Wpisz i kliknij enter

Smith & Mighty – Big World Small World


Na pytanie o Bristol Sound każdy słuchacz wymienia jednym tchem Massive Attack, Portishead i Tricky’ego. Mało kto jednak wie, że zanim jeszcze powstało Wild Bunch i światło dzienne ujrzały takie płyty jak choćby „Blue lines”, kształt bristolskiej sceny formowali swymi nagraniami Rob Smith i Ray Mighty. I mimo, że od czasu pierwszych utworów Smith & Mighty minęło już niemal 20 lat, duet w dalszym ciągu zdaje się pozostawać w cieniu wymienionych bristolskich gwiazd.
Muzyczna kariera Smith & Mighty zaczęła się pod koniec lat 80-ych, kiedy to panowie zadebiutowali dwoma utworami – „Walk on by” oraz „Anyone who had a heart”. Potem przyszedł czas na singla „Wishing on a star”, wyprodukowanego dla Fresh4 (utwór ten znalazł się na zeszłorocznej kompilacji „Retrospective”, będącej podsumowaniem niemalże dwóch dekad twórczości Smith & Mighty). Niedługo potem panowie podpisali umowę z wytwórnią ffrr, która jednak odmówiła wydania debiutanckiego albumu duetu, podważając jego artystyczne walory. „Bass Is Maternal” ukazał się dopiero nakładem More Rockers, wytwórni założonej przez samych artystów. 4 lata później, w 1999 roku światło dzienne ujrzał „Big world small world”, wydany przez legendarne już !K7. Płyta okazała się jednym z arcydzieł bristolskiego stylu, do jakiego przez poprzednie 8 lat konsekwentnie przyzwyczajał Massive Attack. Album Smith & Mighty jest równie poetycki, melodyjny i spokojny jak „Protection”, niestety wciąż pozostaje często pomijany, stawiany zawsze w cieniu dokonań „wielkiej trójcy”. „Big world small world” to niemalże 60-minutowa podróż przez wszystko to, za czym przepada miłośnik bristol sound. Album rozpoczyna intro, dające przedsmak klimatu płyty – mroczne smyczki, ciężki podkład i piękny kobiecy śpiew. Również wszystkie następne kompozycje nagrane zostały wraz z zaproszonymi do współpracy wokalistami. Pojawia się Tammy Payne, która zarówno z zespołem Sissi, jak i grając solo doczekała się paru 12” płyt winylowych. Jest też Rudy Lee, czarnoskóry wokalista poruszający w utworze „No justice” problem rasizmu (którego ofiarą padł jego brat). Śpiewa też Louise Decordova, od początku związana z More Rockers. Wreszcie Alice Perera, przy udziale której powstały dwa najbardziej dynamiczne utwory – „The way we feel” oraz „Small world”.
„Big world small world”, choć ma już swoje lata, wciąż przyjemnie odświeża, doskonale podkreśla wszystkie najcenniejsze elementy subtelnego trip-hopu. To album, który śmiało stawiać można obok takich dokonań bristolskiej muzyki jak “Blue Lines”, “Dummy” czy “Maxinqaye”. Co więcej, mając obok siebie taką konkurencję „Big world small world” spokojnie błyszczeć może własnym, niepowtarzalnym blaskiem.
1999







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
kamil
kamil
13 lat temu

moim zdaniem można tą płytkę spokojnie nazwać trip-hopem, albo takim spopowionym dubem ;P

yac
yac
15 lat temu

nie miałem zamiaru być niemiły … przepraszam, jeśli tak to zabrzmiało. powodzenia na dalszej droddze recenzenckiej.. pozdrawiam

M.S.
M.S.
15 lat temu

Dzięki za uwagi. Szkoda że tak niemile sformuowane. Widać jeszcze dużo nauki przede mną.

yac
yac
15 lat temu

sorry .. ale wtłoczenie Smiths & Mighty w ramy trip hopu (zapewne z racji Bristolskiego pochodzenia), a brak w recenzji określenia DUB to jakiś ponury żart… być może słuchałeś tego albumu na radiu tranzystorowym, bo przecież duet ten to klasyczni przedstawiciel wyspiarskiego DUBU i założeń muzycznych jak i ideologicznych. Faktem jest, że są oni szarą eminencją sceny Bristolskiej i szczególnie MA od strony edukacji producenckiej mają im wiele do zawdzięczenia, ale na Boga – jaki to trip-hop? … strasznie nierzetelna recenzja – wstyd

a swoją drogą jest to faktycznie niezły album. Przyjemne przecięcię dubu z popem, które w takim Move You Run zahacza o geniusz… przyjemny popowy śpiew Tammy + strącający szklanki ze stołu basior zawsze robił na spore wrażenie

PS: scena Britolska to nie tylko MA i Postrisheady, lecz również a może bardzo silna i kreatywna swojego czasu scena skupiona wokół kultowegi i niestety nieistniejącego już dziś labelu Cup of Tea… miłośnikom radzę sprawdzić

Polecamy