Wpisz i kliknij enter

Xenia Beliayeva – Ever Since


Ta młoda producenta z Moskwy zasłynęła dzięki swym dwunastocalówkom wydawanym w drugiej połowie minionej dekady przez Datapunk – najpierw „Ultra Glamour”, a potem „Hellraiser” i „Music”. Jej twórczość idealnie pasowała bowiem do brzmienia płyt firmowanych logiem wytwórni Anthony`ego Rothera. Tym większe zaskoczenie, że trzy lata temu drogi obu stron rozeszły się. Xenia Beliayeva nie zrezygnowała jednak ze swego charakterystycznego brzmienia. Świadectwem tego jej długo oczekiwany debiutancki album opublikowany przez inną berlińską tłocznię – Shitkatapult.

Dwa pierwsze nagrania z zestawu od razu definiują klimat płyty. „Ever Since” i „Mind Damage” zgrabnie łączą rytmikę techno ze zbasowanymi akordami klawiszy w stylu electro. Pierwszy utwór ma jednak bardziej noworomantyczne melodykę, a tworzy ją nie tylko mroczna partia brzęczących syntezatorów, ale również przejmujący śpiew Beliayevej. Druga z kompozycji daje większego kopa – jej gęste brzmienie, niesione przez krzyżujące się pasaże warczących klawiszy i mroczny wokal, przywołuje wspomnienie słynnego hymnu EBM – „Headhunter” belgijskiego tria Front 242.

Oddech od tej ciężkiej jazdy wnosi na płytę „New Day”. To ciekawa hybryda piosenkowego downtempo – bo wpisana w nastrojowe brzmienia rodem z nowofalowego electro. Beliayeva świetnie odnajduje się jednak w takiej klimatycznej konwencji, śpiewając tym razem bardziej zmysłowym głosem. W efekcie powstaje utwór, który z powodzeniem mógłby powojować na alternatywnych listach przebojów.

„Know Me” miażdży twardym bitem i walcowatym basem, jakby rosyjska producentka chciała gwałtownie nadrobić wcześniejsze zwolnienie tempa. Niepokojącą atmosferę kompozycji tworzy sprawdzony chwyt – rozedgrane klawisze puszczone od tyłu. Bardziej romantycznie wypada „Secrets And Spies”. Bo choć i ten utwór pulsuje w masywnym rytmie techno, to zimną melorecytację Beliayevej podszywa tu chwytający za serce motyw klawiszowy, zapewne celowo nawiązujący do słynnego nagrania OMD – „Enola Gay”.

„Cry To” zaskakuje zmianą nastroju: wolny i ciężki bit stanowi tu podstawę dla ponuro falującego basu, zza którego dochodzi nasączony egzystencjalną rozpaczą głos Beliayevej. Producentka tak prowadzi narrację utworu, że w finale zostają tylko dźwięki elegijnego fortepianu niosące jej śpiewaną skargę. Czyżby tak miała brzmieć odpowiedź artystki na „Love Will Tear Us Apart” Joy Division?

Finał przynosi jednak powrót do bardziej energetycznej muzyki. W przebojowym „DNA” Beliayevej towarzyszy sama Miss Kittin. Pomysłowy dwugłos wokalistek osadzony na połamanym rytmie electro uzupełniają miarowe uderzenia głębokiego basu i lodowate partie klawiszy rodem z klasyki minimal wave. Po prostu stylistyczne cacko.

Podobnie można zresztą określić ostatnie nagranie z płyty. „Satelite” to nostalgiczny synth-pop, który dzięki wdzięcznemu połączeniu syntetycznego brzmienia z urokliwą wokalizą, można ze względu na pewne podobieństwa melodyczne z powodzeniem postawić obok klasycznego „Polaroid/Roman/Photo” duetu Ruth z 1985 roku.

„Ever Since” spodoba się nie tylko tym, którzy lubią ejtisowe reminiscencje we współczesnej elektronice. Nagrania rosyjskiej producentki mają bowiem potężną energię i świetne melodie – a to sprawdzi się na każdym parkiecie.

www.shitkatapult.com

www.myspace.com/shitkatapult

www.xenbel.net

www.myspace.com/xeniabeliayeva
Shitkatapult 2010







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy