Jazz Band Młynarski-Masecki – Płyta z zadrą w sercu
Jarek Szczęsny:

Jedna dla wszystkich.

Shapednoise – Aesthesis
Paweł Gzyl:

Nieznane mutacje basowych brzmień.

A Winged Victory for the Sullen – „The Undivided Five”
Mateusz Piżyński:

Ambientowe nowości z Ninja Tune

Enchanted Hunters – Dwunasty Dom
Krzysiek Stęplowski:

Czasem naprawdę warto czekać. Warto wypatrywać, nawet latami, jeśli tylko cierpliwość nagrodzona ma być w taki sposób.

Ecnahnted Hunters Dwunasty Dom
Rrose – Hymn To Moisture
Paweł Gzyl:

Techno w stylu Marcela Duchampa.

Trzaska/Mazurkiewicz/Szpura – North Meridian
Jarek Szczęsny:

Można się spocić od samego słuchania.

Giant Swan – Giant Swan
Paweł Gzyl:

Czy znany ze świetnych koncertów duet sprawdził się również w studiu?

Floating Spectrum – A Point Between
Jarek Szczęsny:

Cyfrowy pomnik przyrody.

Bleu Roi – Dark/Light
Łukasz Komła:

Wiosną ubiegłego roku wsłuchiwaliśmy się w singiel szwajcarskiego projektu Bleu Roi, a przed kilkoma dniami ukazała się ich nowa EP-ka „Dark/Light”, którą przybliżamy i jednocześnie o niej rozmawiamy z Jennifer Jans.

Traversable Wormhole – Regions Of Time
Paweł Gzyl:

Adam X wraca do projektu sprzed dekady.

Sudan Archives – Athena
Jarek Szczęsny:

Do diabła z dobrymi radami.

Planetary Assault Systems – Plantae
Paweł Gzyl:

W stronę psychodelii.

Sleep D – Rebel Force
Paweł Gzyl:

Muzyczny zapach minionego lata.

Levitation Orchestra – Inexpressible Infinity
Jarek Szczęsny:

Podpalacze wzniecają eutymię.



Archive for Październik, 2019

The Prodigy – Worlds On Fire


Kto by pomyślał, że za niewiele ponad dwa miesiące, do Kostrzyna nad Odrą zawita do nas The Prodigy, grając jako największa gwiazda tegorocznego Przystanku Woodstock. Pomysł Owsiaka, w mojej opinii, absolutnie fantastyczny, choć nieco ryzykowny, bo o wpadkę nie trudno. Ortodoksyjna brać czuwa. Skandowanie nazw innych zespołów, buczenie, gwizdanie – oby nie stało się faktem, odpukać. Nie każdemu jest w smak, uczestniczyć w bądź co bądź, rockowej uczcie na której głównym daniem jest zespół daleko odbiegający od kanonów, ba, reprezentujący zupełnie inny gatunek. Dla jednych będzie to zatem pouczająca lekcja eklektyzmu, dla drugich niczym nieskrępowany fun. O tym, jak wielka jest siła muzyki, opowiada ich najnowszy, koncertowy album „Worlds On Fire”. Na podróż przeludnionym pociągiem w wakacyjnym skwarze, jak znalazł…

Breathe with me…

Siedzę wygodnie w fotelu i zaczynam tupać nogami, dłońmi wystukując rytm, nieświadomie i zupełnie bezmyślnie. I choć to truizm od lat powtarzany przez fanboyów, to muzyka brytyjskiego tria jest jedną z tych, która nie pozwala usnąć, budząc w człowieku demona. Świadczą o tym opinie ludzi wychodzących z sal Multikina, którzy jako pierwsi mieli okazję nie tylko usłyszeć, ale i zobaczyć, co działo się na arenie w Bletchley.

Co ciekawe, wielu z nich nigdy nie miało kontaktu z muzyką The Prodigy, a mieszany przedział wiekowy, tylko udowadniał pewien uniwersalizm ich muzyki. Fakt, dinozaury oddały pałeczkę młodym. Jak „Fat Of The Land” był kamieniem milowym dla muzyki elektronicznej, tak dzisiejsze „Invaders Must Die” jawi się słuchaczom jedynie jako płyta dobra, ale będąca jedną z wielu. Niecałe 15 lat temu byłoby to nie do pomyślenia. Dziś, weterani z UK stoją na scenie z podniesionym czołem, ze świadomością, że doszli do punktu w którym już niczego nie muszą. I cokolwiek Ci podadzą, Ty łykniesz jak młody pelikan.

Kurtyna w górę. Maxim wita się z rozentuzjazmowaną publicznością, niczym szaman wypowiadający magiczne zaklęcia. Porównanie może niewyszukane, ale przypomina mi trochę Maxa Cavalerę, który swym mesjańskim sposobem bycia czaruje lud schodzący się na jego koncerty. Czarnoskóry szarlatan nie gorzej niż weteran z Soulfly, deklamuje wersy, które znają wszyscy znajdujący się tamtej nocy na Milton Keynes Bowl. Ogień wielkiego przeboju „Breathe” został wywołany i z siłą pioruna rozpoczął rollercoasterową jazdę pod sceną.

Show your color!

„Omen”, to jeden z tych numerów, za które pokochałem „nowoczesne” Prodigy. Na żywo sprawdza się równie perfekcyjnie – skandowany, buntowniczy refren, dubstepowy rytm i pijane syntezatory Howletta. Zespół nieźle wstrzelił się w nowe realia, nie tracąc ducha staroszkolnego rave. Bardziej intrygujące są jednak koncertowe wersje „Colours” i „Thunder”. Pierwszy z nich, z cyfrowego energetyka, ewoluował w mocno bujający, gitarowy numer, drugi mocno zwolnił i w industrialnej oprawie, ospale wiruje wśród pogującego tłumu. Flint i spółka zawsze lubili bawić się swoją muzyką, w tym przypadku nowe interpretacje w niczym nie odbiegają od ich pierwowzorów. Szacun.

W „Warriors Dance” obyło się bez niespodzianek. Maxim wiedzie prym, pokrzykując i nawołując do tłumu w gęstych, basowych oparach, oddając mikrofon obłąkanemu Flintowi dopiero przy okazji breakbeatowego potwora „Firestarter” i „Run With The Wolves”. O ile druga z piosenek już na zawsze pozostanie przeciętnym średniakiem i nawet najżywsze jej wykonanie tego nie zmieni, o tyle o pierwszej z nich można by napisać średniej grubości książkę lub na przekór, nie powiedzieć nic. Oba warianty będą jedynie dowodem na kultowość perełki z „Fat Of The Land”.

Push up your hand, if your lovin my style

Słuchając tych nagrań live w wersji audio, można odnieść wrażenie, że Keith jest zupełnie wypompowany, jak gdyby był obdarty przez kąsający ząb czasu z dawnego poweru i charakterystycznego, tak łatwego do wyobrażenia obłędu w oczach. Jednak kiedy Maxim wywrzaskiwał wersy poszczególnych kawałków, Keith wirował po scenie jako szalony, skacząc i wyginając się, zupełnie jak te dziesięć czy dwadzieścia lat temu. Raves not dead, man.

Powrót do korzeni zespołu w postaci majestatycznego „Weather Experience” jest chwilą oddechu zarówno dla nas, słuchaczy, jak i dla dwójki liderów. Ot, parę minut na wodę i szybki reload baterii. Kurz opada, a tysiące rąk uniesionych w górze wybija rytm bicia swoich serc. Jeśli bliżej się przyjrzeć koncepcji utworu, to jego symfoniczny, oldschoolowy sznyt łatwo odnaleźć również w najnowszym „Omen Reprise”, zagranym przez Howletta zaraz po klasycznym „Voodoo People”. Follow-up widoczny jak na dłoni.

Zaraz po nim fala zgniatanych nawzajem ciał zaczyna podskakiwać jak w transie, goniąc tektoniczny rytm „Invaders Must Die”, skandując chóralnie tytuł za Maximem. Gdzieś w tle rozlegają się urywki „Smack My Bitch Up”, a muzyczna eksplozja staje się faktem. Kiedy oniryczny, kobiecy głos zaczyna snuć się pomiędzy perkusjonaliami, wokalista zaczyna zabawę z publiką. Stanowczym głosem nawołuje, by wszyscy wraz z nim zniżyli się do ziemi, a kiedy śpiew znika w ścianie dźwięku, tłumy skaczą w ogień, prosto w ramiona szaleńczego „Take Me To The Hospital”. No remorse.

Who the fuck here is with me?

W porównaniu zresztą numerów z soczystej playlisty „WOF”, następujący po nim „Everybody Is In The Place” wydaje się być biedną odmianą oryginału – zagrany bez pomysłu, oszczędnie i nieciekawie. Łyżka dziegciu w beczce miodu jednak jeszcze nikomu nie zaszkodziła, a za rogiem czyha już na nas niemalże metalowy „Their Law” z magnetyczną melodyjką i prześwietnym dialogiem Keitha i Maxima. Wisienką na torcie albumu jest finalny „Out Of Space”, kiedy po ostatnich, do cna wyczerpujących jungle jumpsach, w niebo niesie się głos rastafarianina Maxa Romeo, który tonie w morzu wtórujących mu gardeł. Kurtyna opada, światła gasną, a ja ocieram pot z czoła.

Album „Worlds On Fire” jest koncertem, który udowadnia, że muzyka The Prodigy, to przede wszystkim świetna, energetyzująca zabawa. Frajda, której nie jestem w stanie się oprzeć, mimo nieznośnej świadomości jak prosta to rozrywka. Nie warto szukać drugiego dna tam, gdzie go nie ma. The Prodigy to kamień milowy w historii muzyki elektronicznej, a jego członkowie, mam taką gorącą nadzieję, zapiszą się na jej kartach złotymi literami, inspirując młodych-zdolnych przez wiele, wiele lat. Każdy z nich ma power, którym mogliby obdzielić dwudziestu żółtodziobów brylujących w charakterze „najgorętszych objawień ostatnich lat”. Kopniak im w tyłek. Wyłącz fejsa, jedź na Woodstock. Amen.

mystic.pl

theprodigy.com
Mystic Production, 2011

Red Snapper – Key


Londyńskie trio Red Snapper powstało w 1993 roku z inicjatywy Aliego Frienda (bas), Richarda Thaira (bębny) i Davida Ayersa (gitara). Już trzy lata później mieli podpisany kontrakt ze słynną wytwórnią Warp i otwierali koncerty The Prodigy, zaś ich debiutancki album „Prince Blimey” dotarł do 60 miejsca na liście najlepiej sprzedających się płyt w Wielkiej Brytanii. Muzyka Red Snapper stanowiła pionierską, jak na tamte czasy, syntezę „żywych” instrumentów z elektroniką.

Po wydaniu dwóch kolejnych płyt studyjnych, „Making Bones” (1998) i „Our Aim Is To Satisfy” (2000), w roku 2002 grupa rozpadła się, zaś jej członkowie poświęcili się osobnym karierom: Friend współpracował z Beth Orton i grał w zespole Clayhill, Ayers został kompozytorem produkcji telewizyjnych, z kolei Thair zaangażował się w projekty Toob, TCR Allstars i Bomb The Bass. Panowie spotkali się ponownie dopiero pięć lat później i szybko zdecydowali o ponownym zwarciu szyków. Efektem reaktywacji był album „Pale Blue Dot” (2008) i światowa trasa koncertowa. Kilka tygodni temu swoją premierę miał piąty długogrający krążek Red Snapper – „Key”.



Red Snapper pozostali sobą: szalenie sprawnymi instrumentalistami z własnym pomysłem na muzykę, którą – zmęczeni pytaniami dziennikarzy – określili niegdyś jako „Fuck Off Jazz”. I rzeczywiście, jazzu jest tu sporo, ale stanowi on tylko punkt wyjścia dla dalszych poszukiwań. Wśród fascynacji członków zespołu przewija się bowiem także dub, trip-hop, breakbeat, drum’n’bass, a nawet rock’n’roll i muzyka filmowa. Nie powinno zatem dziwić, że „Key” aż skrzy się od najróżniejszych konwencji, połączonych w miarę spójną całość. Wizytówką całości mógłby być utwór „Spikey”, w którym frenetyczne beaty torują drogę głębokim basom, rwanym dźwiękom klarnetu i złowrogim synthom. Ale to tylko jedna z wielu udanych kompozycji na tej płycie.

Na pewno warto wyróżnić znakomity „Eye Liner Stab”, który przywodzi na myśl rewelacyjny i niestety nieistniejący już zespół Morphine – głównie ze względu na duszną atmosferę i charakterystyczne brzmienie saksofonu barytonowego. Pojawiają się także goście: w niepokojących „Jack” i „Architectronic” śpiewa Gavin Clarke, znany ze współpracy z UNKLE, z kolei w zadziornym „Biffa Bacon” i zaprawionym gitarowymi riffami i jadowitymi dęciakami „Loveboat” wokalnie udziela się Eliza Carthy, ceniona artystka folkowa.



Piąty album Red Snapper nie ma oczywiście tej siły ani świeżości, co ich wcześniejsze wydawnictwa – w ciągu ostatnich dwóch dekad w muzyce zmieniło się bardzo wiele. Tymczasem trio pozostało wierne swojemu stylowi, w efekcie niczym nie zaskakując. Trudno tu zatem mówić o jakimkolwiek pionierstwie, o którym wspominało się w kontekście grupy w ubiegłej dekadzie. „Key” to jednak dobra płyta, która broni się przede wszystkim producencką i kompozycyjną solidnością. No i w dalszym ciągu trudno pomylić tę formacją z inną, a to już bardzo dużo.
V2 Records, 2011

LAKE R▲DIO

Witch house jako gatunek ciągle jeszcze nie wypracował jednolitego brzmienia. Taki dysonans zawdzięcza różnorodności twórców, z których jednym z najciekawszych jest projekt LAKE R▲DIO. Pod tym pseudonimem ukrywa się dwudziestoletni Caden Moore pochodzący z USA. Jest to jego poboczny projekt, który stanowi odskocznie od jego działalności jako gitarzysta i wokalista zespołu Heavy Ghost. Sam o swoim solowym projekcie mówi, że: „służy badaniu mroczniejszych wymiarów muzyki i mnie samego”.
Większość słuchaczy jego muzykę opisuje właśnie jako witch house, jednakże nie oddaje to całego kolorytu dźwięków, które zawarte są w utworach LAKE R▲DIO. W jego kompozycjach można doszukać się sporo nawiązań do twórczości zespołu Boards of Canada. W szczególności utwór Every Little THING brzmi jak jakieś zagubione demo tego duetu.


