Wpisz i kliknij enter

Luomo – Convivial


Być może dlatego trzecia płyta najbardziej tanecznego projektu Sasu Ripattiego – „Paper Tigers” – nie wywołała już takich emocji, jak jej dwie poprzedniczki. Czy podobny los spotka najnowszą produkcję Luomo – „Convivial”?
Na pewno album ten podzieli dotychczasowych fanów twórczości utalentowanego Fina. Jest bowiem najbardziej popowym wydawnictwem w jego twórczości. Oczywiście wszystkie utwory z krążka utrzymane w stylu tanecznej elektroniki, ale każdy z nich zostaje ozdobiony melodyjnym wokalem, co sprawia, że po prostu zamieniają się one w przebojowe piosenki. O ile jednak na zrealizowanym według podobnej recepty „Paper Tigers” słychać było tylko Johannę Iivanainen, to tutaj, niemal w każdym nagraniu, śpiewa inny, specjalnie zaproszony gość.
Od wcześniejszych produkcji Luomo najbardziej różnią się trzy pierwsze kompozycje z „Convivial”. „Have You Ever”, co prawda opiera się na minimal-house`owym podkładzie, ale o jego brzmieniu decyduje chwytliwe plumkanie klawiszy, nad którym unosi się stonowany i wyciszony głos Cassy – niemieckiej didżejki, znanej z setów w słynnym „Panorama Barze”. W „Love You All” pojawia się motoryczny bit electro – fiński producent otacza go jednak pulsującym pasażem syntezatorów, niosącym melancholijną wokalizę Saschy Ringa (stojącego za projektem Apparat), śpiewającego podobnie, jak Erlanda ?ye czy Thom Yorke. I wreszcie „If I Can`t” – energetyczne disco w onirycznym opakowaniu, w którym mikrofon należy do Jake`a Shearsa ze Scissor Sisters. Jego gejowski falsecik tworzy klimat znany z nagrań mistrza homoerotycznego disco sprzed dwóch dekad – Arthura Russella.
Po tych trzech utworach, na których niewątpliwie mocne piętno odcisnęli śpiewający w nich wokaliści, Ripatti powraca do brzmień znanych z wcześniejszych płyt Luomo – choć zdecydowanie bardziej wypolerowanych, oczyszczonych z charakterystycznych „odpadków” dźwiękowych, jawnie eleganckich i wyrafinowanych.


Już „Nothing Goes Away” to lekko zdubowany house – mamy tu ciężki bit zsynchronizowany z melodyjnie buczącym basem, skorodowane akordy klawiszy i zawadiacką wokalizę Sue Cie (to była szefowa wytwórni Orthlorng Musork, znana z nagrań z AGF i Gold Chains). „Robert`s Reason” stanowi z kolei hołd fińskiego producenta dla klasyki muzyki house – Roberta Owensa. Eteryczne brzmienia rodem z Detroit, wraz z wokalem słynnego producenta, wpisane zostają tu w dubowe ramy, wyznaczane przez z umiarem stosowane studyjne nakładki i pogłosy.
Tym, czym „Tessio” było dla „Vocalcity” i „The Present Lovera”, tym dla „Convivial” jest „Slow Dying Places”. To monumentalna kompozycja (trwa prawie dziewięć minut) o powolnej narracji: najpierw pojawia się ambientowy motyw syntezatorowy, potem uzupełnia go nisko zawieszony bas i subtelny wokal znanej z „Paper Tigers” Johanny Iivanainen, aż wreszcie wchodzi gęsty bit o dubstepowym metrum. Mało tego – w miarę trwania utworu, dochodzą perkusyjne efekty oraz nerwowa partia klawiszy – niczym z muzyki współczesnej.
„Sleep Tonight”, zaśpiewany również przez tę samą wokalistkę, robi w kontraście ze „Slow Dying Places” nieco mniejsze wrażenie – to także zdubowany house o lekko glitchowym sznycie (tylko tutaj pojawiają się dźwiękowe defekty: szumy i trzaski). Zaskoczeniem jest natomiast „Gets Along Fine”, w którym Ripatti sięga po typowo chicagowskie brzmienia, wypisz-wymaluj rodem z legendarnej płyty „Groovy Laidback & Nasty” zrealizowanej w 1990 roku przez Cabaret Voltaire i Marshalla Jeffersona.
Album kończy się w nastroju zadumy – fiński producent serwuje bowiem w finale bujające downtempo, wsparte na zdubowanych breakach i zalane falami świetlistych klawiszy („Lonely Music Co.” – znów z wokalizą Iivanainen).
„Convivial” to świadomy ukłon Luomo w stronę muzycznego mainstreamu – wysmakowana produkcja, efektowne wokale i przebojowe melodie sprawiają jednak, że płyty słucha się z dużą przyjemnością i bez przykrej świadomości, że po to, aby dotrzeć do szerszej grupy odbiorców, Ripatti musiał podciąć sobie skrzydła.
Sprawdź

2008







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Inline Feedbacks
View all comments
mallemma
mallemma
10 lat temu

cholernie niedoceniane, ciekawe płyciwo! zwłaszcza w perspektywie nadchodzącego albumu.

nick c.
nick c.
12 lat temu

magda…po prostu nie kumasz disco, nie twoja estetyka. nie slyszysz, jak wiele ciszy jest w disco z convivial, jak bardzo to wlasnie disco nie sprawdziloby sie na wiekszosci parkietow, bo nie jest to disco uplifting. i ja tez po nocnym wroclawiu robie sobie przejazdzki, a convivial jest super plyta na rozpedzanie sie samochodem.:)))

Magda..
Magda..
12 lat temu

Bellu.nie mam za dużo muzyki na dysku-tą którą mam to perełki. Znam pewnie lepiej od ciebie wszystko n bladego Fina i to od czasów jego pierwszych singli z lat 90tych…i nie jest to oznaką mojego znudzenia oceniać żle jego ostatni projekt jako Luomo-żadnego seksu i zmysłów tu nie ma-raczej symetryczne dicho i beaty jak demo automatu perkusyjnego.Tyle w kwestii Luomo,natomiast cała reszta jego muzyki to piękna ilustracja do nocnego miasta pełnego cieni jakim jest Wrocław w którym mieszkam…zresztą często wplatam te nr.w sety tworzone na swój użytek.

marian carey
marian carey
12 lat temu

od czasu vocalcity zadne luomo nie podgrzewalo atmosfery tak skutecznie. ta plyta to czysty sex – masywna, zmyslowa, inteligentna i pelna humoru. rewolucje niepotrzebne.

Stinky
Stinky
12 lat temu

Ten moj pierwszy tekst mial byc prowokacja – i chyba troche sie ona udala. 🙂 Osobiscie uwazam ze plyta jest sympatyczna, dobrze sie jej slucha, choc na pewno nie dorownuje pierwszym dwom albumom Luomo. Mial byc pop – i jest pop. I to calkiem przyzwoity.

goldmann
goldmann
12 lat temu

Dzięki za recenzję, to po pierwsze – na Pawła zawsze można liczyć 🙂

Tak, Luomo tym razem zawiódł. Nie jest to tragiczna płyta, którą rzuciłbym, tak jak Magda do półki na wieczne zapomnienie – nie. Mam wrażenie, że kilka kawałków jest tam na siłę wepchniętych. Have You Ever, Love You All, Roberts Reason, Gets Alon Fine – tego tam nie powinno być, przewijam te kawałki, bo nie mogę ich przełknąć, niestety. Mówię niestety, ponieważ Sasu jest największym artystą jakiego mogłem spotkać w swoim życiu. Osoby tak oddanej muzyce, tak innowacyjnej przy jej tworzeniu długo by szukać… Ale kupię, bo czemu nie?

Luomo będący dla mnie symbolem microhouseu kojarzy mi się właśnie z kawałkami takim jak Nothing Goes Away, Sleep Tonight – bardzo dobrze stworzona, rytmiczna muza.

Ostatnio jednak, mimo wszystko, wolę bardziej techniczne oblicze Sasu – Uusitalo 🙂

bell
bell
12 lat temu

bardzo to polskie „kto dokopie Finowi?”. szczególnie, ze koleś jak mało kto zasługuje za szacunek. takze za ten album. ktos, kto pisze o pseudoartyzmie bliskim rockersom chyba nie zna klasyki chicago. bo to najbardziej tu wyrazna inspiracja. nie wiem w czym sa wokalne aranzacje „convivial” bogatsze niz te na „vocalcity” czy „the present lovers”? znacząco inny jest tylko kawalek z apparat. inne tez beaty. ale minimal z cassy na dyskoteke? glasse by chyba żyłka pękłą na czole gdyby miał gdzies to wkleić. panna magda sie nuuudzi….za duzo plików na dysku. zamiast słuchac, traktuje sie plyty jak kolejne pary butów. szkoda.

Magda..
Magda..
12 lat temu

O nie nie stinky…Ja nie mam juz tego albumu,wiec nie podoba sie!!chyba wyraznie pisze,gdzie tu zachwyty?nad czym…zginał w zalewie podobnych mu, bez szans na ponadczasowość.

Stinky
Stinky
12 lat temu

Ciekawe, że wiekszość ponizszych komentatorow krytykuje ten album, a tymczasem ocene ma tak wysoka. Czyli jednak sie podoba!

Kid Loco
Kid Loco
12 lat temu

Sprawdzam tylko, czy pojawię się z unikalnym nickiem i avatarem

Magda..
Magda..
12 lat temu

Ja bym mu tak chętne nie dokopywała…ale sam się prosi o przynajmniej porządnego kuksańca.Zadaję sobie pytanie-jak osoba o wręcz rewolucyjnym podejściu do muzyki przełomu wieków, mogła, dosłownie wymażyć takiego gniota jak convival.Zwykły brak pomysłu Vladek próbuje zatuszować bogatymi aranżacjami wokalnymi….a stąd już niedaleko do kolegów ze sceny rockowej i ich pseudo-artystycznych prób nagrania materiału z orkiestrą smyczkową.Słabizna do dyskoteczki nieco ambitniejszej ale dyskoteczki…a nie tak jak na vocalcitypodróży na orbitalną zabawę na całego-body&soul food!!!-chciało się krzyczeć.Tylko patrzeć jak z bladego człowieka zamieni się w „modnie”opalonego na solarium dja Glasse czy innego Adamusa.

lunatyk
lunatyk
12 lat temu

dzieki pawel, ze namowiles mnie zebym dokladniej posluchal tej plyty…

lpe
lpe
12 lat temu

Barkuje ” i ” w tytule:P

paide
paide
12 lat temu

myślę, że nie ma takiej potrzeby. to już norma, że projekt Ripattiego Luomo niczego świeżego do swojej oklepanej formy nie wniesie. stąd jakichś większych emocji we mnie nie wzbudza. cheers!

Stinky
Stinky
12 lat temu

No, kto pierwszy dokopie Finowi?

Polecamy