muzyka ŻAL’u jest mroczna u podstaw, a drąży ją taneczne ziarno.

Czytaj dalej »

Stefan Węgłowski – Contemporary Jewish Music

Strumień światła wpadający przez dziurkę od klucza.

Czytaj dalej »

Marc Romboy & Dortmunder Philharmoniker – Reconstructing Debussy

Gdzie ten Debussy?

Czytaj dalej »

Jo Berger Myhre & Ólafur Björn Ólafsson – The Third Script

Jaką muzykę można nagrać w opuszczonym magazynie w Reykjaviku? Czytaj dalej »

Jeffrey Roden – Threads of a Prayer Volume 2

Już jest druga część wydawnictwa amerykańskiego kompozytora. Czytaj dalej »

1988 – Gruda

Muzyka niepokojąca. Czytaj dalej »

Baasch – Grizzly Bear With A Million Eyes

Mroczny i klaustrofobiczny następca debiutanckiego „Corridors”. Czytaj dalej »

Gorillaz – Humanz

Na płycie „The Fall” zespół Gorillaz udowodnił, że można stworzyć płytę z aplikacji muzycznych. Czytaj dalej »

Young Moon – Colt

Trzeba było czekać aż cztery lata na drugi album Amerykanina! Czytaj dalej »

Vessel – Punish, Honey

Ciężkie industrialne łańcuchy niesione przez brytyjskie rozumienie muzyki elektronicznej. Swój drugi album długogrający prezentuje Sebastian Gainsborough.

Czytaj dalej »

Jon Porras – Light Divide

Jon Porras na co dzień współtworzy z Evanem Caminitim duet o nazwie Barn Owl. Jednak od czasu do czasu obaj brodacze lubią zamknąć się sami w studiu, by popracować nad muzyką, którą sygnują jedynie własnym nazwiskiem. Czytaj dalej »

Trust – Joyland

Po tym, jak Maya Postepski opuściła pokład statku pływającego pod banderą Trust, Robert Alfons został skazany na samotną żeglugę. Na szczęście nie zaszkodziło mu to ani odrobinę. Wręcz przeciwnie. Czytaj dalej »

Ishq – The Invisible Landscape

Najlepszym sposobem na to, by w pełni dotrzeć do naszej muzyki, jest położenie się ze słuchawkami w wygodnej pozycji Czytaj dalej »

Hyetal – Modern Worship

Trwająca od kilku lat moda na dubstep, sprawiła, że wielu ambitniejszych słuchaczy odwróciło się plecami od tego gatunku. Chordy nafaszerowanych używkami dzieciaków, miotających się na parkietach modnych klubów w rytm muzyki Skrillexa (nazywanego – królem elektroniki!), zrobiła swoje. Czytaj dalej »

Gloom – Subliminal Fortress

W końcu nadeszła wiosna! Za oknem, z dnia na dzień, robi się coraz przyjemniej, nic pozostaje nic innego, jak zanurzyć się w równie przyjemnej muzyce. Dobrą okazję do tego daje nam Britt Thomas Brady.

Tego pochodzącego z Oregonu multiinstrumentalistę, występującego obecnie pod pseudonimem Gloom, możecie kojarzyć z indie rockowego zespołu Circa Vitae. W kapeli pełnił on obowiązki wokalisty. W solowej twórczości nie usłyszymy już jego głosu, za to dowiemy się, jak radzi sobie z elektroniką. A radzi sobie z nią znakomicie.

„Subliminal Fortress” to EPka zawierająca sześć piosenek + trzy remiksy. Utwory oscylują wokół IDM – owej stylistyki, przyprószonej łagodną chilloutową mgiełką oraz wzbogaconą o dubstepowe naleciałości. Brady nie boi się sięgać po żywe instrumenty, co dodaje jego kompozycjom dodatkowego uroku. I tak np. partia pianina w „Streams” fantastycznie wpisuje się w uwypukloną linię basu, podbarwioną sporadycznymi uderzeniami ksylofonu. Warto też zwrócić uwagę na „Sore, Throat”, który brzmi jak John Talabot na zwolnionych obrotach. W „Weep and Rattle” pobrzmiewają przetworzone gitarowe motywy i coś na kształt harfy? Nic dziwnego, że pod koniec utworu, klimat robi się sielsko-anielski. Zresztą cały album charakteryzuje się niezwykle ciepłym brzmieniem.

Ta słodka mieszanka gatunków smakuje wyjątkowo dobrze – na szczęście nie jest zbyt cukierkowo. Britt nie przedobrzył z żadnym, z wielu użytych przez siebie składników. Płyta ma tylko jedną poważną wadę. Można się przy niej za bardzo rozleniwić…

MMoths – Diaries

Wybieracie się na tegoroczny Tauron? Jeśli tak, to warto zacząć powoli zaznajamiać się z artystami i zespołami, które pojawią się w sierpniu w Katowicach, a których to mało jeszcze kumacie, albo nie kumacie wcale. Na początek polecam przesłuchać EPkę MMoths zatytułowaną „Diaries”.

MMoths to jednoosobowy projekt 19-letniego (!) Irlandczyka, znanego, jako Jack Colleran. Dzieciak, co? Ale jaki zdolny! Już w wieku pięciu lat nauczył się grać na pianinie i od najmłodszych lat wykazywał się niezwykłą wrażliwością muzyczną. Jako nastolatek komponował własne utwory, które następnie wrzucał do sieci. Pewnego dnia odkrył SoundCloud, a tam, Jacka, odkryła wytwórnia SQE, która swoją siedzibę ma w mieście aniołów. Na efekty nie trzeba było długo czekać i w 2012 roku światło dzienne ujrzała pierwsza oficjalna EPka „MMoths”. Colleran tak wyrażał się o tym mini-krążku – „Jest to muzyka bardzo organiczna, z charakterystycznym ciepłem. Na pewno nie brzmi, jakby pochodziła z innej planety, jest osadzona mocno w rzeczywistości. Rzeczywistości, która mnie otacza”, i jeszcze o piosence „Summer” pochodzącej z „MMoths” – „Napisałem tę piosenkę w okresie, kiedy nadchodziła jesień i robiła się powoli straszna pogoda. A ja chciałem na siłę utrzymać lato „przy życiu”, chciałem, aby trwało wciąż i wciąż. Utwór „Summer” to właśnie mój sposób na to”.

Te dwa cytaty mówią bardzo dużo o samym Jacku i tworzonej przez niego muzyce. „Diaries” stanowi naturalną kontynuacje debiutu. Otwierający EPkę numer „One” opiera się na zapętlonym motywie syntezatora – przywołującego w wyobraźni obraz padającego letniego deszczu – uzupełnionego następnie przez dudniący, przytłumiony automat perkusyjny i nakładającą się na całość, kolejną syntetyczną linię melodyczną. „For Her” ze swoim specyficznym bitem i oszczędnymi, pojedynczymi uderzeniami klawiszy, przywołuje na myśl kultowy „Mezzanine” Massive Attack. „Loosing You” to z kolei solidna porcja relaksującego ambientu, zaklęta w delikatnych, ulotnych dźwiękach. Uwagę zwraca także piskliwy i basowy „All These Things” oraz senny „No One”- łagodne echo męskiego wokalu prowadzi nas tajemniczą ścieżką wśród elektronicznego lasu, spowitego gęstą, poranną mgłą.

„Diaries” to album wyrafinowany, „czysty” w swojej formie. Wypełniony skrawkami myśli, pogodnych wspomnień, które łącząc się ze sobą, tworzą piękną, przekonującą całość. Płyty tej słucha się z prawdziwą przyjemnością i uznaniem dla jej autora. Na występ MMoth podczas Tauronu na pewno się wybiorę, do czego i Was gorąco zachęcam.