Tworząc muzykę Caden sięga do archiwalnych nagrań znajdujących się na taśmach VHS, winylach czy na kasetach magnetofonowych, łącząc zgrabnie ducha analogowej spuścizny z dzisiejszymi zdigitalizowanymi realiami. Tworzy to specyficzną otoczkę, w której pogłosy i szumy wtapiają się w strukturę samych melodii nadając im sennego wymiaru.
Caden nie ogranicza się wyłącznie do wskrzeszania starych sampli. Utwór zatytułowany кулинария jest niczym innym jak remixem Bulletproof z repertuaru La Roux, w którym radykalnie zmieniono wokal.

Do tej pory Caden jako LAKE R▲DIO wydał jeden longplay oraz trzy EP-ki z których ostatnia zatytułowana Delta miała swoją premierę 21. kwietnia tego roku. Wszystkie nagranie jakie do tej pory się ukazały można legalnie pobrać z profilu projektu na portalu BandCamp ustalając za nie swoją własną cenę, lub nie płacąc wcale.

SoundCloud

YouTube

Parov Stelar – nasza rozmowa

 

Parov Stelar, muzyk łączący elektronikę z jazzem lat 40tych oraz 50tych, wystąpił 17 maja na krakowskich Juwenaliach. Podczas naszej rozmowy w tour-busie przyrządzał zupę i obierał ziemniaki dla całego zespołu, gdyż jak sam mówi, uwielbia gotować. Opowiedział mi między innymi o swojej nowej Epce, planach na przyszłość, stosunku do winyli oraz filmach z Batmanem.

Parę dni temu premierę miała Twoja nowa Epka – ‘La Fete’. Czy mam rację mówiąc, iż jest to produkcja w większej mierze oparta na samplach, a nie nagraniach zespołu?

Tak, ‘La Fete’ razem z Epką ‘The Paris Swing Box’ należą do serii wydawnictw, które przeznaczone są przede wszystkim do występów didżejskich, klubowych. Pracuję z zespołem nad nowym albumem studyjnym, który prawdopodobnie ukaże się pod tą samą nazwą, lecz będzie od niej kompletnie inny.

Jesteś indywidualistą, który komponuje muzykę samodzielnie, czy reszta zespołu ma swój wkład w ten proces?

To zależy. Muzykę przeznaczoną na sety didżejskie komponuję sam. Do pracy nad nowym albumem zaprosiłem natomiast cały zespół, czego wcześniej właściwie nie robiłem. Bardzo ściśle współpracuję z sekcją dętą – Jerrym Di Monza oraz Markusem Ecklmayr, co polega przede wszystkim na dzieleniu się naszymi pomysłami.

Jesteś uważany za jednego z głównych twórców nowego nurtu muzycznego – electroswingu. Doczekałeś się też wielu naśladowców, którzy rozwinęli Twój pomysł, choćby Caravan Palace z Francji. Czy czujesz jakąś presję, która każe Ci walczyć o to, by być nieustannie na topie, nie dać o sobie zapomnieć?

Nie bardzo. Przede wszystkim czuję się zaszczycony tym, iż moja twórczość doczekała się naśladowców, a ludzie rozpoznają mnie jako tego, który przyczynił się do powstania nowego gatunku muzycznego. Choć myślę, że przerodziło się to już w coś więcej – hype, którego jesteśmy częścią. Parov Stelar Band to już nie tylko electroswing, jak usłyszysz za parę godzin na koncercie. A presja? Nie czuję takowej. Gramy tak, jak potrafimy. Ludzie nazywają to electroswingiem, dla nas to po prostu muzyka.

W 2004 roku założyłeś własną wytwórnię fonograficzną – Etage Noir. Czy był to według Ciebie łatwiejszy sposób na dotarcie ze swoją muzyką do ludzi, aniżeli podpisanie kontraktu z już istniejącą wytwórnią?

Początki nie były łatwe. Starałem się o kontrakt wszędzie gdzie mogłem, lecz wtedy nikt nie był zainteresowany tym typem muzyki. Słyszałem tylko ciągle ‘co to jest? House, techno, jazz?’. To historia, jakich przemysł muzyczny zna wiele – brak kontraktu oraz brak możliwości dystrybucji popycha do wydawania swoich płyt na własny rachunek. Na początku musiałem więc radzić sobie samemu z finansami i sprawami administracjnymi firmy, co nie jest tak oczywiste, jeśli jest się artystą. Zaczynałem sam, teraz pracuje dla mnie szesnaście osób. A ja jestem kucharzem (śmiech).

Zamierzasz poszerzyć profil swojej wytwórni, czy może wolisz, aby zrzeszała artystów inspirujących się muzyką jazzową?

Ciągle poszerzam katalog Etage Noir o nowe zespoły. Znajdziesz w nim sporo elektroniki, a ostatnio wydaliśmy jej nakładem funkowy album grupy Düsenfied & The Stuff Givers, z którą jestem prywatnie zaprzyjaźniony. To dla mnie bardzo ważne, aby nie ograniczać swoich inspiracji, nie patrzeć tylko w jednym kierunku. Przede wszystkim liczy się dla mnie jakość muzyki, a nie gatunek który sobą prezentuje.

Na swoim koncie masz parę nagrań z Lilją Bloom, która prywatnie jest Twoją żoną.

Tak, występuje gościnnie na moich albumach. Cleo Panther jest główną wokalistką Parov Stelar Band. Z Lilją nagrywam jedynie czasami, kiedy jest w dobrym nastroju (śmiech).

Chciałbym zapytać Cię teraz, czy znasz muzyka o nazwisku Klaus Waldeck, który tak jak ty pochodzi z Austrii i nagrywa muzykę elektroniczną.

Oczywiście.

Znacie się osobiście?

Tak, zrobiłem kiedyś remix jego utworu.

Nie traktujesz go więc jako konkurencji? Jak zapewne wiesz wydał on w 2007 roku album ‘Ballroom Stories’, który prezentuje ciekawą mieszankę jazzu oraz elektroniki, tak podobną do tego, czym zajmujesz się Ty.

Klaus zadzwonił do mnie w trakcie pracy nad tą płytą, pytając czy nie widzę żadnych przeszkód, aby tworzył muzykę ukierunkowaną podobnie jak moja. Odpowiedziałem ‘oczywiście, że nie’! A muszę przyznać, że ‘Ballroom Stories’ to genialna produkcja – naprawdę dobry album. Jeszcze trzy lata temu wpisując ‘electroswing’ w internecie znalazłbyś pięć, może dziesięć utworów, poza moimi. Teraz jesteśmy częścią pewnego ruchu, co jest dla nas bardzo dobre.

W zeszłym roku miało ukazać się DVD z zapisem koncertu Parov Stelar Band. Czy ten projekt został zawieszony na czas nieokreślony, czy może powinniśmy się spodziewać czegoś w tym roku?

Rzeczywiście były takie plany. Jednak jak się okazało, od pomysłu do gotowego produktu dzieli nas naprawdę długa droga. W tym momencie jesteśmy w trasie, mamy bardzo napięty grafik. Wydaliśmy jedynie pięciominutową produkcję ‘Parov Stelar Band Pocket Movie’, ale myślę, że powinniśmy nagrać materiał na DVD jeszcze w tym roku.

Markus Ecklmayr jest istnym wulkanem energii napędzającym Twoje występy. Czy próbowałeś samplować partie jego saksofonu, aby wykorzystać je przy produkcji swoich najnowszych Epek?

Nie. Markus bierze udział w nagraniach studyjnych oraz występach na żywo. Często towarzyszy mi także podczas didżejskich setów.

Odnotowano ostatnio spory wzrost zainteresowania winylami w skali światowej. Czy zauważyłeś to w dziale sprzedaży Etage Noir, szczególnie na terenie Grecji oraz Włoch, gdzie cieszysz się największą popularnością?

Każdy powtarza mi, że płyty winylowe to przeszłość, a mi trudno się z tym zgodzić, kiedy patrzę na statystyki sprzedaży mojej muzyki na winylach. Myślę, że ma to coś wspólnego z płytą gramofonową, jako nośnikiem. Idealnie pasuje do mojej twórczości, nadaje jej klimatu vintage. Ludzie nadal pragną fizycznego kontaktu z muzyką, chcą ją mieć w rękach. Każdy pamięta, jaka była jego pierwsza zakupiona płyta, ale nikt nie pamięta pierwszej ściągniętej z internetu mp3.

Czy uważasz się za retro-maniaka? Kolekcjonujesz winyle, stare maszyny do pisania, plakaty, czy jest to przede wszystkim wizerunek dobrze uzupełniający muzykę?

Nie jestem retro-maniakiem. Oczywiście posiadam sporo płyt gramofonowych, ale głównie dlatego, iż poza Parov Stelar Band występuję jako didżej. Lubię czasem poszperać w pudłach z winylami na pchlim targu, ale nic poza tym. Dla mnie liczy się przede wszystkim muzyka, którą można przecież znaleźć także na taśmach oraz płytach CD.

Posiadasz kolekcję sampli przekraczającej 600 gigabajtów cyfrowej objętości. Czy powiększasz ten zbiór wykorzystując jedynie płyty gramofonowe, czy może korzystasz także z płyt CD?

To i to. Zależy które partie mnie interesują, pasują do utworu nad którym aktualnie pracuję.

Od założenia Parov Stelar Band tworzona przez Ciebie muzyka nabrała bardziej tanecznego wydźwięku. Czy nadal można spodziewać się po Tobie kompozycji w klimacie Noir, jak te znajdujące się na albumach ‘Rough Cuts’ oraz ‘Seven and Storm’, czy może jest to zamknięty rozdział twórczości Parova Stelara?

Wyznaję zasadę, iż każda kolejna płyta musi różnić się od poprzedniej. Konieczny jest nieustanny rozwój. Jednak na nowej płycie znajdzie się miejsce dla paru utworów, które powracają klimatem w tamtym kierunku. Będą melancholijne, ale i potężne jednocześnie.

Prywatnie jesteś wielkim fanem komiksów, w szczególności serii o Batmanie. Chciałbym wiedzieć, czy masz swój ulubiony film o Rycerzu z Gotham. Bardziej podobają Ci się ostatnie produkcje, z Christianem Bale, czy może te wyreżyserowane przez Tima Burtona?

Byłem bardzo rozczarowany starymi filmami Burtona. Po prostu mi się nie podobają. Komiksy o Batmanie są w końcu poważnymi opowieściami przeznaczonymi dla dorosłego odbiorcy, a te filmy były niczym kiepski żart. Natomiast najnowsza seria reżyserowana przez Christophera Nolana ma już właściwą atmosferę, podoba mi się także Christian Bale w roli Batmana.

Dziękuję za wywiad, życzę udanego koncertu!

Dziękuję!

Numbers PL – rozwiązanie konkursu

Dziękujemy za nadesłanie wielu odpowiedzi – wszystkie były prawidłowe. Oczywiście, Jackmaster jest autorem 57 mixu Fabriclive. Nasza maszyna losująca wskazała – płytę wygrywa Anna Miszczyk, a podwójne zaproszenia na koncert Marcin Brygoła i Magdalena Ploksto. Wasze nazwiska znajdą się liście, wystarczy podać je osobie dysponującej nią przed wejściem do klubu. Płytę prześlemy pocztą. Miłej zabawy!

Poniżej przedsmak piątkowego koncertu – trailer Fabriclivea Jackmastera:

Selector: kto zrobi wizualizacje?

W tym roku oprawę wideo dla krakowskiego festiwalu zapewniał będzie renomowany londyński kolektyw Immersive. DJ MAGAZINE nazwał ich „kreatorami najbardziej imponujących wizualnie projekcji, których oryginalne instalacje są niepowtarzalną wartością ich występów”. Niezwykła odwaga i rozmach tego, co tworzą, sprawiają, że po oprawę wizualną zgłaszają się do nich czołowi wykonawcy i kluby. Wizualizacje autorstwa tej grupy animatorów, VJów i producentów towarzyszyły występom m. in. 2ManyDJ’s, De La Soul, Scratch Perverts, Pendulum czy Andy’emu C.

Festiwal uświetnią także polscy artyści audio-video, prezentując oryginalne instalacje. Pierwszą z nich będą Burning Pipes – The Pneumatic Orchestra. Obserwując to dzieło, widz zanurzy się w dźwiękach wydawanych przez… organy z puszek. Autorem instalacji jest panGenerator- interdyscyplinarna, nowomedialna grupa artystyczna, która za cel stawia sobie mariaż designu i ekspresji artystycznej z nowymi technologiami, łącząc siły różnych środowisk – inżynierów, projektantów mody, muzyków, programistów etc.

Podczas festiwalu, obejrzymy też czterometrowy wirtualny płomień autorstwa artystki Józefiny Chętko oraz paradę robotów – postaci nieodłącznie kojarzących się z muzyką elektroniczną od czasów zespołu Kraftwerk wykonanych przez warszawskiego artystę nowych mediów Stanisława Wójcika.

WhoMadeWho – Knee Deep


Imperium kolońskiego Kompaktu wyraźnie zaczyna trzeszczeć w szwach. Oto bowiem z jednej strony niepomny bezlitosnej krytyki, jaka spadła nań po wydaniu ostatniego solowego albumu, Wolfgang Voigt nadal planuje radykalnie awangardowe przedsięwzięcia (obecnie próbuje przełożyć prozę Kafki na minimalowe bity), a z drugiej – Michael Mayer, zawsze sympatyzujący z wyrafinowaną piosenką, wpuszcza do wytwórni zespoły, które wnoszą do jej katalogu „żywą” muzykę, łączącą elementy popu, rocka i szeroko pojętej elektroniki. Do grona tego trzeba zaliczyć duety Walls i Arabian Knighs, projekt Jatoma oraz formację WhoMadeWho.

Duńskie trio z Kopenhagi, które dało się wcześniej poznać z dwóch intrygujących albumów zrealizowanych dla Gommy, wydaje się idealnie pasować do nowych fascynacji Mayera. Świadectwem tego płyta „Knee Deep”, na której zespół nie rezygnując z korzystania z typowo piosenkowej formuły, poszerza swe brzmienie o szeroką paletę brzmień z przestrzeni muzycznego ćwierćwiecza rozciągającego się między 1968 a 1983 rokiem.
Masywny synth-pop, za który do tej pory lubiliśmy WhoMadeWho znajdujemy tu w dwóch utworach – „Musketeer” i „Nothing Has Changed”. Choć duńscy muzycy sięgają w nich po przejmujące pasaże onirycznych klawiszy, flirtując z wczesnymi dokonaniami Depeche Mode, śpiewają z dandysowską manierą, nie kryjąc fascynacji wokalną manierą Bryana Ferry, to nie boją się wrzucić między te idealnie pasujące do siebie tryby tanecznej maszyny… psychodelicznie rozmarzone wokalizy czy przemysłowo brzmiące efekty, wywiedzione w prostej linii z dokonań krautowych gigantów w stylu Can czy Neu!

