Wpisz i kliknij enter

pustki – 8 ohm


„muzyka ściany wschodniej”

pierwsze wrażenie – świetne public relations. okładka fajnie minimalistycznie zaprojektowana, ładne ikonki i jeszcze ten manifest, tudzież program artystyczny grupy….
„muzyka ściany wschodniej powstaje gdzieś pomiędzy mazowszem a dolnym śląskiem, słońce tu nie operuje mocno a ludzie uśmiechają się sporadycznie. nasza muzyka jest wypadkową tych wszystkich czynników pogodowo-kulturowych […]”
nie pozostaje nic innego, jak tylko poczuć się przyjemnie, zamknąć oczy, wdziać słuchawki i odpłynąć gdzieś w naszą dal. później tylko refleksja, że wcale nie jest tam tak przyjemnie, że pomiędzy dolnym śląskiem a mazowszem wcale nie zawsze jest fajne i że jest łódź, radom i jest smutno i warszawa i że w ogóle nie tak jak byśmy sobie w myślach odpływać chcieli. podobnie z muzyką. pierwsze wrażenie – świetne. oto nasza rodzima muzyka ( tylko po co utwór po angielsku [sic!] ), inna spokojna, ciekawa, bogate instrumentarium, kobieta śpiewa ciepło i miło, teksty niezaangażowane ale niebanalne, i produkcja niezgorsza. do tego całe bogactwo brzmieniowe – wurlitzer, który tryumfy święcił pod koniec lat 60-tych, świetny korg ms-20, steinway ( ileż lepiej to wygląda niż po prostu fortepian…), fisharmonia, skrzypce……jak widać sporo tego i co najważniejsze wszystko to słychać i brzmi uroczo. później jednak im więcej przesłuchań to czegoś zaczyna brakować, pewne brzmienia wydają się jakby znajome… słychać w tym dźwięki rozwiązań lali punę przypominających „podróż”, jest lekko gitarowo trochę jak w modnych teraz latach 70-tych, trochę jak na poprzedniej płycie pustek – „right action” , trochę alternatywnych podróży pana rojka z lennym valentino – „3:2”, „doskonałe popołudnie” – notabene i zarówno słownie i muzycznie tak mieści się to w konwencji rojkowsko-ściankowskiej – że przyznam szczerze, że mogłoby to funkcjonować na „uwaga! jedzie tramwaj”. słychać też brzmienie osobliwe, oryginalne, inne a zarazem inspirujące – „słoneczniki hollywood”, „ultramaryna”, „dziesiątki razy” ( to bardzo polski utwór – szczególnie fisharmonia, nie wiem czemu ale taka nasza…), mamy miłą korgowską impresję „(y)” i ciekawą podróż w „lokomotivie”. oprócz tychże opisanych mamy inne także utwory a w tym perełkę o niemałym potencjale komercyjnym a mianowicie znane z singla „wszystko jest nieczytelne”. wpada w ucho, zostaje długo, nie angażuje negatywnych emocji jest miłe i jeszcze ten środek utworu, kiedy na teledysku w sepii przybleczona para tańczy i bawi się przednio – nic tylko bawić się z nimi.
muzyka trochę pod prąd. inna. w końcu fizyczny ohm to opór. nie ma tu franza ferdinanda, nie ma punka do tańca [sic!], noga nie podryguje sama. jest zaś melancholia, pozbawiona smutku jednak. w tej melancholii czuć tę ścianę wschodnią, w skrzypcach, fisharmonii czy w barwie głosu pani barbary wrońskiej, tak uroczo steinwaya i wurlitzera obsługujacej. mam nadzieje, że tendencja spadkowa skorelowana z liczbą przesłuchań tej płyty nie utrzyma się. bo to przyjemna muzyka jest i chciałbym uwierzyć w ścianę wschodnią, wszak te same czynniki klimatyczno-kulturowe dotyczą również i mnie – bo nawet jak kiedyś stąd wyjdę – to miejsce nigdy nie wyjdzie ze mnie.

2004







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy