Julek Płoski – śpie
Jarek Szczęsny:

Coś nowego.

Karenn – Grapefruit Regret
Paweł Gzyl:

Pariah i Blawan improwizują.

Moor Mother – Analog Fluids Of Sonic Black Holes
Jarek Szczęsny:

Hałas i chaos.

Jazz Band Młynarski-Masecki – Płyta z zadrą w sercu
Jarek Szczęsny:

Jedna dla wszystkich.

Shapednoise – Aesthesis
Paweł Gzyl:

Nieznane mutacje basowych brzmień.

A Winged Victory for the Sullen – „The Undivided Five”
Mateusz Piżyński:

Ambientowe nowości z Ninja Tune

Enchanted Hunters – Dwunasty Dom
Krzysiek Stęplowski:

Czasem naprawdę warto czekać. Warto wypatrywać, nawet latami, jeśli tylko cierpliwość nagrodzona ma być w taki sposób.

Ecnahnted Hunters Dwunasty Dom
Rrose – Hymn To Moisture
Paweł Gzyl:

Techno w stylu Marcela Duchampa.

Trzaska/Mazurkiewicz/Szpura – North Meridian
Jarek Szczęsny:

Można się spocić od samego słuchania.

Giant Swan – Giant Swan
Paweł Gzyl:

Czy znany ze świetnych koncertów duet sprawdził się również w studiu?

Floating Spectrum – A Point Between
Jarek Szczęsny:

Cyfrowy pomnik przyrody.

Bleu Roi – Dark/Light
Łukasz Komła:

Wiosną ubiegłego roku wsłuchiwaliśmy się w singiel szwajcarskiego projektu Bleu Roi, a przed kilkoma dniami ukazała się ich nowa EP-ka „Dark/Light”, którą przybliżamy i jednocześnie o niej rozmawiamy z Jennifer Jans.

Traversable Wormhole – Regions Of Time
Paweł Gzyl:

Adam X wraca do projektu sprzed dekady.

Sudan Archives – Athena
Jarek Szczęsny:

Do diabła z dobrymi radami.



Archive for Listopad, 2019

Henrik Schwarz Live! w Sopocie

Reprezentant niemieckiej wytwórni !K7 przyjeżdża do Polski na jedyny, klubowy występ. Czytaj dalej »

Puresque – Leitmotiv

Już w zeszłym roku przy okazji obchodów dwudziestej rocznicy działalności berlińskiego klubu i wytwórni Tresor, ich szef, Dimitri Hegemann, podkreślał że nie zamierza spocząć na laurach i właśnie otwiera kolejny sezon działalności swej tłoczni. Zwiastunem tego był cykl winylowych dwunastocalówek, prezentujących nowych twórców, wchodzących na orbitę Tresora. Najważniejszą z nich okazało się debiutanckie wydawnictwo duetu Purseque – „Vor Leitmotiv”.

W jego skład wchodzi dwóch producentów z Berlina reprezentujących zupełnie rożne generacje. Przedstawicielem tej młodszej jest Michael Kunz znany bardziej jako Mocca, który rozpoczął tworzenie własnych nagrań dopiero dwa lata temu, współpracując z net-labelem OC-Powerpacks. Rolę bardziej doświadczonego twórcy pełni w Puresque sam Paul Brtschitsch – weteran niemieckiej elektroniki, obecny na klubowej scenie od połowy lat 90., twórca różnych odmian tanecznej muzyki, od trance`u przez house po techno, współpracownik choćby Taksi czy Frisbee Tracks. Po przesłuchaniu przygotowanego przez duet demo, Hegemann od razu podpisał z nim kontrakt, którego efektem jest wspomniana EP-ka i wydany właśnie teraz album.

„Leimotiv” zaskakuje swą klasyczną produkcją. Tu nie ma typowych dla modnych artystów z Ostgut Ton czy Stroboscopic Artefacts przesterowanych bitów czy eksperymentów z dubstepem. Dziesięć zamieszczonych na płycie nagrań wpisuje się idealnie w kontekst energetycznego techno, odwołując się w wyrazisty sposób do tradycji gatunku wyznaczonej przez wydawnictwa tegoż właśnie Tresora.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/447539-01.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=447539-01″ allowscriptaccess=”always”]

W warstwie rytmicznej dostajemy hipnotyczne bity wsparte głębokim pulsem basu. Czuć tutaj ewidentnie funkowy groove, tak jak to zawsze było w produkcjach rodem z Detroit. W porównaniu z tym, jak teraz się gra techno, te rytmy są zaskakująco… eleganckie. Kiedy słuchamy niosących je nagrań wydaje się, że ich twórcy stoją za swymi samplerami i sekwencerami ubrani w szykowne, czarne garnitury – niczym ich dalecy krewni z Kraftwerk. Tak dzieje się właściwie w każdej kompozycji – od podszytego rytmicznym klaskaniem „Parafin”, przez rezonujące „czarną” wibracją „Reederwerk” i „Spinnenwabe”, po marszowego „Grenzwolfa”.

Idealnie do takich podkładów pasują pozostałe elementy aranżacji. Brtschitsch i Kunz sięgają przede wszystkim po o strzeliste motywy sonicznym brzmieniu („001A”) i monotonnie wibrujące loopy o perlistym tonie („Reederwerk”). Od czasu do czasu stosują też bardziej agresywne dźwięki – choćby rwane akordy lub zdeformowane stuki układające się w abstrakcyjne melodie („Leitmotiv” i „Sabelrassen”). Ale nawet kiedy wprowadzają tak modne dziś industrialne wyziewy („Im Keller”), nadają im nieinwazyjny charakter, daleki od brutalności dokonań Perca czy Dettmanna.

Najlepszy utwór niemiecki duet zostawia na koniec. „Tagtraumer” różni się nieco od pozostałej zawartości krążka. Tym razem Kunz i Brtschistch sięgają po epickie deep techno o lekko skorodowanym brzmieniu, łączącym dźwięki falujących blach i wibrującego arpeggia. Słychać tu oczywiście detroitowe odwołania, ale również niemiecką klasykę, choćby echa dawnych dokonań Heiko Lauxa pod szyldem The Oldschool Street.

Przyjemnie posłuchać czasem takiego wytwornego techno. Nie jest to oczywiście album, który popycha gatunek do przodu. Ale stanowi on zaskakująco udany kontrapunkt dla radykalnych wizji stylu, które zdominowały elektroniczną scenę w zeszłym sezonie.

Tresor 2012

www.tresorberlin.com

www.myspace.com/tresorberlin

www.puresque.com

www.myspace.com/puresque

Air – Le Voyage Dans La Lune

W jednej z recenzji tej płyty napisano, że być może lepszym kandydatem do nagrania ścieżki dźwiękowej do „Podróży na księżyc” Meliesa byłby ktoś inny, np. Daedelus. Osobiście nie jestem co do tego przekonany. Przecież już od czasów „Premiers Symptomes” było jasne, że muzyka Air automatycznie budzi skojarzenia ze stylistyką ścieżek dźwiękowych filmów science-fiction, albo po prostu dokumentów traktujących o tym, co dzieje się w przestrzeni kosmicznej. Kto nie jest o tym przekonany, niech jeszcze raz przesłucha „Modular Mix” albo „Les Professionnels” z tamtej kapitalnej epki. Obecne wydawnictwo Air nie jest oczywiście prostą kontynuacją tamtych dokonań – to woda już z zupełnie innej rzeki, w międzyczasie Dunckel i Godin próbowali różnych ruchów stylistycznych, ale nadal widoczna jest nić podobieństwa.

Wciąż przecież mamy do czynienia z rozwodnionymi, majestatycznymi partiami fortepianu, które zdają się być znakiem firmowym Air. Przykładów takich zabiegów dostarcza „Retour Sur Terre” i – w mniejszym stopniu – „Moon Fever”. Warto również zwrócić uwagę na świetnie zaaranżowane partie gitarowe. Prym wiedzie tu zdecydowanie przebojowy „Parade”. Wszystko zagrane jest tu na luzie, z fantazją i niewymuszonym humorem. Dodane do przewodniego motywu chóralne sample wokalne potęgują jeszcze wrażenie tkwienia w samym środku lat sześćdziesiątych. Dobrze słucha się również rozedrganego „Cosmic Trip”, subtelnie zaśpiewanego „Who Am I Know”, czy „Sonic Armada” będącego szybkim skrótem najbardziej charakterystycznych dla Air eksperymentów ze starymi syntezatorami.

Podsumowując można zastanowić się nad dwiema sprawami.  Po pierwsze: czy Air pokazało tym nagraniem coś istotnie nowego, a po drugie, jak wypada porównanie tej płyty do ścieżki dźwiękowej, np. do „Virgin Suicides”? Łatwiej zacząć od tej drugiej kwestii. Wydaje się, że kolejne podejście Air do umuzycznienia filmu, było dobrym pomysłem. W odróżnieniu od tamtej płyty, kompozycje tu zawarte są bardziej różnorodne, nie nużą parafrazami tego samego tematu (tak, jak to miało miejsce w przypadku „Virgin Suicides”). „Le Voyage Dans La Lune” jest doskonałym przykładem tego, jak zręcznie Air sięga po różne konwencje muzyczne. W przypadku ścieżki dźwiękowej do filmu to może słuchaczowi wystarczyć. Nie przesądza to jednak o tym, że na linii swojej „właściwej” twórczości,  Air ma coś świeżego do powiedzenia. Przynajmniej ja nie dałbym za to głowy.

Astralwerks 2012

Affkt – Punto 0

Chociaż u nas Marc Martinez Nadal jest kompletnie nieznany, w swej ojczystej Hiszpanii ma opinię jednego z najbardziej utalentowanych producentów tanecznej elektroniki młodego pokolenia. Zbudował ją serią winylowych dwunastocalówek, na których z powodzeniem penetrował pogranicze między techno a housem. Od dwóch lat ściśle współpracuje z rezydującą w Walencji wytwórnią Sincopat, która właśnie opublikowała mu debiutancki album – „Punto 0”.

Hiszpański producent chciał na swoją pierwszą długogrającą płytę przygotować coś specjalnego. Dlatego wybrał się do Ameryki Południowej i tam dokonał szeregu nagrań z kubańskimi i brazylijskimi muzykami, których fragmenty wykorzystał potem na swym premierowym materiale. Mało tego – do współpracy zaprosił również twórców z europejskiej sceny tanecznej, wśród których znalazł się nasz Marcin Czubala, Mathias Kaden, Argenis Brito oraz trio dOP. Co powstało w wyniku tej zespołowej pracy?

„Punto 0” to wyjątkowo różnorodna płyta. Ale trzeba Nadalowi przyznać, że potrafi zgrabnie lawirować między różnymi gatunkami w celu stworzenia atrakcyjnego brzmienia. Najwięcej tu oczywiście energetycznego tech-house`u, w którym hiszpański twórca od dawna czuje się najlepiej. Nadal nie poprzestaje jednak na wykorzystywaniu charakterystycznych elementów stylu, tylko stara się je uzupełnić własnymi pomysłami. Dlatego sięga po rockową gitarę skontrastowaną z eteryczną wokalizą w „Bruminha”, wykorzystuje trance`owe partie syntezatorów niosące nostalgiczny motyw piano w „Le Rendez-Vous” czy ozdabia motoryczne rytmy ekstatycznym śpiewem z soulowego klasyka w zrealizowanym ze wspomnianym Czubalą „Sabroso”.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/1927555-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=1927555-02″ allowscriptaccess=”always”]

Spora część zestawu jest wyjęta z tanecznego kontekstu. „Vainilla & Guayaba” i „Grandiosa” to właściwie dubstep – ale pozbawiony basowej mocy i rytmicznego ciężaru. Nadal stosuje połamane bity, ale nadaje im lekkie i kruche brzmienie, uzupełniając je egzotycznymi wokalami nagranymi podczas południowoamerykańskich wojaży. Idąc tym tropem dochodzimy do finałowej „Hecuby”, gdzie spowolnione rytmy rodem z klasycznego downtempo stanowią podkład pod wokoderowy śpiew, przywołując skojarzenie z popularnymi dokonaniami Jamesa Blake`a czy Jamiego Woona.

Z pomocą Mathiasa Kadena hiszpański producent serwuje nawet smakowity minimal. Dowcipnie zatytułowany „Kadenzaffkt” pulsuje plemiennym rytmem zatopionym w wokalnych efektach, kojarząc się natychmiast z charakterystycznym brzmieniem wytwórni Luciano. Francuzi z tria dOP modelują z kolei „El Flautistę” na breakbeatową modłę, wpisując melodyjne pasaże swych ulubionych dęciaków w połamane rytmy niepozbawione jednak house`owej wibracji. Dwa najlepsze utwory z zestawu to „Nuvol” i „Bonaire” – choć nie wykraczają one poza tech-house`ową formułę, hiszpańskiemu twórcy udało się je ozdobić świetnymi melodiami, które sprawiają, że podczas ich słuchania poziom endrofin w organizmie skacze znacznie ponad normę.

„Punto 0” to płyta dla szukających w tanecznej elektronice pozytywnej energii i przyjemnych brzmień. Dlatego spodoba się tym, którzy przepadali niegdyś za nagraniami z kolońskich wytwórni w rodzaju Boxera czy Treibstoffa, a dziś cenią gładkie produkcje z Cocoona, Get Physical czy Crosstown Rebels. Tylko dlaczego nasz Marcin Czubala nie nagrał jeszcze takiego albumu?

Sincopat 2012

www.sincopat.com

www.myspace.com/sincopat

www.myspace.com/affkt 


Nowy album Boards of Canada coraz bliżej?

Jak długo będziemy czekać jeszcze na nową płytę Marcusa Eoina i Michaela Sandisona? Odpowiedź znają zapewne tylko oni sami i ewentualnie ktoś z Warp Records, jednak wiele znaków na niebie i ziemi wskazuje na to, iż ta chwila nadejdzie już wkrótce.

Zaczęło się jakiś czas temu, kiedy to na oficjalnym profilu Boards of Canada na Facebooku jeden z fanów zadał pytanie o nowe wydawnictwo, w odpowiedzi duet zamieścił link do swojej dyskografii, gdzie obok starych płyt pojawił się pusty „slot” sugerujący kolejny album. Fani BoC nie dali za wygraną, jeden z nich ostatnio zapytał „Czy jest jakaś prawda w rozpowszechnianych pogłoskach o nowym albumie BoC?”. W odpowiedzi uzyskał lakoniczne „Tak”, które po jakimś czasie zostało usunięte pompując tym samym balon spekulacji do granic możliwości.


Jak sądzicie, doczekamy się w końcu nowej płyty od Boards of Canada?

Znamy półfinalistów konkursu „Zrób Głośniej! na Electronic Beats”

Spośród 60 zgłoszonych do konkursu wykonawców redakcja T-Mobile Music wybrała najlepszą dwudziestkę. Powalczy ona o nagrodę główną – występ na festiwalu Electronic Beats z takimi gwiazdami jak James Blake, Squarepusher i Digitalism. Szansę na udział w tym wydarzeniu mają: 2DirtyHand5, Almost Married, All Sounds Allowed, Apacze z Wolnej Voli, Audiomanufacture, Bubble Chamber, CueFX, Das Moon, Diana Levi, Fireinthehole, Games People Play, IdiotHead, Lody, Medialookmusic, Medulla, Mentalnych Narzędzi, Mikro Orchestra, Out Of Tune, Rara Avis i WWN. Czytaj dalej »

GNs Compilation – Empty Shadows

Kolejna, trzecia już składanka z serii GNs Compilation tym razem została przygotowana z okazji piątych urodzin Good Netlabels. Czytaj dalej »

BASS CAMP 2012 od RBMA!

Już od nadchodzącego piątku czeka nas moc wrażeń w związku z warsztatami, które będą miały miejsce w Warszawie. Zachęcamy do uczestnictwa w nich! Czytaj dalej »

Little Dragon we Wrocławiu – relacja

Koncert szwedzkiego zespołu miał odbyć się w listopadzie ubiegłego roku, jednak z powodu choroby jednego z członków zespołu, cała trasa została odwołana. A raczej przełożona na późniejszy termin. Dzięki temu Wrocławska publika mogła zobaczyć Małego Smoka w akcji i przeżyć niezapomniany wieczór.

Czytaj dalej »

Fennesz kuratorem na Scenie Eksperymentalnej podczas OFF Festivalu

Christian Fennesz będzie kuratorem jednego dnia na Scenie Eksperymentalnej. Jego zaproszenie przyjęli: Kim Gordon & Ikue Mori, Henry Rollins, Papa M, Lillevan, Forest Swords, Jacaszek, Mordy oraz Piętnastka. Czytaj dalej »

Raban Records zapraszają na piwo w Katowicach

Już 24 marca w katowickim klubie Kato rozbijać się będą chłopaki z Rabanu – w ramach imprezy pod zachęcająca nazwą „Big Bass Danceflooration” zagrają Tsar Poloz i 8rolek. Co więcej?

Czytaj dalej »

Jason Lanox – Burning Every Bridge That I Cross To Find Some Beautiful Place To Get Lost

Zapewne dzięki prężnej działalności wytwórni Clone, Delsin i Rush Hour jesteśmy obecnie świadkami wysypu młodych producentów na holenderskiej scenie elektronicznej. To dobrze – bo trafiają się wśród nich twórcy, na których faktycznie warto zwrócić uwagę.

Jednym z nich Jason Lanox, który do tej pory miał okazję zaprezentować się nam jedynie na dwóch dwunastocalówkach. Jego droga do produkcji własnych nagrań była dosyć typowa dla większości reprezentantów pokolenia obecnych dwudziestolatków. Dorastając dzięki rodzicom w otoczeniu dźwięków jazzu, soulu i funku, jako nastolatek zachwycił się subkulturą hip-hopową. Potem oczywiście trafił na pierwsze rave-parties i odkrył nową muzykę taneczną. Ponieważ rodzice byli wyrozumiali dla jego fascynacji, w pokoju holenderskiego młodzieńca zaczęły niebawem rosnąć stery elektronicznego sprzętu.

Efektem kilku lat spędzonych przez Lanoxa między klubami a sypialnią jest debiutancka płyta holenderskiego producenta – „Burnig Every Bridge That I Cross To Find Some Beautiful Place To Get Lost”. Ponieważ jest to concept-album podsumowujący wczesną młodość swego autora, poszczególne nagrania łączą się ze sobą, tworząc zwartą opowieść o jednoznacznie ilustracyjnym charakterze.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/448961-01.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=448961-01″ allowscriptaccess=”always”]

Zaczyna się od ambientowego wstępu („Tonight Is The Night”), który prowadzi nas do masywnego dub-techno o zaskakująco bogatej aranżacji („Destinator”). Lanox miesza tutaj podwodne pasaże syntezatorów z melodyjnie pobrzękującymi akordami, szeleszczące perkusjonalia z dzwoniącymi efektami, nie popadając jednak w barokowy przepych. Potem rozbrzmiewa dynamiczny tech-house – w którym jest miejsce na swingujący pochód basu, niosący wokalny refren ozdobiony IDM-owymi ornamentami („Blinded By The Numbers”).

Choć kolejna kompozycja rozpoczyna się od bujających rytmów o hip-hopowym metrum, z czasem zamienia się w oniryczny deep house, w którym rozlane tło przeszywa dramatyczna wstawka soundtrackowych smyczków („Get Lost”). A potem kolejny zwrot akcji – dudniący ciężkim bitem i zwalistym basem rozhuśtany dubstep, zatapiający jamajską partię melodiki w ambientowych strumieniach monochromatycznego dźwięku („Wired”). Stąd już blisko do bajkowego IDM-u – wpisanego w formę nienachlanej miniatury wypełnionej plumkającymi akordami rozjarzonych syntezatorów („You Can`t Save Anyone From Themselves”).

Ten wyciszony nastrój znajduje swą kulminację w niemal filmowym „Dark Waters” – bo przestrzenne brzmienia są tu tylko tłem do wyszeptanej intymnymi głosami rozmowy kochanków. Do pionu przywraca nas dopiero umieszczony na koniec „The Seas Of Aesfa”. Tym razem Lanox znów sięga po sprężysty tech-house o funkowym groovie, w którym rwany loop zestawiony z melodyjnie popiskującym motywem wiedzie nas ku kakofonicznemu finałowi o niemal orgiastycznej ekspresji.

Holenderski producent debiutuje w intrygującym stylu. Nagrania z jego albumu łączą głęboką emocjonalność z dojrzałą muzykalnością, demonstrując że ich autorowi z łatwością przychodzi opowiadanie zajmujących historii opakowanych w dobrze brzmiące dźwięki.

Henk 2012

www.henkrecordings.com

www.myspace.com/jasonlanox

Polacy mają w sobie dużo ognia! Rozmowa z Little Dragon

Poczułem lekkie rozczarownie, kiedy na miejscu okazało się, że Yukimi jest zbyt zmęczona, żeby ze mną porozmawiać. Chciała nabrać sił przed wieczornym koncertem. Uczucie te jednak szybko minęło, bowiem Erik Bodin (perkusja) i Häkan Wirenstrand (klawisze) okazali się bardzo wdzięcznymi rozmówcami. Czytaj dalej »

An On Bast w duecie z Maćkiem Fortuną

Dawno nie pisaliśmy o poczynaniach An On Bast, która właśnie przygotowuje się do wydania materiału nagranego wspólnie z trębaczem Maciejem Fortuną. Posłuchajcie, jak brzmi ten intrygujący projekt.

Album zatytułowany będzie po prostu „1”. Ani nie trzeba nikomu przedstawiać, z kolei Maciej Fortuna jest jednym z najbardziej dynamicznych i uznanych
jazzmanów młodego pokolenia w Polsce. Muzyk ma na swoim koncie dwie płyty, w ubiegłym roku zaliczył nominację do Fryderyka.

Jak mówi Julia Ruminiecka z An On Bast Managment: eksplorując nowe ścieżki Maciej spotkał Annę, równie otwartą i poszukującą, mającą już w swoim dorobku między innymi udane eksperymenty z utworami klasycznymi. Efektem tej współpracy jest niezwykle autentyczna muzyka i muzykowanie – na
pograniczu i pomiędzy gatunkami.

Fritz Kalkbrenner – Suol Mates

Kompletna klapa ubiegłorocznego albumu Paula Kalbrennera, sprawiła że jego status supergwiazdy sceny klubowej został wyraźnie nadwyrężony. Chcąc nie chcąc skorzystał na tym jego młodszy brat Fritz, którego debiutancka płyta sprzed dwóch lat okazała się niespodziewanym bestsellerem. Mimo, iż twórczość obu Kalkbrennerów jest do siebie nieco podobna, są w niej wyraźne różnice. Zaskakująco trafnie puentuje je pierwszy DJ-miks w dorobku Fritza, opublikowany właśnie przez jego macierzystą wytwórnię – berliński Suol.

„Suol Mates” rozpoczyna się od solidnego segmentu „czarnych” brzmień. Niemiecki producent sięga tutaj najpierw po masywny hip-hop („U`s A Freak B*tch” rapera Black Milka czy „Back On Da Block” Pete`a Rocka), który potem gładko łączy z soczystym funkiem, zarówno w jego klasycznej („Funk In The Hole” Roya Ayersa), jak i współczesnej („When She Smiles She Lights The Sky” Plantilfe`a) wersji. Jest tutaj miejsce na mniej znanych wykonawców, jak zapomniany projekt Johnson Products (jedyny w jego dyskografii „Johnson Jumpin`” z 1979 roku), ale też słynnych mistrzów połamanych bitów – RJD2 („Clean Living”) czy nieodżałowanego J Dillę („Won`t Do” w wersji instrumentalnej). Takie były bowiem początki Fritza Kalkbrennera – który w przeciwieństwie do starszego brata zafascynowanego muzyką techno, przez wiele lat zdecydowanie preferował hip-hop.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/1929153-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=1929153-02″ allowscriptaccess=”always”]

Być może właśnie ta słabość do „czarnych” brzmień sprawiła, że młodszy z niemieckich producentów, zwrócił się potem ku deep house`owi. I właśnie taka muzyka dominuje w drugiej części „Suol Mates”. Zaczyna się od znakomitej „Ruby Lee” autorstwa samego Fritza. Głęboki rytm idealnie łączy się tutaj z organiczną partią Hammonda i sugestywnym wokalem Kalkbrennera. Dalej jest zresztą podobnie – „Precious Hall” Lawrence`a, „Fallen Hero” NUfrequency (w świetnym remiksie Motor City Drum Ensemble) czy „Fruits Of The Spirit” Boo Williamsa to prawdziwe perełki gatunku. Te matowe brzmienia prowadzą wprost do finału, w którym muzyka nieco się zmienia. Z jednej strony bity stają się trochę cięższe, ale z drugiej – pojawia się więcej wyrazistych melodii. A to przede wszystkim za sprawą dźwięków nostalgicznego pianina z urokliwego „Lost In The Streets Of NYC” Toma Trago, ale też ponownego wejścia mocnego wokalu samego Kalkbrennera w zmysłowym „Right In The Dark” (zremiksowanym przez Henrika Schwarza). Świetnie pasuje do tego finałowa „Robellada” Robaga Wruhme – w zaskakujący sposób zamykająca głęboką nostalgię w formule tanecznego house`u.

„Suol Mates” to coś więcej niż didżejski miks. To historia muzycznego życia Fritza Kalkbrennera zamknięta w dwudziestu starannie wyselekcjonowanych nagraniach. Mimo tego drugiego dna osadzającego zestaw w szerszym kontekście, wypada on niezwykle bezpretensjonalnie. Nie ma tu żadnego napinania się czy prób udowadniania własnej wartości. Widocznie radość z grania i tworzenia muzyki jest dla młodszego z niemieckich producentów najważniejsza.

Suol 2012

www.suol.hk

www.fritzkalkbrenner.com

www.myspace.com/fritzkalkbrenner

Kolejni artyści na Electronic Beats

Coraz ciekawiej zapowiada się tegoroczny festiwal Electronic Beats, który odbędzie się pod koniec kwietnia w Centrum Stocznia Gdańska. Do takich gwiazd jak Squarepushera, Jamesa Blake’a czy Digitalism dołączył niemiecki kolektyw Jazzanova wraz z Paulem Randolphem oraz związana z berlińską wytwórnią BPItch Control Dillon. Czytaj dalej »

M83, Public Enemy i The Kills na Opener 2012

Line up flagowego festiwalu Polski rośnie w siłę – oficjalnie zapowiedziano koncerty M83, Public Enemy oraz The Kills.

Twórczość założonej w 2001 roku grupy M83 buduje pomost między współczesną muzyką elektroniczną, a artystami, którzy zdefiniowali nurt shoegaze i dream-pop w latach osiemdziesiątych – Cocteau Twins i My Bloody Valentine wystarczą na uzasadnienie tej teorii. Krzykliwy, senny, energetyczny, a momentami nawet kiczowaty – koncert M83 w Polsce będzie z pewnością niemałym wydarzeniem.

Recenzję ostatniego albumu grupy, zatytułowanego „Hurry Up, We’re Dreaming”, przeczytać można łamach naszego portalu.

Duet The Kills od początków swojej kariery wierny jest brudnym, garażowym brzmieniom. Alison Mosshart i Jamie Hince komponują muzykę kierując się mottem „less is more”, tworząc tym samym proste, aczkolwiek niesłychanie nośne melodie o mocy paliwa rakietowego.

Recenzję ostatniego albumu The Kills, autorstwa Maćka Kaczmarskiego, znaleźć można na portalu nowamuzyka.

Gwiazdą World Stage bezkonkurencyjnie zostaje Public Enemy. Weterani zaangażowanego politycznie hip-hopu, którzy nieprzerwanie od trzydziestu lat nagrywają i koncertują, ciągle mają coś do powiedzenia – zarówno w kwestii muzyki, jak i przekazów, które wpisane są w jej tkankę.

Echem gitarowego profilu poprzedniej edycji festiwalu Opener z pewnością będzie występ grupy Bloc Party, która w tym roku szykuje się do wydania kolejnego albumu studyjnego.

Aktualny skład festiwalu Opener 2012 dopełnia indie-folkowy Dry The River, cygański punk w wykonaniu Gogol Bordello oraz przedstawicielka futurystycznych wariacji na temat muzyki soul – Janelle Monáe. Z rodzimych wykonawców przyjdzie nam natomiast usłyszeć Katarzynę Nosowską.

Kolejne gwiazdy Tauron Festiwalu!


Speech Debelle, The Field, Gnucci Banana, Michael Mayer i Brandt Brauer Frick Ensemble kolejnymi artystami VII edycji Festiwalu Tauron Nowa Muzyka! Przeczytajcie szczegóły. Czytaj dalej »

Trzydniowy OFF Club w Katowicach

Od 11 do 13 maja w katowickim kinie Światowid  Barn Owl, A Hawk And A Hacksaw i Tim Hecker zagrają na żywo muzykę do filmów Wilhelma Sasnala, Siergieja Paradżanowa i Wernera Herzoga.

Czytaj dalej »

Kolejni wykonawcy na Selector Festival

Czyżby czekała nas oszczędnościowa wersja Selector Festivalu? Wygląda na to, że tym razem nie będzie wielkich gwiazd. Ale zarówno młodzi, jak i mniej znani wykonawcy też mogą dostarczyć wielu pozytywnych wrażeń. Czytaj dalej »