Odwrotna sytuacja zachodzi w „Two Feet Off Ground”. Tutaj bowiem to rytmika podporządkowana jest transowemu graniu o krautowym charakterze, a jako ozdobnik pojawia się synth-popowa zagrywka na klawiszu – soczysta melodia, zamaszyście rozlewająca się po galopującej partii hipnotycznych bębnów.

WhoMadeWho dał się również poznać z nowofalowych inklinacji. Nie brak ich również i na tej płycie. Ale choć „Every Minute Alone” zaczyna się od metalicznego riffu gitarowego rodem z „Outdoor Miner” Wire, to szybko zostaje on zakamuflowany łańcuchowo pęczniejącymi syntezatorami niesionymi przez paradujący bez jakiegokolwiek obciachu twardy bit techno.

Jeszcze ciekawiej wypada otwierający całość „There`s An Answer”. W tym przypadku kopenhaska formacja rezygnuje ze struktury popowej piosenki, oddając pole głębokiej elektronice o zmiennym pulsie. Mimo, iż w utworze funkcjonuje linia wokalna, całość sprawia wrażenie klubowego jamu o „żywym” feelingu. Wrażenia tego nie udało się jednak powtórzyć formacji w podobnym utworze umieszczonym pod koniec płyty – „Checkers”. Zbyt dosłowne odwołanie się do klasyków z Underworld, przy wymodelowaniu brzmienia na bardziej rockowe, sprawiło że utwór osunął się w stronę jakiegoś nieudanego remiksu U2. Jeszcze mniej przekonywująco wypada kończący całość „We`Re Alive, It`s A Miracle”. Tym razem Duńczycy próbowali pożenić wokalną psychodelię z nowofalowym nerwem i… jazzową instrumentacją. Efekt okazał się niestety ewidentnie niestrawny.

WhoMadeWho pokazują na „Knee Deep”, że są muzycznymi erudytami i nie brak im odwagi w żonglerce dźwiękowymi cytatami. To jednak nie zawsze wystarcza, żeby nagrać interesujący materiał. Trzeba jeszcze mieć coś własnego do powiedzenia. I tego kopenhaskim muzykom też odmówić nie można – kilka nagrań z płyty jest tego świadectwem. Nie wszystkie eksperymenty formacji wiodą jednak w sensownym kierunku, co na tak krótkim krążku, jakim jest „Knee Deep”, jest wyjątkowo łatwo zauważalne. W efekcie nowe dokonanie WhoMadeWho pozostawia lekko irytujące uczucie niedosytu.

www.kompakt.fm

www.myspace.com/kompakt

www.whomadewho.dk

www.myspace.com/whomadewhomusic
Kompakt 2011

Massive Attack i Scarlett Johansson

Bristolski duet nagrał utwór z gwiazdą światowego kina Scarlett Johansson. Dzięki współpracy Massive Attack i Scarlett Johansson powstał utwór „Summertime”. Kawałek promował będzie meksykański film „Días de gracia”. Obraz w reżyserii Everardo Valerio Gouta zadebiutował podczas tegorocznego festiwalu w Cannes.

Johansson nie po raz pierwszy angażuje się w projekt muzyczny. W przerwach między kolejnymi filmami z aktorki przeistacza się w piosenkarkę. W maju 2008 roku ukazał się jej debiutancki album, „Anywhere I Lay My Head”, składający się z coverów utworów Toma Waitsa i jednej autorskiej piosenki. Co ciekawe, na tej płycie David Bowie zaśpiewał w chórkach w dwóch piosenkach („Falling Down” i „Fannin Street”). Dwa lata temu wraz z Petem Yornem nagrała album „Break Up”.

Massive Attack nagrywali już na potrzeby kina, najbardziej znany jest soundtrack do filmu „Danny the Dog” w reżyserii Louisa Leterriera. W 2010r. duet nagrał muzykę do dokumentu „Women Are Heroes”:

Premiera najnowszego klipu Grabka już w czerwcu

Zakończyły się zdjęcia do pierwszego klipu multiinstrumentalisty Wojtka Grabka. Zakończyły się zdjęcia do pierwszego klipu multiinstrumentalisty Wojtka Grabka. Album „8”, z którego pochodzi hipnotyzujący utwór „Matters Not”, miał swoją premierę wiosną tego roku i od razu zawładnął umysłami krytyków i licznej rzeszy fanów. Za produkcję teledysku odpowiada poznański dom produkcyjny Motion Brand we współpracy z Poznań Film Support i Photoholic Studio.

W klipie wystąpili tancerze Polskiego Teatru Tańca w Poznaniu: Karolina Wyrwał i Paweł Malicki. Ich ciała, zanurzone w mlecznobiałej przestrzeni, kładą się teraz na montażowym stole pod okiem mistrzyni Jagody Chalcińskiej. Autorem zdjęć jest spec od obrazu, Jarosław Piekarski, natomiast reżyserią zajęła się znana z niekonwencjonalnych pomysłów Katarzyna Gondek.

O sile tego zespołu najlepiej świadczy fakt, że ich debiutancki klip, Dagadana – „Akademia” został nominowany do nagrody Yach Film Festival w kategorii „Innowacyjność”, a klip do wiersza Tadeusza Różewicza „”Miasteczko” zdobył nagrodę główną festiwalu Port Wrocław. Premiera klipu Grabka „Matters Not” już na początku czerwca!

Foto: Anna Zielińska (photoholicstudio.pl)

Little Dragon i Bodi Bill kolejnymi gwiazdami Tauron Festiwal Nowa Muzyka

Znamy kolejne gwiazdy tegorocznej edycji Tauron Festiwalu Nowa Muzyka. Lineup robi się coraz bardziej gorący, a to przecież jeszcze nie koniec niespodzianek! Little Dragon

Little Dragon zadebiutował w 2007 r. momentalnie zwracając na siebie uwagę fanów tanecznego jazzu i delikatnej elektroniki. Sięgając po trip-hopowe rozwiązania, znane z klasycznych płyt Massive Attack czy Portishead. Little Dragon zaprezentował całkowicie świeże połączenie soulowych wokali, jazzowych improwizacji i tanecznych rytmów, co zaowocowało uznaniem ich debiutu za jedną z najważniejszych płyt roku.

Drugi album Little Dragon to wydany w roku 2009 „Machine Dreams”. Zespół położył większy nacisk na wykorzystanie instrumentów elektronicznych i odważne sięganie po awangardowe rozwiązania przynoszą skojarzenia z inną wielką skandynawską gwiazdą – Fever Ray, jednak specyficzny wokal Yukimi Nagano powoduje, że druga płyta Little Dragon jest równie optymistycznym albumem, co debiut.

Jak wygląda materiał z trzeciej płyty Little Dragon będziecie mieli natomiast okazję się przekonać już podczas ostatniego sierpniowego weekendu, kiedy to skandynawski zespół pojawi się na jednej ze scen szóstej edycji Festiwalu Tauron Nowa Muzyka. Sądząc po radykalnych zmianach brzmienia i stylu, do których dochodzi pomiędzy nagrywaniem kolejnych albumów tej kapeli, po raz pierwszy w Polsce zobaczymy Little Dragon w kompletnie nowej odsłonie.

Bodi Bill

Trójka wychowanków berlińskich szkół plastycznych. Opublikowana przez nich w tym roku trzecia płyta, zatytułowana po prostu WHAT?, to wypadkowa eklektycznych zainteresowań członków zespołu, którzy równie mocno jak post-rock, z którego wszyscy wywodzą swoje korzenie, pokochali berliński minimal i dubstepowe szaleństwa. Zaowocowało to jednym z najciekawszych brzmień na współczesnej scenie elektronicznej i kompozycjami, w których delikatne, popowe melodie, kojarzone raczej z brytyjskimi, gitarowymi kapelami, toną w tanecznych rytmach i dźwiękach generowanych na przykład przy pomocy kamieni.

Więcej o festiwalu, bilety, informacje praktyczne – www.festiwalnowamuzyka.pl

Muzyczne otwarcie Prezydencji w UE

Pierwszego lipca w Warszawie zaprezentuje się m.in. Pantha du Prince, Tricky i Mouse On Mars. Artystyczna oprawa inauguracji Prezydencji odbędzie się w czterech miejscach. Dla miłośników elektroniki i eksperymentu przygotowaną specjalną scenę. W industrialnych przestrzeniach dawnej elektrowni nad Wisłą i w nowoczesnym Centrum Nauki Kopernik zabrzmi muzyka alternatywna, post rockowa, elektroniczna i jazzowa. Wystąpią: Fred Frith, Mouse on Mars, The EX, Ken Vandermark, Dj Rupture, Ililta Band, Pantha du Prince.

Na scenie głównej, umieszczonej na Placu Defilad, pod koniec ponad czterogodzinnego koncertu, zaprezentuje się brytyjska legenda trip-hopu Tricky.

Pełny program występów, wszelkie aktualizacje i informacje na oficjalnej stronie – www.prezydencjaue.gov.pl

LUOMO we Wrocławiu zapowiadając nadchodzące wydawnictwo!

Niedawno pisaliśmy o trzech nowych utworach zapowiadających nowe wydawnictwo, tymczasem część tego materiału z nowego albumu usłyszymy w najbliższą sobotę we Wrocławiu. Doskonale rozpoznawalna postać wyśmienicie balansująca pomiędzy gatunkami z kręgu House, Disco oraz Techno.

Pseudonim jednego z najważniejszych współczesnych muzyków sceny elektronicznej Fina Sasu Ripatti (aka Vladislav Delay, aka Luomo, aka uUsitalo). Przez wielu uważany za geniusza współczesnej ambitnej elektroniki, ma na swoim koncie kilka znakomitych albumów oraz współpracę z takimi gwiazdami jak: Scissor Sisters, Black Dice, Apparat, Craig Armstrong, Massive Attack, Robert Owens, Ryuichi Sakamoto czy też Towa Tei. Jego debiutancki album „Vocalcity” był fascynującym w swojej zaskakującej interpretacji muzyki House, dokumentem nowoczesnego brzmienia tej muzyki, a jednocześnie na wskroś oryginalnym i własnym.

Poniżej jedna z trzech propozycji zapowiadających nowy album, udostępniona przez artystę.

Luomo – Happy Strong by sasuripatti

Paweł Gzyl o ubiegłorocznym dokonaniu Fina popełnionym pod aliasem Sistol

K180 with LUOMO Live!

Sala1:
LUOMO Live!
www.vladislavdelay.com

SEB & JOT (back 2 back)
MAT G
DE QUICK

Sala2:

MUNO.PL B-DAY with Muno.pl dj’s

Gdzie:
KRAKOWSKA180
ul. Krakowska180
Dawna Pralnia, Wrocław

Kiedy:
Sobota 28.05.2011, start: 21:30h

Polecamy!

OFF: Powracają Emeralds

Po znakomitym występie na ubiegłorocznym Unsound Festivalu, znów będzie można zobaczyć w Polsce mistrzów syntezatorowych arpeggiów z USA. Minimalizm, ambient, drony, psychodelia i odrobina synth- popu lat 80. dla smaku – trio z Cleveland, które odrobiło zadanie domowe z Klausa Schulze, ale nie zajmuje się stawianiem dźwiękowych pomników przeszłości, tylko samodzielnie wymyśla przyszłość. Redakcja „Drowned In Sound” uznała ich najnowszy album „Does It Look Like Im Here?” za najlepszą płytę 2010 roku, taką która „zabiera cię tam, gdzie chcesz”.

Doceniany za odważne albumy, słynny za sprawą jedynych w swoim rodzaju koncertów – pochodzący z Baltimore Dan Deacon schodzi ze swoimi elektronicznymi zabawka mi w publiczność i zaprasza fanów do interakcji. Obecnie pracuje nad kolejnym albumem z Dan Deacon Ensemble, nagrał soundtrack do nowego filmu Francisa Forda Coppoli przy soundtrackach jego filmów i w ogóle ma tyle projektów, ile włosów w brodzie. Cieszymy się, że znalazł czas i dla nas. Pitchfork twierdzi, że to przedstawiciel „najlepszej nowej muzyki”.

Oneida to rockowi eksperymentatorzy z Brooklynu, którzy imponują wyśmienitymi albumami i nieprzewidywalnymi koncertami. Takimi jak 11-godzinny, przeładowany znakomitymi gośćmi, improwizowany set „Ocropolis”, którym zadziwili w grudniu ubiegłego roku publiczność ATP. Jak bardzo bezkompromisowa i psychodeliczna to jazda, będziemy mogli również przekonać się w czerwcu, gdy ukaże się kolejna płyta Oneida, zatytułowana „Absolute II”.

Stary Browar Nowy Taniec na Malcie 2011

Malta Festival 2011 przeciwko wykluczeniu. Program Stary Browar Nowy Taniec na Malcie to festiwalowa prezentacja w pigułce projektu Stary Browar Nowy Taniec – wielopoziomowego programu tańca współczesnego (spektakle, wykłady, warsztaty, produkcje i rezydencje), realizowanego przez Art Stations Foundation od października 2004 roku. Misją projektu jest popularyzacja i promocja sztuki tańca, zwłaszcza jej najnowszych awangardowych trendów (choreografia konceptualna, performance art, body art, zjawisk z pogranicza sztuk wizualnych i performatywnych) oraz wspieranie rozwoju młodej polskiej choreografii poprzez stworzenie regularnej „przestrzeni kreacji” – miejsca prób i produkcji oryginalnych spektakli oraz wymiany doświadczeń między artystami różnych krajów.
Goszczące od sześciu lat w programie festiwalu Malta taneczne prezentacje podsumowują całoroczne działania Starego Browaru, spełniając jednocześnie niezwykle ważną rolę promocyjną dla sztuki choreografii w Polsce. Program składający się ze spektakli uznanych światowych choreografów koncentruje się zazwyczaj wokół jednego tematu, a korespondujące ze sobą przedstawienia odsłaniają zawsze obecną w sztuce najnowszej choreografii auto-refleksję i odwołania twórców do własnej tradycji oraz potrzebę dyskutowania i kreowania teorii tanecznej sztuki.

