Lapalux – Amnioverse
Ania Pietrzak:

Jak zachwyca?

Various Artists – X – Ten Years Of Artefacts
Paweł Gzyl:

Techno w swej najbardziej pomysłowej wersji.

Julek Płoski – śpie
Jarek Szczęsny:

Coś nowego.

Karenn – Grapefruit Regret
Paweł Gzyl:

Pariah i Blawan improwizują.

Moor Mother – Analog Fluids Of Sonic Black Holes
Jarek Szczęsny:

Hałas i chaos.

Jazz Band Młynarski-Masecki – Płyta z zadrą w sercu
Jarek Szczęsny:

Jedna dla wszystkich.

Shapednoise – Aesthesis
Paweł Gzyl:

Nieznane mutacje basowych brzmień.

A Winged Victory for the Sullen – „The Undivided Five”
Mateusz Piżyński:

Ambientowe nowości z Ninja Tune

Enchanted Hunters – Dwunasty Dom
Krzysiek Stęplowski:

Czasem naprawdę warto czekać. Warto wypatrywać, nawet latami, jeśli tylko cierpliwość nagrodzona ma być w taki sposób.

Ecnahnted Hunters Dwunasty Dom
Rrose – Hymn To Moisture
Paweł Gzyl:

Techno w stylu Marcela Duchampa.

Trzaska/Mazurkiewicz/Szpura – North Meridian
Jarek Szczęsny:

Można się spocić od samego słuchania.

Giant Swan – Giant Swan
Paweł Gzyl:

Czy znany ze świetnych koncertów duet sprawdził się również w studiu?

Floating Spectrum – A Point Between
Jarek Szczęsny:

Cyfrowy pomnik przyrody.

Bleu Roi – Dark/Light
Łukasz Komła:

Wiosną ubiegłego roku wsłuchiwaliśmy się w singiel szwajcarskiego projektu Bleu Roi, a przed kilkoma dniami ukazała się ich nowa EP-ka „Dark/Light”, którą przybliżamy i jednocześnie o niej rozmawiamy z Jennifer Jans.



Archive for Listopad, 2019

Wywiad z Luca Mortellaro aka Lucy

 

Z racji na niedawno miniony festiwal muzyczny- Tauron Nowa Muzyka, przeprowadziłam wywiad z DJ’em, producentem i właścicielem, wiodącej prym na światowej scenie techno, wytwórni Stroboscopic Artefacts.

 

 

I heard that you were quite fascinated by writing and that you were creating short, grim stories. Everybody asks you about music, however I want to know what pushed you to write such tales and maybe which author has influenced you the most?

What prompted me to write these stories was precisely the same imperative that drives me to make music. I feel compelled to express my inner self, it’s as if I am a ‚slave’ to this ‚master’, something is missing if I don’t express these thoughts. I could write a very long list of authors who have influenced me and to choose just one is impossible, but the first three who come immediately to mind are Beckett, Joyce and Kafka.

Can you tell me something about how the different types of music that you’ve been listening to at different points?

Listening to music has always been essential for me; I wasn’t just into one scene or type of music. I’ve always listened to an eclectic mix of sounds with my ears wide open. If we really have to define phases of listening, I can roughly plot the following progression:  classical, psychodelia, trip hop, old skool hip hop, experimental electronic music and IDM, jungle, krautrock and techno. And through all of these different listening phases, Jamaican dub and roots remained a constant.

What are your predictions about EDM in the future? Do you think it’s going to be more abstract or is it going to be more retrospective then it is today?

As I can’t even predict what my own music will sounds like 6 months from now, let alone say what the scene will sound like!

What is you relation to other record labels? Do you find them inspiring? Or are they competitors?

When I think, for instance, of the labels with which I work with the most outside of Stroboscopic Artefacts, CLR and Mote-Evolver, we always keep in mind that we are part of a unique scene, which we represent this scene from our very different perspectives. There is no competition just cross-pollination, which creates the most fertile ground for artistic expression.

Tell me something about the way you search for the young, unknown talents? Are these selections ruled by specific guidelines? Have you found someone while listening to their set at a party?

Actually, they are two quite different disciplines, the creation of an amazing DJ set and studio production, they don’t necessarily have a direct correlation with one another, so I’ve never ‚found’ an act at a party. There’s one exception to this however, when I was performing at Paris’ Social Club I saw DSCRD playing, but this was no DJ set, it was a 5-person-strong live act. It was an astonishing performance and I instantly approached them to find out what their studio output was like, one year later I signed them for the Monad XII release.

I guess combining working as a producer, DJ and the owner of a record label isn’t that simple. Out of all of these three roles, which do you appreciate the most and why? Do you have time for doing other things you love (apart from creating music)?

Well, it’s a constant struggle to find enough time, but if you don’t fight to keep this time for yourself you lose out in the wrong term because you sacrifice the time you need to think big and to think about the long-term picture, instead of getting caught in the every-day-details-routine. Also, I can’t say what my favourite part of this producer-DJ-label triangle is as they are all so inter-related in my mind, they influence each other entirely.

Do you personally go to parties? Which club did you enjoyed the most as a clubber not as a DJ?

With a tour schedule like mine, it is not easy to go to parties! When I have had some free weekends, I have had a great time in some Berlin parties… ok, if you really want to hear about a hot new club that’s still almost unknown… Berghain!

Did your studies in Paris (cognitive science) influence your works somehow?

Of course they did… but this topic would deserve an entire interview in itself.

An SA Showcase best fits Berghain’s dark and gloomy atmosphere. It doesn’t matter which track you pick, they always have at least a slightly evil undertone. Are you planning to create a track, EP or maybe the whole album which will be more positive or do you think that that would destroy your record label’s identity?

To make a personal and quite strong example, my album was not completely ‚dark’ and ‚evil’. It was a story that communicated complex range of mood and states of mind, from the deep and isolated corners of my soul to the joyful and ecstatic moments of epiphany that reside there. I don’t think my album destroyed SA’s identity… Did it?

Is there hidden order between the tracks in the Monad series? Any hidden meanings or symbols you want to share?

The tracks are arranged according to sound and mood. No preconceived or hidden meanings, just tracks conceived within a strict blueprint, with each producer at absolute liberty to create their own subjective interpretation of my guidelines. You can simply call them ‚fresh stimuli’.

What piece of your work is the most personal and the most important for you?

‚Wordplay For Working Bees’, my debut album. Also the ‚Banality Of Evil’ EP was a very personal and intense output for me.

Tell me about the equipment you use to play sets. Are you loyal to a basic classical DJ set up or do you use things which are more advanced?

I use a laptop with Traktor + 2 Faderfox midi controllers. That’s it.

Now tell me something about the crowd in Poland at Tauron Nowa Muzyka and how did you like Katowice? Are you going to visit us again?

I was very happy about the Tauron Nowa Muzyka experience. My experimental live act opening the festival was a very intense moment with people sat down, with their eyes closed, listening to my studio environment brought on stage. Something so intimate, so well received is always like a revelation, a beautiful surprise… And my DJ set closing the festival, when all the other stages had already closed and an enormous crowd came to the RBMA stage, well it was immense… I’ll see you soon for sure, Poland.

TŁUMACZENIE:

Słyszałam, że w ramach swojego hobby pisywałeś niegdyś krótkie, ponure historie. Wszyscy pytają Cię o muzykę, a ja chciałam się zapytać, o to co skłoniło cię do pisania tego typu opowiadań i który z twoich ulubionych pisarzy wpłynął na ciebie najbardziej?

To, co pchnęło mnie ku pisaniu tych historii, to ten sam imperatyw, dzięki któremu tworzę muzykę. Czuję się zobowiązany do wyrażania mojego wewnętrznego ‘ja’, czegoś mi brakuje jeżeli w jakiś sposób nie uzewnętrznię niektórych swoich myśli. Co do pisarzy, którzy wpłynęli na mnie, to mógłbym wyliczyć bardzo wielu i wybranie tylko jednego jest niemożliwe, dlatego wymienię trzech, którzy od razu przychodzą mi na myśl. A są to Beckett, Joyce i Kafka.

Czy mógłbyś zdradzić jak różne gatunki muzyki z różnych powodów i na różnych etapach twojego życia ‘przewijały’ się przez nie?

Słuchanie muzyki od zawsze było dla mnie kluczową kwestią. Słuchałem różnorodnych gatunków, na które moje uszy niezmiennie były szeroko otwarte. Jeżeli już muszę koniecznie sprecyzować przez które gatunki muzyczne ‘przechodziłem’ to byłyby to: muzyka klasyczna, psychodelia, trip-hop, old skool hip-hop, eksperymentalna muzyka elektroniczna, IDM, jungle, krautrock i techno. A spośród tych wszystkich dwa były obecne ciągle- Jamaican dub i roots.

Jakie są twoje przypuszczenia co do ewolucji EDM? Będzie bardziej abstrakcyjna czy będzie jeszcze bardziej retrospektywna niż dzisiaj?

Nie potrafię nawet przewidzieć jak będzie wyglądała moja własna muzyka za sześć miesięcy! Dajmy zatem spokój tej sprawie.

Jakie są twoje relacje z innymi wytwórniami? Inspirujecie się nawzajem czy jesteście dla siebie zwyczajną konkurencją?

Kiedy myślę o wytwórniach z najbliższego otoczenia Stroboscopic Artefacts, czyli o CLR i Mote-Evolver, to zawsze wszyscy zwykliśmy sobie powtarzać, że jesteśmy cząstkami unikatowej sceny, którą to reprezentujemy z różnych perspektyw. Nie ma żadnej konkurencji, jest za to symbioza, która tworzy najpłodniejszy grunt dla artystycznej ekspresji.

Opowiedz coś o wyławianiu nieznanych, młodych talentów. Czy twoje poszukiwania oparte są na konkretnych poszlakach? Czy zdarzyło ci się kiedyś ‘odnaleźć’ kogoś podczas słuchania jego seta na imprezie?

Tak naprawdę to są dwie odrębne sprawy, produkcja studyjna i niesamowity DJ set niekoniecznie idą ze sobą w parze, więc jak do tej pory nikogo nie znalazłem, w trakcie słuchania jego seta na imprezie. Jest jednak jeden wyjątek od tej reguły. Grałem kiedyś w paryskim Social Club i tam dostrzegłem DSCRD, ale w ich przypadku to nie był wcale DJ set tylko potężny live act, stworzony przez pięcioosobowy skład. To był zadziwiający występ, który skłonił mnie do zorientowania się w tym, jak wyglądają ich studyjne nagrania. Rok później podpisałem z nimi kontrakt na ‘Monad XII’.

Podejrzewam, że łączenie pracy w charakterze właściciela wytwórni, producenta i dj’a jednocześnie, nie jest najprostszym zadaniem. Która ze wszystkich trzech ról najbardziej ci odpowiada i dlaczego? Czy masz trochę wolnego czasu aby robić inne rzeczy (poza muzyką oczywiście) które kochasz?

To jest właśnie ta odwieczna walka o wystarczającą ilość czasu. Jeśli się o nią nie starasz, to zatracasz się w rozmyślaniu o wielkich rzeczach, które czekają na wcielenie w życie i o długofalowych efektach twojej pracy, zamiast o tym żeby zwyczajnie dać się ponieść zwykłym sprawom codziennej rutyny. Raczej nie potrafię określić, która z ról w tym ‘zawodowym’ trójkącie najbardziej mi się podoba, ale na pewno wszystkie trzy są ze sobą mocno związane w mojej głowie i wpływają na siebie nawzajem.

Czy sam osobiście bywasz na imprezach? Który klub spodobał ci się jak do tej pory najbardziej z perspektywy publiki, a nie zza decków?

Z takim grafikiem jak mój chodzenie na imprezy nie należy do najprostszych zadań! Kiedy mam kilka wolnych weekendów świetnie bawię się w berlińskich lokalach. Ok, jeśli naprawdę tak zależy ci na konkretach to jest coś dobrego, świeżego i wciąż prawie nieznanego… Berghain!

Czy kognitywistyka, którą studiowałeś wpłynęła jakoś na twoją twórczość?

Oczywiście, że tak, ale to jest temat na cały odrębny wywiad.

Showcase Stroboscopic Artefacts najlepiej pasuje do mrocznego klimatu Berghain. Nie ważne, który track sobie wybierzemy to zawsze doszukamy się w nim jakiegoś złego/smutnego podtekstu. Czy planujesz zatem nagrać kiedyś coś, co będzie bardziej pozytywne czy uważasz, że to może zagrozić tożsamości S.A?

To bzdura, że mój album był w stu procentach ‘zły’ czy ‘smutny’. On jest historią, która reprezentuje cały kompleks nastrojów i stanów umysłu, od ukrytych zakamarków mojej duszy, aż po radosne i ekstatyczne jej odsłony. Nie sądzę żeby to wydawnictwo zniszczyło tożsamość S.A.

Czy między utworami na Monadach jest jakaś chronologia? Jakieś ukryte znaczenia czy symbolika, którą chciałbyś się podzielić?

Utwory są poustawiane według nastroju i brzmienia. Żadnych ukrytych symboli, po prostu tracki ułożone wedle mojego konkretnego planu i wskazówek, które każdy potencjalny autor Monady może zinterpretować na swój, luźny sposób. Jak chcesz to możesz określić je po prostu jako ‘fresh stimuli’ (ang. ‘świeże bodźce’).

Które z twoich wydawnictw jest ci najbliższe?

Mój debiutancki album ‘Wordplay For Working Bees’ i EPka ‘Banality Of Evil’ również jest mi bardzo osobista.

Jakiego sprzętu używasz do grania setów? Jesteś wierny standardowemu dj-skiemu ekwipunkowi czy używasz bardziej zaawansowanych technicznie urządzeń?

Używam laptopa z Traktorem i dwóch midi kontrolerów Faderfox. To wszystko.

Teraz opowiedz mi co nieco o publiczności w Polsce na Tauron Nowa Muzyka i o tym jak podobały ci się Katowice. Możemy liczyć na kolejną wizytę?

Bardzo się cieszyłem na kolejne doświadczenie, jakim był T.N.M. Mój live act, otwierający festiwal był momentem, w którym ludzie siedzieli na ziemi z zamkniętymi oczyma, wsłuchując się w wytwory mojego studyjnego środowiska przeniesionego na scenę. Coś tak intymnego, odebranego w tak odpowiedni sposób, zawsze jest dla mnie wspaniałą niespodzianką. Z kolei mój DJ set, zamykający festiwal, podczas gdy wszystkie pozostałe sceny były już zamknięte, przyniósł na scenę RBMA ogromny tłum. To było cudowne. Do zobaczenia wkrótce!

 

Bankiet Ciał – rozwiązanie konkursu

Dziękujemy za wszystkie zgłoszenia – dostaliśmy ich naprawdę sporo, a Wasza kreatywność stoi na bardzo wysokim poziomie…

Czytaj dalej »

Stefan Goldmann – 17.50

Stefan Goldmann to jedna z bardziej niekonwencjonalnych postaci współczesnej elektroniki. Z jednej strony ma on na swym koncie klubowe produkcje publikowane przez tak zasłużone dla tanecznego światka instytucje, jak Cocoon czy Mule Electronic, a z drugiej – nie odmawia sobie eksperymentalnych wycieczek w świat abstrakcyjnej awangardy, czego dowodem choćby kasety dla The Tapeworm. Mało tego – z wyjątkową dbałością odnosi się do swych występów, zamieniając je w niepowtarzalne shows, sporadycznie prezentowane na festiwalach lub w klubach. Berlińczycy znają go z didżejskich sesji w niedzielne popołudnia, które ścigają tłumy do Panorama Baru. Jakby tego było mało, producent wspiera swoim piórem nieregularny fanzin wydawany przez Berghain – publikując w nim swe teksty o współczesnej elektronice przesiąknięte filozoficznym duchem.

Od takiego artysty nie możemy się więc spodziewać „zwykłej” płyty. Każde pełnowymiarowe wydawnictwo Goldmanna to starannie przemyślany koncept – tak jest również z jego najnowszym albumem „17.50”, opublikowanym przez jego macierzystą firmę Macro. Podstawą zamieszczonego na nim materiału miały być w założeniu twórcy najprostsze tony – z jednej strony typowe dla niemelodyjnej formuły techno, a z drugiej – dla archetypicznej muzyki etnicznej z południa Europy (to ważne – bo Goldmann ma bułgarskie korzenie). Co więcej – niemiecki producent zrezygnował z wykorzystania sampli, stawiając wyłącznie na dźwięki tworzone analogowo przy zastosowaniu zwykłych syntezatorów i automatu perkusyjnego. Jakie są tego efekty?

Odpowiedzmy na to pytanie od razu: fascynujące! Goldmann zaczyna od kakofonicznych przesterów – zawodzące rzężenie gitary wsparte perkusyjną nawalanką („17.50”) prowadzi nas prosto do energetycznego UK garage`u o szurającej rytmice, w którym funkowa pulsacja basu i wibrafonowe klawisze niosą prościutką melodyjkę o brzęczącym tonie („Carrion Crow”). Energia płynąca z tego bliskowschodniego motywu jest wprost porażająca – bo tkwi on korzeniami w naszej zbiorowej podświadomości. Słyszeliśmy go już tysiące razy – oczywiście nie ten sam, ale podobny, w radiu, w telewizji, w podroży do Turcji, gdziekolwiek. Podobnie dzieje się w „Rigid Chains” – tym razem zabawnie bziuczące akordy zostają wpisane w kontekst hipnotycznego techno i otoczone przemysłową kanonadą metalicznych perkusjonaliów. Efekt – znakomity!

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/463874-01.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=463874-01″ allowscriptaccess=”always”]

Następne kompozycje bardziej zdradzają awangardowe ciągoty Goldmanna. „The Outness Queens” przywołuje pasterskie dźwięki z greckich łąk i tawern – oblepione zostają one jednak przez elektroniczne efekty, przez co tracą swój sielski charakter na rzecz psychodelicznego klimatu. Od akustycznych tonów buzuki rozpoczyna się z kolei „Manila Grind” – a ozdabiająca go popiskująca melodia staje się punktem wyjścia do skręcenia chrzęszczącego strumienia stukających i trzeszczących dźwięków.

„Adem” to najbardziej energetyczny utwór w tym zestawie. Goldmann stawia w nim na wyrazistą rytmikę rodem z chicagowskiego house`u – ale nie odpuszcza przy tym typowego dla całej płyty melodycznego wątku, wpisując w minimalistyczną tkankę kompozycji turecko brzmiącą partię wesołych klawiszy. Podobnie wypada umieszczony nieco dalej „Empty Suit” – bo i tutaj mamy house`owy puls, podrasowany szeleszczącymi efektami, co nadaje mu jeszcze bardziej oldskulowy ton. Tym razem Goldmann stawia jednak na kontrapunkt – bo w kontraście dla radośnie pobrzękujących syntezatorów ustawia kończącą utwór falę orkiestrowych smyczków o epickim rozmachu.

Pojawiające się w „Dead Cat Bounce” połamane rytmy informują nas, że wracamy na terytorium UK garage`u. I rzeczywiście – szorstkim breakom towarzyszą tutaj zwaliste uderzenia basu, ale i pojawiające się ni stąd ni zowąd… atonalne akordy pianina. Całość kończy się w jeszcze bardziej zaskakującym stylu – powoli kroczące uderzenia zbasowanych klawiszy wsparte mechanicznym rytmem o blaszanym brzmieniu przenoszą nas w lata 80. („Kampong Pressure”) Kiedy rozbrzmiewa skowyczący przester – wszystko staje się jasne: wracamy do czasów, w których post-punkowy mrok i industrialny hałas były filozoficznym i politycznym komentarzem do ówczesnych wydarzeń na świecie. Niemiecki producent, niczym jego brytyjscy koledzy z Sandwell District, przenosi te dźwięki we współczesność – nadając im jakże aktualną wymowę.

„17.50” to właściwie awangardowy album – ale pomysłowo ozdobiony melodyjnymi wstawkami, dzięki którym ten eksperyment staje się przystępny dla wszystkich. Z jednej strony można kontemplować dzieło Goldmanna w kontekście dokonań XX–wiecznej muzyki współczesnej, a z drugiej – jako po prostu klubowy materiał o ognistym brzmieniu. Konia z rzędem dla tego, kto potrafi zrealizować równie inteligentny projekt!

Macro 2012

www.macro-rec.com

www.facebook.com/macrorec

www.stefangoldmann.com

www.facebook.com/stgmn

Odkrywamy muzykę z netlabela Mandorla

Meksykański netlabel Mandorla opublikował mini album Christophera McFalla„Disengaged Songs for Disenchanted Lovers”, do pobrania zupełnie za darmo Czytaj dalej »

Kid606 – Lost In The Game

Na opinię złego chłopca zasłużył sobie dzięki plądrofonicznym przeróbkom, rujnując w zuchwały sposób twórczość gwiazd popu, jak i alternatywy. Tytuły albumów i tracków były jak wymierzony policzek (słynne „Songs About Fucking Steve Albini”), zaś warstwa muzyczna atakowała z całą agresją. Ile lat ma dzisiaj ten „dzieciak”? I czy nie czas wreszcie wydorośleć?

To pytanie zadaje sobie Miguel Manuel De Pedro, wenezuelski DJ, którego twórczość jest zakorzeniona w stylistyce breakcore, techno, IDM, lecz wychodzi z inspiracji DIY punkiem, grindcorem i noisem. Wystarczy przeczytać osobiste wyznanie Kid606 z materiałów promocyjnych, w którym, oprócz stwierdzeń jak bardzo jest „fucked up”, zwraca uwagę ton refleksyjny – zastanowienie nad konsekwencjami upływającego czasu.

Przez lata muzycznej aktywności Kid606 nagrał dziesięć albumów; zdążył odwiedzić kraje, o których istnieniu nie miał pojęcia; dwa razy zerwał zaręczyny, a jego organizm wielokrotnie ulegał intoksykacji. Co z tego wynika? Być może suma doświadczeń skłoniła go do refleksji ogólnej – nad sensem swej twórczości. Jego rola rozbijającego zabawę anty-DJa dawno utraciła anarchiczną moc, podobną muzykę można usłyszeć dziś na pokazach mody.

Aby wyrwać się z impasu De Pedro postanowił… zwolnić tempo. Nagrał płytę stonowaną i dość konwencjonalną. Odwołującą się do dokonań twórców, których albumy można odnaleźć na półce z napisem „downtempo”. Utwory osnute zostały wokół tematów syntezatorowych – prostych melodii, czasem lekko żrących, częściej melancholijnych. Sentymentalizm tej muzyki nie bardzo do mnie przemawia, być może lepsze zastosowanie znalazłaby ona jako ścieżka dźwiękowa filmu – mało zajmująca, jednak budująca nastrój. „Left Hand Pathfinder” brzmi zresztą jak spowolniony lejtmotyw z ubiegłorocznego hitu „Drive”.

Decyzja Kid606 o zmniejszeniu tempa nie prowadzi do niczego odkrywczego. „Lost In The Game” jest albumem bezpiecznym, wpsiującym się w atmosferę ekskluzywnych butików i pokazów mody. Pomysł na „dorosłość” Miguela De Pedro nie wydaje mi się zbyt przekonujący.

Tigerbeat6 | 2012

Public Lover kolejną gwiazdą Boogie Brain!

Do tegorocznej edycji Boogie Brain pozostał niecały miesiąc. Kolejną gwiazdą imprezy będzie Public Lover. Zobaczcie, czego będzie się mogli spodziewać. Czytaj dalej »

Basti Grub – Primavera

Tym razem znowu wszystko za sprawą ojca – bo to właśnie on puszczał małemu Sebastianowi kołysanki w stylu reggae do snu. Nic dziwnego, że z czasem chłopak coraz głośniej domagał się zakupu jakiegoś instrumentu. W końcu ojciec podarował synowi skromny model syntezatora Rolanda. I zaczęło się – najpierw siedzenie nocami nad klawiszami, a potem kolejne wypady do pobliskiego Frankfurtu, aby posłuchać nowej muzyki, jaką wtedy grano w klubach Omen czy Robert Johnson. Potem Basti przejął stery w swoje ręce i zaczął organizować własne imprezy z taneczną elektroniką. Tak poznał Briana Sanhaji, który wprowadził go świat produkcji house`u i techno. Dzisiaj młody twórca ma na swym koncie sporą ilość winylowych singli oraz debiutancki album sprzed trzech lat – „Dschungelorchester”.

Wydawnictwa te objawiły Gruba jako wielkiego fascynata etnicznych brzmień – zarówno tych latynoskich, jak i afrykańskich. Nic więc dziwnego, że trafiały one często do setów takich tuzów, jak Luciano czy Ricardo Villalobos, którzy w tamtym czasie lubowali się w łączeniu minimalowej rytmiki z etnicznymi samplami. Moda na klubowej scenie się zmieniła – ale niemiecki producent pozostał wierny swym ukochanym dźwiękom. Podróżując po świecie zbierał nagrania terenowe, które stały się podstawą do realizacji materiału na jego drugą płytę – „Primavera”.

Otwierający krążek „Holding On” zgrabnie wprowadza nas w jej klimat – bo to nośny deep house o gęstym brzmieniu, tworzonym z jednej strony przez pomysłowo zdubowane dęciaki, a z drugiej – przez perliste akordy fortepianu. Bardziej oszczędny ton ma „Mirando Al Sol” – ponieważ zapętlone odgłosy plemiennej ceremonii stanowią tu podkład pod umieszczony na pierwszym planie śpiew Andresa Zarzuela.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/466174-01.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=466174-01″ allowscriptaccess=”always”]

Kiedy wydaje się, że odsłuch „Primavery” upłynie nam w takim niezobowiązującym nastroju, rozbrzmiewa „La Paz”. To niby też deep house – bo Grub nie eksperymentuje tutaj z rytmiką. Ale z gąszczu egzotycznych odgłosów otoczenia wyłania się niezwykle przejmująca melodia – tchnąca prawdziwie żywym smutkiem, gdzieś z dalekich miasteczek południowej Ameryki, niczym wzniesiona ku niebu skarga na biedny los jej mieszkańców. W zbliżonym klimacie utrzymany jest również „La Menot” – ale tutaj główny wątek stanowią dźwięki etnicznych dzwonów, splecione w rozmarzony strumień kojących tonów. A nad nimi unosi się pełen głębokich emocji wokal tajemniczej dziewczyny, niosący jakąś hiszpańską pieśń.

Męski głos pojawia się natomiast w „Me Sabila” – ale tym razem deep house`owa rytmika zostaje uzupełniona tribalowymi perkusjonaliami, zanurzonymi w onirycznym pasażu pastelowych klawiszy. Rytmika zmienia się niespodziewanie w tytułowej „Primaverze”. Grub sięga tutaj po mocno zbasowany UK garage – uzupełniając go ładnie zestawionymi elementami: nostalgiczną partią delikatnie tkanej gitary i hiszpańskim śpiewem kolejnej wokalistki. Szalenie urokliwie wypada w tym towarzystwie „Verano”. Bo niemieckiemu producentowi udało się w tym utworze w ciekawy sposób zestawić motoryczny podkład w stylu tech-house z grającą tkliwy walczyk gitarą, a głęboko pulsujący pochód jazzowego kontrabasu – z subtelną melodią wygraną na akordeonie.

Ten oniryczny klimat zagubienia w jakimś egzotycznym lesie pod promieniami palącego słońca towarzyszy nam do końca płyty. Nawet kiedy Grub sięga po minimalistyczne bity bliskie ciężkiemu techno w „Journey” – wysamplowane rozmowy i śmiechy tworzą bowiem wraz z rozwibrowanymi syntezatorami gorący nastrój rodem z południowoamerykańskiej prowincji. Na finał dostajemy „Lunę” – emanujący seksualną energią dub-house, w którym zmysłowy głos hiszpańskojęzycznej dziewczyny splata się z kołyszącymi dźwiękami karaibskich bębnów w nierozerwalną całość.

„Primavera” to imponująca wizja muzyki house przefiltrowanej przez egzotykę korzennego etno. Stechnicyzowany Zachód spotyka się tu z ubogim Trzecim Światem, nasycając się jego życiodajną energią – zarówno smutkiem i tęsknotą, jak również radością i zmysłowością. To najwyższej próby muzyka taneczna, powracająca do swych archaicznych źródeł.

Höhenregler 2012

www.bastigrub.com

www.facebook.com/officialbastigrub

Jakub Adamec – Travelling In Time (Świeży Kurz/Svěží Kurz)

Z kartonowej szkatułki wydania kolekcjonerskiego wyskakują pocięte taśmy kasetowe i VHS. Zanim znajdziemy właściwą płytę, trafiamy na zbiór szpargałów i zdjęć – te dokumentują akcje Jakuba Adamca, czeskiego artysty, którego swoistą monografią na wspak jest album wydany przez mik.musik.!.

Nie znam działań Czecha, lecz z dołączonych fotografii wyłania się obraz performera z poczuciem humoru, postaci podobnej do kreacji artystycznych Kuby Bąkowskiego czy Oskara Dawickiego – sympatycznych konceptualistów, pomysłowych żartownisiów. Takie wrażenie przynajmniej wywołuje Adamec pozujący z tęczową szczotką do kurzu na tle meblościanki.

W swojej muzyce twórca plądruje świat czeskiego i polskiego radia i telewizji, natrafiając na przaśne przykłady przekazów kształtujących masowe gusta. Ugniatając masę dźwiękową jak plastelinę, mieszając ze sobą różne jakości, przechodzące przez całe spektrum między hi-fi a lo-fi, tworzy porywający, radykalny mash-up. Tkanką łączącą urywki i ścinki są galopujące rytmy zdekonstruowanego techno i oryginalnej elektroniki, do której przyzwyczaiły nas produkcje z mik.musik.!. Na czym polega autorski sznyt muzyki z wytwórni Wojtka Kucharczyka? Najkrócej rzecz ujmując – na swobodnym łączeniu ciężkiej, twardogłowej awangardy z komunikatywną, zabawową formą. „Travelling In Time” to świetny przykład takiego podejścia.

Wplecione w całość fragmenty ścieżek dialogowych z zapisów wideo akcji, zmiksowane dość chaotycznie, układają się w nielinearną opowieść o sztuce Adamca, będącej tytułową „podróżą w czasie”. Jest tu miejsce na zabawę w stylu karaoke, ostre imprezowanie i pobudki z telewizją śniadaniową. Przeplatające się przebitki dają dobre pojęcie o żywiołowej wyobraźni artysty, której owocami warto się zainteresować.

mik.musik.!. | 2012

Rozdajemy wejściówki na „Bankiet Ciał”

 

Bal sylwestrowy w Muzeum Sztuki Nowoczesnej już za dwa tygodnie – dla naszych czytelników przygotowaliśmy zaproszenia na to wydarzenie.

Bankiet Ciał to jedyna taka impreza w Warszawie, a i chyba w skali całego kraju – w trzypiętrowym pawilonie Emilia, przez całą sylwestrową noc koncerty m.in. The KDMS, Wolfram oraz artystyczne happeningi. Całkowity dochód z balu przeznaczony będzie na powiększenie kolekcji Muzeum – pełny opis wydarzenia

Przygotowaliśmy konkurs dla naszych czytelników – aby wygrać jedno z dwóch podwójnych zaproszeń, napiszcie w mailu dlaczego powinno trafić właśnie do Was? Na maile czekamy do czwartku, 20 grudnia, do 15.00. Ślijcie je pod adres patryk.zalasinski@gmail.com

Powodzenia!

Sacrum Profanum 2012 – relacja

Rok temu zastanawiałem się jaki kierunek obierze Sacrum Profanum. Myślami szukałem daleko, zamiast popatrzeć pod nogi Czytaj dalej »

Young Moon – nowy projekt Trevora Montgomery’ego

„Jego utwory są jak stoper odliczający sekundy, minuty i godziny utraconej miłości”.    Czytaj dalej »

Sigur Rós zagrali w Krakowie – zobacz zdjęcia

Tego niezwykłego wieczoru w industrialnych przestrzeniach hali ocynowni ArcelorMittal Poland, muzycy Sigur Rós wznawiający koncerty po czterech latach, po raz pierwszy spotkali się na tej samej scenie z Kronos Quartet. Amerykanie przygotowali dwa utwory – zaskakujący i zabawny kolaż z udziałem elektroniki Death to Kosmische Nicole Lizée oraz specjalną aranżację „Flugufrelsarinn” z albumu Sigur Rós pt. Ágætis byrjun z 1999 roku.

Atmosfera zrobiła się jeszcze bardziej gorąca, gdy na scenę wkroczyli Islandczycy z wokalistą, gitarzystą Jónem Þorem Birgissonem, czyli Jónsim na czele. Koncert oparty został głównie na trzech ostatnich płytach Sigur Rós: „Takk…”, „Með suð í eyrum við spilum endalaust” oraz najnowszej „Valtari”, wydanej w maju tego roku.

Wśród muzyków ustawione zostały na różnej wysokości lampy-żarówki, wydobywające ich z ciemności za każdym razem, gdy brzmienia przechodziły z szeptu do krzyku. Gdy muzyka osiągała kolejny szczyt, a podłoga wibrowała coraz mocniejszymi uderzeniami bębnów, rozbłyskały dodatkowe reflektory rozjaśniające całą przestrzeń hali jasnym białym światłem.

Dzisiaj na festiwalu: drugi koncert Sigur Rós i Kronos Quartet. Koncert rozpocznie się o godz. 20.00 w hali ocynowni ArcelorMittal Poland. Więcej na stronie www.sacrumprofanum.pl

Zdjęcia: www.wandzelphoto.com

116 nagrań electro za friko

Kolektyw internetowy Anti Social Network postanowił przypomnieć, jak brzmi autentyczne electro.

Czytaj dalej »

Robert Hood – Motor: Nighttime World 3

W lecie 1995 roku austriacka wytwórnia Cheap opublikowała nowy album Roberta Hooda – „Nighttime World Vol. 1”. Płyta była sporym zaskoczeniem – bo choć zrealizowana w niedługim okresie po słynnym „Minimal Nation”, zawierała zgoła inną muzykę. Wyciszoną, nastrojową, ilustracyjną. W ten sposób słynny producent z Detroit odsłaniał swoje nowe oblicze – dalekie od klubowej bombardierki. Kontynuację tego wątku przyniósł wydany w 2000 roku nakładem jego własnej wytwórni M-Plant „Nighttime World Vol. 2”. Tym razem muzyka na krążku była bardziej rozbudowana aranżacyjnie – ale też stonowana. Upłynęła kolejna dekada i dostajemy trzecią część cyklu, tym razem zrealizowaną dla belgijskiej firmy Music Man.

Inspiracją do stworzenia tego materiału był dokumentalny film Juliena Temple (tak, tego od Sex Pistols i The Clash) – „Requiem For Detroit”. Obraz pokazuje bowiem, jak pod wpływem przemian ekonomicznych w USA ostatnich lat, doszło do przerażającej degradacji jednego z największych ośrodków przemysłowych świata. Po krachu finansowym Motor City pustoszeje dosłownie z dnia na dzień. Ogromne połacie miasta rozpadają się pod naporem zieleni – w tej chwili już ponad czterdzieści procent jego powierzchni zostało oddane prerii. Ale co ciekawe – mieszkańcy Detroit w tym upatrują drogę wyjścia z beznadziejnej sytuacji. Okazuje się bowiem, że spora część młodej populacji miasta zwraca się ku… rolnictwu.

Sytuacja ta stała się dla Roberta Hooda punktem wyjścia do stworzenia futurologicznej wizji, obejmującej swym zasięgiem nie tylko Motor City, ale cały nasz glob. Bo przecież amerykański producent nie byłby w pełni chrześcijaninem, gdyby choćby w desperacki sposób nie szukał nadziei. Hood widzi ją właśnie w odwrocie od degradującej ludzkość industrializacji, a tym samym – w powrocie do najbardziej rudymentarnych form współżycia z naturą, czyli ekologicznego rolnictwa. W tym kontekście Detroit znów jawi się miastem… przyszłości, pierwszą post-amerykańską metropolią, która ma szanse pokazać światu, że jest możliwe znalezienie wyjścia z powolnego rozpadu przemysłowej cywilizacji.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/2037939-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=2037939-02″ allowscriptaccess=”always”]

Jak to się przekłada na muzykę? W fascynujący sposób. Tym razem amerykański producent już nie stawia na tak łagodne brzmienia, jak za pierwszym czy nawet drugim razem. Sporą część materiału z nowej płyty wypełnia mocno osadzone w kontekście jego wcześniejszych produkcji solidne techno. Tworzą je klasyczne dla tego gatunku dźwięki – mocne uderzenia twardego bitu podrasowane głębokimi pochodami basu, które uzupełniają rozwibrowane pasaże klawiszy („Drive – The Age Of Automation”), acidowe loopy o żrącym tonie („Motor City”) czy dubowe efekty („Torque One”). Punktem kulminacyjnym jest tutaj rozbudowany „Black Technician” – dziesięciominutowa symfonia rozegrana na melodyjne klawisze, przestrzenne efekty i soundtrackowe ozdobniki. Hood pozostaje oczywiście w kręgu detroitowych brzmień – bo wszystkie te utwory są zanurzone w głębokich tłach, nadających całości charakterystyczny klimat nocnej wędrówki przez przemysłową metropolię.

Są tu też bardziej ilustracyjne kompozycje, w naturalny sposób kontynuujące wątki z dwu wcześniejszych albumów. Dalekie od klubowej funkcjonalności, bo osadzone na mechanicznym rytmie nie nadającym się do tańca, odpowiadają one naszej wizji Detroit – miasta zdominowanego przez maszyny. Hood zestawia jednak monotonne uderzenia automatu perkusyjnego z zaskakująco łagodnymi melodiami, niesionymi przez nostalgiczne akordy klawiszy o fortepianowej barwie („The Wheel”) czy niesłyszane wcześniej w jego produkcjach niemal rave`owe loopy („Assemby”). Do zestawu tego pasują także dwa całkowicie odmienne nagrania – z jednej strony wypełniony pięknymi dźwiękami pianina optymistyczny „Better Life”, a z drugiej – osadzony na IDM-owym podkładzie chmurny „Learning”. Połamaną rytmikę znajdujemy na płycie zresztą znacznie częściej. W „Slow Motion Katrina” amerykański producent stawia na spowolniony hip-hop, a w finałowym „A Time To Rebuild” – na wymodelowany na tribalową modłę zawiesisty breakbeat.

Niepokój miesza się tutaj z nadzieją, mroki dzisiejszego Detroit z łagodną wizją przyszłości miasta, bezradność wobec obojętności państwa z zapałem wypływającym z solidarnego współdziałania ludzkiej wspólnoty. A wszystko to w fascynującej oprawie dźwiękowej, mocno zakorzenionej w naturalnej dla Motor City „czarnej” tradycji muzycznej. W ten sposób Robert Hood potwierdza, że jest mistrzem w tworzeniu elektronicznych concept-albumów. Co najważniejsze jednak – również „Motor: Nighttime World 3” przenika głęboka wiara z możliwość człowieczego odkupienia. A to coś unikalnego, nie tylko we współczesnej pop-kulturze, ale wręcz we współczesnej sztuce w ogóle. „As long as there is a seed, there is hope”.

Music Man 2012

www.musicmanrecords.net

www.facebook.com/musicmanrecords

www.facebook.com/pages/Robert-Hood

John Tejada – The Predicting Machine

Dołączenie w minionym roku Johna Tejady wraz z albumem „Parabolas” do rodziny kolońskiego Kompaktu było sporym zaskoczeniem. Muzyka amerykańskiego producenta niezbyt pasowała bowiem do charakterystycznego brzmienia wypracowanego przez artystów związanych na stałe z niemiecką tłocznią. Przede wszystkim wywodziła się Detroit, przez co miała bardziej abstrakcyjny ton niż mocno melodyjne i emocjonalne produkcje z Kompaktu. Obie strony przypadły sobie jednak do gustu – i Tejada postanowił zrealizować kolejny swój album dla kolońskiej firmy, tym razem już mając w pamięci, że to właśnie ona będzie jego wydawcą (w przypadku „Parabolas” tak nie było – bo materiał był już gotowy, kiedy Kompakt go kupił). Jak decyzja ta wpłynęła na muzykę amerykańskiego twórcy?

Zaskakująco dobrze – „The Predicting Machine” to najbardziej niezwykły album w bogatej dyskografii Tejady. Z jednej strony pozostał on wierny własnym korzeniom, a z drugiej – nasycił swe nowe utwory znacznie większą dozą melodii i emocji, a także sięgnął po niewykorzystywane wcześniej przez siebie gatunki, osiągając przy tym znakomite rezultaty. Jak to wygląda w praktyce?

Otwierający płytę „Orbiter” to romantyczne electro w pomysłowy sposób flirtujące z brzmieniami typowymi dla warpowej estetyki bleep sprzed dwóch dekad. Podobna rytmika wraca w „The Function And The Form” – tym razem Tejada nadaje swej kompozycji jednak bardziej funkowy puls, ozdabiając go metalicznymi dźwiękami klawiszy. Niemal epicki ton ma z kolei electro w „Glaringly Happy” – bo amerykański producent przywołuje tutaj szlachetne dokonania brytyjskiej elektroniki z początku lat 90. w stylu B12 czy Stasis.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/2038652-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=2038652-02″ allowscriptaccess=”always”]

Spory segment albumu jest zresztą wyraźnie zainspirowany klasycznymi nagraniami najważniejszego projektu dla angielskiego techno – duetu Orbital. Umieszczone pod koniec płyty utwory „Stabilizer” i „Horizon To Horizon” tkwią swymi korzeniami w materiale z dwóch pierwszych płyt braci Hartnoll. Sięgając po strzeliste akordy rozwibrowanych syntezatorów, Tejada nadaje im jednak swój sznyt – modelując je na wyjątkowo melodyjną modłę. I efekty są wspaniałe – takie techno pozbawione jest swej brutalnej mocy, ale za to urzeka klasycznym pięknem i harmonią.

Największe zaskoczenie przynosi jednak „Anounce Of Perceptron” – bo to… monumentalne cosmic disco, wypełnione przestrzennymi kaskadami klawiszy, jakie kiedyś można było usłyszeć w produkcjach Giorgio Morodera, a dzisiaj – Lindstrøma czy Prinsa Thomasa. Wątek ten powraca na finał albumu w kompozycji „When All Around Is Madness” – choć tutaj Tejada podbija rytmikę nagrania bardziej w stylu electro, nie rezygnując jednak przy tym z przejmująco urokliwych pasaży ejtisowych klawiszy. To nie wszystko – brzmienia te prowadzą nas wprost do klasycznej… kosmische musik. Tak – amerykański producent składa hołd niemieckim gigantom elektroniki w dwóch kompozycjach: „Winter Skies” i „Radio Channel”. Mamy tu bowiem sążniste akordy chłodnych klawiszy, które układają się w rozwibrowane arpeggia, przywołując klimat dawnych nagrań zarówno Clustera, jak i Kraftwerku.

Pomiędzy tymi wszystkimi nowinkami trafiamy jednak na typowe dla wcześniejszych dokonań Tejady detroitowe techno – w zwiewnym „A Familiar Mood”. Ale choć artysta sięga po soniczne akordy i acidowe loopy, to nadaje im zdecydowanie łagodniejszy ton, wyciskając z nich zaskakująco liryczny nastrój.

„The Predicting Machine” to bez wątpienia jeden z najlepszych albumów w biografii cenionego producenta. Jego klasyczna uroda sprawia, że możemy go postawić obok innych wspaniałych dzieł tanecznej elektroniki z tego roku,  które celebrują w otwarty sposób piękno a nie brzydotę, światło a nie mrok, subtelność a nie siłę. Oczywiście chodzi o „Ideas From The Pond” Petara Dundova i „A Forest” Christiana Löfflera. A co najciekawsze – w przypadku Tejady wszystko to dzięki podporządkowaniu własnej wizji artystycznej charakterystycznemu stylowi konkretnej wytwórni. No cóż – w końcu Michał Anioł też stworzył sklepienie Kaplicy Sykstyńskiej na zamówienie.

Kompakt 2012

www.kompakt.fm

www.facebook.com/KompaktRecords

www.facebook.com/johntejadaofficial

Eksperymentalne oblicze RPA – część pierwsza

Pod koniec sierpnia pojawiły się dwa nowe albumy z oficyny Jaunted Haunts Press, która stacjonuje w Republice Południowej Afryki. Czytaj dalej »

Transvizualia 012 – znamy szczegóły

Oprócz muzyków, których już wcześniej poznaliśmy, wiemy także w jakiej cenie będzie można kupić bilety i jak godzinowo przestawia się lineup Czytaj dalej »

WhoMadeWho na dwóch koncertach w Polsce!

Objawienie europejskiego disco-punka i electro-popu, zespół WhoMadeWho na dwóch klubowych koncertach w Polsce. Szaleni Duńczycy związani z kultową wytwórnią Kompakt zagrają 7 grudnia w warszawskim klubie 1500m2 i dzień później w SQ Klub w Poznaniu. Czytaj dalej »

Rozdaliśmy bilety na Sigur Rós i Polish Icons w ramach Sacrum Profanum!

Startuje nasz konkurs, w którym wygrać możecie bilety na tegoroczną edycję festiwalu Sacrum Profanum. Zobaczcie, jak zdobyć wejściówki na Sigur Rós i inne wydarzenia. Czytaj dalej »

Darmowa kompilacja od Ghostly International

Działająca w Ann Arbour wytwórnia sprezentowała fanom swych artystów bezpłatny zestaw ich nagrań.

Czytaj dalej »