Piernikowski – The best of moje getto
Jarek Szczęsny:

Ile w tobie jest z białasa. (Tekst zawiera przekleństwa)

Pyur – Oratorio For The Underworld
Paweł Gzyl:

Wędrówka do krainy między życiem a śmiercią.

Kim Gordon – No Home Record
Jarek Szczęsny:

Zaskoczenie? Niekoniecznie.

Boreal Massif – We All Have Impact (Even Hippies Do)
Paweł Gzyl:

Trip-hop is not dead (yet).

Electric Sewer Age – Contemplating Nothingness
Maciej Kaczmarski:

Kopia mistrza.

Emptyset – Blossoms
Paweł Gzyl:

Producenci z Bristolu wkraczają na nowe terytoria.

Nagrobki – Pod Ziemią
Jarek Szczęsny:

Poważni jak śmierć.

LDY OSC – sōt
Paweł Gzyl:

Click & cuts na nowo.

Nick Cave and the Bad Seeds – Ghosteen
Jarek Szczęsny:

Pomnik żałoby.

Pablo Mateo – Weird Reflections Beyond The Sky
Paweł Gzyl:

Techno do tańca.

Danny Brown – uknowhatimsayin¿
Jarek Szczęsny:

Gorączkowe wizje rapera.

9t Antiope – Grimace
Jarek Szczęsny:

Mikrus.

Malin Genie – Anthropomorphic Sympathy
Paweł Gzyl:

Stylowe electro i IDM w duchu lat 90.

Telefon Tel Aviv – Dreams Are Not Enough
Mateusz Piżyński:

Gdy w Tel Avivie zgaśnie światło…



Haito Göpfrich – Fiat Lux


To już ponad dwadzieścia lat, od kiedy Haito Göpfrich, bawiąc się podczas słynnych Spex-Parties w klubie Das Shiff, położonym tuż nad Jeziorem Bodeńskim w niemieckim Konstanz, zachwycił się house`owymi setami, granymi przez Hansa Nieswandta, Dirka Scheuringa czy Erica D. Clarka. W tym czasie, sam zdążył stanąć za deckami, zagrał w najważniejszych klubach na południu swej ojczyzny (choćby M1 i Unnbekannte w Stuttgarcie) i przeprowadził się do Berlina, aby wziąć udział w kolejnych edycjach Love Parade i zostać rezydentem w Tresorze, Marii czy Casino. Niejako po drodze zaczął produkować własną muzykę, którą wydawały mniej lub bardziej znane wytwórnie w rodzaju Haikai, Spagat czy Boxer. I właśnie szefowie tej ostatniej, zaproponowali mu podsumowanie dwóch dekad działalności na klubowej scenie, wydaniem debiutanckiego albumu.

Ponieważ Göpfrich zaczynał od house`u, nie inaczej dzieje się na „Fiat Lux”. Otwierający album „I Ro Love” to klubowy killer o funkowym groovie, wpisujący brzęczącą partię gitary w przyjaźnie kumkające klawisze, podszyte dubowymi efektami. Mocniejszy podkład rytmiczny pojawia się natomiast w następnym utworze. „Pusher”, pulsujący w hard-house`owym metrum, przynosi egzotyczne dźwięki tureckiego etno. Być może przez to, kojarzy się z produkcjami Onura Özera, choć ma znacznie bardziej rozbudowany aranż niż minimalowe nagrania szefa Vakantu.

„E-Love” i „Green Lights” to wysmakowany tech-house, jakiego nie powstydziłby się sam Steve Bug. W pierwszej z kompozycji, oryginalny klimat tworzy partia latynoskiego piano, wpisana w przestrzenne smugi o ambientowym sznycie, a w drugiej – wywiedzione z cosmic disco sążniste pasaże oldskulowych klawiszy, podbite miarowo pobrzękującym basem.

Najbardziej zaskakującym nagraniem z „Fiat Lux”, jest dzielący album na połowę „Drugpeople”. To brudny electro-funk rodem z detroitowego getta, rozpisany zgodnie z regułami gatunku na zwulgaryzowaną komputerowymi przesterami wokalizę i wsparty mechanicznym bitem złowrogo warczący bas.

Druga część krążka jest dedykowana w głównej mierze klasycznemu techno. Już „Disconnected” rozpędza cały ten fragment „Fiat Lux” galopującym rytmem, na który nakładają się wywiedzione z połowy lat 90. charakterystyczne brzmienia trance`owych syntezatorów. We „Freedub” mroczną atmosferę tworzy nerwowy bas i zaskakujące wejścia dramatycznych smyczków – takie nagranie mogłoby być fragmentem soundtracku jakiegoś filmu, wykorzystującego muzykę klubową do budowania napięcia, jak to było choćby w pamiętnym „Biegnij, Lola, biegnij”. Kulminacją tych brzmień okazuje się wpisana w formułę deep-techno kompozycja „Mummy”. Tutaj Göpfrich daje upust swej fascynacji minimalem, osadzając pohukujący loop na skorodowanym tle o basicchannelowym sznycie.

Odpoczynkiem od tych mocnych rytmów jawią się dwa utwory flirtujące z synth-popem. Pierwszy z nich, „Komm Mal Klar” przywołuje wspomnienie, co bardziej popowych produkcji Neue Deutsche Welle w rodzaju Rheingolda czy ZaZy, uwodząc melodyjną partią klawiszy zasłyszanych u Jean-Michel Jarre`a, a drugi, „Non Plus Ultra”, sięga do schedy po epickim disco sprzed ćwierć wieku, łącząc delikatne brzmienia akustycznej gitary z syntetyczną harfą na miarowo dudniącym podkładzie.

Całość znów zamyka house – w typowo wokalnym wydaniu, zaśpiewany przez Erica D. Clarka, którego euforyczną wokalizę w stylu Roberta Owensa, uzupełniają dyskretnie wprowadzone dźwięki piano i dęciaków („The Need To Belive”).

„Fiat Lux” nie poraża nowatorstwem, ale przecież nie zawsze trzeba odkrywać Amerykę. To zgrabnie zrobiony album, pokazujący bogactwo odmian klubowej muzyki, pomysłowo flirtujący z klasyką i nowoczesnymi trendami gatunku, a co najważniejsze – śmiało prezentujący talent swego autora do realizowania klubowych killerów.

www.boxer-recordings.com

www.myspace.com/boxercologne

www.haito.info

www.myspace.com/djhaito
Boxer 2009

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

0 Komentarzy

  1. 10

    ha…przekierowalo mnie na starego nika,do ktorego haslo rozni sie tylko cyferka,ktore najwidoczniej pomylilem…

  2. statysta

    slabizna..po namietnym romansie z powaznie brzmiacym amerykanskim/detroit deep housem takich rzeczy nie sposob odebrac inaczej niz jako dziecinade..a przyrownanie wokalizy z ostatniego numeru do stylu roberta owensa odbieram jako pojazd,prysznicowe podspiewki podczas przedimprezowej toalety vs skala i moc glosu owensa…no kaman..