Podążając za idiomem tegorocznego festiwalu, zapraszamy publiczność na taneczną ucztę będącą manifestem PRZECIWKO WYKLUCZENIU z wąskiej definicji choreografii wszystkich tych zjawisk i fenomenów, które w Polsce niekoniecznie uznawane są za przynależne do świata tańca. Stąd obecność w programie prezentacji, których język i forma na pierwszy rzut oka daleko odchodzą od tradycyjnie rozumianej formy spektaklu tanecznego. Humor, auto-dystans, inteligencja i choreograficzna refleksja – oto słowa-klucze tegorocznej starobrowarowej fiesty.
Rozpocznie ją spektakl pod znamiennym tytułem „Kompozycja”, autorstwa czterech pań pod wodzą wiedeńskiej choreografki Anne Juren. Polska artystka Marysia Stokłosa zaprezentuje intymny spektakl „Prawa Półkula”, który powstawał wciąż nieznanymi w Polsce na szerszą skalę metodami świadomościowych technik pracy z ciałem (body-mind centering, authentic & idiosyncratic movement). Specjalnie dla Starego Browaru szwajcarska grupa choreografów, architektów i artystów wideo Anna’s Kollektiv przygotowuje nocną akcję, na którą zaprosi nas do parku przy Starym Browarze.
Wydarzeniem będzie pierwsza wizyta w Polsce jednego z najciekawszych performerów amerykańskich, Keitha Henessy’ego, który przywiezie do Poznania utytułowany nowojorską nagrodą Bessie spektakl „Crotch”. Miłośników absurdalnej minimalistycznej sztuki zapraszamy także na pierwsze polskie spotkania z artystą-filozofem Gaetanem Bulourde oraz z tańczącym ze szklanką na głowie Clementem Layesem.

Dobrze znany poznańskiej publiczności Gilles Jobin przywiezie tym razem do Poznania jeden ze swoich pierwszych spektakli – rekonstrukcję eksperymentalnej choreografii „A+B = X”, która ponad dziesięć lat temu otworzyła mu drzwi na światowe choreograficzne salony. Spektakl wznowiony jest specjalnie z okazji jubileuszu kultowego kompozytora Franza Treichlera, twórcy muzyki do przedstawienia. I wreszcie last but not least, program tegorocznego Starego Browaru Nowego Tańca na Malcie zaprasza na festiwalowe prezentacje także dzieci – najbardziej wykluczoną spośród wszystkich grup publiczności. Utytułowany spektakl „The Cube Circus” izraelskiego Train Theatre udowodni, że dobre choreografie powstają także la najmłodszych widzów i bawić się na nich mogą całe rodziny.

malta-festival.pl

Pierwszy koncertowy album The Prodigy już w sklepach

The Prodigy „Worlds On Fire” przez dwa tygodnie tylko w sieciach Media Markt i Saturn oraz za pośrednictwem Mystic Production. Wydawnictwo „World’s On Fire” jest pierwszym koncertowym albumem The Prodigy. Album jest dostępny w formatach CD/DVD oraz CD/Blu Ray.

Podczas wielkiego koncertu „Warrior’s Dance Festival” w Milton Keynes Bowl, można było usłyszeć największe przeboje zespołu – Omen, Firestarter, Breathe, Warrior’s Dance, Smack My Bitch Up oraz wiele innych. Dla wszystkich, którzy przegapili koncert w Milton Keynes Bowl, zespół przygotował w najwyższej jakości obrazu i dźwięku, album live.

Nad całością czuwał Liam Howlett: „Nigdy nie byłem zainteresowany zrobieniem koncertowego DVD, jednak tu mamy do czynienia z albumem audio i DVD razem! W ogóle nie interesowała mnie idea koncertowego wydawnictwa i jeśli mogę być szczery to nie lubię koncertowych albumów więc nie ekscytowałem się nimi. Ale kiedy Duggers (Paul Dugdale) zaczął pokazywać mi zdjęcia, które zrobił, zacząłem myśleć, że dobrym pomysłem jest zebrać kilka utworów. Może udostępnić je online albo coś takiego. Prawda jest taka, że udało mu się ściągnąć dużo sprzętu, dzięki któremu mieliśmy wiele świetnych zdjęć. Kiedy zaczęliśmy układać je razem, okazało się, że materiał ma energię i zacząłem ciepło myśleć o tym projekcie. Podobało nam się to co widzimy i słyszymy i to był jedyny powód dla którego zrobiliśmy koncertowy album.”

mystic.pl

Fabryka Dźwięków Syntetycznych – Cyberjazz Edition

W nadchodzącym wydaniu „Fabryki Dźwięków Syntetycznych” – cyklicznej audycji na falach Szczecin.FM – posłuchamy zelektronizowanego jazzu. Wielcy Elektronicy, którzy tego wieczoru wezmą na warsztat cyberjazz, to m.in. Amon Tobin, Skalpel, Cinematic Orchestra i Flanger.

Wtorek (24.05), godzina 21:00. Tylko w Szczecin.FM.

  • Radio: 94.4 FM (Szczecin i okolice)








Matthew Cooper – Some Days Are Better Than Others

Propozycja nagrania ścieżki dźwiękowej do filmu musi być miłym wyróżnieniem dla artysty tworzącego na co dzień muzykę alternatywną. Wszak przez odrzucenie klasycznego udźwiękowienia taśmy celuloidowej przez orkiestrę symfoniczną obraz nabrać może ciekawszych barw. Niemałym zaskoczeniem była więc dla mnie wiadomość, iż Matthew Cooper, znany szerzej pod pseudonimem Eluvium, jest w trakcie komponowania muzyki do filmu ‘Some Days Are Better Than Others’ Matta McCormicka. Reżyser, który tak jak Cooper pochodzi z Portland w stanie Oregon, już wcześniej zetknął się z jego twórczością kręcąc teledysk do utworu ‘The Motion Makes Me Last’. Zarówno klip, jak i film zdradzają fascynację deszczowym klimatem dominującym w ich rodzinnych stronach, który jest przecież wyraźnie wyczuwalny także w muzyce Eluvium. Fuzja doskonała?

Klimat albumu idealnie wpisuje się w niemały już katalog nagrań tego artysty. Korzystając z charakterystycznej dla siebie palety brzmień – od mglistych pasaży organowych po lekko drżące, dryfujące majestatycznie partie gitary elektrycznej, Cooper skomponował trzydzieści pięć minut kojącej zmysły muzyki, w której dosyć często zauważyć można przebłyski nieśmiałej radości. Kompozycje nie cechują się jednak złożoną budową, do której przyzwyczaiły ostatnie produkcje studyjne Eluvium – ‘Copia’ oraz ‘Similes’. Daleko jest im także od zawartości płyty ‘Miniatures’ wypełnionej utworami na nagrania uwodzą aurą chłodnego porankafortepian wsparty elektronicznie szeptanym tłem. Nagrania zawieszone gdzieś pomiędzy tymi dwoma przeciwległymi biegunami twórczości Coopera uwodzą aurą chłodnego poranka. Melodie, choć wciąż rozwijane z charakterystycznym dla niego spokojem, są nad wyraz klarowne i sycące zmysły. Dominują dopracowane, czterominutowe kompozycje, więc wszystkich tych, którzy obawiali się, iż jest to zbiór parunastu plam dźwiękowych, lub co gorsza odrzutów wyciągniętych z szuflady uspokajam i informuję – to kolejna porcja muzyki Matthew Coopera, której nie warto ignorować. Warto posłuchać.

