Wpisz i kliknij enter

Sten – The Essence



Do sukcesu tego przyczynił się również sam Kersten, który nagrywając pod nazwami Lawrence i Sten, wydał pięć świetnych płyt, z których ostatnia ukazała się właśnie w ubiegłym roku, ale nakładem japońskiej wytwórni Mule Electronic.
Teraz niemiecki producent powraca po czterech latach przerwy z drugą płytą projektu ukrywającego się pod szyldem Sten. Podobnie jak w przypadku debiutu, muzyka zawarta na krążku zainspirowana jest przede wszystkim klasycznymi produkcjami z Detroit.
Spośród dziewięciu nagrań zamieszczonych na „The Essence”, większość utrzymana jest w tanecznym metrum zaczerpniętym z estetyki tech-house. Motoryczne bity zostają jednak uzupełnione wyjątkowo mocnymi liniami basu. Raz mają one charakter tektonicznych pulsacji („Daylight”), a kiedy indziej – miarowego buczenia o niemal dronowym tonie („Unknown Faces”), czy hiperrealistycznych wibracji o funkowym groovie („More Stash”). Te potężne pochody basu spełniają nie tylko funkcję rytmiczną, ale i melodyczną, jak choćby w utworach „The Gate” czy „Take Me To The Fridge”. Kersten eksponuje to w sposób jednoznaczny, wysuwając te mocarne pomruki na pierwszy plan w konstrukcji kilku kompozycji (choćby „More Stash”).

Reszta dźwięków składających się na poszczególne utwory z albumu, ma już zdecydowanie detroitowy charakter. Są to łagodnie oszlifowane soniczne partie syntezatorów („The Gate”) i wibrujące loopy o kosmicznym sznycie („The Essence”), które sąsiadują z falującymi akordami o skorodowanym brzmieniu („City Of Dust”) i subtelnie ćwierkającymi klawiszami („Way To The Stars”). Wszystko to podlane jest jednak w sposób typowy dla produkcji niemieckiego artysty – przestrzennymi plamami stonowanych dźwięków o monochromatycznej barwie i onirycznym nastroju („Squares”).

Pod względem rytmicznym z zestawu tego wyróżniają się trzy nagrania. „Daylight” i „Way To The Stars” – utrzymane w klimacie mrocznego deep techno (bliższe dokonaniom Kerstena pod nazwą Lawrence) oraz tribalowy „The Essence”. Pod placami niemieckiego producenta otrzymują one jednak zdecydowanie detroitowy szlif, w efekcie czego doskonale pasują do reszty tej układanki.
„The Essence” to wymarzone przywitanie jesieni – ciepłej i słonecznej, ale już lekko podszytej zadumą i nostalgią.
dial-rec.de | myspace.com/dialrecords | myspace.com/lawrencesten
2008







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
tomgaw
tomgaw
13 lat temu

Panowie i Panie! Jeśli Ktoś jeszcze nie słuchał – warto!

m.g.
m.g.
13 lat temu

ha, sascha funke w mixie watergate 02 zagral more stash 🙂

m.g.
m.g.
13 lat temu

eh, wycięło mi kilka znaczków, w każdym razie more stash najbardziej wpadło mi w ucho. zastanawiam się gdzie ja to wcześniej słyszałem…

m.g.
m.g.
13 lat temu

beau bullet płyta roku to dość odważne stwierdzenie 🙂 , ja bym się tak daleko nie posuwał aczkolwiek to świetny album.
More Stash =

yac
yac
13 lat temu

high class .. as usual… tylko czemu koniec końców zawsze wracam w uniżeniu do you don t need a weatherman…. … dial recs for life

beau bullet
beau bullet
13 lat temu

płyta roku bez dwóch zdań jak dotychczas…

Polecamy