Wpisz i kliknij enter

Nôze – Dring


Charakterystyczną cechą drugiej odsłony zjawiska określanego terminem „french touch”, która nastąpiła pod koniec minionej dekady, jest otwartość na inne gatunki muzyczne. W efekcie energetyczny house jest uzupełniany jazzem, folkiem, a nawet rockiem, tworząc często komercyjnie bardzo atrakcyjne hybrydy. Przykładem tego działalność paryskiego duetu Nôze, tworzonego przez Ezehiela Pailhèsa i Nicolasa Sfintescu. W ciągu siedmiu lat swej działalności, udało im się dzięki pomocy wytwórni Circus podbić rodzimy rynek, a potem przy wsparciu Get Physical Music zachwycić całą Europę – łącznie z Wyspami Brytyjskimi – co jak wiemy, jest dla francuskich artystów wyjątkowo trudne. Teraz otrzymujemy czwarty album Nôze, który ma duże szanse, aby przynieść swym twórcom światowy rozgłos.

Recepta jest właściwie taka sama, jak poprzednio – Pailhès i Sfintescu zgrabnie wplatają w taneczne podkłady rytmiczne melodyjne partie wokalne i instrumentalne odwołujące się do swingującego jazzu i miejskiego folkloru, tworząc w ten sposób przebojowe piosenki, które świetnie wypadają zarówno w klubach, jak i w radiu. Różnica polega jednak na brzmieniu. Tym razem Francuzi postawili na „żywe” dźwięki. Dlatego w ich studiu pojawiło się mnóstwo gości, głównie muzyków studyjnych, obsługujących gitary, saksofon, klarnet, trąbkę i perkusję, ale także uznani producenci – d.O.P. z Francji, Riva Starr z Włoch i Wareika z Niemiec.

Efekty są naprawdę przebojowe. Kiedy Pailhes i Sfintescu sięgają po house, to właściwie po tej estetyce zostaje tylko szkielet rytmiczny. Resztę robi jazzowy klarnet zestawiony z folkowym pianinem („C`Era Una Volta”) lub cyrkowe saksofony wsparte męskim chórkiem w stylu lat 30. („Dring Dring”). Podobnie jest, kiedy Nôze sięgają po jamajskie rytmy. Dubowy puls niesie wtedy tchnienie egzotyki – tęsknie zawodzące partie trąbek, kojące tony fortepianu i ciepłe akordy klawiszy wsparte zamaszystymi wokalizami („Cinq”, „In The Back Of My Ship” czy „Nubian Beaty”).

Najbardziej cieszą jednak te utwory, które francuscy producenci nie wcisnęli w formułę radiowego hitu. Pierwszym takim rodzynkiem jest „Exodus” zrealizowany z pomocą tria Wareika. Twórcy popuszczają tutaj wodze fantazji i rezygnując z klubowego podkładu, stawiają na klasyczny swing, wsparty jednak soczystą partią rockowej gitary i dekadencką wokalizą, przypominającą nonszalancki śpiew Dietera Meyera z Yello. Jeszcze ciekawiej wypada kompozycja „When Tiger Smoked”. Zaczyna się dosyć surowo – jak klasyczny house z Chicago, od twardego bitu i acidowego loopu, by z czasem zaskoczyć duetem dwóch gitar (elektrycznej i akustycznej) a w finale rozbrzmieć solową partią smutnego fortepianu.

Całość kończy się również zaskakująco: „Willi Willi” to nastrojowa ballada rozpisana jedynie na bluesową partię gitary i stonowane pasaże piano, nad którymi unosi się czarna wokaliza białego Ezechiela Pailhesa.

Przy dobrej promocji, „Dring” może okazać się dla Noze trampoliną do wielkiego sukcesu. Bo to po prostu solidna porcja wytrawnie zaaranżowanego popu, który powinien się spodobać pod każdą szerokością geograficzną. Aż tyle i tylko tyle.

www.physical-music.com

www.myspace.com/getphysicalmusic

www.myspace.com/nozecircus
Get Physical Music 2011







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy