MONOH – MONOH
Łukasz Komła:

W oparach myśli.

ISAN – Lamenting Machine
Paweł Gzyl:

Najbardziej wyciszona płyta angielskiego projektu.

Stephen Mallinder – Um Dada
Paweł Gzyl:

Efektowny powrót weterana.

Piernikowski – The best of moje getto
Jarek Szczęsny:

Ile w tobie jest z białasa. (Tekst zawiera przekleństwa)

Pyur – Oratorio For The Underworld
Paweł Gzyl:

Wędrówka do krainy między życiem a śmiercią.

Kim Gordon – No Home Record
Jarek Szczęsny:

Zaskoczenie? Niekoniecznie.

Boreal Massif – We All Have Impact (Even Hippies Do)
Paweł Gzyl:

Trip-hop is not dead (yet).

Electric Sewer Age – Contemplating Nothingness
Maciej Kaczmarski:

Kopia mistrza.

Emptyset – Blossoms
Paweł Gzyl:

Producenci z Bristolu wkraczają na nowe terytoria.

Nagrobki – Pod Ziemią
Jarek Szczęsny:

Poważni jak śmierć.

LDY OSC – sōt
Paweł Gzyl:

Click & cuts na nowo.

Nick Cave and the Bad Seeds – Ghosteen
Jarek Szczęsny:

Pomnik żałoby.

Pablo Mateo – Weird Reflections Beyond The Sky
Paweł Gzyl:

Techno do tańca.

Danny Brown – uknowhatimsayin¿
Jarek Szczęsny:

Gorączkowe wizje rapera.



Yore

Andy Vaz – House Warming

Różne odcienie wyrafinowanego house’u.

Czytaj dalej »

Andy Vaz – Straight Vacationing

Kultura popularna zna przypadki spektakularnych nawróceń. Lata temu Cat Stevens został muzułmaninem, zamieniając się w Yusufa Islama, a nie tak dawno David Tibet porzucił okultyzm dla chrześcijaństwa, wracając do swego prawdziwego nazwiska, David Bunting. Są też przykłady innych nawróceń – jedno z nich przeżył niemiecki producent Andy Vaz z Düsseldorfu, który w połowie minionej dekady był jednym z najważniejszych twórców minimalu, czego namacalną manifestacją były jego płyty „Live In Tokyo” i „Live In Berlin”, a przede wszystkim „Repetitive Moments Last Forever”.

Po wydaniu ostatniej z nich – o jakże wymownym tytule – Vaz przeżył dogłębne nawrócenie na… klasyczny house. Wyrazem tego było powołanie do życia nowej wytwórni o nazwie Yore (przedtem publikował nakładem również własnego Background) i zaserwowanie całej serii winylowych dwunastocalówek, emanujących radością tworzenia tej energetycznej i pozytywnej muzyki. Podsumowaniem tego pięcioletniego okresu w działalności producenta jest jego nowy album – „Straight Vacationing”.

Ten, kto rozstał się z Vazem na „Repetitive Moments Last Forever” będzie mocno zaskoczony – żadnego minimalu tutaj bowiem nie uświadczy. Zamiast tego – klasyczne granie o wysmakowanym stylu, odwołujące się do najpiękniejszych tradycji tanecznej elektroniki z Detroit i Chicago.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/435788-01.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=435788-01″ allowscriptaccess=”always”]

W warstwie rytmicznej niemiecki producent skłania się ku mocnym podkładom tworzonym przez twarde bity i mocne basy – blisko takim brzmieniom do oldskulowego techno, bo przecież tak grali niegdysiejsi mistrzowie hard house`u z Motor City – Blake Baxter czy Eddie Flashin Fowlkes („Detroit In Me” czy „Stubnitz”). Z powodzeniem Vaz sięga również po pomysły rodem z dawnych nagrań twórców z Wietrznego Miasta – to miarowe uderzenia automatu perkusyjnego wsparte szeleszczącymi hi-hatami w „Fukuoda Liquid” czy „Collinding Worlds”, zapożyczone z zakurzonych już dziś dokonań Jackmastera Farleya czy Marshalla Jeffersona.

Nie tylko mocnymi podkładami album ten jednak stoi. Oto w tytułowym „Straight Vacationing” niemiecki producent wprowadza głębszy puls wywiedziony z deep house`u, a w „A Dope Jam (Bullyshit Mix)” – mruga okiem do zapomnianego już nowojorskiego garage`u podbitego tribalowymi efektami perkusyjnymi. Najlżejszym nagraniem z płyty jest jednak „Just Another Round” – filadelfijskie disco podrasowane na funkową modłę soczystą partią klangującego basu. Na koniec trafiamy nawet na intrygujący eksperyment z połamaną rytmiką – „The Other Place” to nieoczywisty house, w którym przegląda się z zaciekawieniem dubstepowa pulsacja.

Podobnie jak z podkładami, wygląda sytuacja z warstwą melodyczną kompozycji z albumu. Bo z jednej strony Vaz z upodobaniem sięga po acidowe loopy, które nadają poszczególnym nagraniom surowe i szorstkie brzmienie („Detroit In Me”, „Fukuoka Liquid” i „Colliding Worlds”), a z drugiej – wprowadza zmysłowe solówki „żywego” saksofonu i jazzowe frazy organicznego Hammonda („Stubnitz”, „Straight Vacationig” czy „Just Another Round”). I ten kontrast sprawdza się świetnie – utwory z płyty emanują taneczną energią, ale są również przyjemne w brzmieniu, ciepłe i jasne, pulsujące relaksującą wibracją, typową dla wszelkiej maści „czarnej” muzyki.

Andy Vaz wypadał wiarygodnie tworząc minimal, teraz też wypada wiarygodnie tworząc house. „Straight Vacationig” to ponowny debiut niemieckiego producenta – równie udany, jak ten poprzedni.

Yore 2011

www.yore-records.com

www.myspace.com/yorerecords

www.andy-vaz.de

www.myspace.com/soundvariation