Jazz Band Młynarski-Masecki – Płyta z zadrą w sercu
Jarek Szczęsny:

Jedna dla wszystkich.

Shapednoise – Aesthesis
Paweł Gzyl:

Nieznane mutacje basowych brzmień.

A Winged Victory for the Sullen – „The Undivided Five”
Mateusz Piżyński:

Ambientowe nowości z Ninja Tune

Enchanted Hunters – Dwunasty Dom
Krzysiek Stęplowski:

Czasem naprawdę warto czekać. Warto wypatrywać, nawet latami, jeśli tylko cierpliwość nagrodzona ma być w taki sposób.

Ecnahnted Hunters Dwunasty Dom
Rrose – Hymn To Moisture
Paweł Gzyl:

Techno w stylu Marcela Duchampa.

Trzaska/Mazurkiewicz/Szpura – North Meridian
Jarek Szczęsny:

Można się spocić od samego słuchania.

Giant Swan – Giant Swan
Paweł Gzyl:

Czy znany ze świetnych koncertów duet sprawdził się również w studiu?

Floating Spectrum – A Point Between
Jarek Szczęsny:

Cyfrowy pomnik przyrody.

Bleu Roi – Dark/Light
Łukasz Komła:

Wiosną ubiegłego roku wsłuchiwaliśmy się w singiel szwajcarskiego projektu Bleu Roi, a przed kilkoma dniami ukazała się ich nowa EP-ka „Dark/Light”, którą przybliżamy i jednocześnie o niej rozmawiamy z Jennifer Jans.

Traversable Wormhole – Regions Of Time
Paweł Gzyl:

Adam X wraca do projektu sprzed dekady.

Sudan Archives – Athena
Jarek Szczęsny:

Do diabła z dobrymi radami.

Planetary Assault Systems – Plantae
Paweł Gzyl:

W stronę psychodelii.

Sleep D – Rebel Force
Paweł Gzyl:

Muzyczny zapach minionego lata.

Levitation Orchestra – Inexpressible Infinity
Jarek Szczęsny:

Podpalacze wzniecają eutymię.



Archive for Październik, 2019

Boogie Brain startuje

Szczeciński festiwal otwiera swoje podwoje dzisiejszego wieczoru. W czwartek 21 lipca, punktualnie o 20 na Zamku Książąt Pomorskich startuje Boogie Brain. Festiwal rozpocznie się od pokazu dwóch filmów o tematyce muzycznej: „Passione” i „High On Hope”.



W piątek, również na Zamku, odbędzie się koncert inaugurujący tegoroczną odsłonę festiwalu. Najpierw, o 21, usłyszymy projekt In Fusion We Trust, który wspólnie stworzą muzycy ze szczecińskiej orkiestry smyczkowej Baltic Neopolis Orchestra i orkiestry Preussisches Kammerorchester Prenzlau, Fractal Tree, producent muzyczny Maciej Goliński (aka Envee) oraz szczeciński kompozytor Łukasz Górewicz. Artyści zespolą elektroniczne dźwięki z brzmieniem żywych instrumentów, jak również przygotują autorskie, specjalnie na tę okazję skomponowane dzieła. Po występie In Fusion We Trust na scenie pojawi się Buraka Som Sistema.

Później festiwal przeniesie się do szczecińskich klubów City Hall, P1erwsze Miejsce i Alter Ego, gdzie między północą a 5 rano będzie można posłuchać takich artystów jak DJ Vadim presents The Electric, Scuba, Catz N Dogz czy Electric Wire Hustle.

W sobotę w tych samych klubach wystąpią m.in. Ghostpoet, Breakage & Stamina MC, Dimlite i SBTRKT. Na niedzielę przewidziano festiwalowe after party w Willi Lentza, które potrwa od 12 do 22.

Pełny program i wszelkie informacje na temat Boogie Brain można znaleźć na oficjalnej stronie festiwalu (link poniżej).



Gathaspar we Freude Am Tanzen

Młody polski producent opublikował właśnie nakładem cenionej niemieckiej wytwórni swój nowy materiał – „Cedar”. Na płytę dostępną jedynie w wersji cyfrowej składa się sześć premierowych nagrań. Układają się one w starannie przemyślaną całość, zgrabnie stopniującą napięcie i rozwijającą kolejne wątki dźwiękowe.

Gathaspar zaczyna od głębokich brzmień o dubowym sznycie. Otwierająca zestaw „Lubica” koncentruje się na zaszumionym dronie, który wiedzie nienachalna konstrukcja rytmiczna – plumkający bit wsparty wokalnym loopem. W tytułowym nagraniu „Cedar” pojawiają się rwane akordy zdubowanych klawiszy rezonujące studyjnymi pogłosami oplatającymi szeleszczący rytm. Zdecydowanie bardziej wyraziste bity słychać w „City Roast”. To już klasyczne dub techno o rozwibrowanym pasażu syntezatorów, tworzącym rozmarzony klimat z pogranicza snu i jawy.

Drugą część zestawu otwiera zaskakujący soczystą partią ludowych dęciaków „Grandfather & Trombone”. Skąd producent wyciął ten fragment – nie wiadomo. Faktem jest, że brzmi on wyjątkowo efektownie, nadając całości nagrania melodyjny charakter. Kolejną niespodziankę przynosi „Adoracja sakramentek” – tym razem na mechanicznym podkładzie rytmicznym rozlegają się wysamplowane instrumenty smyczkowe o dalekowschodniej barwie. Na finał dostajemy kontynuujący ten wątek „Peaberry” – najbardziej taneczny utwór z zestawu, pomysłowo łączący nowoczesną rytmikę o house`owej proweniencji z egzotyczną wokalizą.

Gathaspar prowadzi nas przez te sześć utworów od minimalistycznych brzmień o monochromatycznym tonie do rozbudowanych kompozycji, sięgających daleko poza obszar tanecznej elektroniki. „Cedar” to najbardziej udana produkcja warszawskiego artysty od czasu znakomitego debiutu – „Artificial Respiration”.

Nagrania można kupić w największych sklepach internetowych: Juno, Beatport oraz iTunes.

Material do odsłuchu w całości pod linkiem:

www.soundcloud.com/freudeamtanzen/sets/gathaspar-cedar

Zomby – Dedication


Diagnoza najnowszego albumu Zomby’ego uzależniona jest od kontekstu, pod którym oceniana jest jego muzyka. Dla mnie punktem wyjścia jest album „Where Were U In ’92?” i stąd też mój podział jego kariery, na przed i po 2008 roku.

Do czego zmierzam? Do stwierdzenia, że pozostało nam zadowalać się pojedynczymi przebłyskami geniuszu tego artysty, który przypomina mi postać Borisa Yelnikoffa – bohatera komedii „Whatever Works” Woody’ego Allena. Czyli z jednej strony – „prawie” nominowany do nagrody Nobla wykładowca fizyki kwantowej, a zarazem nieudacznik, który nawet nie potrafi porządnie się zabić. Twórczość Zomby’ego to właśnie takie balansowanie pomiędzy banałem a sztuką. Widać to z perspektywy każdego krążka po wspomnianym na wstępie „Where Were …”, który był albumem wielkim i niepowtarzalnym.

Weźmy na przykład podwójną epkę dla Ramp Recordings. „Expert Tuition” czy „Mescaline Cola” to utwory, które doskonale traktują o poruszonym na „One Foot Ahead Of The Other” temacie chiptune. Praktyka ta, mająca na celu zniesienie wszelkich ograniczeń płynących z układów scalonych, mających swoje źródło w zakurzonych kartach dźwiękowych komputerów PC, Game Boyów etc., przyniosła doskonały skutek. Jednak rozwinięcie inspiracji okazało się gwoździem do trumny tego materiału. Przeciągnięte kolaże sampli i wkrętów na kwasie (meskalina jest tam wszędzie, nie tylko w coli) spowodowały, że po kilku odsłuchach album trwale zadomowił się w najdalszych zakamarkach odtwarzacza.


No i co? No i nic, bo „Dediaction” powiela te same błędy. I obok wybitnego „Riding With Death” (przywodzącego na myśl nieśmiertelne „Galapagos”), hipnotyzującego i egzotycznego „Alothea” czy prostego i zarazem chwytliwego „A Devil Lay Here” mamy takie kwiatki jak przekombinowane „Vortex”, popowe „Things Fall Apart” (choć zagrywka z modnym Panda Bear naprawdę zręczna) i wtórne glitchowe „Haunted” od którego odszedł już nawet sam Markus Popp.

Na szczególną uwagę zasługuje natomiast numer „Salamander”, czyli 51 sekund słodkiego, dźwiękowego miąższu, który stanowi elementarz stylistyki Zomby’ego. Pomysł na mini muzykę, która czai się w produkcjach producenta od czasów „Daft Punk Rave”. Pomysł, który wystarczy konsekwentnie eksponować, podobnie jak czyni to na każdym swoim krążku Stephan Laubner (STL) z serią Loop. Pal licho spójność, kto w ogóle się tym teraz przejmuje?

Wydaje się, że głównym problemem Zomby’ego jest jego trudność w utrzymaniu równej formy. Kojarzy się to z juniorami, którzy nie są w stanie w dwóch meczach z rzędu kopnąć czy rzucić prosto piłkę. To dziwi, bo pierwszy puchar Zomby wygrał już niemal 4 lata temu. Obawiam się, że pozostaje nam oczekiwać na przebłyski geniuszu tego artysty i marnować czas na plamy nudy w poszukiwaniu kilku pereł. Zomby wieczny talent? Może, ale jakby nie było to wciąż warto sumiennie sprawdzać jego wydawnictwa.

2011 4AD

DJ Vadim presents The Electric – Life Is Moving


Producent, promotor, didżej, założyciel wytwórni Jazz Fudge, kolekcjoner płyt, radiowiec, pisarz, malarz – twórca znany światu jako DJ Vadim nie bez powodu dorobił się miana „najciężej pracującego człowieka w muzycznym biznesie”. Oprócz szeregu solowych płyt wydanych m.in. dla kultowej stajni Ninja Tune oraz niezliczonych kolaboracji studyjnych i scenicznych (choćby z Kraftwerk, DJ Krushem, The Roots i Public Enemy), ten rosyjsko-brytyjski artysta jest także współzałożycielem i członkiem kilku grup: The Isolationist, One Self i – ostatnio – The Electric.

Nowa formacja Vadima to trio, w skład którego wchodzą, oprócz lidera, brytyjska wokalistka Sabira Jade i pochodzący z Chicago raper Pugs Atomz. W listopadzie 2010 ukazał się pierwszy singiel zespołu, zatytułowany „Beautiful”, w którym gościnnie zaśpiewała Yarah Bravo. Wyśmienita kompozycja zapowiadała długogrającą płytę The Electric – „Life Is Moving”.

Trwający ponad godzinę album wypełnia znakomicie wyprodukowana muzyka, którą można określić jako niemal klasyczny hip-hop: dużo tu typowej dla tej konwencji rytmiki, bujających linii basowych, staroświeckich syntezatorów, „żywych” instrumentów, soulowych i funkowych sampli, skreczy i oczywiście nawijki w wykonaniu Sabiry i Pugsa. Melodyjny wokal raperki z Wysp i swobodny flow amerykańskiego MC nie tylko doskonale uzupełniają się wzajemnie, ale też bezbłędnie korespondują z podkładami generowanymi przez Vadima. Ten wyborny producent już dawno temu udowodnił swoją klasę, którą „Life Is Moving” potwierdza w stu procentach: album jest przepełniony bogactwem dźwięków i brzmień nawiązujących do klasyki „czarnej” muzyki. Dodatkowym smaczkiem są sample z filmów Eda Wooda i wypowiedzi fizyków kwantowych, dywagujących na temat konstrukcji wszechświata.

Każda sekunda „Life Is Moving” przekonuje, że materiał powstawał w twórczej i jednocześnie niezobowiązującej atmosferze. DJ Vadim nie ogląda się na obowiązujące mody, dlatego na tej płycie nie uświadczymy nawiązań do najmodniejszych trendów (czyt. future garage/dubstep/house). Solidny album, który z pewnością znakomicie brzmi na żywo, o czym przekonają się już w ten weekend uczestnicy szczecińskiego festiwalu Boogie Brain, gdzie DJ Vadim presents The Electric będzie jednym z headlinerów.
Organically Grown Sounds, 2011

Nowy teledysk Electric Wire Hustle

Nu-soulowa sensacja z Nowej Zelandii opublikowała swój najnowszy teledysk do nagrania „Again”. Całość była kręcona w Nowym Jorku. Z kolei edycja i montaż klipu nastąpiła w Foxtree Studio w Wellington. Jest to zarazem pierwszy teledysk promujący ich debiutancki album „Electric Wire Hustle” wydany w zeszłym roku przez londyńską wytwórnię BBE.

Electric Wire Hustle jest (obok reggaeowego Fat Freddys Drop) najbardziej znanym zespołem pochodzącym z nowozelandzkiego Wellington. W swojej twórczości postawili na futurystyczną estetykę. Muzyka formacji to rozsmakowywanie się w ciepłych, elektronicznych podkładach ze szczyptą abstrakcyjnych post hip hopowych beatów i sekcji dętej – obecnej dzięki udziałowi samplera lub granej na żywo. Wisienką na tym smacznym wielosmakowym torcie są niezwykle nastrojowe soulowe wokale. Taki dźwiękowy kolaż z łatwością przełamuje wąskie stylistyczne bariery, wytyczając nowe kierunki, ale trio ani na chwilę nie zapomina o swoich korzeniach.

Głównym producentem tego zespołu jest David „Taay” Wright, który współpracował także z Ladi6 i DJem Fitchie z Fat Freddys Drop. Na bębnach gra jeden z najbardziej rozchwytywanych perkusistów w Nowej Zelandii – Myeale Mazanzy. Natomiast solidna baza rytmiczna, analogowe brzmienia syntezatorów, szczypta gitary klasycznej stanowią idealne tło dla rozbudzających wyobraźnię subtelnych wokali Mary TK.

Obecnie EWH odbywa trasę koncertową po Europie. Jego częścią będzie występ grupy podczas tegorocznej odsłony festiwalu Boogie Brain w Szczecinie (22.07 – klub P1erwsze Miejsce).



Fabryka Dźwięków Syntetycznych – Modern Classical Edition

W najbliższym wydaniu „Fabryki Dźwięków Syntetycznych” – cyklicznej audycji na falach Szczecin.FM – selekcja muzyki spod znaku modern classical. Tym razem Wielcy Elektronicy wezmą do swoich syntetycznych kończyń instrumenty takie jak skrzypce, fortepian czy organy, aby przemienić wnętrza Fabryki w salę koncertową i wyczarować subtelną atmosferę. Orkiestra Wielkich Elektroników składać będzie się z muzyków tej miary, co Deaf Center, Philip Glass, Max Richter i Svarte Greiner.

Wtorek (19.07), godzina 21:00. Tylko w Szczecin.FM.

  • Radio: 94.4 FM (Szczecin i okolice)








The Sorry Entertainers – Local Jet Set


W ciągu niemal piętnastu lat działalności berlińskiej wytwórni Shitkatapult, jej szef, Marco Haas, dał się poznać jako osoba o eklektycznym guście, z powodzeniem odnajdująca się zarówno w nowoczesnej elektronice, jak również bardziej konwencjonalnych gatunkach muzycznych. Nic więc dziwnego, że szybko spodobała mu się twórczość miejscowego didżeja ukrywającego się pod pseudonimem Lotti. Efektem tej fascynacji okazała się wydana w zeszłym roku nakładem Shitkatapult debiutancka dwunastocalówka młodego twórcy – „New Age” – na której house mieszał się z disco i indie popem w minimalowej formule. Ponieważ płyta sprzedała się przyzwoicie, Lotti powołał do życia większy projekt – The Sorry Entertainers – w skład którego wszedł obok niego ceniony wokalista z klubowej sceny Raz Ohara oraz bliski mu duchowo producent – M. Rux. Efektem ich studyjnej współpracy jest album „Local Jet Set” opublikowany właśnie przez Shitkatapult.

Na pierwszy ogień idzie syntetyczny funk – masywne podkłady rytmiczne tworzone przez pulsujące bębny i soczysty bas niosą tu plastikowe partie ejtisowych klawiszy, uzupełnione prinsowym falsecikiem Raz Ohary. Wszystko to na luzie, bez jakiejkolwiek spinki, melodyjnie i tanecznie, z lekkim ukłonem w stronę klasyki gatunku sprzed ćwierć wieku („New Age” i „Local Jet Set”).

Potem trafiamy na ekscentryczny tribal – wymodelowane na afrykańską modłę gęste bity nadają ton hipnotycznie pulsującym syntezatorom, na które nakładają się egzotyczne śpiewy oplecione rozwibrowanymi samplami. Wszystko to tworzy psychodeliczną całość, łączącą współczesną elektronikę z różnymi odmianami world music – oczywiście w formule akceptowalnej dla klubowej publiczności („Jeopardize” i „All In My Head”).

Etniczne wątki prowadzą nas jednak w zaskakującym kierunku. Oto bowiem odgłosy plemiennej uroczystości wprowadzają w „The End Of All Time” hip-hopowy podkład rytmiczny, który stanowi tło do zetknięcia się dźwięków archaicznych instrumentów z nowoczesną elektroniką. W efekcie powstaje najciekawszy utwór w zestawie – nieoczywisty, pełen kontrastów, trzymający słuchacza w niepewności do końca. Podobne bity rozbrzmiewają w „Mana Chaninqa”. Tym razem jednak berlińscy producenci zjeżdżają do poziomu kopistów Portishead, serwując mroczny trip-hop z akustyczną gitarą i hiszpańską wokalizą, który ma nas odsyłać do soundtrackowych ekstrawagancji z filmów Tarantino czy Rodrigueza.

O wiele lepsze wrażenie robi finałowy „Moonshiner”. To bazujący na dosłownym cytacie z piosenki nieżyjącego już pieśniarza country Roscoe Holcomba elektroniczny blues, rozpięty między tęskną skargą niesioną przez ludzki głos a masywnymi uderzeniami mechanicznego bitu. Brzmi to ciekawie – bijąc na głowę nieudane covery piosenek Johnny`ego Casha w wykonaniu choćby samego Snoop Dogga sprzed kilku lat.

W sumie płyta robi dobre wrażenie – „Local Jet Set” to stylistyczny rollercoaster, który przyniesie radość każdemu, kto lubuje się w dźwiękowych eksperymentach wpisanych w czytelne gatunkowo formuły.

www.shitkatapult.com

www.randomnoizemusick.com

www.myspace.com/shitkatapult

www.myspace.com/thesorryentertainersberlin

Shitkatapult 2011

Villalobos i Loderbauer na Unsound 2011

Zapowiada się sensacja roku: Ricardo Villalobos i Max Loderbauer zagrają 13 października w krakowskiej katedrze św. Katarzyny materiał ze swej rewelacyjnej płyty „Re:ECM”. Villalobos i Loderbauer stworzyli nową muzykę w oparciu o jazzowe i klasyczne nagrania z niemieckiej wytwórni ECM. Jednym z artystów, od których Villalobos i Loderbauer czerpią materiały źródłowe, jest Christian Wallumrød, norweski pianista, który nakładem ECM wydał szereg znakomicie przyjętych albumów solowych i z towarzyszeniem innych muzyków. W ramach specjalnego koncertu Krakowie Wallumrød zagra na pianinie, towarzysząc Villalobosowi i Loderbauerowi. Będzie to druga prezentacja „Re: ECM” na żywo – pierwszy koncert odbył się w berlińskim Berghain z okazji wydania albumu. Koncert z muzyką z ECM poprzedzą Norwegowie z Deaf Center i ich mroczne, ambientowe krajobrazy dźwiękowe, w których również pojawia się dźwięk pianina.

Podobnie jak Villalobos, również Kode9 nie wymaga specjalnego przedstawiania. Ten jeden z najważniejszych bohaterów stale ewoluującej brytyjskiej sceny klubowej jest fundatorem wytwórni Hyperdub i jednym z inicjatorów rozwoju dubstepu. W ramach festiwalu wystąpi w specjalnym projekcie z niemieckim VJ-em i artystą video MFO, znanym z poprzednich edycji Unsound (odpowiadał za wizualną oprawę występów Shackletona i Oni Ayhun). Wychodząc od przewodniego tematu tegorocznego Unsound, „Future Shock”, artyści stworzyli hołd dla filmu Chrisa Markera „Filar” (1962), opowiadającego o eksperymencie z podróżą w czasie w realiach świata po wojnie nuklearnej. Film był inspiracją dla pierwszego albumu Kode9 ze Spaceapeem, „Memories Of The Future”. Fascynacja brytyjskiego producenta futuryzmem, zmutowanymi odmianami muzyki, dźwiękową bronią i ponurymi brzmieniami, w połączeniu ze zniekształconymi obrazami tworzonymi przez MFO, z pewnością wzbogaci projekt. Koncert odbędzie się w piątek 14 października w krakowskim kinie Kijów (zbudowanym w 1967 roku), którego architektura przypomina o fascynacji przyszłością w architekturze komunistycznej.

The Caretaker czyli Leyland Kirby zajmuje się pamięcią i czasem na swój własny sposób. Dzięki przywoływaniu dźwięków ze swej kolekcji płyt 78RPM, stara się on uchwycić czasy, które minęły, ale ich duch jest dziś wciąż obecny. To naginanie czasoprzestrzeni czyni go świetnym kandydatem na uczestnika programu „Future Shock”, zwłaszcza, że jest on wielkim fanem adaptacji książki Tofflera z narracją Orsona Wellesa (1972). The Caretaker wystąpi tego samego wieczora co Kode9 wraz z zapowiadanym już Mortonem Subotnickiem w towarzystwie Lillevana.

Polski artysta Jacaszek na festiwalu będzie świętować oficjalną premierę swego nowego albumu „Glimmer”, który ukaże się nakładem Ghostly International. Muzyka z płyty zawiera subtelne, rozmyte elektroniczne dźwięki z liniami klawesynu i klarnetu basowego, kojarzące się z barokową muzyką kameralną, ale jednocześnie bardzo współczesne. Dźwiękom generowanym przez Jacaszka będą towarzyszyć wizualizacje, które przygotuje portugalski artysta Pedro Maia.

Kangding Ray ze swoim trzyosobowym zespołem zaprezentuje „OR”, album wydany w Raster-Noton, który rozmywa granicę między muzyką eksperymentalną a basową. Jej mroczne dźwięki stanowią próbę ilustracji „zawiedzionych złudzeń współczesnej cywilizacji przy jednoczesnym wskazaniu na kryzys jako twórczy stan”. Upadające gospodarki, ułomne systemy polityczne, korporacyjna alienacja inspirujące muzykę Kangding Ray mają wiele wspólnego z tematyką „Future Shock”.

Mocno promowany ostatnio przez brytyjski FACT producent Holy Other wydaje w wytwórni Tri Angle. Według „Boomkat”, jego poruszające, futurystyczne dźwięki zajmują „nawiedzoną przestrzeń między R&B, techno i dark ambientem”. Holy Other wystąpi wraz z zapowiedzianymi już Sun Araw, Hype Williams i Laurel Halo.

Miłośnicy klasycznej muzyki klubowej ucieszą się na wiadomość o występie montrealskiego artysty Jacquesa Greenea, który zagra na żywo z całym garniturem analogowych urządzeń. Jego energetyczny, łączący muzykę techno z basowymi dźwiękami show miał premierę na festiwalu Mutek, gdzie został uznany za jeden z najjaśniejszych punktów festiwalu. Jacques Greene wydaje nakładem Lucky Me i Night Slugs.

Do grona wykonawców wydających w tej ostatniej wytwórni należy również Jam City z Wielkiej Brytanii. Jego zainfekowany grimeem house jest bardzo w stylu „Future Shock”: maszynowa perkusja, syntezatory nie z tego świata i „fosforyzująca ekstatyczność Night Slugs”. Podobnie, jak Joy Orbison, będzie on jednym z niewielu didżejów, którzy wystąpią w tym roku na klubowych imprezach Unsound. Na żywo zagra z kolei Objekt, który dzięki serii nagrań mieszających dubstepowy minimalizm i mroczne techno zwrócił na siebie uwagę fanów tanecznej elektroniki.

Nowy longplay DFRNT

Dzisiaj swoją premierę ma drugi album szkockiego producenta ukrywającego się pod enigmatycznym pseudonimem. Płyta zatytułowana „Emotional Response” powinna zainteresować w szczególności miłośników głębokiego, zmysłowego dubstepu z elementami pasaży charakterystycznych dla dub techno.

Pracę nad albumem zajęły producentowi z Edynburga ponad rok. Podobnie jak było to w przypadku debiutanckiego longplaya Alexa Cowlesa – „Metafiction” z 2009 roku – kontynuuje on na nim rozwijanie swojej producenckiej marki: brzmienia charakteryzujące się wyrafinowanym, subtelnym podejściem do mariażu dubstepu i techno. Jedenaście utworów (w tym kilka przeróbek zaproszonych gości) z krążka „Emotional Response” to spektrum bassowych emocji. Z kolei senny utwór „True” (otwierający to wydawnictwo DFRNT) w rękach Jacka Dixona przekształcił się w niezwykle powabny i zwinny garage houseowy numer, który z pewnością zawojuje niejeden klubowy parkiet w Europie.


DFRNT Emotional Response by Nu Directions

Na drugim albumie Cowlesa można natknąć się także na popis umiejętności Szkota jako klasycznego kompozytora („So Far Away”). Wydawnictwo „Emotional Response” zamyka remiks „Slumber” w wykonaniu ASC – angielskiego speca eksperymentującego z drum’n’bass i idm.

Drugi album DFRNT cieszy się uznaniem Mary Anne Hobbs czy dBridge. „Emotional Response” ukazał się nakładem londyńskiej wytwórni Nu Directions.

Już w najbliższy weekend będzie można usłyszeć DFRNT na żywo w Polsce. W piątek wystąpi on w duecie z polskim producentem Paranoise w szczecińskim klubie Alter Ego w ramach 4. edycji festiwalu Boogie Brain.



cv313 – Live


Tradycja publikowania nagrań koncertowych nie jest tak żywa w muzyce elektronicznej, jak w innych gatunkach. Mimo to, co jakiś czas pojawiają się zapisy występów artystów z kręgu techno, house`u czy ambientu, które przechodzą na stałe do historii stylu. Tak stało się w przypadku koncertu duetu cv313, za którym kryją się Stephen Hitchell i Rod Modell, który odbył się dwa lata temu w chicagowskim klubie Smart Bar. Kiedy ukazał się on na wydanej tylko w Japonii płycie, od razu zelektryzował wielbicieli obu producentów – trwający prawie półtorej godziny miks zawierał bowiem zagrane całkowicie na żywo nagrania i remiksy DeepChrod, Echospace i Soultek. W dwa lata po tamtej edycji, album ukazuje się wreszcie w Europie – i znów jest okazją do zachwytów nad twórczością amerykańskich artystów.

Hitchell i Modell zaczynają od spokojnego wstępu – swobodnie pływające tony podwodnych syntezatorów wprowadzają niespiesznie umieszczone w tle kompozycji głębokie pulsacje basu i lekkie uderzenia bitu („Subtraktive”). Z czasem rytmika staje się coraz bardziej wyrazista – a kiedy w pewnym momencie przynosi ona kaskadę niewiarygodnie tęsknych akordów, łzy wręcz same cisną się do oczu („Grandbend – cv313 Dub”).

Ten melancholijny nastrój rozbijają jednak z czasem metaliczne dźwięki – podbite dudniącym bitem o ewidentnie dubowej proweniencji („Dimensional Space – Live Mix”). Wiodą one do wibrującego pasażu masywnego basu, który wprowadza ulokowaną daleko w tle melodyjną partię jamajskich klawiszy („Sonorous – Midst Of Something Beautiful cv313 Live Mix”).

Kiedy ciężki rytm powraca na pierwszy plan, z oddali zalewają go fale onirycznych syntezatorów, uzupełnionych kanalizacyjnymi efektami („A World Apart – ekskluzywny utwór). Te pływające dźwięki podprowadzają słuchacza pod najbardziej taneczny moment koncertu – o wręcz house`owym charakterze („Evening Sky cv313 Live Mix”).

W kolejnej kompozycji hipnotycznie drgający loop przebija się przez ścianę sążnistych klawiszy („Grandbend cv 313 Edit Live Mix”) – aby w końcu ustąpić miejsca mocniejszym brzmieniom.

Finał występu odbywa się bowiem w rytm solidnego techno – ciężki bit przynosi tu jednak ambientowy strumień onirycznych tonów, przewiercony grzechoczącymi efektami z tła („Lost Sequence” – kolejny ekskluzywny utwór). Z czasem zdubowany bas nabiera przesterowanego brzmienia, by wprowadzić do koncertu rój kumkających akordów, które niespodziewanie podbija zaskakująca wstawka plemiennych perkusjonaliów („Spatialdimesnion cv313 Live Mix”).

O ile Echospace prezentował kontemplacyjną stronę twórczości Stephena Hitchella i Roda Modella, tak cv313 odsłania jej bardziej taneczny wymiar. Ale choć podstawą występu jest mocno zaakcentowany rytm – to i tak producenci zanurzają go w dźwiękach, łączących dubową chropowatość z ambientowym rozmarzeniem. W efekcie „Live” wypada niemal równie efektownie, jak „The Coldest Season” czy późniejszy „Liumin”.

Kolekcjonerzy dokonań obu artystów powinni upolować japońskie wydanie płyty. Zawiera ono bowiem bonusowy krążek – z rejestracją koncertu cv313 w 2008 roku podczas after-party w ramach Detroit Electronic Movement Festivalu. To płynny miks innych nagrań – tym razem z katalogów Intrusion, Echospace i cv313, o jeszcze wyraźniej zaznaczonej rytmice, bardziej surowym brzmieniu i mocniejszym nasyceniu jamajską melodyką. Wtedy ma się na dwóch płytach niemal trzy godziny mistrzowskiego dub-techno na najwyższym poziomie. Czysta rozkosz!

www.echospacedetroit.com

www.myspace.com/echospacedetroit

Echospace 2011

Miks do załadowania – Martin Landsky

Dla naszych Czytelników mamy dwu i pół godzinny miks autorstwa Martina Landsky`ego – oczywiście za friko. Nagranie pochodzi z imprezy wytwórni Mobilee, która odbyła się 18 czerwca tego roku na dachu hotelu Silken Diagonal w Barcelonie. Wejście na imprezę – jak co roku – możliwe było tylko za specjalnymi zaproszeniami.

Martin Landsky zagrał jako pierwszy, a potem pałeczkę przejęli od niego inni producenci związani z Mobilee – And.Id i Sebo K. Set pierwszego z wykonawców jest do załadowania pod adresem:

www.soundcloud.com/mobilee-records/mobilee-podcast-024-martin-landsky?utm_source=mobilee+inside+edition&utm_campaign=8d71ac7445-inside_edition_21&utm_medium=email

Various Artists – Pink Kong Strong 1


Pink Kong to agencja artystyczna powstała dzięki czteroletniemu doświadczeniu głównodowodzących portalu Electroclash Polska. Celem, jaki przyświecał założeniu Pink Konga było rozwinięcie idei wspierania polskiej nowej electro fali – zarówno poprzez organizowanie imprez, jak i niezależny label.
Składanki Pink Kong znane są entuzjastom polskich electrodźwięków nie od wczoraj – w przeciągu kilku lat ukazało się ich już pięć w wersji mp3, dwie na cd w kooperacji z magazynem Laif oraz jedna wydana niezależnie jako otwierająca katalog labelu Pink Kong Records.
W końcu przyszedł czas na nową serię – Pink Kong Strong. Pierwsza część z cyklu składanek zawiera trzynaście kompozycji od trzynastu różnych wykonawców. Jest to przekrój przez polską scenę electro , ale i nie tylko, bo na kompilacji pojawiają się utwory, którym ciężko byłoby przypisać łatkę elektrycznych.

Last Blush – Miserable by Last Blush

Po kilku przesłuchaniach najbardziej zapadają w pamięć trzy utwory: Last Blush – „Miserable”, Adre And Alin – „Monster Tonight” i D4D – „Love is Dangerous (DJ Draq Remix)”. Dwa pierwsze to jakby odskocznia od tego elektrycznego nurtu spod szyldu wytwórni Pink Kong, oba utwory bazują na świetnych, bardzo spokojnych, melancholijnych wokalach, całość dopełniają przemyślane aranżacje. Zaś trzeci kawałek, to remiks Love Is Dangerous trójmiejskiej grupy Dick4Dick w wykonaniu DJa Draq’a. Choć w tym remiksie nie ma jakiś diametralnych zmian w stosunku do oryginału, to jednak Draq nadał szlif temu utworowi, dzięki czemu staję się on jeszcze bardziej imprezowy, wprost na klubowe parkiety.
Natomiast najsłabszymi punktami z całej trzynastki wydają się być utwory Darius Gall – „Relaxed Through” i Vein Cat – „Szron”. Pierwszy można nazwać miałkim, bez polotu, nadającym się do puszczania jedynie w większych komercyjnych stacjach radiowych. Czy to komplement? Sami oceńcie. Drugi utwór, „Szron”, pomimo ciekawej linii melodycznej jaką serwuje nam Vein Cat nie można nazwać udanym, całość dopełnia wokal, który kompletnie zmienia obraz bardzo ciekawego wstępu.
Pink Kong Strong 1 to przede wszystkim kompilacja dla fanów gatunku, ale i dla tych, którzy twierdzą, że w polskiej muzyce elektronicznej nic się nie dzieje, bowiem dzieje się i to całkiem sporo, wystarczy zdjąć klapki z oczu i rozejrzeć się dookoła.
Zobacz klip promujący składankę Pink Kong Strong 1:


Cała składanka Pink Kong Strong 1 udostępniana jest za darmo. Kliknij aby ściągnąć!

Pink Kong 2011

Pierwsi wykonawcy Free Form Festival

A wśród nich same ciekawe nazwiska i niespodzianki. Warszawski festiwal prezentujący nowoczesną i niezależną muzykę oraz sztukę w środowisku miejskim, odbędzie się po raz siódmy, tradycyjnie w postindustrialnej scenerii byłej fabryki wódek „Koneser”. Już pierwsi ogłoszeni artyści (a to dopiero początek) pozwalają sądzić, że będzie to jeden z najciekawszych eventów tej jesieni. Wystąpią:

Mr. Oizo

Ikona europejskiej sceny klubowej, gwiazda kultowej wytwórni Ed Banger i brudnego electro, jeden z najsłynniejszych francuskich didżejów. Z pewnością lider szerokiej francuskiej reprezentacji na 7 FFF.

múm

Obok Björk, Sigur Rós i Gus Gus, to jeden z najbardziej popularnych zespołów z Islandii. Pojawi się prezentując materiał ze swojej ostatniej, rewelacyjnej płyty „Sing Along to Song You Don’t Know” wydanej w 2009 roku, czarując unikalnym i chwytającym za serce elektronicznym glitchem, miękkim wokalem i tradycjną warstwą instrumentów.

Birdy Nam Nam

Kolejni francuski skład muzyczny, czterech czempionów DMC2002. Po występie w 2009 roku, na 5 FFF, turntabliści wracają by po raz kolejny urzec fantazyjnym traktowaniem czarnej płyty, z coraz silniej wyczuwalnym zainteresowaniem analogową elektroniką.

Red Snapper

Jeden z najwybitniejszych i najbardziej oryginalnych elektronicznych zespołów lat dziewięćdziesiątych. Legenda brytyjskiej wytwórni Warp, po raz pierwszy w Polsce. Zapewne zaprezentuje materiał z tegorocznego albumu „Key”, który na naszych łamach, na części pierwsze rozłożył Maciej Kaczmarski.

Villa Nah

Fińskie duo obracające się w orbicie brzmień synth i electro, również po raz pierwszy w Polsce. Autorzy obiecującego debiutu i jedynego dotychczas krążka „Origin”. Ich sylwetkę prezentowała w „Warto Posłuchać” Paulina Adamska.

Yuksek

Moniseur Pierre-Alexandre Busson, jeden z liderów nowej fali francuskiego electro, twórca hitów „Tonight” i „Extraball”. Uwielbia go sam Jean-Michel Jarre. Po raz pierwszy w Polsce z materiałem z najnowszej, a drugiej w dorobku płyty „Living On The Edge Of Time”, oraz z live bandem.

Does It Offend You, Yeah?

Pełni rozmachu i energii Londyńczycy, preferujący łączenie new raveu i electro, stawiani w jednym rzędzie z The Klaxons czy Digitalism. W 2011 roku wydali album „Don’t Say We Didn’t Warn You” i to on z pewnością zdominuje warszawski występ. W czerwcu wystąpili na krakowskich Błoniach, podczas festiwalu Selector.

  • Free Form Festival

  • 14-15 października
    Warszawska Wytwórnia Wódek „Koneser”, Ząbkowska 27, Warszawa

  • Ceny biletów:

  • Karnety: 140 zł, 160 zł (od 1 września), 180 zł (od 1 października)

  • Bilety jednodniowe: 95 zł (w sprzedaży od 15 sierpnia), 110 zł (od 1 października), 130 zł (w dniu koncertu)

Robert Hood – Omega. Alive


Ogromny sukces albumu „Omega”, zainspirowanego filmem sci-fi z 1971 roku, sprawił, iż Robert Hood postanowił opracować koncertową wersję projektu. Aby różniła się ona od studyjnej, wprowadził do niej kilka zaaranżowanych na nowo starszych utworów i premierowych kompozycji. W ten sposób powstał album „Omega. Alive”, który swoją pierwszą odsłonę miał 16 czerwca na festiwalu Sónar.

Płyta zaczyna się w ilustracyjny sposób – na tle wibrującego loopu rozbrzmiewają niepokojące akordy fortepianu. Kiedy kobiecy głos wymawia słowo „Detroit”, uderza twardy bit, który z czasem uzupełniają syczące i zgrzytające efekty wywiedzione z klasyki EBM („Bells At Dusk”). Kolejne nagranie to powrót do oldskulowych brzmień z lat 90. Ciężkie bity uzupełnione szeleszczącymi talerzami niosą tutaj wibrujące perkusjonalia, przedzierające się z trudem zza industrialnych pogłosów („Run”).

Potem przychodzi czas na dwa najważniejsze utwory ze studyjnego albumu – „Alpha” i „Omega”. Pierwszy z nich w wersji „live” jest bardziej melodyjny, bo wypełnia go finezyjnie zagrana partia filmowych syntezatorów. Drugi – stanowi jego przeciwieństwo. To surowa jazda w minimalowym stylu – bezlitosna, jak koniec czasów, który sobą zapowiada.

Ciekawie wypada kolejne premierowe nagranie – „Minimal, Minimal”. Skoncentrowane wokół męskiego głosu wypowiadającego tytułową frazę, początkowo rozbrzmiewa jedynie perkusyjnymi efektami, wykorzystującymi masywne i suche uderzenia bitu, by dopiero w połowie złapać regularny puls galopującego techno.
Klasyczny „Who Taught You Math?” wyłania się powoli z bulgoczącej magmy, przeradzając się z czasem w jeden z najbardziej industrialnych utworów w zestawie, wypełniony toksycznymi odgłosami rodem z pracującej fabryki.

Kontrapunktem dla tych metalicznych brzmień okazuje się typowo detroitowy „Unix”. Hood sięga tu po znane z twórczości Underground Resistance soniczne akordy, które podszywa brzęczącymi tonami nerwowego fortepianu.

Końcówka podstawowego zestawu to już totalny spust surówki – nowe wersje „Side Effect” i „Minus” wypełnia taka furia, jakby amerykański producent chciał uprzedzić Stwórcę w rozliczeniu grzesznego świata. Galopujące rytmy niosą tu zawodzące partie klawiszy, a świdrujące loopy wwiercają się w gęste jak smoła chmurne tła, tworząc porażający soundtrack do chrześcijańskiej Apokalipsy w stylu techno.

Jako bonus dostajemy trzy dodatkowe utwory – niepublikowany wcześniej „Atomic”, znany z winylowej dwunastocalówki „The Family” i fenomenalny remiks „Alpha” w wykonaniu samego Jamesa Ruskina. Wszystkie te nagrania to detroitowy minimal najwyższej próby i aż dziw bierze, że nie znalazły się w podstawowym zestawie płyty.

Robert Hood zaczął prezentację „Omega. Alive” od majowych występów w Chinach i Australii. W Polsce pojawi się we wrześniu w ramach białostockiego festiwalu Up To Date. Apocalypse Now!

www.mplantmusic.com

www.myspace.com/hoodrob
M-Plant 2011

Ghostpoet nominowany do Mercury Prize?

Jeden z najbardziej obiecujących raperów jest potencjalnym kandydatem do prestiżowej brytyjskiej nagrody muzycznej. W najbliższy we wtorek będzie wiadomo, kto znalazł się w finałowej dwunastce do zdobycia Mercury Prize – corocznej nagrody przyznawanej za najlepszy album w Wielkiej Brytanii i Irlandii. Według nieoficjalnych informacji dziennika „The Guardian” w orbicie zainteresowań znajduje się „Peanut Butter Blues & Melancholy Jam” – debiutancki album wschodzącej gwiazdy brytyjskiego rapu – Ghostpoeta.



Niezwykły melorecytatorski talent Obaro Ejimiwe został dostrzeżony przez Gillesa Petersona – jednego z czołowych muzycznych trendsetterów w Wielkiej Brytanii. Trudno o lepszą rekomendację. I to nakładem jego oficyny Brownswood pojawił się w tym roku debiutancki album Ghostpoeta, „Peanut Butter Blues & Melancholy Jam”. Obaro ujawnił na nim pełnię swoich możliwości: senny, nieco marzycielski flow rozpostarty na niespokojnych, wolno toczących się bitach. Skromne, acz spektakularne dokonania muzyczne Ghostpoeta przyczyniły się do tego, iż jest on porównywany do Dizziego Rascala. Ogłasza się Obaro odpowiednikiem Mike’a Skinnera z The Streets lub też kontynuatorem Mos Defa. Natomiast oszczędne beaty oraz soulowy wokal przywołują u innych skojarzenia z Trickym i jego albumami z połowy lat 90.



Wybór jury Mercury Prize nieraz zaskakiwał. Ostatnie lata pokazują, iż stawiano przeważnie na mało znane projekty. W zeszłym roku nagroda przypadła rockowemu zespołowi – the XX. Dwa lata temu statuetka powędrowała do Speech Debelle. Z kolei w 2008 roku za najlepszy album uznano krążek „The Seldom Seen Kid” Elbow. Finalistów będzie można poznać już 19 lipca. Z kolei 6 września zostanie ujawniony zwycięzca tegorocznej edycji „Mercury Prize”. Z pełną listą potencjalnych finalistów można zapoznać się tutaj.

Już za niewiele ponad tydzień Ghostpoet odwiedzi Polskę. 23 lipca wystąpi na żywo w szczecińskim klubie P1erwsze Miejsce w ramach 4. edycji festiwalu Boogie Brain.



Aranos

Jednym z najciekawszych artystów sceny niezależnej w Czechach jest Aranos. Ledwo ukończył ósmy rok życia, a już rzucił się w wir dźwięków, grywając w zespołach ludowych, jazzowych bandach i rockowych grupach, zahaczając nawet o muzykę cygańską. Od pierwszego skomponowanego utworu dał się poznać jako eklektyk totalny – podróżował z jednego bieguna na drugi, tworząc muzykę, począwszy od ortodoksyjnych form muzyki klasycznej, aż do pełnego wolności eksperymentalnego rocka. Instrumentarium, jakim się posługuje, może przyprawić o zawrót głowy – skrzypce, wiolonczela, bas, gitara, mandolina, fortepian, banjo, santoor, bębny, perkusja, flety chińskie i japońskie oraz perkusjonalia różnego rodzaju.
Czytaj dalej »

SBTRKT – SBTRKT

Nie słucham już dubstepu, bo zrobił się ostatnio bardzo modny. Tę wyłowioną z Internetu frazę warto zestawić z najnowszą produkcją Kenijczyka Aarona Jerome. Jego album unosi się na fali mruczących basów oraz szatkujących melodię arpeggiatorów, jaka zalewa ostatnio dyskotekowe parkiety. Szybko i przebojowo, lecz ze stępionymi komercją pazurami ‘SBTRKT’ jest kolejnym albumem dzielącym pokolenie Katy B od dubstepowych purystów obserwujących z niezadowoleniem spontaniczną mutację tegoż gatunku.

Ważnym atutem płyty jest udział Sampha, dwudziestojednoletniego wokalisty mającego na swoim koncie autorską EPkę Sundaza, który tchnął swym głosem ducha w kompozycje SBTRKT, nadając im tęsknego, słodko-smutnego klimatu. Prócz niego usłyszymy także Yukimi Nagano, Roses Gabor oraz Jassie Ware, uwydatniające taneczny charakter nagrań i właściwie ratujące Jerome’a przed pogrążeniem się w odmętach przaśnych melodyjek wygrywanych na syntezatorach. Szkoda tylko, że inspiracje Czarnym Lądem kończą się dla SBTRKT/Aarona Jerome już na okładce – zapożyczenie skal muzycznych oraz etnicznego instrumentarium mogłoby wnieść wiele świeżości kierując tę produkcję w stronę tanecznego albumu roku.

Album ma jeszcze jedną, ważną zaletę. Stanowi ważny kontrapunkt dla zadumanych, uduchowionych produkcji Jamiego Woona oraz Jamesa Blake’a. Dubstep w przeciągu ostatnich paru lat zaczął szybko ewoluować, a jak najczęstsza polaryzacja gatunku może tylko pozytywnie wpłynąć na prezentowaną przezeń różnorodność.

SBTRKT oferuje paletę ciepłych, wakacyjnych melodii, jakie składają się na lekkostrawny produkt z terminem przydatności obliczonym na lato. W sam raz na wakacyjną playlistę do samochodu i na domówkę.

Young Turks | 28.06.2011

3/5

Envee remiksuje Łonę

Jeden z najbardziej cenionych w Polsce producentów oraz współtwórca kolektywu Niewinni Czarodzieje stworzył remiks najnowszego nagrania szczecińskiego rapera. – Pewnego dnia Andrzej „Webber” Mikosz (producent płyt Łony) zadzwonił do mnie i zapytał się, czy nie jestem czasem zainteresowany stworzeniem przeróbki „Nie pytaj nas”. A tak się złożyło, że byłem bardzo podekscytowany tą kompozycją: jej aranżacją, tym wibrującym basem. Ochoczo zabrałem się więc do roboty – opowiada Maciej „Envee” Goliński.

Oryginalna kompozycja:

Prace nad tą przeróbką zaczęły się mniej więcej miesiąc temu. Przebiegały w dwóch miejscach: w Krakowie oraz Warszawie. Chociaż ostateczny remiks „Nie pytaj nas” powstał w stołecznym studiu Enveego. I to w przeciągu jednej nocy.

– Kilka razy podchodziłem do tego remiksu. Ale zawsze mi coś nie pasowało. Aż tu nagle w nocy z poniedziałku na wtorek, niczym grom z jasnego nieba, pojawiła się w mojej głowie koncepcja. Nad jej realizacją siedziałem do 5 nad ranem. Był to jeden z najszybciej zrobionych przeze mnie remiksów – wyznaje Envee.

Ta bassowo-industrialna przeróbka utworu „Nie pytaj nas” cieszy się sporą popularnością w sieci. W przeciągu pierwszych 24 godzin zaistnienia na SoundCloudzie została przesłuchana ponad 1500 razy.

Remiks:

Łona & Webber „nie pytaj nas” envee rmx by envee

Ponadto już jesienią ukaże się EPka Enveego „Kai” – nakładem wytwórni U Know Me Records. Także jesienią można spodziewać się najnowszego albumu Łony „Cztery i pół”, który jest promowany przez singiel „Nie pytaj nas”.

Niedługo będzie można usłyszeć Envee’go także w roli kompozytora. Razem ze szczecińskim muzykiem Łukaszem Górewiczem przygotowuje on projekt „In Fusion We Trust”. Będzie to koncert połączonych orkiestr kameralnych z Polski (Baltic Neopolis Orchestra) i Niemiec (Preussisches Kammerorchester Prenzlau). Wykonają one wspólnie covery znanych utworów muzyki instrumentalnej z obu krajów, jak i klubowe przeboje. Nie zabraknie także autorskiego materiału przygotowanego specjalnie na to wydarzenie.

Koncert „In Fusion We Trust” zainauguruje 4. edycję festiwalu Boogie Brain w Szczecinie (21-24.07).



Alessio Mereu – Tripolarity


Wystarczyły zaledwie trzy lata, aby ten włoski producent zwrócił uwagę na swoją twórczość fanów i krytyki nowej elektroniki w całej Europie. Na pewno przysłużył mu się fakt, że jego nagrania umieściły w swych katalogach takie wytwórnie, jak Cmyk, Contexterrior czy Harthouse. Stamtąd już łatwo było trafić do didżejskich setów Dubfire czy na cenione kompilacje Duke`a Dumonta zrealizowane na zamówienie Cocoon i Fabric.

Sukcesem okazały się również wspólne nagrania Mereu z innym włoskim producentem – Andreą Ferlinem – pod szyldem Dům. Ich debiutancki album z zeszłego roku opublikowała już własna tłocznia pochodzącego z Sardynii artysty – Amam. Podobnie jest z jego autorskim materiałem, który właśnie ujrzał światło dzienne – „Tripolarity”.

Tytuł krążka odzwierciedla jego konstrukcję – zawarte na nim nagrania układają się bowiem w trzy grupy. Pierwsza z nich to energetyczny house, który dominuje w pierwszej części płyty. „Only You Know Who I Really Am” pulsuje twardym bitem o chicagowskiej proweniencji, ale funkowy puls łagodzi jego ciężkie brzmienie – całość uzupełniają falujące partie szorstkich klawiszy niosące zdeformowane głosy. Zdecydowanie tribalowy charakter ma z kolei „Purity” – włoski producent oplata tutaj mocne uderzenia perkusyjnej stopy etnicznymi congami, wzmagając orientalny charakter kompozycji samplami egzotycznych instrumentów strunowych.

W stronę głębokich i matowych brzmień rodem z Detroit skręca z kolei „Perfect Lover”. Tym razem Mereu stawia na ciepłe akordy organicznego Hammonda, wspierając je gładko do nich pasującym wokalem o soulowej barwie. Włoski producent sprawnie sobie radzi z house`ową konwencją – nie odciska na niej co prawda jakiegoś wyrazistego piętna własnej osobowości, ale z powodzeniem wykorzystuje jej rekwizyty do skonstruowania sensownych kompozycji.

Szybko okazuje się jednak, że jeszcze lepiej radzi sobie z mrocznym techno. Zaczyna dosyć lekko, bo od detroitowego „French Connection”, w produkcji którego wspomogła go znana i z naszych łamów Bloody Mary. O wiele cięższe brzmienie mają dwie samodzielnie skomponowane przez Mereu klubowe petardy – „Hypochondriac” i „Survived Boy”. Włoski twórca idealnie synchronizuje tutaj twarde bity i masywne basy ze świdrującymi loopami i przemysłowymi efektami. W efekcie powstaje gęste i ciężkie brzmienie, bliskie dokonaniom mistrzów gatunku z Sandwell District.

Świetnie sprawdzają się również kolejni zaproszeni goście. „Lucky Sinners” z udziałem Napha i Carlo Carontiego niewiele ustępuje metalicznym produkcjom Oskara Mulero, a rozbujany „The Case” zrealizowany przy wsparciu Aumena bucha podobnie gorącą energia, jak dawne techno-samby Jeffa Millsa w stylu „The Bells”. Aż dziw bierze, że za tak mocne granie odpowiadają producenci z Włoch i Francji, znani zazwyczaj raczej z bardziej subtelnego podejścia do dźwięku.

I wreszcie ostatni segment płyty – abstrakcyjna elektronika o soundtrackowym sznycie. I tu Mereu pokazuje się od jak najlepszej strony. O ile otwierający płytę „First Pole” to nieco ekscentryczne połączenie kosmicznych pasaży klawiszy z dubowym podkładem rytmicznym, „Second Pole” i „Third Pole” to już wysmakowany IDM o industrialnych koneksjach, którego nie powstydziłby się sam Lucy. Szkoda, że to tylko kilkuminutowe miniatury – przyjemnie byłoby posłuchać całego albumu zrealizowanego przez włoskiego producenta w tej konwencji.

Solowy debiut Alessio Mereu ujmuje dojrzałością aranżacji i wysmakowaną produkcją znajdujących się na nim nagrań. To szczególnie zaskakujące, jeśli pamiętamy, że jego autor skończył dopiero 23 lata. Zapamiętajmy to nazwisko – możemy się po nim spodziewać jeszcze wiele dobrego.

www.am-am.org

www.myspace.com/trueamam

www.myspace.com/alessiomereu

Amam 2011

Białoruscy elektronicy w Polsce

22 lipca warszawską Zachętą zawładnie eksperymentalna muzyka elektroniczna z Białorusi. Koncert będzie dopełnieniem wystawy o całokształcie białoruskiej sztuki „Otwierając drzwi? Sztuka białoruska dzisiaj”, organizowanej przez Narodową Galerię Sztuki Zachęta. Do Polski przyjadą najciekawsi białoruscy artyści, zajmujący się muzyką elektroniczną i improwizowaną. Na jednej scenie z gośćmi ze Wschodu wystąpią również polscy muzycy. Organizatorami eventu jest Narodowa Galeria Sztuki Zachęta oraz Fundacja Sztuka i Technologia.

Belarus Sound Art in Poland

  • Zachęta Narodowa Galeria Sztuki – Sala Multimedialna, pl. Małachowskiego 3, Warszawa

  • Wstęp wolny, 22 lipca, godzina 18:00.

  • Wystąpią:, Knyaz Mishkin, i/dex, Pavel Ambiont (Białoruś); kim_nasung, harpakahylo, Vasen Piparjuuri, Gold Plated Face, Krzysztof Orluk (Polska).

  • Visuale: VJ Solar Olga (Białoruś), VJ Coffenosugar (Przemek Nowakowski) (Polska)