Wpisz i kliknij enter

Tom Thiel – Tom Thiel


Jego twórczość to cała historia nowej elektroniki. Zaczynał tuż u jej zarania, powołując do życia z Maxem Loderbauerem wielce wpływy duet Sun Electric. Zrealizowane przezeń płyty wpłynęły w znacznym stopniu na rozwój techno, uzupełniając gatunek o zupełnie nieznane mu wcześniej wpływy – ambientu, kraut-rocka czy nawet jazzowego fusion. Kiedy projekt zakończył swą działalność, Tom Thiel podjął współpracę z weteranem dubowej sceny – Danielem Meteo – pod szyldem Bus. Ich produkcje przyczyniły się z kolei do wpisania w techno jamajskich brzmień. Dwa albumy duetu wydane przez Scape sprawiają, że do dziś żal, iż nie doczekały się one kontynuacji. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło – mając dużo wolnego czasu Thiel zrealizował materiał na pierwszy autorski album, który właśnie opublikował berliński Shitkatapult.

Zaczyna się od mocnego uderzenia w stronę kraut-rocka: miarowo pulsujący bas niesie kosmiczne kaskady klawiszowych dźwięków, które dopiero w połowie utworu podbija wolny pochód bitu („Pulse”). Potem robi się jeszcze ciekawiej – „An Isle” to wycieczka do nowojorskiego undergroundu lat 80. Koktajlowe rytmy, mroczne akordy pianina, oniryczne klawisze i dubowe efekty. To jakby wspomnienie mało znanego, ale jakże oryginalnego duetu z tamtych czasów – Silicon Soul.

„Craxa”, „STGH” i „Loose Ends” to już powrót do współczesnych brzmień. Najpierw rozbrzmiewa niemal kraftwerkowy electro-funk podrasowany jednak na jamajską modłę, potem dostajemy wspomnienie onirycznych wycieczek Sun Electric w stronę połamanego techno, a w finale – taneczny house o mocno zredukowanej aranżacji. Wszystkie te nagrania noszą piętno charakterystycznego stylu Thiela – mają organicznie ciepłe brzmienie, są zanurzone w rozmarzonej atmosferze i w eklektyczny sposób łączą różne wpływy.

Najciekawsze kompozycje jednak przed nami. Niemiecki producent sięga bowiem po dubowe dźwięki i efekty, uzupełniając je jednak zaskakującymi dodatkami – psychodelicznym pasażem gitary w „Lowerslover”, industrialnymi szumami i zgrzytami w „Laissez Faire” czy popiskującymi klawiszami rodem z „neue deutsche welle” w „Sabado”. Kulminacją tego fragmentu płyty okazuje się być „Suzuka” – jazzowa sampledelia splatająca dźwięki nerwowo drgającego kontrabasu i szeleszczącej perkusji z pastelowa partią wibrafonu i przyjaźnie kumkających klawiszy. Każde z tych nagrań z powodzeniem mogłoby się znaleźć na którymś z albumów Sun Electric.

Płyta kończy się podobnie, jak się zaczęła – motorycznym kraut-rockiem w stylu Neu!, wpisującym rwane partie gitary rytmicznej i oldskulowe partie syntezatora w hipnotyczny pochód bębnów.

Tom Thiel pokazuje swym debiutanckim albumem całkowitą niezależność od obecnych trendów. Sięga w przeszłość, przywołuje swe najważniejsze inspiracje, wspomina własne dokonania, a przy tym tworzy kawał świetnie brzmiącej elektroniki o natychmiast rozpoznawalnym brzmieniu. A to potrafią tylko najlepsi.

www.shitkatapult.com

www.myspace.com/shitkatapult

www.myspace.com/ttberlin
Shitkatapult 2011







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Inline Feedbacks
View all comments
keisuke
keisuke
10 lat temu

Od bardzo dawna już płyta jako całość, od początku do końca, nie zrobiła na mnie takiego silnego wrażenia. Idealna synchronia melancholii, hipnozy i niepokoju z taneczną energią 🙂

Polecamy