Stenny – Upsurge
Paweł Gzyl:

Połamane rytmy zanurzone w ambiencie.

Justyna Steczkowska – Maria Magdalena. All Is One
Przemysław Solski:

Wędrówka duszy.

Function – Existenz
Paweł Gzyl:

Opus magnum Dave’a Sumnera.

Bella Boo – Once Upon a Passion
Jarek Szczęsny:

Z półprzymkniętymi oczami.

Shed – Oderbruch
Paweł Gzyl:

Szperając w zbiorowej pamięci.

KTLH – Azathoth
Jarek Szczęsny:

Egzorcyści będą mieć pełne ręce roboty.

Koenraad Ecker & Frederik Meulyzer – Carbon
Paweł Gzyl:

Wizyta na Spitsbergenie.

Planetary Assault Systems – Live At Cocoon Ibiza
Paweł Gzyl:

Techno z saksofonem? Czemu nie!

Olo Walicki & Jacek Prościński – Llovage
Jarek Szczęsny:

Uciekająca sekcja rytmiczna.

Abul Mogard – Kimberlin
Maciej Kaczmarski:

Elegia na odejście.

Tobias Preisig – Diver
Łukasz Komła:

Skoncentrowana powódź.

Lee Gamble – Exhaust (Flush Real Pharynx Part 2)
Paweł Gzyl:

Powrót do korzeni.

Various Artists – Pop Ambient 2020
Paweł Gzyl:

Ambient jak skała.

FKA Twigs – Magdalene
Jarek Szczęsny:

Jedno płuco.



Archive for Listopad, 2019

Pjusk – Tele

Jostein Dahl Gjelsvik i Rune Andre Sagevik to właściwie weterani norweskiej elektroniki. Pierwszy z nich zaczynał już na początku lat 90. tworząc techno w projekcie Neural Network, aby potem zwrócić się w stronę ilustracyjnego IDM-u w duecie Circular. Drugi zaczynał jako promotor klubowych imprez – i dopiero później zajął się tworzeniem własnej muzyki. Kiedy Gjelsvik usłyszał kiedyś w jednej z radiowych audycji nagrania Sagevika, zafascynowały go one na tyle, że skontaktował się z nim i zaproponował wspólną sesję. W ten sposób w 2005 roku narodził się Pjusk, który później trafił do amerykańskiej wytwórni 12k, nakładem której ukazały się dwa dotychczasowe albumy formacji – „Sart” i „Sval”. Mroczna i chmurna muzyka duetu spodobała się z kolei Alessandro Tedeschemu, prowadzącemu w Rzymie firmę Glacial Movements. Po nitce do kłębka – i oto po dwóch latach przerwy mamy trzecią płytę Pjusk.

Jej początek przypomina wcześniejsze dokonania norweskich producentów – szeleszczące dźwięki otoczenia („Fnugg”) prowadzą nas do abstrakcyjnego kolażu mrocznych wyziewów przerywanych mrożącymi krew w żyłach rykami zawodzącego dronu („Gneis”). Chrzęszczące efekty poddane zostają glitchowej obróbce, w efekcie czego powstaje skorodowany minimal o niepokojącym klimacie („Flint”).

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/1904195-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=1904195-02″ allowscriptaccess=”always”]

Ku zaskoczeniu słuchacza, wraz z kolejnymi kompozycjami, muzyka zaczyna się jednak… ocieplać. „Skifer” rozbrzmiewa głęboko zdubowanym basem, a w „Krystall” pojawia się chroboczący loop zapętlony w zredukowany podkład rytmiczny. Dźwięki te zostają zanurzone w strzelistych tonach ambientowych syntezatorów, oddających spokojny rytm życia skandynawskiej przyrody („Granitt” i „Bre”). Najbardziej urokliwy w tym zestawie jawi się „Kram” – subtelna kompozycja niosąca łagodną melodię podszytą ukrytymi w dalekim tle cyfrowymi defektami. Podobnie zresztą wypada finałowy „Polar” – bo i tutaj pojawia się bardziej wyrazisty motyw melodyczny, tym razem wprowadzony przez przestrzenną wariację syntezatorową rodem z klasyki kosmische musik.

Niezwykle ważnym elementem twórczości Pjusk jest… cisza. Norwescy producenci lubią zawieszać na moment prowadzoną przez siebie dźwiękową narrację – aby zyskała ona dodatkowy kontrapunkt w postaci niespodziewanej pauzy. Być może to dlatego, że Gjelsvik i Sagevik nagrywają swe płyty w odizolowanym od świata zewnętrznego studiu na dalekiej prowincji. W efekcie ich eteryczna muzyka staje jakby w poprzek współczesnego świata – zatrzymując na niemal godzinę jego galopujący puls.

Glacial Movements 2012

www.glacialmovements.com

www.myspace.com/glacialmovements

www.pjusk.no

www.myspace.com/pjusk

Archive Series: Kafel, czyli jak zaczynała Nosowska


Pora na kolejną odsłonę serii wydawniczej Archive Series. Tym razem zachęcamy Was do zamówienia muzyki zimnofalowego zespołu Kafel, w którym swoją karierę rozpoczynała Kasia Nosowska. Czytaj dalej »

Crippled Black Phoenix trzy razy w Polsce

Agencja koncertowa PW Events ma wielką przyjemność zaprosić na koncerty jednej z ciekawszych brytyjskich formacji – zespołu Crippled Black Phoenix. Listopadowe występy grupy spotkały się z bardzo entuzjastycznym przyjęciem. Tym razem Crippled Black Phoenix podczas swojej europejskiej trasy „WE SHALL SEE VICTORY TOUR” zaprezentuje materiał z nadchodzącego wydawnictwa „(Mankind) The Crafty Ape”. Nowy album, który swoją premierę będzie miał 30 stycznia usłyszeć będziemy mogli na żywo już pod koniec marca.


Bilety:
25.03 godz. 20:00 Sfinks / Sopot / bilety: 39/49 PLN
26.03 godz. 20:00 Progresja / Warszawa / bilety: 50/60 PLN
27.03 godz. 20:00 Bezsenność / Wrocław / bilety: 39/49 PLN

Crippled Black Pheonix powstał w 2004 roku i nie bez powodu na początku swojej działalności byli określani jako supergrupa. Przez zespół przewinęło się bowiem mnóstwo ważnych artystów, by wymienić tylko Dominica Aitchisona z Mogwai i Justina Greavesa z Electric Wizard, a ich debiutancki album wyprodukował Geoff Barrow z Portishead.

Twórczość CBP wpychana była do wielu już szufladek -od doom metalu, po post rock do freak folku. W żadnej z nich zespół jednak nie utrzymywał się na dłużej. Muzyka zespołu to połączenie eksperymentalnych brzmień z klasyką, progresji z awangardą, mocnych uderzeń z przepięknymi balladami. Sam zespół swoje utwory określa „balladami końca świata”.

Jak do tej pory grupa nagrała cztery płyty. Ostatnia w ich dorobku to „I,Vigilante”. Aktualnie grupa pracuje nad kolejnym albumem, który ukaże się pod koniec roku.

Aaron Dilloway – Modern Jester

Szpulowa taśma wypuszczona z magnetofonu oplata pokój, opada na podłogę, następnie pnie się do góry. Po drodze ociera się o kanty przedmiotów, powraca robiąc pętlę. Pętlę. Czytaj dalej »

Gerald Mitchell – Family Property

Jednym z najważniejszych producentów, którzy dołączyli w minionej dekadzie do kolektywu Underground Resistance okazał się z perspektywy czasu Gerald Mitchell. Nie tylko bowiem tworzył wartościowe nagrania na własne konto, ale powołał również do życia znakomitą formację Los Hermanos i stał się jednym z filarów koncertowego wcielenia detroitowej załogi – The Trinity.

Ponieważ zadebiutował już w połowie lat 90., po wstąpieniu w szeregi Underground Resistance, kontynuował rozwijanie swych wcześniejszych zainteresowań. W przeciwieństwie do pozostałych członków kolektywu, Mitchell wyspecjalizował się jednak nie w techno, ale w house`ie. Z czasem uzupełnił typowe dla siebie brzmienie o nowe elementy. Podsumowaniem dźwiękowych peregrynacji producenta jest jego debiutancki album opublikowany przez japońską wytwórnię Underground Gallery z Kobe – „Family Property”.

Najwięcej tutaj bogato zaaranżowanego deep house`u głęboko osadzonego w tradycji „czarnej” muzyki. Oto umieszczony niemal tuż na wstępie płyty „Nobody Like You” układa się w formę żarliwego hymnu religijnego, łącząc ekstatyczne wokale w stylu gospel z gęstym pokładem rytmicznym, przypominając rozbudowane kompozycje Innerzone Orchestry. Funkowe partie ciepłej gitary i organicznego Hammonda rozpalają brzmienie „Funkatropolis 313”, natomiast w „Baby Oh” miękkim bitom towarzyszą euforyczne akordy strzelistych klawiszy wywiedzione wprost z legendarnego „Strings Of Life” Derricka Maya.

W drugiej części płyty Mitchell zwraca się ku bardziej tribalowej rytmice. „Afro Tech Soul” i „I Am Los Hermanos” wpisują zapętlone motywy latynoskich instrumentów w plemienne bębny podrasowane imprezowymi okrzykami i zawołaniami. Podobnie dzieje się w „Los Controls” – głęboka pulsacja o house`owym metrum zostaje niespodziewanie przełamana typowo południowoamerykańską rytmiką, zamieniając klubową petardę w uliczną sambę eksplodującą gorącymi dźwiękami rodem z latynoskiego karnawału. Kontrapunktem dla tych rozbudowanych kompozycji są dwa surowe i szorstkie nagrania – „Bytes & Filterz” i „Paradigm 4th Shifter”. Mitchell sięga tu dynamiczne podkłady rodem z nowojorskiego garage`u, oplatając je jednak zgrzytliwymi i zawodzącymi loopami o zdecydowanie chicagowskim tonie.

„Soul D.N.A.” to już elektroniczna poezja w stylu najbardziej eterycznych dokonań Carla Craiga. Wątek ten kontynuuje „Generations” – przestrzenne deep techno o nieco plemiennym groovie, które z powodzeniem mogłoby się znaleźć w repertuarze Los Hermanos. Bardziej oldskulowy charakter ma natomiast „Family”. Tutaj prym wiodą bowiem syntetyczne smyczki – jak w dawnych przebojach wspomnianego już Derricka Maya. Segment ten wieńczy finałowe „Groove Arps”, łącząc w finezyjny sposób taneczną motorykę techno z ambientowo brzmiącymi kaskadami klawiszy.

„Family Property” to kwintesencja klasycznej elektroniki z Motor City. Jest w tej muzyce głębokie uduchowienie, czuć w niej transcendentalny niemal związek z kulturą przodków, emanuje ona wyjątkowo czystą i pozytywną energią. Szkoda tylko, że tak trudno ten album zdobyć w Europie.

Underground Gallery 2011

www.undergroundgallery.jp

Peter Prautzsch – Schwere See

Wszechocean potrafi być niewyczerpanym źródłem inspiracji. Peter Prautzsch obserwował ten żywioł przez mocno zadymiony bulaj – jego muzyka jest mroczna, często tonie w minorowych wirach. Czytaj dalej »

The Ting Tings – Sounds From Nowheresville

The Ting Tings narywając w 2008 roku debiutancki album „We started nothing” udało się zrobić jedną, dość niezwykłą – jak na dzisiejsze czasy – rzecz. Pokazali, że możliwe jest jeszcze tworzenie dobrej, bezobciachowej popowej muzyki, do której słuchania możemy się przyznać przed znajomymi, bez rumieńców na twarzy.  Czytaj dalej »

Marcowe atrakcje Roku Johna Cage’a

„Taniec słów – rytm ciała / rytm słowa” to hasło trzeciej odsłony Roku Johna Cage’a w Lublinie. Czytaj dalej »

Deus zagra już w tym tygodniu

Dokładnie za tydzień grupa dEUS pojawi się w Polsce. Belgijska formacja zagra dwa koncerty – 7 marca we wrocławskim klubie Firlej oraz dzień później tj. 8 marca w warszawskim klubie Proxima.

Grupa Toma Barmana będzie promować swój ostatni album – „Keep You Close”, który ukazał się we wrześniu tego roku. Album szybko rozszedł się w liczbie ponad 10 tysięcy egzemplarzy zyskując w Belgii status złotej płyty.
W muzyce zespołu dEUS słychać echa humorystycznej psychodelii Franka Zappy i Captaina Beefhearta. Ostatnie płyty z dorobku formacji wypracowały pozycję grupy na muzycznej scenie belgijskiej i europejskiej.

dEUS (BE)
07.03 20:00 Firlej / Wrocław
bilety 60/70 pln
do nabycia: Rocky Shop (Wrocław, DH Feniks), Ticketpro.pl (m.in. Empiki i Media Markty), Pwevents.pl, ebilet.pl(http://www.pwevents.pl/pl/bilety,1,23.html)

08.03 20:00 Proxima / Warszawa
bilety 69/79 zł
do nabycia: ticketpro.pl, eventim.pl, ebilet.pl

http://www.youtube.com/watch?v=TWcAb0i-XDw&feature=fvst

dEUS – to jedna z ciekawszych niezależnych formacji na scenie europejskiej założona w 1989 roku w Antwerpii, w Belgii.
Początkowo zespół rozpoczął swoją karierę jako „cover band”, ale wkrótce zaczął pisać własny materiał, w którym można było odszukać wpływy folku, punku poprzez jazzu i w końcu rocka progresywnego. Już w 1992r. wytwórnia Island Records zaproponowała grupie Deus kontrakt płytowy. Debiutancki album „Worst Case Scenario” ukazał się w 1994 roku. Po wydaniu tego materiału zespół porównywany bardzo często był do takich gigantów muzycznego podziemia jak Frank Zappa, Tom Waits czy Captain Beefheart. Kolejna płyta „In a Bar, Under the Sea” wydana została dwa lata później. A „The Ideal Crash” (1999) sprawiła, że od wydania debiutu łączna ilość sprzedanych albumów na całym świecie wynosiła ponad 750.000 egzemplarzy. Albumami tymi Belgowie nawiązali równorzędny dialog z tym, co się wówczas działo w amerykańskim indie rocku oraz opanowanej przez brit pop Wielkiej Brytanii. Ostatni album „Keep You Close ” ukazał się 19 września, osiągając w pierszym dniu sprzedaż ponad 10 000 egzemplarzy.

Dyskografia
Worst Case Scenario (1994)
In a Bar, Under the Sea (1996)
The Ideal Crash (1999)
Pocket Revolution (2005)
Vantage Point (2008)
Keep You Close (2011)

OBECNY SKŁAD ZESPOŁU:
Tom Barman – śpiew, gitara
Klaas Janzoons – instrumenty klawiszowe, skrzypce
Stéphane Misseghers – perkusja
Alan Gevaert – gitara basowa
Mauro Pawlowski – gitara, śpiew

Squarepusher, James Blake i Digitalism na Electronic Beats

Festiwal Electronic Beats po raz drugi zagości w Polsce, tym razem nad morzem. 28 kwietnia w gdańskim klubie CSG (Centrum Stocznia Gdańska) zagrają m.in. Squarepusher, James Blake oraz duet Digitalism. Czytaj dalej »

Burial i Four Tet znów nagrywają

Niespełna miesiąc po EPce Buriala „Kindred”, londyńscy producenci wydają wspólny utwór.

Czytaj dalej »

King Creosote i Jon Hopkins na OFF-ie

Autorzy albumu „Diamond Mine” pojawią się na żywo w Katowicach. Czytaj dalej »

Patrick Pulsinger w Warszawie

W piątek 9 marca do Warszawy powracają cykliczne noce pełne niebanalnych muzycznych wrażeń firmowane przez stołeczną wytwórnię Recognition Records. Tym razem gościem specjalnym w Café Kulturalna będzie Patrick Pulsinger. Czytaj dalej »

Octave One – Revisited: Here, There And Beyond

W dwadzieścia lat po swoim debiucie, bracia Burden postanowili zaprosić ulubionych producentów tanecznej elektroniki do zremiksowania wybranych nagrań z ich obszernego katalogu. Tak powstała zapoczątkowana w 2010 roku seria winylowych dwunastocalówek „Octave One Revisited”, której ukoronowaniem jest wydany teraz kompaktowy zestaw tychże dekonstrukcji – „Revisited: Here, There And Beyond”.

Najpierw swe remikserskie zdolności objawiają sami autorzy zebranego na krążku materiału. „Dema” i „Meridian” w nowych wersjach nabierają ciężaru nowoczesnego techno. Ich obecna konstrukcja oparta jest jednak na wyrazistych kontrastach – z jednej strony melodyjnie popiskujące klawisze i pejzażowe tło, a z drugiej – rwane loopy i industrialne perkusjonalia. Efekty są zaskakująco nośne: no ale w końcu dwie dekady na klubowej scenie zobowiązują.

Reprezentanci nie istniejącej wytwórni Sandwell District zanurzają debiutancki singiel Octave One z 1990 roku – „I Belive” – w typowym dla nich mrocznym brzmieniu. Hipnotyczne bity podszyte zdubowanym basem rozświetla jednak żarliwa wokaliza Lisy Newberry – wprowadzając zupełnie nowe dźwięki do katalogu Regisa i Functiona. Bardziej przestrzenne deep techno serwuje Aril Brilha – jego wersja „Daystar Rising” przypomina niezapomniany „Groove La Chord”. Ale to już przecież znak firmowy tego artysty. Podobnie zresztą jest w przypadku Cari Lekenbusha. Pod jego palcami „Love And Hate” zamienia się bowiem w funkcjonalne techno o typowo szwedzkim brzmieniu, redukującym melodię na korzyść rytmiki.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/447280-01.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=447280-01″ allowscriptaccess=”always”]

Potem przychodzi czas na reprezentantów niemieckich klubów Tresor i Berghain. Honor tego pierwszego bronią dwaj producenci – Alexander Kowalski i Vince Watson. Związany z wytwornią Kanzleramt twórca stawia w swej wersji „I Need Release” na sugestywne połączenie bitów rodem z techno i syntezatorowych zagrywek typowych dla trance`u, natomiast jego brytyjski kolega modeluje „Nicolette” na ekspresyjny tech-house z refrenem wyśpiewanym ponownie przez Lisę Newberry. Kiedy przenosimy się do Berghain, za deckami staje Luke Slater – i jego remiks „The Greater Good” to oczywiście przemysłowe techno o świdrującym loopie.

Najciekawiej z całego zestawu wypada jednak dawno nie słyszany Ken Ishii. Biorąc na warsztat wspomnianą „Nicolette” z 1991 roku, sięga po charakterystyczne dla tamtych czasów dźwięki – surowy i ciężki podkład rytmiczny oraz gęstą aranżację skoncentrowaną na acidowym wątku. Całość wypada nadzwyczaj świeżo – najwyższy czas, aby japoński producent popracował nad nowym albumem. Jedynym artystą z Detroit, któremu bracia Burden oddali swój utwór do zremiksowania jest Gerard Mitchell. „Somedays” w jego wersji to transowe techno w stylu plemiennych dokonań Los Hermanos (nic dziwnego – w końcu sam współtworzył ten projekt). A na koniec powiew nowości – „Blackwater” wymodelowany przez Alter Ego na dynamiczny house o perlistym brzmieniu.

„Revisited: Here, There And Beyond” słucha się z zainteresowaniem – wszyscy producenci wywiązali się ze swej pracy bez zarzutu. Ale tak naprawdę najlepiej Octave One wypadają w oryginale. Dlatego miejmy nadzieję, że ta kolekcja remiksów to tylko przedsmak ich autorskiego albumu.

430 West 2012

www.430West.com

www.octaveone.com

www.myspace.com/octaveone

Sinusoidal przed Little Dragon we Wrocławiu

Zbliża się długo oczekiwana, polska trasa Little Dragon. Już 9 marca pierwszy koncert w Warszawie. Tymczasem mamy informację, że we Wrocławiu supportem małego smoka będzie doskonały duet Sinusoidal.
Czytaj dalej »

Marc Houle – Undercover

Kiedy w połowie minionego roku, Magda, Marc Houle i Troy Pierce, żegnali się z Richie Hawtinem, usamodzielniając działalność wytwórni Items & Things, od razu zapowiedzieli, że będą jej nakładem publikować płyty zawierające różnorodną muzykę. Pierwsze dwunastocalówki wydane jej nakładem nie potwierdzały jednak tej obietnicy – zarówno nagrania Madato, jak i Danny`ego Benedettiniego utrzymane były w klimacie minimalowego techno. Niespodziankę sprawił dopiero jeden z szefów tłoczni – Marc Houle. Jego pierwszy album dla Items & Things to niespodziewana wycieczka po różnych stylach tanecznej elektroniki, tkwiących korzeniami w latach 80.

Już pierwsze nagranie zaskakuje – kanadyjski producent sięga w „Hearing” po nowocześnie wymodelowane italo disco, zestawiając ze sobą tęskne pasaże melodyjnych syntezatorów i zbasowane akordy mrocznych klawiszy w stylu podobnym do dawnych dokonań Savasa Pasacalidisa. Bardziej kosmiczna wersja gatunku pojawia się wraz z nagraniem „Very Bad”. Tym razem Houle wykorzystuje przestrzenne arpeggia typowe dla twórczości projektów w rodzaju Droids, osadzając je jednak na mniej oczywistym podkładzie rytmicznym. Po raz trzeci ejtisowe disco powraca w kompozycji „Mooder”. Choć zaczyna się ona drgającym pochodem basu rodem z klasycznych nagrań Yello, z czasem zamienia się w motoryczne electro oplecione sążnistymi pasażami melodyjnych syntezatorów.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/1907126-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=1907126-02″ allowscriptaccess=”always”]

Bliżej wcześniejszych dokonań Houle`a lokują się utwory wystylizowane na chicagowski house. Już w umieszczonym prawie na wstępie albumu tytułowym „Undercover” pojawiają się twarde uderzenia automatu perkusyjnego podbite falującym pochodem masywnego basu. Strukturę tę uzupełnia wibrujący loop niosący mroczną nawijkę podawaną zdeformowanym głosem. Kwaśne tony Rolanda 303 rozbrzmiewają natomiast w „Bink” – idealnie pasując do miarowych bitów podszytych charakterystycznym clappingiem.

No i wreszcie mroczne techno. Houle wraca do swych korzeni w trzech utworach. „Juno 6660”, choć jest osadzony na szorstkim rytmie rodem z Motor City, porywa przesterowanym basem przypominającym wczesne nagrania LFO w klimacie warpowego bleepu. Z kolei w „Am Am Am” ciężkie bity i minimalowe loopy stają się pretekstem do przywołania metalicznego industrialu sprzed ćwierć wieku – o czym świadczą przemysłowe efekty wypełniające przestrzeń nagrania. I wreszcie finałowy „Under The Neath” – porywające Detroit techno z wokoderowi wokalizą w stylu najlepszych nagrań Juana Atkinsa.

„Undercover” to bez wątpienia najciekawszy album w dorobku Marca Houla. Nie dość, że różnorodny, to pomysłowo zrealizowany, pełen niebanalnych melodii i intrygujących pomysłów brzmieniowych, w perfekcyjny sposób łączący ejtisową nostalgię z nowoczesną produkcją. Jak na razie wynik tegorocznej rozgrywki między Items & Things a M-nus jest zaskakujący: 1:0.

Items & Things 2012

www.itemsandthings.com

www.myspace.com/itemsandthings

http://www.myspace.com/marchoule3 

Hidden Orchestra w SPATiF-ie – relacja

Na koniec zimowej trasy koncertowej, tuż przed ostatnimi występami we Włoszech i Grecji, wyśmienita Hidden Orchestra szczęśliwie zawitała do Polski. Czytaj dalej »