IRAH – Diamond Grid
Przemysław Solski:

Siatka utkana z ciekawości.

Strycharski Kacperczyk Szpura – I love you SDSS
Jarek Szczęsny:

Oglądanie nerwów.

!!! (Chk Chk Chk) – Wallop
Mateusz Piżyński:

Ciężkość punka z lekkością funka.

cover
Barker – Utility
Paweł Gzyl:

Transhumanistyczne przyjemności.

Monya – Straight Ahead
Paweł Gzyl:

Industrialne techno o pozytywnej energii.

Wojciech Golczewski – The Priests Of Hiroshima
Jarek Szczęsny:

Ścieżka dźwiękowa dla ery atomowej.

Múm – Yesterday Was Dramatic – Today Is OK
Paweł Gzyl:

Klasyk emotroniki.

Hildur Guðnadóttir – Chernobyl (OST)
Jarek Szczęsny:

Wyobrazić sobie niewyobrażalne.

Pruski – Black Birds
Jarek Szczęsny:

Wyszlifowany onyks.

Jaromir Kamiński, Rafał Warszawski, Palms Palms, Break Janek
Ania Pietrzak:

Beats & breaks idealne na koniec wakacji…

Lech Nienartowicz – Wrażenia i Mechanizmy
Jarek Szczęsny:

Pierwsze wrażenie.

The Future Eve feat. Robert Wyatt – KiTsuNe / Brian The Fox
Łukasz Komła:

Na łączach z Robertem Wyattem.

Rites of Fall – Towards the Blackest Skies
Jarek Szczęsny:

Im dalej w las, tym ciemniej.

Hula – Voice
Paweł Gzyl:

Łabędzi śpiew mistrzów industrialnego funku.



Archive for Sierpień, 2019

Warto posłuchać: Sleigh Bells

Dzisiaj zwracamy się w stronę płodnej sceny nowojorskiego Brooklynu. Scena ta wydała na świat swoje nowe dziecko, które niedawno zadebiutowało świetnym albumem Treats. Mowa tu o duecie Sleigh Bells. Derek Miller i Alexis Krauss to zjawisko niezwykle ciekawe. Decyzja o powstaniu zespołu zapadła kiedy on (pracując jako kelner) brał od niej (wówczas obcej osoby) zamówienie w restauracji.
Ich muzyka to wypadkowa twórczości Yeah Yeah Yeahs i Atari Teenage Riot czerpiąca tyle samo z popu co z noisu. Pewnie dlatego duetowi przypięto łatkę noise-pop.
Mózgiem zespołu jest Derek Miller, który pisze utwory gra na mocno przesterowanej gitarze i programuje sekcję rytmiczną. Obdarzona delikatnym głosem Alexis Krauss pełni funkcję wokalistki i tekściarki.
Próby przyporządkowania Sleigh Bells do jakiegoś gatunku (konkretniejszego niż wspomniany noise-pop) nie mają większego sensu. Dość powiedzieć, że debiutancki Treats to wulkan energii i skarbnica brudnych, rzeżących, ale wciąż popowych piosenek.
W sam raz dla poszukiwaczy czegoś naprawdę nowego w muzyce.

detroitZDRoJ: Trusme Boogie Brain!

Czerwcowej odsłonie imprezy przyświecać będzie idea szczecińskiego festiwalu Boogie Brain. Jak zwykle w stolicy o doskonały lajnap zadbał nieśmiertelny tandem detroitZDRoJ. Sprawdźcie szczegóły! Bohaterem imprezy będzie Trusme, wzięty dj, właściciel oficyny Prime Numbers oraz autor świetnego krążka Working Night$ dla Fat City, notabene debiutu artysty na scenie ambitnej muzyki elektronicznej.

Intensywny hype na osobę Davida Wolstencrofta ma swoje gruntowne uzasadnienie. Trudno jest nie zrobić kariery, gdy twoimi pierwszymi nagraniami interesują się Juan Atkins, Moodymann czy Ashley Beedle, a prezenter BBC Gilles Peterson jako houseowy numer swojego zycia wymienia utwór Nards ze wspomnianego na wstępie debiutu. Albo wspołpracuje się z takimi artystami jak Dam-Funk, Dabrye czy Amp Fiddler z LCD Soundsystem.

Niebywałe sukcesy kolejnych wydawnictw i występy na niemal wszystkich kontynentach to tylko potwierdzenie pozycji, jaką Trusme osiągnął podczas swojej dosyć krótkiej, ale bardzo obfitej w emocje kariery.

Będzie to bez wątpienia dojrzewający w expresowym tempie, eklektyczny set, wypełniony dźwiękami jutra.

O rozgrzewkę na patio klubu 1500m2 zadba Eltron John oraz WWW. Trzymamy kciuki za pogodę!

W klubie przed Trusme wystapią również bshosa & dr dip oraz Kuba Sojka. Imprezę zamknie łagodny ambient w wykonaniu Sonusa z Jazz Fm.


Image and video hosting by TinyPic


02.06.10 detroitZDRoJ pres. Trusme Boogie Brain
1500 m2, Solec 18, entry 15/20

Trusme (Prime Numbers, Fat City //UK)
Kuba Sojka (Matrix Records //PL) – live
bshosa & Dr Dip (detroitZDRoJ)

+ Eltron John (Red Bull Music Academy //Krk) & WWW (Side One // Wawa) – outdoor experience
+ Sonus (Jazz FM) – experimental ambient special


Wyświetl większą mapę

Tim Exile i Caribou w Polsce!

Już w czerwcu w Gdańsku wystąpią Tim Exile oraz Caribou – autorzy albumów nie do zignorowania, którzy z powodzeniem zachwycili lub podzielili naszych komentatorów i forumowiczów.

Prominenci nowych brzmień wystąpią w ramach Festiwalu All About Freedom, który odbędzie się w dniach 8 – 18 czerwca w Gdańsku i w Sopocie. Tim Exile oraz Fox zagrają 13 czerwca w Klubie Parlament, zaś Caribou oraz Kamp! pojawią się 18 czerwca w Centrum Stocznia Gdańska. Oba koncerty rozpoczną się o godzinie 20.00.

Szukając Solidarności

Muzyka na AAFF 2010 to przede wszystkim artyści poszukujący nowych brzmień, niezależni, przekraczający ramy komercyjnej sprzedaży, i rozpoznawalni w skali ogólnopolskiego i międzynarodowego rynku muzycznego.

Program muzyczny festiwalu prezentuje przede wszystkim oryginalną, alternatywną czy niezależną muzykę z Polski i z całego świata. Podczas festiwalu będą koncerty wyjątkowych artystów i zespołów muzycznych, których twórczość cechuje się unikalną ekspresją zdefiniowaną w haśle „Muzyka moja wolność”.

Bilety kosztują 24 i 30 PLN. Szczegółowych informacji szukajcie na stronie www.aaff.pl/pl

TIM EXILE (UK)

Młody brytyjski mistrz brzmień elektro na stałe mieszkający w Berlinie. Znany na całym świecie z barwnych muzycznie live actów, nazywany jest człowiekiem renesansu naszych czasów (studia filozoficzne i muzyczne, konstruktor soft- i hardware’u muzycznego), także często Davidem Bowie muzyki elektronicznej. Debiutował 10 lat temu jako dj, tworząc początkowo w stylu drum’n’bass.

Jego debiutancki album „Pro Agonist”, a także późniejszy  „Tim Exile’s Nuisance Gabbaret Lounge” (wydane nakładem wytwórni Planet Mu) stanowią niezwykłą mieszankę Intelligent Dance Music, breakcore’u oraz drum- i drill’n’bassu. Natomiast na trzecim albumie „Listening Tree” Exile krystaliczne, zgrzytliwe  brzmienia łączy z  popowymi melodiami, a do tego próbuje swoich sił jako wokalista, co przynosi ciekawy efekt.

Exile na scenie emanuje niezwykłą energią, tworząc, poprzez improwizację i eksperyment, niepowtarzalną mieszankę szorstkiej elektroniki z taneczną popową melodyjnością – o czym mogli przekonać się imprezowicze choćby w ubiegłym roku w Katowicach na TFNM.
 
Fox

Jeden z najbardziej utalentowanych producentów na polskiej scenie elektronicznej i alternatywnej. Na stałe współpracuje z Marią Peszek i Kayah. Zadebiutował 5 lat temu z zespołem 15 minut projekt, którego album został fenomenalnie przyjęty przez media i publiczność.

Teraz przyszedł czas na jego pierwszy – autorski projekt, na którym gościnnie pojawili się najważniejsi artyści rodzimej sceny alternatywnej: Novika, Pinawella (Sistars/Paulina Przybysz), Michał Skrok (Bunio/Dick for Dick), Sqbass, Marsija (Loco Star), Natalia Lubrano (Miloopa) i Tomasz Organek (SOFA). Jego nagrania zdobyły już uznanie wśród opiniotwórczych blogerów i krytyków, ale przede wszystkim w kręgach miłośników alternatywnych rytmów.

Caribou

Kanadyjski artysta Dan Snaith, który wcześniej ukrywał się pod pseudonimem Manitoba. Obecnie Snaith mieszka w Londynie i tam też nagrywa swoje płyty. Artysta posiada doktorat z matematyki, co przekłada się w sposób, w jaki interpretuje i tworzy muzykę elektroniczną pełną pulsujących rytmów oraz odgłosów z otaczającego świata. Jego najnowszy album Swim idealnie pokazuje kierunek, jaki obrał artysta.

Album obfituje w proste historie dotyczące przemijania, związków ubrane w energetyczny mix muzyczny. Krążek promuje singiel Odessa, który doskonale oddaje też klimat całej płyty i łączy ją z poprzednim albumem Andorra uznawanym nadal za jego najdoskonalsze dzieło.

Za krążek Andorra Snaith zdobył kanadyjski odpowiednik Mercury Music Prize – Polaris Music Prize. Zdobycie tej prestiżowej nagrody oraz współpraca z Flaming Lips zaowocowała również podjęciem współpracy z czołowymi muzykami jazzowymi z Toronto takimi jak: Colin Fisher, Kyle Brenders, Steve Ward. Ich współpraca ukierunkowała w istotny sposób Snaitha, który na nowo odkrył możliwości, jakie niesie klasyczna muzyka jazzowa.

Snaith znany jest z bardzo zmiennej stylistyki kolejnych wydawnictw oraz, ostatnio, żywiołowych, psychodelicznych koncertów podczas których najczęściej pełni rolę perkusisty nadającego rytm całej produkcji. Wyjątkowość projektu Caribou polega na niezwykłym sprzężeniu niezwykłego talentu producenckiego, multiinstrumentalisty, wykonawcy, kompozytora z zapierającymi dech produkcjami sprawdzającymi się zarówno w zaciszu domu, jak i na klubowym parkiecie.
Do tej pory Snaith nagrał ponad 10 albumów, z których każdy pokazuje nieco inne oblicze artysty. Promotorem koncertu w Polsce jest GoodMusic Productions.

Kamp!

Bardzo dobrze nam znane łódzko-wrocławskie trio, którego początki sięgają 2007 roku. Ich styl określany jest jako electro-pop, inspirowany krautrockiem lat 70-tych, synth-popem lat 80-tych, czy też francuskim house’m lat 90-tych.

Zarówno debiutancka epka „Thales One” (luty 2009), jak i wydany trzy miesiące później singiel „Breaking a ghosts heart”, spotkały się z ciepłym przyjęciem i zebrały bardzo dobre recenzje wśród słuchaczy, dziennikarzy muzycznych, portali zajmujących się muzyką niezależną czy też bloggerów muzycznych, nazywając Kamp! nadzieją polskiej muzyki elektronicznej ostatniej dekady. Ich utwory znaleźć można w wielu kompilacjach promujących rodzimą muzykę electro.

Żywiołowe, pełne energii, chwilami rozimprowizowane koncerty szybko stały się głównym atutem i znakiem rozpoznawczym zespołu, a także przepustką do występów w wielu znanych polskich klubach i podczas najważniejszych festiwali letnich 2009 roku (Selector, Heineken Opener, Audioriver, Tauron Nowa Muzyka). Zespół ma również za sobą występy na antenie Programu 3 PR, PR Euro i Roxy FM, a na drugą połowę 2010 roku planuje wydanie pierwszego pełnego albumu.

Encyklopedia Elektroniki – Rozdział #24: AROVANE

Drugą turę „Encyklopedii Elektroniki” – cyklicznej audycji na falach Szczecin.FM – otworzy niemiecki mistrz nastrojowego IDMu: Arovane. Na scenie muzycznej obecny od początku lat 80. Współtwórca monachijskiego kolektywu S.A.M., który zajmował się improwizowaną muzyką elektroniczną. Jeden z najbardziej charakterystycznych przedstawicieli wytwórni City Centre Offices. Producent, kompozytor, radiowiec i… klarnecista. Twórca eterycznych, melodyjnych utworów z pogranicza IDMu i ambientu, naszpikowanych syntezatorami, hip-hopową rytmiką oraz odgłosami tak natury, jak i technologii. Już dziś, punktualnie o północy w Szczecin.FM – Uwe Zahn vel Arovane.

* Radio: 94.4 FM (Szczecin i okolice)
* Internet: Szczecin.FM
* Blog: http://szczecin.fm/Audycja
* Facebook: http://www.facebook.com/encyklopedia.elektroniki

Nowe kawałki Autechre

Kultowy duet nie próżnuje. Już 12 lipca świat otrzyma 10 nowych tracków Bootha i Browna. Całość nosi tytuł „Move Of Ten”. Wyjdą dwie 12-calówki, CD i oczywiście digital download.
Zapraszamy na strony sklepu Bleep. Wcześniej zaś – biorąc pod uwagę mieszane uczucia, jakie wśród fanów wzbudzają dwa ostatnie krążki Autechre „Quaristice” i „Oversteps” – polecamy odsłuch na stronie poświęconej wydawnictwu Move Of Ten. Na razie dostępny jest jeden utwór o wdzięcznym, jak na duet przystało, tytule „y7”.

Przypomnijmy, że Autechre wystąpią na tegorocznym Tauron Festiwal Nowa Muzyka.

Zobacz serwis specjalny Tauron Festiwal Nowa Muzyka.

Nowe kawałki Orbital

20 czerwca ukaże się nowy singiel duetu Orbital, nagrany po sześcioletniej przerwie. Na krążku znajdziemy dwa kawałki. Premiera „Dont Stop Me / The Gun Is Good” zaplanowana została na 20 czerwca. Signiel znajdzie się w katalogu wytwórni ACP Recordings, wydany zostanie w postaci cyfrowej.

Czego możemy się spodziewać? Podobno łatwo rozpoznawalnego stylu Orbital, z dodatkiem kilku nowych elementów. Tak, wiem – nic nam to nie mówi 🙂 Czekamy na pierwsze fragmenty!

Duoteque – Duoteque


Włoska szkoła klubowego grania ma swój osobny rozdział w historii tanecznej elektroniki. Począwszy od italo-disco, które w swej kosmicznej wersji nadal jest na fali, przez euforyczny house mierzony niezapomnianymi przebojami Sueno Latino czy FPI Project, po dynamiczne techno serwowane przez rzymskich producentów w rodzaju Marco Passaraniego czy duety D`arcangelo i Monomorph. W ostatnich latach do tego zasłużonego grona dołączyła para producentów Andrea Cruccu i Paolo Alberto Lodde tworzących pod szyldem Duoteque. W ciągu pięciu lat swej działalności wylansowała ona kilka klubowych hymnów, które można było usłyszeć w setach Hella, Magdy, Svena Vätha czy Ellen Allien. Wszystkie one zostały zebrane na kompaktowej kompilacji, opublikowanej nakładem macierzystej wytwórni duetu – kolońskiej Boxer Recordings.

Na pierwszy ogień idą tu minimalowe killery. I trzeba przyznać, że włoskim producentom, jak nikomu innemu udało się wypracować wyjątkowo seksowną odmianę gatunku. Przykładem modelowe wręcz nagranie dla tej tezy – „Lola”. Cruccu i Lodde sięgają w nim po sunący z kocią gracją głęboki puls bitu i basu, który otacza transowo pikający loop i niepokojące pasaże klawiszy, niosące zmysłowy monolog tajemniczej dziewczyny. I podobna kompozycja – „Moma”. To minimal o wyjątkowo bogatej aranżacji, łączący dubowe akordy z zimnym tłem i funkowy groove z glitchowym efektami, w których zatopiono ledwo słyszalny szept o erotycznym charakterze.

Nawet, kiedy Duoteque przechodzą do bardziej wyrazistego tech-house`u, nastrój pozostaje ten sam. Tak dzieje się w szalenie przebojowych utworach – „Blik” i „Drug Queen”. Mocne podkłady rytmiczne rezonują tu zbasowanymi partiami syntezatorów, zza których co chwila dochodzą do głosu melodyjne głosy wokalistek i wokalistów, splatających się w perwersyjne dialogi. A wszystko to podszywają tak modne dziś latynoskie perkusjonalia, dolewające oliwy do i tak ognistej atmosfery.

Bardziej kosmiczne brzmienie reprezentują w tej kolekcji dwie inne kompozycje – „Amarcord” i „Electronischze”. Choć oba również nie wykraczają poza ekspresyjną rytmikę tech-house`u, to w pierwszym rozbrzmiewają przestrzenne klawisze o kraut-rockowym rodowodzie, a w drugim – ciężkie akordy w stylu ejtisowego electro. Nie brak tu również tak lubianych przez Duoteque wokaliz – zmysłowego głosu włoskiej dziewczyny i wokoderowego śpiewu.

Pod koniec płyty muzyka nabiera prawdziwego ciężaru. „Adyga” i „Kyra” to mordercze połączenie techno i nu-rave`u, eksplodujące kakofonicznymi kaskadami przesterowanych basów, zamaszystymi pasażami prog-rockowych klawiszy i oldskulowymi akordami dźwięcznego piano. Bardziej klasyczny charakter ma w tym zestawie „Logo” – to falujące potężnym turbo-basem berlińskie techno w stylu lat 90., choć wywiedzione z klimatów dawnego Tresora, to równie dobrze pasujące do dzisiejszego Berghain. I na koniec totalnie orgiastyczna jazda – „Gotcha”, czyli czysto chicagowski hard-house, w którym wokalne loopy mieszają się z hałaśliwie zawodzącymi syntezatorami, emanując surową energią niczym z klasycznych nagrań DJ Rusha.

Ponieważ całość została zgrabnie zmiksowana przez Dusty Kida (czyli Paolo Lodde), na drugim dysku z zestawu otrzymujemy pełne wersje kilku najbardziej przebojowych nagrań – „Drug Queen”, „Electronischze” i „Moma”. Większą atrakcją są jednak dwie niepublikowane kompozycje. Pierwsza z nich, „Daki Theta” to finezyjne połączenie electro i disco, uzupełnione kabaretowym wokalem i chiptunes`owymi klawiszami, a drugie, „Neon” – masywny tech-house, kontrastujący trance`owe pasaże syntezatorów z house`owymi samplami soulowego śpiewu.

Są tu również remiksy – ale zarówno „Lola” w interpretacji The Dolphins, jak i „Amarcord” w przeróbce Marascii, nie dorównują klasie oryginałów. Ciekawie wypada jedynie „Logo” zamienione przez duet Pig & Dan w jeszcze bardziej ekstatyczne techno poprzez wyraziste podrasowanie bitu i basu oraz wprowadzenie dramatycznej partii klawiszy.

Nie wiadomo, czy po sukcesie ubiegłorocznego albumu Dusty Kida, włoski duet nadal będzie tworzył razem na dłuższą metę. Szkoda by było jednak, aby tak prężnie pracująca fabryka klubowych przebojów przestała działać. Miejmy nadzieję, że to kompaktowe podsumowanie działalności Duoteque nie wyczerpuje aktywności projektu.

www.boxer-recordings.com

www.myspace.com/boxercologne

www.myspace.com/duotequee
Boxer Recordings 2010

Uwaga: Selector zmienia miejsce!

Z powodu powodzi w Krakowie organizatorzy tegorocznego Selectora zmuszeni zostali przenieść imprezę w nowe miejsce. Rekordowe opady, które w ostatnich tygodniach nawiedziły południową Polskę, odcisnęły swoje piętno również na terenie, gdzie odbywa się Selector Festival. Teren krakowskich Błoń jest na tyle w złym stanie, że przeprowadzenie na nim imprezy bez uszczerbku dla niej samej, jak i jej uczestników stało się niemożliwe.

Zmiana miejsca

W związku z tym organizatorzy podjęli decyzję o przeniesieniu festiwalu z krakowskich Błoń na teren Lotniska – Muzeum Lotnictwa (wejście od ul. Bora – Komorowskiego, zobaczcie mapkę poniżej). – Nasze doświadczenia na tym terenie wskazują, że gwarantuje on jakość i bezpieczeństwo imprezy, bez względu na warunki pogodowe – piszą organizatorzy. – Dodatkowo, pomimo niewielkiej odległości Muzeum od centrum Krakowa, zdecydowaliśmy się na organizację bezpłatnego transportu dla uczestników festiwalu.

Co z biletami?

Bilety na Selector Festival zakupione do tej pory zachowują swoją ważność. Najnowsze wiadomości dotyczące festiwalu: www.selectorfestival.pl

Cibelle na koncertach w Polsce

Jedna z najbardziej utalentowanych i najpiękniejszych artystek z Brazylii odwiedzi Polskę w ramach trasy promującej znakomitą płytę „Las Venus Resort Palace Hotel”.

  • 17.06 – Katowice, Jazz Club Hipnoza – 10 lat Hipnozy
  • 18.06 – Poznań, Dziedziniec Sztuki Starego Browaru
  • 19.06 – Gdańsk, Kościół św. Jana
  • 21.06 – Warszawa, Cafe Kulturalna

Pochodząca z Sao Paulo artystka „papiery” na sceniczne występy zdobyła w tamtejszym konserwatorium, prawdziwą szkołą były dla niej jednak występy w barach rodzinnego miasta. Zadebiutowała w 2003 roku krążkiem „Cibelle” prezentując unikalne połączenie klimatycznego bossa z odrobiną jazzowego groove i lounge’owymi rytmami.

Przełomem w jej karierze był kolejny krążek „The Shine Of Dried Of Electric Leavs” na którym Cibelle pokazała swój prawdziwy artystyczny charakter, oryginalnie łącząc południowoamerykańskie tradycje ze współczesnym avant-folkiem i kruchą elektroniką.

Obok 10 kompozycji napisanych przez artystkę i jej współpracowników na jej drugi krążek trafiły także dwie piosenki sławnego Caetano Veloso, jeden kawałek innej brazylijskiej sławy – Toma Jobima oraz otwierająca album kompozycja Toma Waitsa „Green Grass”.

Wśród gości na krążku pojawili się m.in. Devendra Banhart, z którym Brazylijka pięknie śpiewa utwór Veloso „London, London”, a także znany z Coco Rosie – Spleen. Jej najnowszy krążek „Las Venus Resort Palace Hotel” to bajeczne artystyczne rozwinięcie formułi sprawdzonej na „The Shine…” Opróćz inspiracji nowym folkiem spod znaku Coco Rosie czy Joanny Newsom, nie brakuje tu jednak wspływów brazylijskich (nienachalnym odwołań do tradycji bossy spod znaku Nary Leao) i przede wszystkim wysmakowanych popowych melodii.

Cibelle rozszerzyła paletę inspiracji – słychać tu też fascynację spuścizną Kurta Weila i Toma Waitsa i upodobanie do barowego jazzu. „Las Venus Resort Palace Hotel” zrealizował znany ze współpracy z Björk – Damian Taylor. To album niezwykle kolorowy i zmysłowy, który łączy wodewilową przewrotność, melodyczny wdzięk i pełne temperamentu liryczne interpretację w południowym stylu.

Cibelle stworzyła gorącą fuzję bossa-novy, psychodelii, jazzu a jej polska trasa zapowiada się na wielkie święto egzotycznego popu.

Janelle Monáe – ArchAndroid


Wyzwanie wymaga przygotowań, ale przykładne ćwiczenia przesuwałyby moment kulminacji w nieskończoność. Konieczna jest więc zawsze odrobina arogancji nakazująca falstart i zawrotnie szybkie przystosowywanie się do narzucanych z zewnątrz warunków starcia. Wiadomo, że nad zasygnalizowaną przez okładkę „ArchAndroid” macierzą afrofuturyzmu i matriarchalnych insygniów władzy, góruje Badu, ale po nudnawym cyklu „New Amerykah” przyjemnie byłoby popatrzeć na prometejski sprzeciw płynący z dołów. Szkoda więc, że trop konkurencji z Erykah jest tylko pustą arogancją właśnie, bo jeszcze wiele innych gwiazd Monáe chciałaby zastąpić lub współistnieć z nimi na równych prawach. Szczęśliwie, nie przechodzi się do historii za sprawą teleturnieju wiedzy o niej.

Wiele atutów Janelle to perfekcyjne, przez kujona wyćwiczone manewry, szlify czynione przez adepta przekonanego o zbliżającej się wyższości nad mistrzem. Przeświadczenie pozyskane głównie na odważnym tasowaniu konwencji i umiejętnym roztoczeniu iluzji obecności tradycji, np. Sun Ra i P-Funk, a raczej kości tych przodków space afro nanizanych dla kamuflażu na jedną żyłkę z wielkomiejskimi, futuryzującymi odmianami popu i soulu. Tak naprawdę jednak artystyczni rodzice są tylko przeczuciem, cieniem totemu, wspomnieniem fascynacji. Liczy się dynamiczne tu i teraz, a wspomnieć o starcach warto dlatego, że na co dzień świat karmi się retro, więc łatwo będzie mrugnąć do masy okiem i przymilnym terrorem pozyskać jej sympatię.

Etc., etc. Ilość, ilość, ilość Bez wątpienia jest Janelle profesjonalną piosenkarką. Przyjemna mimo krzykliwości, niezbyt czarna barwa, przystępnie bliższa kompaktowym idolom niż zapomnianym winylowym diwom, imponujący wokalny role-playing dbały o brak żenującej przesady, której można by się przecież spodziewać po lasce stawiającej pierwsze kroki w spektaklach off-Broadway. Mimo oczywistej inspiracji hip-popem spod znaku OutKast (Big Boi pojawia się zresztą w jednym z kawałków), więcej na „ArchAndroid” stylizacji podejmowanych przez The Bird And the Bee niż zmaskulinizowanej przesady, pod którą podpadła np. Kid Sister. I gdybyż na tym stanęło: jest filmowo, spora część stawki rozbija się o klimat – super. Ale niestety, razi oczywista, i niepotrzebna, manipulacja przemieszczenia Janelle z niezobowiązujących list przebojów ku grupce wykształconych i zaangażowanych idoli. Kiedy teatralność i kilka cytatów wskazuje na bezpretensjonalną elekcję Jacksona na mentalnego akuszera, znów: świadomie kreuje się „geniusz” Monáe na wymiar sąsiedzki. Kiedy z nim kontrastuje z kolei wysilony dynamizm i desperackie odwoływanie się do legend, wypada zauważyć, że to czarna Marina And the Diamonds, więc dance i bawmy się, nie patrzmy… Etc., etc. Ilość, ilość, ilość. Pełna łatania sprzeczności kampania na gwiazdę a nie płyta.

Mash-up – niezobowiązujący, nierówny, wyzbyty logicznego powiązania między ogniwami, niemożliwy do zapamiętania Słuchanie „ArchAndroid” w całości, jak przystało na concept album, prowadzi do odrętwienia. Hiper nowoczesne rnb i nachalna przebojowość, uchwycone w klamrę dwóch uwertur, są spektakularnym coming outem w formie wyznania wiary, mimo całej hiperekspresji, jednak o sile rażenia o wiele mniejszej od skromnego, ale jakże charyzmatycznego „Baduizmu”. Niezbyt przekonuje kulturoznawcze żonglowanie odniesieniami. Wymuszony eklektyzm prymusa także budzi antypatię: Janelle lubi wszystko, co powinna lubić: stary, funkujący hip-hop, afrofuturyzm i legendarnych retro idoli przepuszczonych przez transgenderową chłostę. Droga jaką przebyła Monáe od EPki „Metropolis” z 2007 to wyłącznie lifting brzmienia, zmiana opakowania wymuszona rozwojem technologii powiązanych z nagrywaniem muzyki. Tyle że nie jesteśmy marketingiem ani hurtownią, a żywym odbiorcą, więc więdnie „Archandroid” w rękach, umiera po uczciwym podliczeniu nielicznych numerów rzeczywiście pchających płytę do przodu i po absolutnie koniecznym skipowaniu żenującego kawałka z udziałem Of Montreal.

Pozostaje pytanie, czy jest sens porównywać i kojarzyć, jeśli mamy do czynienia z dziełem świadomie bazującym na odniesieniach; albumem dążącym do precyzyjnej, umożliwiającej wręcz imaginacyjną podróż w czasie, stylizacji? Niezbyt, to oczywiste. Janelle nie twierdzi, że jest oryginalna, jasnym jest od początku, że kompiluje mocne akcenty twórczości gwiazd z posterów i początków MTV. Trzeba sobie jednak mimo wszystko powiedzieć, że jest to na dłuższą (70 minut) metę męczące i nie usprawiedliwia nudy, a przy tym ohydnie celowe. Kto dzisiaj zna Princea, Steviego Wondera, Grace Jones, Bowiego itd.? Ktoś, kto by się ich nauczył mógłby swobodnie być nimi i osiemnastoma swoimi utworami wyprzeć pojedyncze hity starych gwiazd z iTunes. Tyle że trzeba mieć Piosenki, Kawałki, Utwory, a nie mash-up – nierówny, wyzbyty logicznego powiązania między ogniwami, niemożliwy do zapamiętania.
Bad Boy/Wondaland Arts Society, 2010

Parov Stelar w Warszawie

W najbliższy piątek artysta zaprezentuje się wraz z bandem na festiwalu Ursynalia! Parov to prawdziwa ikona nu-jazzu. W niepowtarzalny sposób łączy instrumentalny polot, zakurzone retro brzmienia z klubowym graniem. Coraz śmielej przesuwa się w stronę tych ostatnich, co potwierdził na swym najnowszym, dwupłytowym krążku Coco, wydanym w zeszłym roku.

Jego występ odbędzie się w ramach Ursynaliów – trzydniowego, studenckiego festiwalu organizowanego przez warszawską Szkołę Główną Gospodarstwa Wiejskiego. W 2009 roku Ursynalia zgromadziły ponad 120.000 osób z całej Polski. W tym roku organizatorzy spodziewają się około 150.000 uczestników! W ogłoszonym line upie dominują artyści rockowi, jednak organizatorzy przygotowali atrakcje dla miłośników elektroniki i nowych brzmień – oprócz występu Parova Stelara, będzie namiot klubowy (powierzchnia ok. 1000 m2), gdzie w każdym dniu imprezy zagra inny artysta.

Warsaw Student Festival Ursynalia 2010
28 – 30 maja, Kampus SGGW, ul. Nowoursynowska 166
Ceny biletów: trzydniowy karnet: 30 zł (do 27 maja, od 28 – 40 zł). Wejściówka jednodniowa – 15/20zł.

Więcej szczegółowych informacji na stronie festiwalu: ursynalia.pl

Benn Jordan znowu wydaje

The Flashbulb, czyli jedno z alter ego Benna Jordana, niedługo wyda kolejną płytę. Krążek o wdzięcznie brzmiącym tytule Arboreal ukaże się już 8 czerwca nakładem oficyny Alphabasic, której Jordan jest właścicielem.

Album będzie zawierać siedemnaście utworów, a jeden z nich pt. Undiscovered Colors stał się pierwszym singlem, do którego zrealizowano klip. Jest to pierwsze w karierze Benna oficjalne wideo, które sam zrealizował montując ze sobą ponad 10 tyś. zdjęć wykonanych aparatem fotograficznym.

Po przesłuchaniu i obejrzeniu tego dzieła można spodziewać się interesującej zawartości, tym bardziej kiedy ma się w pamięci wszystkie poprzednie dokonania Jordana, którymi ustawił sobie wysoko poprzeczkę. Wśród nich należało by wspomnieć o ostatniej płycie wydanej pod własnym imieniem pt. Pale Blue Dot czy jego najbardziej znanym albumie Kirlian Selections sygnowanym nazwą The Flashbulb.

Piotr Kurek – nasza rozmowa

Nasz przedstawiciel w labelu Cronica – Piotr Kurek – opowiada o swoim ostatnim albumie, doświadczeniach związanych z teatrem oraz kilku innych projektach. Posłuchajcie fragmentów krążka „Lectures” i czytajcie rozmowę, którą pzreprowadził Marcin Gładysiewicz.

By zrozumieć teoretyczne podłoże obecnej twórczości Piotra Kurka należy znać postać Corneliusa Cardewa?

Zdecydowanie nie. Myślę, że nawet w kontekście płyty „Lectures” nie jest to konieczne. Oczywiście, materiał ten może być szczególnie ciekawy dla osób które znają postać Cardew, ale też jest to przede wszystkim moja własna interpretacja i próba zmierzenia się z archiwalnym materiałem. Poza tym w samych utworach jest dużo poleceń i wskazówek… które jednak, zgodnie z zamysłem Cardew, w części zignorowałem.

Za niespełna dwa tygodnie będziesz gościem festiwalu „Cornelius Cardew and the Freedom of Listening” odbywającego się w stolicy Portugalii. Jakiego okresu twórczości angielskiego kompozytora będzie ten występ dotyczył? I czy będzie to tylko jednorazowy projekt?

Jest to już trzecia edycja, po Paryżu i Stuttgarcie. Tym razem festiwal organizowany jest w Porto. Nie brałem udziału we wcześniejszych edycjach, w Portugalii zaprezentuję materiał z płyty „Lectures”. Zostały na niej wykorzystane fragmenty z prób „Treatise” i „Autumn 60”, tak więc będzie to wczesny i chyba najbardziej znany okres Cardew.

Warto przypomnieć, że ubiegłoroczny album „Lectures” dla oficyny Cronica, również jest z tą osobą silnie związany.

Chyba nie powiedziałbym, że jestem mocno związany z osobą Corneliusa Cardew. Kilka lat temu natknąłem się na zapis partytur graficznych do Treatise (1963-67) i myślę, że był to dość banalny i oczywisty start, ale równocześnie miażdżące doświadczenie. Przy czym chciałbym zaznaczyć, że dalej nie czuje się specjalistą w tym temacie, raczej ciągle amatorem.

Pomysł na płytę powstał w ramach festiwalu „Zakrzywienia Igły” . Udało mi się namówić Waltera Cardew, syna kompozytora, do wykorzystania archiwalnych, niepublikowanych nagrań z prób i zamkniętych koncertów. W znacznej większości były to amatorskie nagrania na taśmach z lat 60-tych. Zarejestrowałem dużo dodatkowych instrumentów i w rezultacie powstał zupełnie nowy projekt, którym zainteresowała się portugalska Crónica i tym samym doszło do współpracy.

Współpracowałeś w przeszłości z Walterem? On także jest zaangażowany w definiowanie współczesnej muzyki elektro-akustycznej?

Nie, nigdy z nim nie współpracowałem. Poznaliśmy się i utrzymywaliśmy kontakt w kontekście zespołu Walter & Sabrina, a później kompozycji i materiałów archiwalnych jego ojca. Sam Walter nie jest dosłownie zaangażowany w muzykę elektro-akustyczną, ale jako lider wspomnianego zespołu zdecydowanie przeciera nowe szlaki. Polecam płytę Walter & Sabrina „Chioma SuperNormal. The Dark Album”.

„Lectures” zebrało świetne recenzje. The Wire, Vital Weekly i wiele innych dziennikarskich platform dostrzegło wyjątkowość tego albumu. Nie masz wrażenia, że rewolucja internetowa nic w Polsce nie zdziałała? Czy jest to jednak bardziej problem mediów?

Chyba po prostu taka już natura podobnej muzyki i nie jestem w żaden sposób zawiedziony znikomym zainteresowaniem w kraju. Poza tym, płyta z tytułem „Lektury” naprawdę może się wydawać czymś szalenie nudnym i ja to rozumiem.

Co dalej z współpracą dla Cronica? Twoja polifoniczność zainteresowań nie sprzyja chyba pracy nad nowym albumem. Ran Slavin wspominał, że trudno jest nie dotrzymać tam terminów.

Crónica to świetna wytwórnia i zdecydowanie moje najlepsze doświadczenie przy pracy nad płytą. Jeszcze w tym miesiącu, we współpracy z magazynem Neural, zostanie wydana kompilacja Crónica na której mam swój mały wkład. Pod koniec lata chcę też zacząć pracę nad nowym albumem.

Gdy dowiedziałem się, że na festiwalu Unsound wystąpi Kreng z teatralną grupą Abattoir Ferme od razu przypomniało mi się przedstawienie „Endo”. Wyreżyserowany przez Ryszarda Kalinowskiego projekt Lubelskiego Teatru Tańca z Twoją muzyką na żywo. Najpierw opowiedz mi o tej współpracy, a później o tym czy jest szansa, że tam wystąpicie.

Ze względu na ogromną konstrukcję scenografii, „Endo” bardzo rzadko grane jest poza Lublinem. Na chwilę obecną nie planujemy nowych występów z tym projektem. Z Lubelskim Teatrem Tańca współpracuję od kilku lat. Udało się nam zrealizować kilka spektakli, w tym nominowany jako spektakl roku w kategorii teatru tańca „NN. Według Wacława Niżyńskiego” i niedługo zaczynamy prace nad nowymi projektami. Świetnie się dogadujemy i bardzo lubimy (śmiech).

Wracając do Lublina, Twój nowy krążek ukaże się przy silnym udziale kulturalnego „Ośrodka Rozdroże” formalnego organizatora festiwalu Tradycji i Awangardy Muzycznej – Kody. Co sądzisz o tym przedsięwzięciu? Jest to stosunkowo nowa inicjatywa na mapie Polski.

Nie znam podobnego festiwalu nawet poza granicami kraju, który cały swój program buduje na syntezie awangardy z tradycją i przy tym zdecydowanie wygrywa. Nie planuję nowych projektów z ośrodkiem, ale też będę trzymał kciuki za dobry kierunek rozwoju. To zdecydowanie jedna z lepszych inicjatyw w ciągu kilku ostatnich lat w Polsce.

Na tegorocznej edycji Kodów wystąpisz z mniej zobowiązującym projektem Patrapapak. Słuchając utworu „papapapa” zastanawiam się czy jest to swoista odskocznia od Twoich codziennych zainteresowań? I może to bardzo trywialne pytanie, ale powiedz, skąd ta nazwa?

Naprawdę mam taki utwór? (śmiech). Tych projektów jest trochę więcej, wszystkie z podobnie spontanicznymi nazwami. Zbieram stary sprzęt, mam skromną kolekcję organów Voxa, Hammonda i Philipsa z lat 60-tych i 70-tych z zupełnie kosmicznymi funkcjami akompaniamentu. Do tego kompletuję system modularny… a same projekty powstają po prostu z zabawy i nagłych zrywów.

Materiał, który ukaże się już niebawem, pada daleko od tego, do czego przyzwyczaił słuchaczy Piotr Kurek. Niezwykle silnie czuć tutaj tkankę tradycji, obrzędów, na której zbudowany jest niemal każdy utwór. I nie chodzi mi tu tylko o ludowy charakter wokali, ale również o szeroką gamę instrumentów, które spięte są klamrą subtelnej, łagodnej elektroniki. Współczesna synteza kulturalnych obyczajów z nową muzyką. Skąd ten pomysł, skąd czerpałeś inspiracje?

Nie wiem czy zdążyłem kogokolwiek do czegoś jeszcze przyzwyczaić, w zasadzie każdy mój projekt jest trochę inny. Materiał na płycie „Inne Pieśni” oparty jest na nagraniach z koncertu muzyki tradycyjnej pieśni włoskich, serbskich i albańskich i powstał z inicjatywy Ośrodka Rozdroża na pierwszą edycję festiwalu Kody. Pierwotnie były to nagrania śpiewu, partie skrzypiec i zupełnie przypadkowe uderzenia o mikrofon – powstał z tego szkielet do którego nagrałem wszystkie pozostałe instrumenty. Na płycie w zasadzie nie ma elektroniki, wszystko to instrumenty akustyczne i proste zabiegi edycyjne – tnij, przesuń, odwróć, transpozycja…

Inspiracja? Może sam fakt, że pochodzę i zdecydowanie identyfikuję się z Lublinem – gdzie wyraźnie ściera się kultura wschodu z kulturą zachodu, gdzie od lat uczęszczałem na festiwale muzyki tradycyjnej. Stąd też pewnie Rozdroża i festiwal Kody. Poza tym, sam dźwięk jest dla mnie w zupełności wystarczający.

Czy brak twórczej energii w Twojej macierzystej grupie Ślepcy jest permanentny?

Ślepcy to już długa historia …co jakiś czas ktoś pyta nas o nową płytę, odgrażamy się, że jeszcze coś zrobimy, ale chyba każdy z nas jest teraz w innym miejscu …zobaczymy.

„Miejski powidok” to projekt zrealizowany przez Twoją grupę Oprawcy Motywem przewodnim jest przemieszczanie się, migracja oraz sposób porozumiewania się między jednostkami. Jest to projekt balansujący na granicy rzeczywistości i snu z niebagatelnym udziałem wyobraźni domniemanych uczestników, ale również specjalnie przygotowanej scenografii. Jaki cel mają Oprawcy i czy uważasz, że takie wyjście ze sztuką na ulicę, poszerza kulturalne horyzonty? Przy okazji martwej już idei „Cracow Sceen Festival” adaptacja miejsc publicznych powodowała skrajne reakcje.

„Miejski powidok” był jednorazową akcją i jako praca konkursowa zakwalifikował się do finału „Otwartych Sytuacji” na poznańskiej Malcie. Duża w tym zasługa Radka Bułtowicza, lubelskiego artysty, który był inicjatorem projektu. W tym wypadku nie chodziło o samą interakcję z publicznością, wyjście sztuki na ulice, a raczej zawłaszczenie jej. Stąd też miejsce – bocznica stacji kolejowej Garbary. Był to raczej prosty zabieg skojarzenia migracji z realnym miejscem i postronnymi uczestnikami.

Znalazłem informacje, że jesteś zwolennikiem twórczości Actressa. Biorąc pod uwagę Twoje obecne brzmienie jest to inspiracja dosyć niezwykła. Czego jeszcze słuchasz na co dzień?

Lubię płytę „Hazyville”, przy czym zupełnie nic więcej nie wiem o Actressie. Słucham w zasadzie wszystkiego. Ostatnio najchętniej Arthura Russella, Johna Butchera, Raymonda Scotta i płyt z Sublime Frequencies. Niezmienie uwielbiam Moondoga i niecierpliwie czekam na nowy krążek Panda Bear. Jeżeli też nad czymś nie pracuję, to chętnie wpadam na koncerty do Powiększenia i na Chłodną 25.

I na koniec, jakiej formy aktywności możemy oczekiwać od Ciebie w najbliższym czasie? Świeże projekty, współpraca z innymi artystami?

Jak już wspomniałem w połowie maja ukazuje się płyta „Inne Pieśni”, wydawcą jest Ośrodek Rozdroża, oraz kompilacje (Crónica i The Wire), w tym mój wspólny materiał ze Stephanem Mathieu. Poza tym pracuję nad kilkoma projektami – seria projekcji architektonicznych z kolektywem kilku.com, projekt z Pawłem Romańczukiem z zespołu Małe Instrumenty oraz quasi-instalację z choreografem Ryszardem Kalinowskim… intensywnie też planuje cieszyć się wiosną… i wcale nie pędzić z tym wszystkim.

Dziękuje za rozmowę

Dziękuję serdecznie.

Concrete Cut

Concrete Cut to nowy Warszawski label poświęcony promowaniu najlepszej muzyki elektronicznej w Polsce. Skupiamy się na muzyce oscylującej w granicach 130-140bpm – dubstep, garage/2step, deep electronica. Naszym celem jest reprezentowanie tych gatunków muzycznych na rynku światowym.

Nasze produkty będą rozprowadzane cyfrowo w sklepach takich jak iTunes, Beatport, Junu czy Amazon. Naszym marzeniem jest oczywiście produkowanie wszystkiego na vinylu …

Ponieważ muzyka, którą docelowo chcemy wydawać jest muzyką klubową, nasze produkty narazie będą głównie EPkami. Jeśli znajdziemy artystę, którego muzyka jest bardziej przeznaczona do słuchania w domu, jesteśmy jak najbardziej otwarci na to żeby go wydać na LP.

Tak naprawdę Concrete Cut powstało ponieważ chcieliśmy wesprzeć naszego bardzo dobrego kolegę Adriana Jakucia-Łukaszewicza, który ukrywa się pod pseudonimem Liquid Molly. Poznaliśmy go poprzez zespół Zerova – folkowo-elektroniczny zespół z Białegostoku.

Od dłuższego czasu interesowaliśmy się jego poczynaniami na polu dubstepu i zdecydowaliśmy że wydamy go sami, po to aby mieć więcej kontroli nad finalnym produktem oraz fakt, że w Polsce nie ma labela który byłby odpowiedni dla jego typu muzyki.

To było bodźcem do tego aby wydać muzykę którą sami tworzymy jako Shoju, które reprezentuje nurt bardziej deep-stepowy oraz wydać muzykę ludzi, których już znamy i którzy tworzą muzykę w podobnym klimacie.

Naszym motto na dzień dzisiejszy jest wydawać muzykę, którą określamy „Bass-loving-dance-floor-friendly with soul” 🙂 Strona: http://www.concretecut.pl

Lou Rhodes – nowe miejsce i bilety!

W związku z ogromnym zainteresowaniem koncertem otwierającym V edycję Festiwalu Tauron Nowa Muzyka, postanowiliśmy zaproponować Wam zupełnie nową jakość wnętrza, w którym odbędzie się koncert.

  • Czwartek, 26 sierpnia 2010
  • Akademia Muzyczna, Sala Koncertowa
  • Bilety: 50 PLN
  • Kupisz na tej stronie »

Tym samym Lou Rhodes wystąpi w Sali Koncertowej Akademii Muzycznej w Katowicach, a nie jak pierwotnie zapowiadaliśmy w Teatrze im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach. Zobaczcie mapkę poniżej niusa.

Sala koncertowa jest jednym z najnowocześniejszych obiektów tego typu w Polsce. To jedna z sal o najlepszej akustyce w Europie. Na salę składa się przestrzeń widowni i estrady otoczonej przestrzenią wybrzmiewania, z możliwością łączenia tych przestrzeni ruchomymi drzwiami. Pozwala to na zróżnicowanie warunków pogłosowych we wnętrzu w zależności od rodzaju wykonywanej muzyki.

Obiekt sali koncertowej złożony jest z dwóch brył odpowiadających części biblioteczno-administracyjnej i sali koncertowej, który jest twórczą kontynuacją głównego, zabytkowego budynku akademii. Dzięki takiej koncepcji powstały dwie przestrzenie: otwarta, tworząca dziedziniec wokół rektoratu oraz zamknięta, przeszklona, wewnątrz atrium znajduje się foyer i ogród.

Fatboy Slim na Open’erze

Jedna z (wciąż) największych gwiazd muzyki tanecznej, autor takich hitów jak „The Rockafeller Skunk”, „Praise You”, zdobywca Brit Awards i MTV Music Awards, niezmordowany didżej i producent Norman Cook – kolejny raz przyjedzie do Gdyni. Fatboy Slim to niemal instytucja – od 25 lat angażuje się w przeróżne projekty muzyczne, które łączy jedno – taneczna wibracja.

Co sądzicie o przyjeździe Slima do Gdyni? Kto jedzie? 🙂

Fatboy Slim

W 1985 dołączył do grupy The Housemartins, w 1994 założył Freak Power, w tym samym czasie wydając single pod przeróżnymi pseudonimami, z których najbardziej znane to The Mighty Dub Katz i Pizzaman. Od 1996 Cook z powodzeniem wydaje albumy pod nazwą Fatboy Slim. Pokryta wielokrotną platyną płyta „You’ve Come a Long Way, Baby” to jedno z najbardziej znanych wydawnictw tanecznych na świecie.

Od momentu jej wydania Norman Cook pracuje bez wytchnienia. Kilkanaście światowych przebojów, znakomicie przyjmowane albumy, wielotysięczna publiczność na imprezach w Brighton, festiwalach Glastonbury, O2 Wireless i Rockness oraz coraz to nowe projekty muzyczne – tak wygląda życie Fatboy Slima.

To co stanowi o sile Cooka, to mimo mocnej pozycji na scenie tanecznej otwartość na wykonawców tworzących inne gatunki muzyczne. Dlatego jego albumy obfitują w gościnne występy. Na wydanej w zeszłym roku płycie nowego projektu The Brighton Port Authority pojawili się m.in. Dizzee Rascal, Iggy Pop, czy Danger Mouse.

Rok 2010 przyniósł niezwykle ciekawy concept album zrealizowany wspólnie z inną legendą muzyki – Davidem Byrnem – opowiadający o życiu Imeldy Marcos, na którym pojawiły się m.in. Róisín Murphy, Santiglod, Tori Amos i Cyndi Lauper.

Dapayk Solo – Decade One 2000 – 2010


W tym roku mija dokładnie dziesięć lat, od kiedy Niklas Worgt rozpoczął swą fonograficzną działalność pod pseudonimem Dapayk. W tym czasie przeprowadził się z Turyngii do Berlina, założył własną wytwórnię Mo`s Ferry Productions oraz spenetrował rozlegle obszary breakbeatu, techno, house`u i minimalu. Jako podsumowanie tej dziesięciolatki serwuje teraz podwójny album „Decade One 2000 – 2010” – na który trafiły zarówno dawne, niepublikowane utwory artysty, jak również jego premierowe, nieznane jeszcze kompozycje.

Pierwszy krążek ma jednoznaczny podtytuł – „For Couches, Cars And Headphones”. Znajdująca się na nim muzyka nie ma jednak nic wspólnego z banalnym chill-outem. Zaczyna się od minimalu – wszak to właśnie za nagrania w tym stylu pokochali Dapayka fani nowoczesnej elektroniki najbardziej. Oto otwierający krążek „Estral” pulsuje motorycznym bitem, któremu towarzyszą falujące blachy i subtelnie tkane akordy klawiszy. To jednak nie wszystko – w pewnym momencie rozbrzmiewają mroczne tony smyczków, coś, czego do tej pory nie słyszeliśmy w produkcjach Dapayka.

Ku naszemu zdziwieniu wątek ten znajduje coraz szersze rozwinięcie w następnych utworach. „Serrenge Isma” zaczyna się od razu od efektownych partii skrzypiec i wiolonczeli, z których dopiero po dłuższym czasie niemiecki producent wywodzi hipnotyczny bit, wpisany w niepokojące tło i uzupełniony wokalnymi efektami. Nawet, kiedy Worgt sięga po garażowy house, jak w zaśpiewanym przez Evę Padberg „Sugar”, podszywa zmysłowy wokal swej partnerki przestrzennymi smyczkami.

Te klasyczne wstawki zainspirowały zapewne filmowe soundtracki, w których berliński producent zasłuchiwał się podczas tworzenia albumu „Devil`s House”. Zresztą do tamtego zestawu doskonale pasowałby utwór „So High The Moon” – w nowej wersji zamieniony na minimalowe ska z męską narracją rodem z jakiegoś klasyka brytyjskiego horroru. Filmowe brzmienie ma również finałowa kompozycja z płyty – zrealizowana z rozmachem „At Mo`s Ferry 98” – w ciekawy sposób łącząca breakbeatowy podkład z ambientowymi pasażami klawiszy i dźwiękami otoczenia.

Inny nowy wątek w twórczości Worgta, zasugerowany nagraniami z „Decade One 2000 – 2010”, wiąże się z jazzem. Pierwszy jego sygnał otrzymujemy w minimalowym „All Eyes On You”, rozbrzmiewającym soczystą partią funkowych klawiszy. Chwilę potem pojawia się „All The Same” – a w nim ekspresyjny pochód „żywej” perkusji, wystylizowanej na detroitowy deep house. Jednoznacznie jazzowy charakter ma już „Back To Me” – brak w nim elektroniki, a w zamian pojawia się wibrafon i saksofon, podszyte „czarnym” wokalem Jona Hestera.

Ukłonem w stronę modnej bass-music są na płycie trzy nagrania. „Kelly” to pulsujący jamajskim groovem breakbeat, w którym soulowy śpiew miesza się z jazzowym saksofonem. Zapomniany już nieco 2step reprezentuje z kolei „Cheated” – jakby bardziej taneczna wersja drum`n`bassowego chill-outu spod znaku LTJ Bukema, bo zgrabnie synchronizująca rozlane pasaże ciepłych klawiszy z eteryczną wokalizą Miriam Liegner. No i oczywiście dubstep – „Midget On Stilts”, czyli mroczna piosenka wpisująca smolisty podkład rytmiczny w zadymione brzmienie rodem z Bristolu.

Chyba nikt, kto zna Dapayka z ostatnich produkcji, nie spodziewał się po „Decade One 2000 – 2010” aż takiej różnorodności. Ale trzeba przyznać, że robi ona pozytywne wrażenie, stanowiąc wyraźny znak, że po berlińskim producencie możemy się spodziewać jeszcze wiele dobrego.

Nad drugim krążkiem z zestawu nie trzeba się już tak rozwodzić. „For The Clubs” zawiera dziesięć remiksów utworów artysty. Najpierw pojawiają się cztery nagrania duetu Dapayk & Padberg – tutaj w przeważającej większości wpisane w ekspresyjny tech-house, flirtujący z metalicznym tribalem („Teapot” w wersji Olivera Koletzkiego) lub hipnotycznym ravem w stylu wczesnego Underworld („Close Up” w remiksie Exercise One). Najlepiej w tym towarzystwie wypada jednak wspomniany wcześniej „Sugar”, z którego duet Pan-Pot wydobywa całą erotykę, podszywając głos uroczej żony Worgta pomysłowo poskręcanymi efektami w stylu dub.

W drugiej części płyty remikserzy biorą się za kompozycje Dapayka Solo. I tutaj nie ma przeproś – zarówno Format:B („Child Of The Night”), jak również Heinrichs & Hilterfellner („Right Here With Me”) stawiają na twarde techno z mocnym przytupem. Dopiero dwie ostatnie rekonstrukcje wnoszą do twórczości niemieckiego artysty nowe pomysły – bo oto Dominik Eulberg zamienia „Chibi” w klimatyczny trance z ambientowym finałem, a Sebastian Russell przekształca „Skit” – w nostalgiczne techno o brzmieniu typowym dla kolońskiego Kompaktu.

www.mosferry.de

www.dapayk.com

www.myspace.com/dapayk
Mo`s Ferry Productions 2010

Idź na Azymic Release Party

W związku z premierą epki duetu Przaśnik, 28 maja, we wrocławskiej klubokawiarni Kamfora odbędzie się gig mający promować pojawienie się wydawnictwa. Na Azymic Release Party poza Przaśnikiem wystąpią Igor Pudło, Monosylabikk i Dawid Szczęsny Impreza rozpocznie się o godzinie 21. Wstęp: 5zł. Więcej na Facebooku.

Więcej o epcje

„Azymic” ma charakter ma kompilacji numerów mających wiele źródeł i kontekstów. Będącej swoistym agregatem inspiracji, nastrojów, a role swoją spełniającej przede wszystkim na klubowych parkietach. Jest przestrzenią, gdzie spotkają się melodie o różnym odcieniu, odmiennym rysie i temperamencie. Wszystkie jednak, bez wyjątku, dedykowanie rozpląsanym nogom.

myspace.com/przasnik

Na Audioriver coraz tłoczniej

Festiwal Audioriver wzbogaca się o kolejnych wykonawców. Wśród nich Simian Mobile Disco. Duet tworzą James Ford i James Anthony Shaw, którzy są byłymi członkami grupy Simian. Oprócz DJ-skiego duetu, znanego między innymi ze współpracy z Justice, na płocką plażę zawita także podopieczna Ritchiego Hawtina- Magda. Urodzona w Polsce Magda Chojnacka skorzystała z protekcji właściciela oficyny M-nus i jest o niej coraz głośniej na scenie techno.

Na dokładkę prawdziwa legenda elektroniki, czyli trio The Black Dog, z którego wywodzi się również grupa Plaid. Występ będzie częścią trasy promującej ich album Music For Real Airports, który ukazał się niecałe dwa tygodnie temu.

Cieszyć może też obecność Club Autonomic czyli wspólny projekt Instra:mental, dBridge oraz SP:MC, który tworząc muzykę, mieszają drum & bass, dubstep i IDM ze sobą.

Przypomnijmy, że w Płocku pojawią się również takie gwiazdy jak: Plastikman, Ellen Allien i Four Tet.

Warto posłuchać: Villa Nah

Określani przez brytyjskie media mianem ‘gładkiego electro-popu zasługującego na szerszą publiczność’, dwaj przyjaciele z Helsinek, Juho Paalosmaa oraz Tomi Hyyppä, 17 maja wydali swój pierwszy, obiecujący, album ‘Origin’. Wyprodukowany przy współudziale Jori Hulkkonena, który współpracował min. z Tigą. Nazwa zespołu Villa Nah pochodzi od nazwy dzielnicy Helsinek, gdzie Juho i Tomi wspólnie dorastali. Smaku dodaje fakt, iż choć przyjaźnią się od dzieciństwa, to deklarują, że są zupełnie inni, a przecież takie zestawienia, gdzie koegzystują dwa przeciwieństwa, tworzą najlepszą jakość. Juho czuwa nad popową stroną VN, pisząc teksty oraz śpiewając, zaś Tomi dostarcza synthowych brzmień i bierze odpowiedzialność za analogową technologię.

Wypadkową ich twórczych działań jest muzyka, którą łatwo można zaklasyfikować jako synth-pop/electro-pop, i z tym rzeczywiście nie sposób się nie zgodzić. Z łatwością możemy odnaleźć źródła ich inspiracji, wśród których są OMD, Ultravox, Gary Numan, Depeche Mode, New Order. Wsłuchując się jednak, w ich debiut ‘Origin’, wydaje się, iż nie jest zupełnie pewne w jakim kierunku on dokładnie zmierza. Pomimo tego, a może nawet dzięki temu, słucha go się płynnie i przyjemnie, a jego twórcy przekonują, że właśnie o takie zamierzenie chodziło.

Czekamy zatem na wieści o trasie koncertowej, być może zawitają w Polsce.