Wpisz i kliknij enter

broadway project – compassion


jedną z przyczyn powstania tej płyty była choroba. dan berridge, młody producent pracujący w londynie miał pecha: dopadła go uciążliwa choroba nazywana zespołem przewlekłego zmęczenia, objawiająca się ogólnym wyczerpaniem organizmu i depresją. berridge, aby wyjść z kryzysu, wyprowadził się ze swego mieszkania w lodnynie i zamieszkał razem z rodzicami w sussex. tam, chcąc zająć się czymś kreatywnym – kupił sampler, po czym rozpoczął żmudne kolekcjonowanie wszelkiego rodzaju dźwięków. taki był początek prac nad „compassion” – płytą będącą wynikiem trwającej dwa lata pracy producenta.
efekt jest bardzo ciekawy – ten wydany w 2001 roku krążek to umiejętna kontynuacja doświadczeń i twórczości dj shadowa bądź unkle – to właśnie te dwie nazwy przychodzą pierwsze do głowy po wysłuchaniu „compassion”. dlaczego? dan berridge oparł większość tego materiału na dźwiękach innych wykonawców. słowem – na samplach: fragmentach filmowych dialogów, różnych wokalnych i instrumentalnych partiach, również na pokręconych rytmach, tak charakterystycznych dla prac dj shadowa. w rezultacie otrymujemy więc muzykę będącą istną dźwiękową symfonią – przemiłe partie pianina, flet, smyczki, klarnet, gitara, trzask winylowej płyty, ujmujące fragmenty wokali, wszystko zaś polane perfekcyjną produkcją, która czyni tą muzykę świeżą i niezwykle przestrzenną. dan berridge nadał swym dźwiękom bardzo charakterysytyczny klimat, tworząc bardzo oryginalny kolaż, swoistą muzyczną wydzierankę, w której udało mi się odnaleźć strzępy sampli „uciętych” z płyt briana eno, royskopp czy boards of canada. odniesień i zapożyczeń jest tu na pewno więcej – berridge na swój samplerski warsztat wziął płyty z ostatnich 30 – 40 lat sprawiając, iż „compassion” brzmi czasem jak jakiś jazzowy soundtrack z lat 60, innym razem jak nowoczesna muzyka elektroniczna. delektowanie się tym albumem, poza sporą przyjemnością, jest więc również interesującym doświadczeniem. sama płyta jest też przykładem na to, iż w tak zwanych dzisiejszych czasach – rola producenta muzycznego ulega coraz częściej przewartościowaniu – producent już nie tylko realizuje dźwięk, może również być jego twórcą i kompozytorem – mając do dyspozycji tylko sampler i laptop.
„copassion” będzie więc oddechem dla tych, którzy zmęczeni są nowymi, elektronicznymi, klikającymi dźwiękami. ta płta to bardzo dziwny, intrygujący i fascynujący muzyczny świat. dźwiękowa podróż kryjąca masę niespodzianek, nagłych zwrotów, również wielu pięknych, miniaturowych melodii. takie skromne dziełko, do którego na pewno będzie się chciało wracać jeszcze wiele razy.
2001







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy