Sampa the Great – The Return
Jarek Szczęsny:

Czas weryfikacji.

Tsvey – O
Jarek Szczęsny:

Trzy razy „bez”.

SCSI-9 – Squares & Circles
Paweł Gzyl:

Pierwszy nowy album projektu od siedmiu lat.

Sarathy Korwar – More Arriving
Jarek Szczęsny:

Muzyka migracji.

Sandro Perri – Soft Landing
Jarek Szczęsny:

Chłód melodii.

Rhys Fulber – Ostalgia
Paweł Gzyl:

„I’m living in the 80s”

IRAH – Diamond Grid
Przemysław Solski:

Siatka utkana z ciekawości.

Strycharski Kacperczyk Szpura – I love you SDSS
Jarek Szczęsny:

Oglądanie nerwów.

!!! (Chk Chk Chk) – Wallop
Mateusz Piżyński:

Ciężkość punka z lekkością funka.

cover
Barker – Utility
Paweł Gzyl:

Transhumanistyczne przyjemności.

Monya – Straight Ahead
Paweł Gzyl:

Industrialne techno o pozytywnej energii.

Wojciech Golczewski – The Priests Of Hiroshima
Jarek Szczęsny:

Ścieżka dźwiękowa dla ery atomowej.

Múm – Yesterday Was Dramatic – Today Is OK
Paweł Gzyl:

Klasyk emotroniki.

Hildur Guðnadóttir – Chernobyl (OST)
Jarek Szczęsny:

Wyobrazić sobie niewyobrażalne.



Intrusion – The Seduction Of Silence


Korzeni popularnej dziś estetyki dub techno należy szukać w latach 70.i 80. Z jednej strony, jak już sam termin wskazuje, inspiracją do jej wykreowania był klasyczny jamajski dub, tworzony przez takich wykonawców, jak Lee Scrach Perry czy King Tubby, a z drugiej – dokonania nowofalowych artystów, specjalizujących się w minimalistycznej elektronice (dziś szufladkowanych jako minimal wave).

Spośród tych ostatnich, największe znaczenie dla narodzin nowego gatunku miały dwie płyty opublikowane w 1980 i 1982 przez austriackiego kompozytora Konrada Beckera pod nazwą Monoton. Choć później zapomniane, w chwili swego wydania, wywarły one ogromny wpływ na niemiecką scenę Neue Deutsche Welle. Jednym z jej przedstawicieli był Moritz Von Oswald, współpracujący wtedy z eksperymentalną formacją Palais Schaumburg.

Niewiele ponad dekadę później, wraz ze swym muzycznym partnerem, Markiem Ernestusem, dokonał on śmiałej syntezy jamajskiego dubu i teutońskiego minimalizmu, wpisując oba gatunki w formułę rodzącego się wówczas techno i ambientu. Rezultaty tego przedsięwzięcia, objawione światu w postaci nagrań projektu Basic Channel, stworzyły podwaliny pod rozwój nowej estetyki. Dub techno zaczęło przeżywać swój burzliwy rozwój jednak dopiero na początku obecnej dekady – najpierw za sprawą artystów związanych z nową wytwórnią Von Oswalda i Ernestusa, Chain Reaction, a potem, coraz większej liczby projektów, rozsianych po Europie i Ameryce.

Jednym z najciekawszych kontynuatorów myśli berlińskiego duetu okazała się para producentów z Detroit – Rod Modell i Mike Schommer – działająca pod szyldem DeepChord. Ich produkcje miały dwa oblicza – pierwsze, skłaniające się ku onirycznej, wręcz ambientowej wersji dub techno, i drugie – bardziej surowe, mechaniczne, o wyraźnie zaakcentowanym rytmie. Nic więc dziwnego, że drogi obu artystów rozeszły się. Bardziej skorzystał na tym Modell, który wspólnie z pochodzącym z Chicago Stephenem Hitchellem powołał do życia nowy duet – Echospace. Wydany przezeń dwa lata temu debiutancki album – „The Coldest Season” – okazał się opus magnum całego gatunku.

O ile był on mocno zainspirowany ambientowymi dokonaniami Basic Channel, tak pierwsza płyta solowego projekt Mitchella, Intrusion, więcej inspiracji czerpie z dubowej inkarnacji teamu Von Oswald-Ernestus – Rhythm & Sound. Doświadczamy tego już na wstępie „The Seduction Of Silence”. „Montego Bay” i „Angel Version” to wolne, masywne, dostojne kompozycje, w których niespieszne bity, podbite drgającymi basami, niosą zaszumione pasaże analogowych klawiszy. W drugim z nagrań śpiewa Paul St. Hilaire, nadając mu nieco bardziej melodyjny charakter. Jeszcze bliższe jamajskiemu idiomowi są dwa następne utwory – „Tswana Dub” i „Intrusion Dub”, skoncentrowane na niemal reggae`owym pulsie i wzbogacone charakterystycznym brzmieniem melodiki.
W „Seduction” i „Reflection”, Mitchell zwraca się bardziej ku muzyce Basic Channel. Obie kompozycje wyróżnia zatopiony głęboko w oniryczne tło puls bitu i basu, na którym przewalają się niczym fale oceanu kaskady skorodowanych akordów. Utworom tym blisko do amorficznego techno, produkowanego przez chicagowskiego producenta pod pseudonimem Soultek.
Na zakończenie albumu, Hitchell zanurza się w podwodnym ambiencie. „Distant Twilight” i „A Night To Remember” układają się w wolno płynąca suitę, jedynie pozornie przypominającą „The Coldest Season”. Ten ambient ma bowiem całkowicie inny charakter – ciepły, organiczny, subtelny, bujający, przywołujący dalekie echo karaibskich brzmień. Jeszcze silniej podkreślone zostają one w utworze „Little Angel” – oczywiście poprzez słodki śpiew Paula St. Hilaire`a. Prawie półtoragodzinna płyta kończy się szeroko rozlanym strumieniem analogowych klawiszy podszytych głęboko zbasowanym tętnem („Under The Ocean”).
Muzykę Stephena Hitchella z „The Seduction Of Silence” wyróżnia głębokie uduchowienie – to same, którą spotykamy w twórczości Roda Modella, Echospace czy Rhythm & Sound. Wbrew pozorom, to wcale nie takie oczywiste – w wielu produkcjach innych artystów z kręgu tego nurtu (szczególnie Anglików – Murmur, Andy Stotta, czy Claro Intelecto) wyraźnie brak tego elementu. A to właśnie on wynosi dub techno na wyższy poziom percepcji.
Sprawdź

2009

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

0 Komentarzy

  1. yac

    niestety muszę stwierdzić, że jest to album, który z czasem i kolejnymi przesłuchaniami bardziej traci niż zyskuje… Hitchell jest dobrym technikiem, ale z emocjami już gorzej

  2. mallemma

    zgubiłam wieść o tej płycie.

  3. form x

    najlepszy jest marmur na końcu ….panowie patrzcie co publikujecie. album jest dobry ma momenty choć jak dla mnie brak mu czegoś …może jest aż przeuduchowiony ? była już tutaj dyskysja apropos tzw tech dubu, w jakiej jest kondycji i tym podobne, osobiście myślę ze rozlało sie to w różne strony czasami tak różne że powiedziałbym że tech dub to tylko tak szufladka .

  4. paide

    mallemma, no nie mów, że tego jeszcze w całości nie słyszałaś?

  5. mallemma

    no proszę, będzie czego słuchać.