I choć album prezentuje sobą wysoki poziom, to nie zajął on mojej uwagi na tak długo, jak robiły to poprzednie produkcje studyjne Eluvium. Być może treścią napełnia go dopiero film, lub też, co bardziej prawdopodobne, kompozycje nie miały zdominować poszczególnych scen, a jedynie uwypuklić ich dramaturgię oraz emocje. Mimo tego pozycja ta powinna ucieszyć fanów tego jakże oryginalnego twórcy muzyki ambient, który po zeszłorocznym, burzliwym ‘Static Nocturne’ znów pozwala cieszyć się lekko tylko zachmurzonym, dźwiękowym firmamentem.

Temporary Residence Limited | 26.04.2011

3/5

GusGus – Arabian Horse


Choć islandzka grupa rozpoczęła swój śmiały flirt z tanecznym techno i housem już na albumie „Forever” z 2007 roku, dopiero wydana dwa lata później płyta „24/7” przyniosła w pełni dojrzałą formę nowej muzyki GusGus. Wyraziste połączenie melodramatycznej melodyki z hipnotyczną rytmiką w wykonaniu trzech producentów, sprawiło że zespół powrócił z kilkuletniego niebytu na pierwszy plan współczesnej sceny elektronicznej. Czy wydany obecnie drugi album formacji dla niemieckiego Kompaktu podtrzymuje tę dobrą passę?

Zaczyna się świetnie. Wyłaniający się z chmurnego tła „Selfoss” to minimalistyczne deep techno, w którym mroczny chórek niesie brzęczące akordy klawiszy, znajdując swój finał w zaskakującym motywie zawadiackiego walczyka rozegranego na akordeon i banjo. Równie wciągający nastrój tworzy kończący płytę „Benched”. W konstrukcję mechanicznego tech-house`u falującego kąśliwymi uderzeniami syntezatorów, producenci wpuszczają tutaj ożywczy motyw wygrany na gitarze slide – niczym niespodziewany strumień światła, rozświetlający gęsty mrok podbiegunowej nocy.

To dwa najlepsze nagrania. A co z resztą? Ma ona zdecydowanie piosenkowy charakter. Islandzcy producenci rezygnują bowiem z surowości „24/7” i znów sięgają do aranżacyjnych sztuczek z początku swej działalności, nadających ich muzyce zdecydowanie popowy charakter. W „Be With Me” czy „Within You” rozbrzmiewają wprowadzające sentymentalny nastrój filmowe smyczki, w „Over” słychać dyskotekowy duet wokalny, „Deep Inside” przywołuje przestrzenne brzmienie europejskiego trance`u sprzed ponad dekady, a tytułowy „Arabian Horse” pulsuje psychodelicznym loopem zapożyczonym jakby od samych… Beatlesów. Niestety – najczęściej sztuczki te idą na marne, ponieważ liderom GusGus zbyt rzadko udało się napisać naprawdę dobre melodie.

Większość nagrań z centrum albumu właściwie skomponowano na jedno kopyto – co sprawia, że o ile „Be With Me” czy „Deep Inside” trzymają w napięciu, tak późniejsze „Arabian Horse”, „Magnified Love” czy „Changes Come” najpierw nudzą, a z czasem po prostu irytują. Końcówkę ratuje rozbudowany „When Your Lover`s Gone”, w którym wreszcie dochodzi do spełnionego zetknięcia filmowego klimatu, emocjonalnej melodii i motorycznej rytmiki.

Oczywiście, fanów GusGus ucieszy, że za mikrofon powrócił w kilku nagraniach Urður Hákonardóttir, innych urzecze zmysłowy śpiew Hogni Elissona z grupy Hjaltalin lub koronkowe aranżacje smyczków w wykonaniu Samúela Jóna Samúelssona. Nie zmieni to jednak faktu, że tym razem islandzkim producentom nie udało się nas zaskoczyć niczym ciekawym – pomijając wspomniane wyjątki, na „Arabian Horse” jest zbyt wiele wtórnych wobec „24/7” piosenek, które nie zarażą nas ani przebojowymi melodiami, ani taneczną energią, a od oryginałów sprzed dwóch lat różnią się jedynie bogatszymi aranżacjami.

www.kompakt.fm

www.myspace.com/kompakt

www.gusgus.com

www.myspace.com/gusgus
Kompakt 2011

Slices Special Issue – darmowy film o Richie Hawtinie

Muzyka w obrazie, czyli dokument o legendzie z Detroit. Richie Hawtin, legenda muzyki minimal techno, znany też jako Plastikman, F.U.S.E., Concept 1, Forcept 1, Circuit Breaker, Robotman, Chrome, Spark, Xenon, R.H.X., Jack Master, Richard Michaels i UP!, kluczowa postać muzycznej sceny Detroit – tak w wielkim skrócie można opisać kanadyjskiego producenta, który odcisnął znaczące piętno na dzisiejszej muzyce klubowej. Jego reputację potwierdza wiele nagród dla najlepszego DJa, przyznanych przez fanów oraz przemysł muzyczny.

„Slices Special Issue: Slices – Pioneers Of Electronic Music Vol. 1 – Richie Hawtin”, to 70-minutowy film dokumentalny poświęcony artyście i jego twórczości, produkcji Electronic Beats. Dokument można obejrzeć za pośrednictwem kanału ElectronicBeatsVideo na serwisie YouTube oraz na stronie electronicbeats.net/tv

Muzyczny ShowOFF, czyli Towary Eksportowe #02

Już po raz drugi Radiofonia zaprasza na koncert z cyklu „Towary Eksportowe”. 27 maja o godzinie 21, na scenie krakowskiej Alchemii zagra Pleq i Danny Bow.
Pleq – weteran polskiego IDM-u, dziś częściej grający mix ambientu, glitchu i modern classic. Sam Pleq określa swoją muzykę jako Glitch & Melancholy. W jego utworach niejednokrotnie głos zabierają skrzypce, zakrada się dźwięk rozstrojonego fortepianu, czasem damski wokal. Gdzieś coś spada, coś kapie, dźwięczy, szumi i trzaska, jakby zwarcie na liniach wysokiego napięcia. Współpracuje z wieloma artystami, głównie zagranicznymi. Tam też najczęściej wydawane są jego płyty.

Danny Bow – kiedyś znany jako Enbe, krakowski producent i twórca instrumentalnego hip-hopu, pełnego niespodziewanych muzycznych zawrotów akcji, mocno poszarpanego i eklektycznego. W efekcie, daje to spójną całość, która nie pozostawi nikogo obojętnym, a niejednego zaskoczy emocjami, które w nim wywoła.

Druga edycja towarów eksportowych będzie wyjątkowa, także pod względem wizualnym. Dzięki współpracy sekcji ShowOFF, Miesiąca Fotografii w Krakowie jako tło do występów artystów posłużą zdjęcia Karola Kaczorowskiego i Piotra Zbierskiego, będące częścią tegorocznej ekspozycji ShowOFF.
Jak zwykle w przypadku towarów eksportowych, bilety będą dostępne za dowolną kwotę przed wejściem do klubu oraz na stronie internetowej radiofonia.fm/towaryeksportowe