Wpisz i kliknij enter

Cabaret – Homophobia


Wydawnicza historia grupy Cabaret to jeden z przykładów na to, jak trudno wydać bądź wypromować elektronikę w naszym kraju. Elektronikę, która przecież nie zawsze kojarzona być musi z eksperymentalizmem, noisem, ambientem czy klikami. Cabaret gra elektronikę melodyjną i – można powiedzieć – przystępną, duet czerpie mnóstwo inspiracji z działalności niezwykle popularnego przecież Depeche Mode. Dlaczego więc żadna krajowa oficyjna nie była zainteresowana objęciem Cabaretu swą wydawniczą opieką? Dlaczego żaden krajowy dystrybutor – jak na razie – nie kwapi się wciągnąć „Homophobii”, wydanej niedawno przez kanadysjki Artoffact, do swego katalogu? To sytuacja, z którą nie tylko Cabaret musi się borykać. Jak na razie jednak to Cabaret jest tym zespołem, który poradził sobie samemu. I to całkiem nieźle.
W skład Cabaret wchodzą Jarosław Pawlik i Michał Bieniek, którzy od ośmiu już lat konsekwentnie tworzą dźwięki bujające gdzieś między zimnym electro, ciepłym elektronicznym popem czy rozgorączkowanym trip-hopem. Mając na swym koncie sporo muzycznych i kompozytorskich doświadczeń duetowi udało się wreszcie wydać duży materiał – longplay „Homophobia” jest pierwszym oficjalnym, w pełni autorskim wydawnictwem Cabaretu. Album ten, po kilku przesłuchaniach, możemy określić jednym kluczowym słowem: *obiecujący*. Całość sprawia dwa wrażenia: jedno odnosi się do muzyki – jej opracowania, dopracowania, realizacji. Drugie dotyczy tak zwanej „warstwy wokalnej” materiału.
Pierwsze wrażenie jest jak najbardziej pozytywne: Cabaret komponuje utwory niebanalne, w znacznej większości ciekawie zaaranżowane [wyjątkiem prosty, oparty jedynie na pianinie „Song For Berlin”], często nieco transowe i wciągające [przypominający stare dobre trip-hopowe kawałki „Butterfly With No Address”], nierzadko również przebojowe [ewidentny hicior „Rain On My Skin”]. Muzyka jest błyskotliwa i przemyślana – czuć, że to zbiór najlepszych kompozycji z dotychczasowej działalności zespołu, który zapragnął zapoznać nas ze swymi najważniejszymi fascynacjami – najczęściej to wspomniane DM i pokrewne brytyjczykom klimaty, również nieco zimniejszego, tanecznego pulsu [„Devil Is Dancing”] czy – uwaga – elmuzyka, w stronę której ukłon panowie Pawlik i Bieniek robią podczas zamykającego całość, instrumentalnego „Angel Theme”. Krótko mówiąc – muzycznie jest dobrze, ciekawie, można powiedzieć – międzynarodowo.
O wiele gorzej jednak Cabaret wypada jeśli chodzi o wspomnianą „warstwę wokalną”. „Homophobia” wprawia bowiem dość często w uczucie pewnego zakłopotania, bo świetne kompozycje idą tu w parze z wokalem, który bardziej przypomina nagrania demo, niż poważną, światową produkcję. Doskonałym tego przykładem jest pierwszy kawałek – kompozycyjnie bardzo udany, realizatorsko dopieszczony, zawierający jednak wokal nienaturalnie przytłumiony, z kiepskim akcentem, po prostu – niedopracowany. Niestety – taka sytuacja pojawia się na tej płycie jeszcze co najmniej kilka razy. Przez jakiś czas myślałem sobie, że może się mylę, może przesadzam bądź czepiam się niepotrzebnie. Sprawę zbadałem jednak w szerszym gronie i zawsze wrażenie było to samo – niezwykła różnica poziomu między muzyką a wokalem. Szkoda.
Cabaret nagrał więc płytę świetną muzycznie, gorszą wokalnie, generalnie – obiecującą. Zespół niewątpliwie posiada spore możliwości, które – nie mam wątpliwości – będą się dynamicznie rozwijać [wszak kontrakt z Artoffact opiewa na trzy duże krążki]. Nie wiem czy jest to jedna z najlepszych polskich produkcji AD 2005, na pewno jest to płyta, o której powinniśmy pamiętać i wobec której warto wyrobić sobie własne zdanie. Cabaret przygotował dla nas bowiem spory orzech do zgryzienia.
2005







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy