The Primitive Painter – The Primitive Painter
Paweł Gzyl:

Dźwiękowy klejnot z dawnej epoki.

DIVVAS – Challenger Deep
Łukasz Komła:

W głębinach myśli.

The Exaltics & Heinrich Mueller – Dimensional Shifting
Paweł Gzyl:

Mistrzowska wersja detroitowego electro.

Julius Aglinskas – Daydreamer
Łukasz Komła:

W ambientowym zastygnięciu.

Soft Boi – So Nice
Paweł Gzyl:

O miłości w rytmie downtempo.

Ehh hahah – House ze skrzypcami w tle
Jarek Szczęsny:

Pod znakiem internetu.

Alva Noto – Xerrox Vol. 4
Mateusz Piżyński:

Czwarta odsłona cyklu Xerrox, na którą przyszło nam czekać pięć lat.

Various Artists – Kern Vol. 5 Mixed By Helena Hauff
Paweł Gzyl:

„For those who know”

Amnesia Scanner – Tearless
Paweł Gzyl:

Finowie serwują miłosne ballady.

Michael Lightborne – Ring Road Ring
Łukasz Komła:

Dźwiękowy świat obwodnicy w Coventry.

Christine Ott – Chimères (pour ondes Martenot)
Jarek Szczęsny:

Geometria dźwięków.

Deadbeat And Paul St. Hilaire – 4 Quarters Of Love And Modern Lash
Paweł Gzyl:

Scott i Paul medytują.

Vysoké Čelo – Űrkutatás
Jarek Szczęsny:

Grzechem byłoby nie skorzystać.

Ellen Allien – AurAA
Paweł Gzyl:

Hołd dla czasów, kiedy techno i trance były jednym.



Demdike Stare – Tryptych


Jesteśmy obecnie świadkami trzeciej fali zainteresowania okultyzmem w popkulturze. Zaczęło się oczywiście ponad cztery dekady temu, kiedy hipisowska brać odkryła pozwalające jej na folgowanie wszelkim zachciankom nauki Aleistera Crowleya i Antona La Veya. I to właśnie z psychodelicznej kontrkultury lat 60. wyrosły dokonania Genesisa P-Orridge`a, który kilkanaście lat później postanowił uczynić narzędzie osobistego wyzwolenia z wszelkich norm obowiązujących w zachodniej cywilizacji właśnie z okultyzmu wpisanego w industrialne brzmienia. Jak to skończyło – dobrze wiemy. Nie na darmo David Tibet w jednym wywiadów powiedział: „Magia może cię zniszczyć”. Mimo tego koło historii znów zatoczyło kolejny krąg i oto ponownie okultyzm jest ważnym źródłem inspiracji w muzycznym undergroundzie. Tym razem mamy jednak do czynienia z raczej powierzchownym podejściem do tematu – wykonawcy hypnagogic popu czy hauntology fascynują się głównie okultystyczną ikonografią w stylu pop, w tym przede wszystkim wszelkiej maści horrorami.

Jednym z najważniejszych wykonawców tego nurtu jest brytyjski duet Demdike Stare. W ciągu ubiegłego roku opublikował on trzy winylowe płyty – „Forest Of Evil”, „Liberation Through Hearing” i „Voices Of Dust” – które uzupełnione specjalnymi dodatkami, ukazują się obecnie jako trzypłytowy album „Tryptych”.

Część pierwsza to dwa długie nagrania – „Forest Of Evil (Dusk)” i „Forest Of Evil (Down)”. W pierwszym z nich mroczny nastrój buduje podszyty dudniącym basem podziemny dron Początkowo uzupełniają go jedynie dubowe akordy i metaliczne smagnięcia klawiszy wywiedzione z ambientowych nagrań Basic Channel. Dopiero potem pojawia się plemienna rytmika rodem z produkcji Shackletona i kosmiczne pasaże krautowych syntezatorów odbijające echo dawnych płyt Klausa Schulze.

Druga kompozycja ma jeszcze bardziej złowieszczy klimat – to zasługa rytualnych bębnów wysamplowanych zapewne z jakiejś płyty z muzyką obrzędową bliskiego wschodu. Pewne uspokojenie wnosi dopiero tchnienie onirycznego ambientu – jakby wspomnienie minimalistycznych nagrań Aphex Twina z drugiej części „Selected Ambient Works”. A jako bonus – króciutka miniatura „Quiet Sky”, zamykająca całość nieco jaśniejszymi tonami.

Muzyka z „Liberation Through Hearing” nie jest już tak niepokojąca. To dlatego, że inspiracją do jej stworzenia była dla brytyjskiego duetu „Tybetańska księga umarłych”. Najwyraźniej słychać to w „Bardo Thodol”, składającym się z buddyjskich śpiewów i rytualnych rytmów, uzupełnionych jednak w finale kraut-rockową partią perkusji. Echa tybetańskich gongów i trąb pojawiają się natomiast w „Regolith”, gdzie wpisane zostają w zaszumiony podkład rytmiczny o minimalowym sznycie. Dubowy puls znajdujemy z kolei w „Gaged In Stammheim” – skontrastowany jest on jednak z majestatycznymi chórami, podszytymi tektonicznymi tąpnięciami studyjnych pogłosów. Nie brak tu również ambientu – najpierw w wersji dark, przywołującej na myśl twórczość Thomasa Könera („The Stars Are Moving”), a później w wersji light – niczym ze składanek wydawanych co roku przez koloński Kompakt („Matilda`s Dream”).

W charakterze bonusów dostajemy trzy nagrania, z których największe wrażenie robi dwuczęściowy „Library Of Solomon – Book 1 & 2”. To wielowątkowa podróż od preparowanego industrialu, przez mroczny ambient, po głębokie techno, zamknięta zaskakującym zwrotem w stronę etno w finale, rozpisanym na hipnotyczne bębny i ekstatyczną melodię.

Trzecia płyta ma najbardziej niejednolity charakter – to jakby zbiór osobnych kompozycji, niepodporządkowanych wspólnej idei. Choć zaczyna się od analogowego dronu poddanego studyjnym modulacjom („Black Sun”), to już za chwilę rozbrzmiewa ekstatyczny „Hashshishin Chant” spinający spowolnionym bitem techno afrykańskie śpiewy, tybetańskie trąby i rave`owy bas. Kiedy w muzykę Demdike Stare wpadnie nieco światła w rozwibrowanym niemal jazzowymi syntezatorami „Repistory Of Light”, tuż po nim rozlega się wypełniony industrialnymi przesterami „Of Decay And Shadows”, przypominający bardziej psychodeliczne dokonania Throbbing Gristle. Mamy tu również łączący dron z noise`m i techno „Rain And Shame” oraz ponury niczym grobowe nagrania Lustmorda „A Tale Of Sand”.

Najciekawiej wypadają jednak dwie inne kompozycje. Pierwsza z nich to „Desert Ascetic” – karkołomne połączenie sampli bliskowschodnich instrumentów perkusyjnych z morderczym pochodem dubstepowego basu w oceanie bulgoczących efektów rodem z „library sounds”. „Leptonic Matter” eksploduje natomiast tribalowym rytmem wygranym jakby na… ludzkich kościach (czyżby to sample z niesławnego „The Secret Eye Of Laylah” projektu Zero Kama?). Jest tu również miejsce na zawodzącą wokalizę i arabskie perkusjonalia, zza których dochodzą dalekie dźwięki majestatycznych trąb – jakby zwołujących siły Światła i Ciemności na ostateczną bitwę.

I jeszcze trzy dodatkowe nagrania. Najpierw minimalistyczne, w którym przez szum trzeszczącej płyty przebija się nerwowy akord fortepianu („A Tale Of Sand”). Potem – jakby druga część „Rain And Shame”, czyli surowe manipulacje gitarowymi przesterami i studyjnymi echami („Filtered Through Prejudis”). I już na sam koniec – bliski wczesnym dokonaniom Current 93 rytualny ambient, wypełniony tajemniczymi chórami płynącymi na smolistym dronie („Past Is Past”).

W porównaniu ze skromnym „Symbiosis”, „Tryptych” to dzieło monumentalne. Te ponad dwie i pół godziny mrocznej muzyki może się jednak okazać porcją nie do strawienia dla wielu słuchaczy. Jeśliby pokusić się o rekomendację jednej części albumu, to wydaje się, że najciekawszą jest ta środkowa – „Liberation Through Hearing” – ze względu na różnorodność brzmień i klimatów. Co odważniejsi powinni jednak podejść do „Tryptychu” jako całości – w końcu takie było zamierzenie jego twórców.

www.modern-love.co.uk

www.myspace.com/pookawig
Modern Love 2011

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 4

  1. specialbass

    Lubię to:)

  2. noekeller

    „breakONthroughTOtheOTHERside”.

  3. ladyship

    jeśli „tybetańska księga umarłych” to jednak wolę to, co bangalter złożył dla gaspara noe.
    mimo to demdike stare mocno na mnie weszli w tym roku owymi wydawnictwami. i krakowskim występem.
    lubię czytać Pana Pawła.

  4. catsndogs93

    MNIAM !