Moor Mother – Analog Fluids Of Sonic Black Holes
Jarek Szczęsny:

Hałas i chaos.

Jazz Band Młynarski-Masecki – Płyta z zadrą w sercu
Jarek Szczęsny:

Jedna dla wszystkich.

Shapednoise – Aesthesis
Paweł Gzyl:

Nieznane mutacje basowych brzmień.

A Winged Victory for the Sullen – „The Undivided Five”
Mateusz Piżyński:

Ambientowe nowości z Ninja Tune

Enchanted Hunters – Dwunasty Dom
Krzysiek Stęplowski:

Czasem naprawdę warto czekać. Warto wypatrywać, nawet latami, jeśli tylko cierpliwość nagrodzona ma być w taki sposób.

Ecnahnted Hunters Dwunasty Dom
Rrose – Hymn To Moisture
Paweł Gzyl:

Techno w stylu Marcela Duchampa.

Trzaska/Mazurkiewicz/Szpura – North Meridian
Jarek Szczęsny:

Można się spocić od samego słuchania.

Giant Swan – Giant Swan
Paweł Gzyl:

Czy znany ze świetnych koncertów duet sprawdził się również w studiu?

Floating Spectrum – A Point Between
Jarek Szczęsny:

Cyfrowy pomnik przyrody.

Bleu Roi – Dark/Light
Łukasz Komła:

Wiosną ubiegłego roku wsłuchiwaliśmy się w singiel szwajcarskiego projektu Bleu Roi, a przed kilkoma dniami ukazała się ich nowa EP-ka „Dark/Light”, którą przybliżamy i jednocześnie o niej rozmawiamy z Jennifer Jans.

Traversable Wormhole – Regions Of Time
Paweł Gzyl:

Adam X wraca do projektu sprzed dekady.

Sudan Archives – Athena
Jarek Szczęsny:

Do diabła z dobrymi radami.

Planetary Assault Systems – Plantae
Paweł Gzyl:

W stronę psychodelii.

Sleep D – Rebel Force
Paweł Gzyl:

Muzyczny zapach minionego lata.



Archive for Październik, 2019

Mikro – Makro 3 już w grudniu

Prace Phila Niblocka będą największą atrakcją trzeciej edycji festiwalu Mikro – Makro, który odbędzie się już niebawem w Słupsku. Kuratorami imprezy są Ludomir Franczak i Marcin Dymiter, którzy na naszych łamach zapraszają na koncerty, prezentacje i wystawy. Festiwal odbędzie się 3 – 5 grudnia w Młodzieżowym Centrum Kultury w Słupsku.

3.12, MCK, godz. 18:00

  • Maria Stafyniak, Paweł Kula (PL)- wernisaż
  • Jachna/ Buhl (PL)- koncert promujący nową płytę „Panjabu”
  • Phil Niblock (USA) prezentacja pracy z cyklu „The movement of people working”

04.12, MCK, godz.18:00

  • Magdalena Franczak/ Ula Sawicka feat. Michael Ackerman (PL/USA) „Under the bed”- premiera spektaklu
  • Phil Niblock (USA) prezentacja pracy z cyklu „The movement of people working”
  • Kasia + krokodyl (PL) koncert
  • Columbus duo (PL) koncert

05.12. MCK, godz.18:00

  • OPEN CALL – prezentacja wybranych prac audiowizualnych
  • TSÜ (AUS/DE)- koncert
  • Phil Niblock (USA) prezentacja pracy z cyklu „The movement of people working” zakończenie festiwalu / after party, specjalny dj set – geo graf ” poza centrum”

08.12. MCK, godz.18:00

  • Bommelbüro (De)- wernisaż

W trakcie całego festiwalu prezentowana będzie praca Joanny Rajkowskiej „Berliński krzak”, oraz dostępna będzie Biblioteka Obrzeży zawierająca wszystkie zgłoszenia na festiwal zebrane w ramach open call.

White Rainbow – New Clouds


Płyta cd z wtłoczoną w powierzchnię naklejką, umieszczona w zamykającym się pudełku i z kompletną okładką traktujesz jak mały cud, którego nie spodziewasz się zbyt często. W szkole spotykasz Wojtka, który ma szczęście. Jego wujek jest w Stanach, więc na urodziny dostaje różne cudeńka zza wielkiej wody. Pożycza ci nowe White Rainbow. Płyta nazywa się „New Clouds”. Słyszałaś poprzednie „Prism of Eternal Now”, a że ojciec przywiózł z Niemczech jakieś płyty Yume Bitsu, wiesz o co mniej więcej chodzi. Stary stwierdza kategorycznie: White Rainbow nie jest wiele warte: Forkner nie potrafi otrząsnąć się z wieloletniego udziału w Yume, co słychać, córciu. Ale kiedy wracasz do domu z „New Clouds” czujesz, że poprawiłaś mu humor. Robi to, co wszyscy kochający rodzice: sprawia dzieciakowi frajdę. Gdybyś była młodsza i bylibyście akurat w autobusie pewnie pozwoliłby ci skasować bilet. Tymczasem stajecie przed wieżą, on naciska przycisk, tacka wysuwa się, a ty wciskasz krążek na miejsce. Słuchanie płyt ze starym jest ciężkie: lubi komentować i udaje, że zna się na wszystkim. Tym razem zestawia Kranky z Paw Tracks. Pieprzyć to, nie jego wina a muru.

W nocy, kiedy już śpią przekradasz się do salonu ze słuchawkami w ręku i podłączasz je do wieży. Brzęczy cicho, kiedy wciskasz power. Siadasz w fotelu i słuchasz jeszcze raz. Dokładniej. Bez tego całego gadania, chociaż nadal z pewnym dyskomfortem: duże słuchawki uświadamiają ci, że musisz zainwestować w spinki. Jednak jest to space-cośtam jednak, mimo że kosmos nigdy wcześniej nie był tak rozgrzany i uzależniony od efektów porozkładanych na kontrastującej z nim podłodze. Myślisz sobie: spoko, ostatecznie koleś pracował z Jackie-O, Valet, Atlas Sound i YACHT, więc musi być gęsto, trochę transowo, rytm musi nawracać żeby, wciągając coraz głębiej, imitować jakieś party we mgle.

Po chwili zdajesz sobie sprawę z czegoś jeszcze: skoro koleś jest zapraszany do tylu projektów musi być megadobry, a White Rainbow to dla niego odpoczynek, coś w rodzaju hobby, bo przecież mało kto by się dowiedział, że wyszła kontynuacja „Prism of Eternal Now”, nawet gdyby modemy były w każdym domu. Dociera do ciebie, że prawdziwym celem tych dalekich od skondensowania ambientowych mielizn jest dla twórcy zwierzenie się odbiorcy ze swoich realnych zainteresowań i tym samym nawiązanie nici porozumienia. Być może upewnisz się o tym w kolejnych dniach słuchania, dniach, których, jesteś tego pewna, nie poświęciłby tej płycie pochopny słuchacz przyszłości wyposażony w modem, ani twoje koleżanki, które trochę za dużo czasu spędzają pod trzepakiem.

Pamiętasz jak Wojtek opowiadał kiedyś o ostatnich Yume Bitsu: w dwóch częściach wypuszczonym live „Dryystonian Dreamscapes” i EPce „Wabi Morning”. Nie słyszałaś ich, ale nazwy brzmią adekwatnie do tego, co słyszysz teraz – płyta na poranek, gdzieś w fazie alfa, w momencie najtrudniejszym dla złowienia koncentracji. Definicję tego poddaje drugie na płycie „Major Spillage” oparte na powielaniu z ogromnym delajem pojedynczego niebiańskiego akordu. Rozwój tego utworu przypomina niespieszny jam, cichnący i rozmywający się. Ojciec miał rację, ale co z tego? Forkner nie jest w stanie otrząsnąć się z Yume i nawraca doń, bez końca, a co gorsza – bez celu, dla samego powtarzania, obkuwania formuły, ale czy to coś złego? Kogo tak naprawdę stać na to, żeby współpracując z o wiele popularniejszymi kumplami nie realizować ich pomysłów tylko własne? Przecież po Yume, nikt nie dał rady zrobić drugiego Yume, więc wszystko gra. Jeśli już być epigonem, to najlepiej własnym. Szczególnie, że na tej płycie akurat coś się rusza (pierwszy utwór niszczy bębnami, choć trzeba przyznać: zmarnowanymi w swej nagości, jedynie czasem, jakby z przekory, zbawczo przesłanianej rozmnożeniem ścieżek i balearyzującymi zaśpiewami) i jeśli starczyłoby ci odwagi pomyślałabyś może, że mniej więcej tak brzmiałaby fuzja Yume z Fuck Buttons (z okresu złagodnienia na „Tarot Sport”).

Szczególnie, że Forkner odczuwalnie zbiera myśli i snuje refleksje jak by tu obrócić kota ogonem i choćby podwyższoną temperaturą, wzmożonymi asocjacjami z Czarnym Lądem, jednak wmówić odbiorcom odwrót od chłodów i bezduszności kosmosu. Podkreślono to w utworach pierwszym i ostatnim: konkretniejszych. Dzięki nim całość nie jest tak wymagająca i nie tak jednoznacznie przeznaczona dla odbiorcy, który już lata wcześniej upodobał sobie zatratę w spontanicznie rozwijających się, mało skondensowanych formach. Centrum płyty kontrastowo: rozlewa się w magmę z gęstym, podskórnym bitem, jak gdyby, rzeczywiście, tato!, włączając do klimatu Kranky promile rozwiązań powtarzających się w Paw Tracks. Cieszysz się, że żyjesz w tych a nie innych czasach. Jak wejdzie modem będzie się płyty ściągać w przeciągu paru godzin i poświęcać każdej najwyżej parę przesłuchań. Tymczasem ty do następnego albumu dorwiesz się za parę tygodni albo i miesięcy. Oswoisz się, poznasz dogłębnie i zapewne wejdzie ci nawet centrum płyty, straci charakter dłużyzny. Zasługuje na to i do tego zdaje się zachęcać obiecując się odwdzięczyć. Może puszczone od tyłu ułoży się w coś, dzięki czemu Wojtek w końcu dostrzeże w tobie dziewczynę, nie tylko kumpelę od płyt.

Kranky, 2009

Various Artists – Sebo K – Watergate 04


Sebo K jest jednym z weteranów berlińskiej sceny tanecznej. Zaczynał już na początku minionej dekady, serwując agresywny breakbeat podczas imprez organizowanych przez Aleca Empire`a. Z czasem zmienił mu się gust – zachwycił się chicagowskim housem i detroitowym techno, co znalazło silny wyraz w jego własnych nagraniach, które zaczął tworzyć od 2002 roku dla takich wytwórni, jak Highgrade, Get Physical czy Mobilee. Ta ostatnia wydała dwa lata temu jego pierwszy didżejski miks – „Back Up Vol. 1”. Obecnie niemiecki producent wraca do tego formatu, nagrywając swój set w ramach cyklu kompilacji publikowanych przez berliński klub Watergate.

Ponieważ ostatnie autorskie wydawnictwa Sebo K mieściły się w formule minimalowego tech-house`u, wydawałoby się, iż taka właśnie muzyka powinna dominować na płycie. Tymczasem jest zupełnie inaczej – piętnaście wybranych przez didżeja utworów to czystej krwi house, flirtujący z różnymi odmianami gatunku, odwołujący się zarówno do chicagowskiej, jak i detroitowej tradycji.

Sebo K wprowadza nas w nastrój swego setu w subtelny sposób, sięgając po lekko zdubowane „Intro” w wykonaniu tria DOP. Nagranie to łagodnie przechodzi w pulsujący głębokim bitem „Night Station” Ricka Wade`a, który przekazuje z kolei pałeczkę duetowi Koljah & Deutschmann, serwującemu rozbrzmiewający melodyjnymi dęciakami „Eaten Back To Life”.
Po tej porcji gorącego deep house`u, pojawiają się utwory o bardziej surowym brzmieniu. Zestaw ten rozpoczyna rwany „Move Me” z repertuaru Mood II Swing, a kontynuuje zaśpiewany zabawnym falsecikiem „Cold World” DOP, by w końcu eksplodować funkowym groovem „Contribute – Retreat” duetu Session Victim.

Wraz z przypominającym produkcje Moodymana mash-upem „Strange Things” Daze`a Maxima i „Excursions” Patrice`a Scotta, znów wracamy na terytorium Motor City. „Czarna” wibracja stanowi bowiem również o brzmieniu kolejnych nagrań – soulowego „Strange Behaviour” Blaggera i funkowego „Who Cares” w wykonaniu Agnes. Kwintesencją tych transowych dźwięków okazuje się być „Wake_eld” Olivera Kargla, ukrywającego się pod szyldem RNDM.

I na finał – znów solidna dawka hipnotycznego deep house`u. Najpierw pojawia się mistrz tego rodzaju grania – Guillaume & The Coutu Dumonts z podbarwionym męską wokalizą „The Pussy Sheppard”, a potem Sid Le Rock w zremiksowanym przez DJ Koze seksownym „Naked”. Całość kończy zaskakujący zwrot w stronę muzyki z lat 80. – nowofalowe disco „Voices” autorstwa młodej i urodziwej producentki z Moskwy – Niny Kraviz.

Dla kogoś, kto ceni w muzyce tanecznej zmysłowość, organiczne brzmienia i organiczny puls, miks Sebo K będzie stanowić idealny zestaw do weekendowej rozgrzewki przed klubowymi szaleństwami.

www.water-gate.de

www.myspace.com/djsebok
Watergate 2009

Sensacyjnie podczas Asymmetry Festival

Druga edycja wrocławskiego Asymmetry Fsetival odbędzie się co prawda dopiero w kwietniu przyszłego roku, już teraz jednak organizatorzy ujawnili pierwsze informacje na temat lineupu. Co powiecie na koncert genialnego The Mount Fuji Doomjazz Corporation? To improwizowana wersja The Kilimanjaro Darkjazz Ensemble – piszą organizatorzy Asymmetry Festival. Muzycy będą improwizować podkład dźwiękowy do kultowego filmu Davida Lyncha – „Elephant Man”. Potem na scenie ma się pojawić Bong-Ra ze swą break coreową rzeźnią.

Przypomnijmy – niedawno w naszym serwisie Filip Szałasek opublikował recenzję krążka „Succubus

Więcej o Asymmetry Festival na stronach serwisu Last.fm

Heartthrob we Wrocławiu – już dziś!

Tuż obok Richiego Hawtina oraz Magdy, Heartthrob figuruje jako jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci znanej i cenionej na całym świecie wytwórni M_nus.

  • 21 listopada
  • Sala Gotycka, ul. Purkyniego 1 (patrz mapka poniżej)
  • Bilety – 15zł
  • Rezerwacja – www.plugplay.pl

Pojedyncze wejściówki na imprezę otrzymują Dawid Szkiełka oraz Karolina Nuszczyńska. Gratulujemy!

Występ gwiazdy wieczoru połączony będzie z pokazem street artu, w wykonaniu Ciah Ciaha (www.ciahciah.com) nawiązującego do tytułu ostatniego albumu Heartthroba „Dear painter, paint me„.

MySpace artysty – myspace.com/heartthrobminus

Wygraj bilety!

Mamy dla Was dwie wejściówki. Do 6 listopada ślijcie maile na adres konkurs@nowamuzyka.pl – w temacie maila wpisujcie hasło „Heartthrob”, w treści swoje dane. Losowanie 7 listopada!

Supportować będą

  • NoTab [Plug’n’Play / Wrocław],
  • Mike Pike [Plug’n’Play / Wrocław],
  • Morning Calm [Plug’n’Play / Wrocław],
  • Vitek Jansky [!Lectric Play / Wrocław],
  • Seb [Step Ahead / Wrocław]
  • Wizualizacje: VissionEx [Plug’n’Play / Wrocław]

Monolake wydaje Ciszę

„Silence” – taki tytuł nosić będzie nowy krążek Roberta Henke, znanego oczywiście jako Monolake. To efekt niemal rocznych prac artysty. Premiera w grudniu. Ponad 61-minutowy materiał stworzony został w oparciu o całą masę sampli i nagrań terenowych. Henke rejestrował życie portów lotniczych, parków przyrody, przestrzeni industrialnych. Mamy tu fragmenty Berlina, Tokyo, Las Vegas, Florencji itp.

Niezwykle ważnym elementem wydawnictwa jest jego produkcja. To pogoń za dynamiką, której – zdaniem Roberta – brakuje zarówno we współczesnych nagraniach, jak i nośnikach czy odtwarzaczach. – Całość zmiksowana została przy użyciu sprzętu analogowego – deklaruje na swej stronie Monolake.

Wszystko o płycie + więcej fragmentów – www.monolake.de

The xx – XX


Czwórka bardzo młodych Londyńczyków z The xx gra razem od 2005 roku. Na zdjęciach wyglądają jak popowy band z połowy lat 90. będący obiektem kultu czytelników “Bravo”: obwieszony wisiorami młodzian o pochmurnym spojrzeniu (Oliver Sim, wokal i bas), gotycko-punkowa niewiasta w koszulce Siouxsie and the Banshees (Romy Madley Croft, wokal i gitara), kudłaty nerd z rodzaju tych, którzy przed maturą wyciągają karabin spod czarnego płaszcza (Jamie Smith, elektronika i produkcja) i wreszcie niepozorna dziewczyna o hinduskiej urodzie, przypominająca szlachetną, choć samotną panią doktor z indyjskiej telenoweli (Baria Qureshi, gitara i klawisze). The xx mogą być zespołem z najgorszym wizerunkiem od czasów Just 5, ale trzeba przyznać, że nagrali całkiem intrygującą płytę.

Południowy Londyn musi być ponurym miejscem. Damsko-męski kwartet pochodzi z tych samych okolic, co Burial i choć jest to zupełnie inny rodzaj muzyki, z twórczością Willa Bevana łączy ją nieskończona melancholia. Nie jest to nastoletnia histeria i podcinanie żył na pokaz, lecz skutek szybszego, bo wymuszonego pędem cywilizacji, niełatwego dojrzewania w świecie, gdzie człowiek ma dostęp do wszystkiego w zamian za zredukowanie do kilku numerków na kawałkach plastiku. Być może niecodzienny image grupy wynika z ich nieprzystosowania, w końcu najważniejszy element, czyli muzyka, też jest dość oryginalna, choć wpływy w tym wypadku są oczywiste: post-punk i nowa fala spod znaku Joy Division – zespołu, który nagrał bardzo niewiele bardzo wpływowej muzyki. Słychać też „podwodne” gitary w stylu The Cure, elektroniczną pulsację New Order, dreampopową atmosferę typową dla Cocteau Twins czy Cranes, a nawet motywy rodem z R&B i innych „czarnych” tanecznych brzmień (rytmiki w „Heart Skipped A Beat” nie powstydziłby się sam Timbaland).

Go to Beatport.com Get These Tracks Add This Player

Odniesienia nie są bezpośrednie, bo The xx potrafią stworzyć z tych elementów coś w miarę świeżego, choć momentami zbyt monotonnego. Oszczędny, acz wyrazisty bas wygrywa melodie w myśl szkoły Petera Hooka, gitarzystki ograniczają się do prostych, delikatnych uderzeń w struny, zaś bębniarza z krwi i kości zastępuje zdolny chłopak otoczony automatami perkusyjnymi i samplerami. Na pierwszym planie – dwa głosy, które prowadzą ze sobą dialog złożony z zaskakująco dojrzałych tekstów. Ona jest zmysłowa i ciepła, on – introwertyczny i tajemniczy, trochę wycofany. Oliver Sim i Romy Madley Croft są podobno przyjaciółmi, lecz z ich wyważonej, wyciszonej, a chwilami wręcz wyszeptanej rozmowy bije skrywany erotyzm i fascynacja. Nie jestem zwolennikiem partii wokalnych i na „xx” zdecydowanie bardziej niż liryka pociąga mnie oprawa dźwiękowa. A ta jest naprawdę imponująca.

The xx nie są kolejnymi kontynuatorami spuścizny po nowej fali w rodzaju Interpol, Editors czy White Lies. Od pierwszej grupy odróżnia ich brak rockowego pazura, od drugich nieobecność patosu, zaś od trzecich jakaś szczerość i osobisty, pozbawiony kalkulacji przekaz. Ta płyta brzmi po prostu tak, jak gdyby była nagrana nie dla mamony, ale z najczystszej potrzeby wyrażenia rozmaitych emocji, co powinno być główną zasadą tworzenia każdej muzyki. Ale „XX” nie jest jak każda inna muzyka. To ty jako istota ludzka – piękna, zagubiona i zupełnie naga.
Young Turks, 2009

Wygraj konkurs w Szczecin.FM i usłysz siebie w radiu!

Następne wydanie „Encyklopedii Elektroniki” – cotygodniowej audycji na falach Szczecin.FM – będzie pierwszym z serii „Elektroniczna Polska”, poświęconej wyłącznie krajowej muzyce elektronicznej. W związku z tym zorganizowano konkurs dla wszystkich aktywnych polskich producentów! Jeżeli tworzycie szeroko pojętą elektronikę i chcecie, żeby inni usłyszeli ją w eterze, wyślijcie plik lub link do niego na adres maciej.kaczmarski@szczecin.fm, wpisując w temacie „Konkurs El-Pol”, a w treści nazwę wykonawcy, tytuł utworu, rok produkcji i wytwórnię. Termin konkursu mija w niedzielę 22 listopada o godz. 23:59. Trzy najciekawsze kawałki zostaną wyróżnione emisją na antenie, już za tydzień – 24 listopada o północy w Szczecin.FM. Powodzenia i do usłyszenia!

* Radio: 94.4 FM (Szczecin i okolice)
* Internet: Szczecin.FM
* Blog: http://szczecin.fm/Audycja
* Facebook: http://www.facebook.com/encyklopedia.elektroniki

Junior Boy w Poznaniu

Połowa duetu Junior Boys – Matt Didemus wystąpi podczas imprezy organizowanej w poznańskim klubie SQ. Artysta zaprezentuje swój dj set dokładnie 28 listopada. Kto jeszcze zagra tego wieczoru?

  • Different Selection pres: JUNIOR BOYS dj set
  • Zagrają również: Zambon, Base, Margin
  • Początek: 22:00

Junior Boys to outsiderzy w muzycznym universum – dlatego trafiają – jak niegdyś Japan, Talk Talk czy The Smiths do odbiorców z różnych muzycznych światów – zarówno do fanów pop, indie czy muzyki klubowej. W każdym kontekście są bowiem jak łyk świeżego powietrza. W tej muzyce słychać rzadko spotykane – swobodę i przestrzeń.

Debiutancki krążek młodych Kanadyjczyków „Last Exit”, wydany w niewielkim nakładzie przez małą wytwórnię Kin, stał się jednym z głośniej komentowanych wydawnictw 2004 roku. Pierwsze singlowe nagrania Junior Boys zachwyciły najpierw twórców muzycznych blogów, później entuzjazm ten podzielili krytycy po obu stronach Atlantyku – od Village Voice, Rolling Stone’a i encyklopedycznego AllMusic.com po Guardian, The Wire, New Musical Express. Wiele tytułów i sieciowych witryn uznało „Last Exit” za jedną z płyt roku.

W międzyczasie Junior Boys przygotowali nowy materiał. W zmienionym składzie – obok lidera zespołu Jeremy’ego Greenspana w miejsce Johhnny’ego Dark pojawił się dobry przyjaciel Jeremy`ego – Matt Didemus. Wspólnie nagrali oni piosenki na „So This Is Goodbye”.

Zanim pojawił się w tym roku trzeci album „Begone Dull Care”, Junior Boys zdążyli wydać DJski mix „Body language Vol. 6” dla Get Physical oraz pośrednio zgarnąć nominację do nagrody Grammy za niesamowity remix „Like A Child” Carla Craiga.

Daniel Meteo – Working Class


Są na elektronicznej scenie producenci, próbujący stać obok zmieniających się na niej niczym w kalejdoskopie mód. Należy do nich Daniel Meteo, który, choć w swej twórczości asymiluje dźwiękowe nowinki, to z dużym umiarem i dystansem. Dzieje się tak być może dlatego, że wyrósł on nie z klubowego, ale reggae`owego podziemia Berlina, grając przez lata na gitarze w kultowej w tych kręgach formacji Submission. Swe jamajskie fascynacje muzyczne kultywował potem w krótko istniejącym projekcie Bus wraz z Tomem Thielem z Sun Electric (świetne płyty „Middle Of The Road” i „Feeling` Dank” dla Scape), aż w końcu postawił na solową karierę, nagrywając dla własnej wytwórni Meteosound i zaprzyjaźnionego Shitkatapult. Nakładem tej ostatniej firmy ukazał się właśnie drugi autorski album producenta – „Working Class”.

O ile wydany trzy lata temu „Peruments” był silnie przesiąknięty karaibskimi brzmieniami, tak ten najnowszy, nie zrywając z korzennymi dźwiękami, wyraźniej flirtuje z klubowym graniem.

Singlowy „The Beat Of The Heart” uderza łupanym bitem zasłyszanym we wczesnych produkcjach Matiasa Aguayo. Berliński producent uzupełnia jednak ten hipnotyczny podkład na swój sposób – organicznym strumieniem glitchowych defektów, kąsanych agresywnymi szarpnięciami acidu. Choć „Return Of The Pure” opiera się na mocno house`owej rytmice w stylu Maurizio, nowinką jest tu melodyjny loop, utkany z sampli cicho pobrzękującej gitary. Ten trop prowadzi nas do kompozycji „Charlie” – tym razem Meteo łączy monotonną progresję kanalizacyjnych klawiszy z cmoknięciami kwaśnych akordów, tworząc współczesną wersję kraut-rockowej elektroniki w stylu Clustera.

Centralny segment płyty zarezerwowany jest oczywiście dla dubowych brzmień. Zaczyna się on od ozdobionego wokalnym motywem spowolnionego breakbeatu w tytułowym „Working Class”, by potem zabrzmieć niemal industrialnym pochodem kroczących syntezatorów wspartych miarowo klikającym bitem („On The Corner”). Klasyczne dźwięki dla bujającego dub-house`u przynosi „Grace” – melodyjna kompozycja przeplatająca szorstkie uderzenia jamajskich klawiszy wokalnym samplem. W krótkim „Signals” niemiecki producent sięga nieśmiało po dubstep – uzupełnia jednak masywny bit strzelistymi pasażami o detroitowym rodowodzie. Najciekawszym nagraniem w tym zestawie okazuje się być przebojowy „In The Mood”. To motoryczne dub-techno z chwytliwą melorecytacją podszytą zgrabną melodyjką wygrywaną na dziecinnie pikającym Casio. I wreszcie „Schön Feddich” – prawie dance-punkowy numer ożywiony żartobliwym loopem „kwaczących” klawiszy.

W finale płyty Meteo przenosi nas w zupełnie odmienne rejony. Najpierw rozbrzmiewa bowiem neoklasyczna miniatura na fortepian („Reclam”), a potem – klaskany funk z jazzową sekwencją wibrafonu („Opener”).

Wszystkie te muzyczne wycieczki berlińskiego artysty mają wspólny rdzeń – to oczywiście „czarna” pulsacja, charakterystyczna zarówno dla jamajskiego reggae, jak i amerykańskiego funku. Dlatego nagrania z „Working Class” brzmią tak ciężko i masywnie – w każdym z nich szkielet rytmiczny tworzy bowiem idealnie zgrana praca basu i bębnów. I choć Meteo wypuszcza się na wycieczki w stronę house`u i techno, jego muzyka zawsze będzie miała ten sam korzenny sznyt. A to nadaje jej tylko pozytywny puls, niedostępny dla artystów działających w oderwaniu od „czarnej” tradycji muzycznej.

www.shitkatapult.com

www.myspace.com/shitkatapult

www.meteosound.net

www.myspace.com/dmeteo
Shitkatapult 2009

Podcast z muzyką Vladislava Delay’a

Arctic Circle Radio udostępniło podcast, na którym usłyszymy nie tylko Delay’a, ale także duet Eyebrow i wydający w Rune Grammofon zespół Food. Ze strony można również ściągnąć przygotowaną specjalnie na tę okazję epkę z trzema utworami muzyków. 12 listopada w Union Chapel w Londynie odbył się koncert Vladislava Delay’a, który zagrał z Luciem Capece i grupą Food. Imprezę rozgrzewał zespół Eyebrow, a promocją zajęło się Arctic Circle Radio. Z tej okazji Arctic Circle udostępniło podcast, na którym znalazł się wywiad z Colinem Buttimerem, dziennikarzem BBC i krytykiem muzycznym. Opowiada on o twórczości fińskiego artysty, ale nie zabraknie muzyki samego Delay’a ani zespołów Food i Eyebrow.
Oprócz radiowego podcastu na stronie udostępniono epkę, na której znajdziemy po jednym utworze każdego z artystów. Bezpośredni link znajduje się tutaj.
Audycji można posłuchać klikając poniżej lub ściągnąć ją bezpośrednio ze strony Arctic Circle Radio.

Zomby we współpracy z polskim artystą.

Aquarium, bo taki tytuł nosi nowy utwór, zamieszczony został przez brytyjczyka dokładnie wczoraj. Jaki to ma związek z Polską? Szczegóły tylko u Nas! Do „obrazu” tego kawałka zostały wykorzystane wizualizacje Piotra Kamlera(pochodzące z projektu „Hiver” – „Zima”) absolwenta wydziału grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, praktycznie nieznanego w naszym kraju. Autor filmów animowanych oraz abstrakcyjnych wizji pełnych groteskowego humoru, których kwintesencją był długometrażowy projekt pt. „Chronopolis” ukończony w roku 1982. Artysta pracował również w eksperymentalnym studiu muzycznym Service de la Recherche, gdzie kierownikiem był Pierre Schaeffer(pionier muzyki konkretnej) a współpracownikami m.i.n Luc Ferrari czy Bernard Parmegiani.

A Zomby? Definitywnie porzuca już zamiłowanie samplerem AKAI S2000 oraz starą wersję Cubasea zaprogramowaną na Atari ST. Czego efektem jest kontynuacja nowego kierunku, świeżo zaaranżowanego na EP’ce One Foot Ahead of the Other. Efekty „współpracy” można zobaczyć poniżej.

Warto posłuchać: Thieves like us

W tym tygodniu przedstawiamy kolektyw Thieves like us, który swoją muzyką przenosi słuchacza do krainy, gdzie rytm wybijają emocje… Przygoda tego amerykańsko-szwedzkiego trio rozpoczęła się w 2002 roku. Andy, Pontus i Bjorn korzystali wówczas z uroków Berlina wspólnie imprezując. Nie znosili jednak muzyki techno. Postanowili przełamać tą monotonię tworząc własną muzykę, taką którą sami chcieliby słyszeć.

Ich inspiracją było, i jest, syntetyczne brzmienie lat 80. A ich nazwa, odnosi się bezpośrednio do utworu New Order – Thieves like us.

Pierwszy utwór wydali w 2007 wraz z Kitsune. Drugs in my body to hymn, złożony wszystkim imprezowiczom. Chociaż utwór brzmi bardzo pozytywnie, można wyczuć w nim jednak romantyczną tęsknotę.

I w takim właśnie tesknącym tonie zachowany jest ich pierwszy longplay Play Music, wydany nakładem Shelflife oraz SeaRecords w 2008 roku. Play Music można krótko określić jako nostalgiczną podróż po miłosnych wzlotach i upadkach.

W lipcu tego roku wydali minialbum Really want to see you again też w Shelflife, na który składają się trzy remiksy utworów z poprzedniej płyty oraz jeden nowy utwór.

Stylistyka TLU trafia do słuchacza bez przeszkód. Ton wokalu oraz proste dźwięki sekwencera sprawiają, że intuicyjnie wiadomo o co chodzi. Ujmująca prostota dźwięków, pełna emocji, to chyba największy atut ich muzyki.

Yummy Cake w Lublinie

Jak sami o sobie mówią powstali w wyniku wspólnych wygłupów, oraz zabawy różnymi instrumentami i kamerą. Spontaniczne, niewiążące eksperymenty zaprowadziły ich na szczyt polskiego electro-popu. Nieodłącznym elementem występów live, są bogate aranżacje, w skład w których wchodzi niezliczona ilość, trudnego do zidentyfikowania sprzętu oraz wizualizacje tworzone przez grupę filmową, która stanowi skład regularnie koncertującego kolektywu.
Fischerspooner, Ladytron, Le Tigre te klarowne inspiracje, na których oparte jest brzmienie zespołu, trafnie odzwierciedlają emocje i energię towarzyszące koncertom. Czy można zareklamować ich lepiej?

Koncert odbędzie się 20 listopada w klubie Soundbar, bilety na to wydarzenie kosztują 10zł.

Image and video hosting by TinyPic

Vivisesja już w środę!

To kolejny arcyciekawy festiwal tej jesieni. Dość powiedzieć, że głównymi gwiazdami imprezy będą Luke Vibert (!) oraz Jazzsteppa. Od środy wszyscy meldujemy się w Poznaniu!

Vivisesja to festiwal, który funkcjonuje na styku sztuki, nowych technologii i popkultury, obserwuje i przedstawia zmiany zachodzące w kulturze, zwła-szcza w jej audiowizualnej odmianie.

Tak było w zeszłym roku:

Uczestnicy Festiwalu będą mieli szansę wziąć udział w trzydniowej imprezie wypełnionej projekcjami, warsztatami, multimedial-nymi instalacjami, koncertami, setami DJ-skimi i VJ-skimi oraz spotka-niami z twórcami i animatorami kultury.

Vibert na finał

Impreza finałowa tegorocznej Vivisesji odbędzie się w poznańskim Eskulapie 20 listopada. Zobaczymy m.in. Luka Viberta oraz projekt Jazzsteppa. Już teraz rekomendujemy Wam to wydarzenie – www.vivisesja.pl

Various Artists – 10 Years Sender


Benno Blome powołał do życia wytwórnię Sender równo dziesięć lat temu w Kolonii. Z czasem przeprowadził się do Berlina, zabierając swoją firmę ze sobą. I trafił w sprzyjający czas – właśnie zaczynała się moda na minimal, a związani z tłocznią producenci wyraźnie ciążyli ku zredukowanym produkcjom o skumulowanej energii. Szybko okazało się jednak, że Blome nie zamierza koncentrować się na jednym stylu. W kręgu jego zainteresowań znalazło się również bardziej tradycyjne techno i house. Wszystkie te nurty znajdujemy na jubileuszowej składance „10 Years Sender”, składającej się z dwóch dysków – kolekcji ekskluzywnych nagrań oraz didżejskiego miksu samego Blome.

Pierwszy ze wspomnianych krążków przynosi zestaw smakowitych produkcji, zrealizowanych zarówno przez stałych współpracowników tłoczni, jak również ich młodszych następców.

Najbardziej znanym reprezentantem tej pierwszej grupy jest Baby Ford. Jego „Messenger” to minimalowy house o funkowym groovie, łączący rwane klawisze z brzęczącymi loopami. Podobnie brzmi utwór producenta młodszej generacji – Daniela Dreiera. Choć od Forda dzieli go różnica co najmniej dwóch pokoleń, jego „Brainexpress” to również funkcjonalny minimal, porywający melodyjną partią dęciaków. Kontynuację tego stylu znajdujemy w nagraniu Shepa – „Maki” – gdzie spod kanalizacyjnych pasaży syntezatorów dobiegają niepokojące szepty i głosy, a potem w „Shapes” Jake`a Farleya, wpisującego pulsujące klawisze w dźwiękowe tło rodem z lat 80.

Centrum kompilacji stanowią bardziej tradycyjnie podane utwory w stylu techno. Autorem pierwszego z nich jest Ronald Christoph. Jego „Kiss The Flute” rozbrzmiewa jakbyśmy cofnęli się w czasie do połowy minionej dekady: tektoniczny bit, falujący bas, chicagowska narracja, psychodeliczna melodyka. Taki utwór z pewnością spodobałby się Dimitriemu Hegemannowi z Tresora. Podobnie byłoby pewnie z nagraniem duetu Misc. „The Thrill Of It All”, które przywołuje wspomnienie pierwszych tanecznych nagrań Psychic TV. Mocny podkład rytmiczny niesie tu bowiem dziwaczną wokalizę – jakby wysamplowaną z jakiegoś starego porno.

Kolejny segment płyty tworzą lżejsze utwory o tech-house`owej motoryce. Oto Benno Blome zabawia się w „Baby One” soczystymi dźwiękami saksofonu, otaczając je dubowymi efektami, duet Blome & Tigerskin eksperymentuje w „Boomshakerze” z afrykańskimi perkusjonaliami i wokalami, a Pan/Tone – sięga w po energetycznie warczące loopy, aby podkręcić moc swego „Roostera”. Jakby tego było mało, dostajemy jeszcze oldskulowy house z mechaniczną wokalizą w nagraniu „The O” Matta Johna oraz ekstatyczne disco w wersji italo – „Napoli Schnapps” Someone Else.

