SCSI-9 – Squares & Circles
Paweł Gzyl:

Pierwszy nowy album projektu od siedmiu lat.

Sarathy Korwar – More Arriving
Jarek Szczęsny:

Muzyka migracji.

Sandro Perri – Soft Landing
Jarek Szczęsny:

Chłód melodii.

Rhys Fulber – Ostalgia
Paweł Gzyl:

„I’m living in the 80s”

IRAH – Diamond Grid
Przemysław Solski:

Siatka utkana z ciekawości.

Strycharski Kacperczyk Szpura – I love you SDSS
Jarek Szczęsny:

Oglądanie nerwów.

!!! (Chk Chk Chk) – Wallop
Mateusz Piżyński:

Ciężkość punka z lekkością funka.

cover
Barker – Utility
Paweł Gzyl:

Transhumanistyczne przyjemności.

Monya – Straight Ahead
Paweł Gzyl:

Industrialne techno o pozytywnej energii.

Wojciech Golczewski – The Priests Of Hiroshima
Jarek Szczęsny:

Ścieżka dźwiękowa dla ery atomowej.

Múm – Yesterday Was Dramatic – Today Is OK
Paweł Gzyl:

Klasyk emotroniki.

Hildur Guðnadóttir – Chernobyl (OST)
Jarek Szczęsny:

Wyobrazić sobie niewyobrażalne.

Pruski – Black Birds
Jarek Szczęsny:

Wyszlifowany onyks.

Jaromir Kamiński, Rafał Warszawski, Palms Palms, Break Janek
Ania Pietrzak:

Beats & breaks idealne na koniec wakacji…



world music

Zamilska – Uncovered

Płyta lepsza niż serial. Czytaj dalej »

Tim Hecker – Konoyo

Wkurz przemądrzałego realistę. Czytaj dalej »

Jaki Liebezeit – dyskografia

26 maja Jaki Liebezeit obchodziłby 80. urodziny. To dobra okazja, by przypomnieć jego dokonania. Czytaj dalej »

Nowości z Glitterbeat

Tym razem Glitterbeat prowadzi nas do USA (Yonatan Gat) i Meksyku (Sonido Gallo Negro). Czytaj dalej »

Holger Czukay – dyskografia

24 marca Holger Czukay obchodziłby 80. urodziny. Z tej okazji przyglądamy się jego niezwykłej twórczości. Czytaj dalej »

Circuit des Yeux – Reaching for Indigo

Tego nie da się usłyszeć z recenzji. Czytaj dalej »

James Holden & The Animal Spirits – The Animal Spirits

Trans-folk. Czytaj dalej »

Bargou 08 – Targ

Nowy zespół w Glitterbeat. Sprawdźcie zatem, jak radzi sobie syntezator Mooga na tunezyjskiej pustyni. Czytaj dalej »

São Paulo Underground – Cantos Invisiveis

Czy istnieje prawdziwa przyjaźń wśród muzyków? Tak, bo jest São Paulo Underground! Czytaj dalej »

Strings & Timpani

W norweskiej wytwórni Hubro nie ma miejsca na słabe i przeciętne płyty, co też potwierdza materiał duetu Strings & Timpani. Czytaj dalej »

Sven Kacirek

Tym razem Sven Kacirek zabiera nas na Okinawę. Czytaj dalej »

Alchimia – Aurora

Amerykańsko-polskie trio Alchimia powróciło z drugim albumem. Czytaj dalej »

Warsaw Afrobeat Orchestra

Jeszcze w tym roku ma się ukazać pierwszy długogrający album zespołu WAO. Tymczasem sprawdźcie, jak grupa wypadła na ubiegłorocznej EP-ce „Only Now”.   Czytaj dalej »

Hybryds – Music For Rituals

Wspomnienie sprzed ponad dwóch dekad – czyli reedycja płyty wyznaczającej kanon rytualnego industrialu i ambientu.

Czytaj dalej »

Rocket Juice & The Moon – Rocket Juice & The Moon

Święto Pracy jest świętem dość zaniedbanym, ale na pewno nie przebrzmiałym. Ciągle żywotna jest teoria, że oprócz kultury to właśnie praca odróżnia człowieka od innych gatunków, dlatego w ten dzień warto poświęcić parę minut na docenienie ludzi, którzy nie mają nam więcej do zaoferowania niż bardzo sumienne podejście do tego, co robią i oczywiście efekt tego działania.

Poznali się cztery lata temu, w samolocie do Lagos w Nigerii. Wybierali się tam w ramach warsztatów, konferencji i zwyczajnej wymiany doświadczeń w ramach Africa Express. Damon Albarn, Michael „Flea” Balzary, Tony Allen. Każdy z osobna jest człowiekiem instytucją, który oprócz swoich głównych projektów, udziela się też w wielu innych, pomniejszych, ciągle będąc w orbicie artystów bardzo aktywnych, ale rzadko kiedy rozmieniających się na drobne. Ich sylwetki mogą stanowić w przyszłości niedościgniony wzór osób tyleż pracowitych, co skrupulatnych i nigdy nie schodzących poniżej bardzo przyzwoitego poziomu.

Ale pisanie takich peanów można zaniechać na moment, gdy spotykają się razem i pragną stworzyć kosmiczny ensemble wraz z zaproszonymi gośćmi, niemniej uznanymi. Dość wymienić Erykę Badu, gwinejskiego wschodzącego dopiero rapera M.anifest, obsługującego keyboard Cheick Tidiane Seck, czy niedawną debiutantkę, ale już bardzo uznaną Fatoumatę Diawarę. Cała plejada nazwisk nie kończy się na tych paru osobach, dając przynajmniej personalnie do zrozumienia, z jakim gatunkiem będziemy mieć do czynienia.

I rzeczywiście, bardzo łatwo wychwycić już od pierwszych dźwięków, że supergrupa jest hołdem dla klasycznego soulu i afro-funku lat 70. Nie jest to jawna kalka, tylko 18 (w wersji bonusowej 20) zgrabnych, rytmicznych (to przede wszystkim) kompozycji, czasem miniatur, ale jednak nie odbiegających od pierwowzorów sprzed 40 lat.

Jeżeli na czymś trzeba się koniecznie skupić, to jest zdecydowanie sekcja rytmiczna. Tony Allen wraz z Flea przypominają czym jest transowość, nieliniowość, przełamanie klasycznego 4/4 do stosunku 5/3 (nie uciekając przy tym od czterotaktowej podstawy). Jak mawiają wielcy tego świata – rytm to nieśmiertelność, zwłaszcza w przypadku afrykańskich konotacji muzyki zachodniej i tzw muzyki świata, która przeważnie jest bardziej onomatopeiczna, przez co posiada zupełnie inne podejście do struktury utworu, a nawet tonacji.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/449045-01.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=449045-01″ allowscriptaccess=”always”]

Płyta sama w sobie przenosi w zupełnie inny wymiar, bardzo wakacyjny, słoneczny (tak, taki jak teraz za oknem), ale najbardziej zdumiewa mnogością pomysłów i całą paletą barw, dźwięków, uczuć, skumulowanych w niepełnej godzinie. I nie jest to jazda emocjonalnym rollercoasterem. Bardziej mamy do czynienia z zaproszeniem do rdzennej części Afryki, gdzie można podziwiać jednocześnie niemalże oślepiający błękit nieba oraz czerwony, niemalże krwisty, odcień spalonej słońcem ziemi. Jeśli można by cokolwiek wymienić, wyróżnić, to z pewnością będą to olśniewające już nie tylko rytmiką, ale prawdziwie uzależniającymi melodiami Hey, Shooter z Eryką Badu, Lolo z Diawarą i M.anifestem, absolutnie najbardziej wyrazisty Follow-Fashion, a także Poison, najbliższy albarnowej estetyce oraz porywający swym motywem klawiszowym There. Reszta radośnie wibruje wokół tych pereł, niewiele od nich odstając poziomem, ale też nie przykuwając tak bardzo uwagi, będąc raczej ścieżką do wymienionych już wyżej wrót.

Wszystko tu się miesza jak w nieokiełznanym tyglu, wzrusza, zachwyca i idealnie nadaje się do celebrowania słonecznych i leniwych dni, choć nie ucieka się do tanich chwytów z wakacyjnych hitów. Im częściej słuchacz daje się ponieść tym dźwiękom, tym więcej światła i radości może otrzymać w zamiar. Egzotyczna pozycja obowiązkowa.

Honest Jon’s // 2012

www.rocketjuiceandthemoon.com

www.honestjons.com