Drugi krążek z zestawu to klubowa odyseja – podróż przez dziesięć lat istnienia Sendera w prawie półtoragodzinnym miksie Benno Blome`a. Trafiamy w tym zestawie na utwory samego szefa wytwórni, jego liczne duety oraz produkcje pod szyldem weltZwei, a także nagrania innych znanych producentów niemieckiej sceny, od Carstena Josta, przez Stena i Metope, po Franka Martiniqa. Wszystko to finezyjnie połączone w hipnotyczny set o tech-house`owym pulsie.

www.sender-records.de

www.myspace.com/senderrecords
Sender 2009

Remiksy The Field i darmowy utwór

Tegoroczna płyta The Field, czyli „Yesterday & Today” doczekała się kolekcji remiksów. Wydawnictwo Kompakt opublikuje w grudniu cztery utwory szwedzkiego artysty w nowych wersjach. Będzie je można nabyć w formie cyfrowej i na winylu. Obecnie The Field koncertuje po Europie. Tym razem nie przyjedzie do Polski, ale będzie można go zobaczyć w kilku miastach sąsiadujących z nami Niemiec. Natomiast za trzy tygodnie ukaże się najnowsze wydawnictwo Axela Willnera, które tym razem nie będzie autorską płytą, lecz zbiorem remiksów jego utworów.
Wymagania stawiane drugiej płycie The Field były niemałe. Po świetnie przyjętym debiucie, „From Here We Go Sublime”, trudno było sprostać oczekiwaniom słuchaczy. Jednak „Yesterday & Today” okazało się świeżym albumem, który nie stracił nic z dawnego stylu artysty, a przy okazji zaproponował nowe, żywsze brzmienie. Jak wypadną zremiksowane wersje utworów?
Dzieło o nazwie „Yesterday & Today Remixe” będzie miało premierę siódmego grudnia, a znajdą się na nim kawałki na nowo stworzone przez takich artystów, jak Walls, Rainbow Arabia i Gold Panda.
Już dzisiaj możemy zapoznać się z utworem ostatniego z artystów, ściągając „I Have the Moon, You Have the Internet (Gold Panda Remix)” ze strony Kompaktu albo wysłuchując go poniżej.

Encyklopedia Elektroniki – Rozdział #4: DJ SHADOW

W jutrzejszym wydaniu audycji „Encyklopedia Elektroniki” na falach Szczecin.FM głównym bohaterem będzie ojciec chrzestny instrumentalnego hip-hopu – DJ Shadow. Odbędzie się także konkurs, w którym będzie można wygrać płytę artysty! Człowiek, który wyniósł sampling do rangi sztuki i jednocześnie autor pierwszej w historii płyty złożonej wyłącznie z sampli. Jeden z najwybitniejszych prekursorów instrumentalnego hip-hopu, poza ramy którego daleko wyszedł. Posiadacz ponad 60 tysięcy czarnych krążków. Znakomity turntablista, znany z porywających występów na żywo. W czwartym rozdziale „Encyklopedii Elektroniki” – DJ Shadow. Będzie też konkurs z nagrodą w postaci płyty. Już we wtorek 17 listopada o północy na falach Szczecin.FM!

* Radio: 94.4 FM (Szczecin i okolice)
* Internet: Szczecin.FM
* Blog: http://szczecin.fm/Audycja

WefCon – elektroniczna konferencja

20 listopada rozpoczną się dwudniowe dyskusje i wykłady poświęcone nowym mediom oraz sprawom związanym z działaniem Warsaw Electronic Festival. Wszystko w ramach konferencji WefCon 2009. Prelegentami będą m.in. Jarek Grzesica (WEF oraz wydawnictwo WEFREC – rozwój, perspektywy), Roch Forowicz (Interception), Mariusz Adamiak (Warsaw Summer Jazz Days), Tadeusz Sudnik (Muzyka eksperymentalna), Grzegorz Bojanek (współpraca polsko chińska w ramach projektu ChoP), Wojciech Dagiel (Perspektywa pracy kreatywnej twórców WEF).

Wszystko zostanie zakończone wspólnym improwizowanym koncertem na scenie zachęty.

Kolejny dzień (21 listopada) będzie w części pierwszej poświęcony warsztatom MAX/MSP. W sali kinowej Zachęty od godziny 10:00 będą prowadzone warsztaty przez Pawła Janickiego, który opowie o możliwościach pracy z MAX/MSP w perspektywie integracji tego środowiska z oczekiwanym MAX for LIVE. A o godz. 21:00 w Klubie Mandala rozpocznie się wielki koncert podsumowujący całą konferencję.

Szczegóły, godziny, prelegenci… wszystko na stronie wef.pl/wefcon/

Premiery od Few Quiet People

Nowy polski net-label Few Quiet People przygotował dwie nowe premiery: materiały projektu Nejmano oraz pochodzącego z Czech Gustava Tutre. Debiutancki album Nejmano nosi tytuł „Noizoline” – to zgrabne połączenie muzyki eksperymentalnej z noisem. – Interesuje mnie odnalezienie balansu pomiędzy hałasem a melodią – deklaruje Nejmano. Sam materiał zalegał ponowć w szufladzie od 2008 roku.

Z kolei za pseudonimem Gustav Tutre kryje się 21-letni student muzykologii z Brna Matej Schneider, który swoją przygodę z muzyką rozpoczyna w FQP od wydania epki „Delphi Wail”. Młody Czech, inspirujący się alternatywnym folkiem oraz doom metalem przenosi FQP w regiony znacznie bliższe akustycznym brzmieniom, znanym chociażby z Type Records.

Więcej na stronie www.fewquietpeople.com