Wpisz i kliknij enter

Ambot – A

„A” jest wielkie. Nie tylko z powodu osobistych resentymentów. Wytwórnia ETALABEL zabiera nas w sentymentalną podróż do lat 90-tych, wraz z debiutem projektu Ambot.

Oficynę ETALABEL raczej kojarzymy z muzyką ambient, niestroniącą od eksperymentu na wielu poziomach. Płyta projektu Ambot to pewne zaskoczenie, bo wydawca zaprezentował nam inne spojrzenie na katalog labelu.

Ambot to polski duet. Jednym z członków jest dobrze wam znany Piotr Michałowski (aka Nmls) i może mniej Paweł Ryttel (aka Xlorite). Do współpracy nad krążkiem „A” doszło już w 2007 roku. Prace nad materiałem troszkę trwały i przeciągnęły się aż do 2009. I dopiero po czterech latach producenci postanowili wydać owoce swojej ciężkiej pracy. Z materiału prasowego, który figuruje przy opisie płyty, możemy wyczytać: Jeżeli lubisz stare płyty Aphex Twina, Boards of Canada, Autechre, u-Ziq lub Cyloba, to na pewno „A” przypadnie Ci do gustu.

Proces porównywania i kojarzenia jakiegoś nowego zespołu lub artysty stał się dzisiaj normą (jak i kiedyś), ale w tak muzycznie zagęszczonych czasach, skala tego zjawiska jest jeszcze większa, gdyż aktualnie ciężko jest wydrzeć z oceanu inspiracji zalążek swojego własnego brzmienia. I często jest tak, że mówienie o tym, jak dany artysta jest podobny do innych, czy godnie naśladuje, czy tylko się inspiruje, zatraca istotę naturalnej chęci tworzenia nowych gatunków wśród muzyków czy producentów. Choć z drugiej strony – dobrze jest też, gdy ktoś z całkowitym przekonaniem postawi nagarnia debiutantów obok tuzów jakiejś estetyki w muzyce.

Jak jest w przypadku Ambota? Czy to tylko wskrzesiciele muzycznego ducha lat 90-tych, jaki ulotnił się w tamtym okresie na Wyspach Brytyjskich?

Longplay „A” otwiera „Alvnlok”, zbitowana tekstura, nawałnica łamańców rytmicznych, gęsta warstwa dźwiękowa z wyraźnym kierunkiem inspiracji w stronę Aphex Twina i Autechre. I tu odwołam się do powyższych słów, iż nie jest to tylko wariackie i naiwne zapatrzenie w twórczość swoich mistrzów, lecz porcja muzyki, którą można zestawić na kompilacji obok nagrań np. Aphex Twina, z dopiskiem: „nowe nadzieje w muzyce elektronicznej”.

W tym roku doczekaliśmy się kapitalnego powrotu Boards of Canada. Już drugie nagranie „Alfa Pinen” odznacza się wyrazistą fascynacją duetem ze Szkocji. Przestrzenne akrobacje z elektroniką w wykonaniu Ryttela i Michałowskiego w oddali łączą się z rozciągniętą linią syntezatora. Przefarbowali tu swoje doczesne uwielbienie do BoC i powstał spójny, nieprzekoloryzowany kawał dobrej elektroniki.

Innym utworem i równie doskonałym jak „Alvnlok”, jest mój ulubiony „Ameridium”. Można go w pełni potraktować jako wizytówkę projektu. „Ameridium” eksploduje fascynującym, basowym bitem i wciąga pomysłowością. Duet pokazał w nim autentyczny flow. Radość z tworzenia nieszablonowych brzmień przebija się do słuchacza. Numer jeden z płyty „A”.

Na „A” nie ma słabych kawałków i tak jest w „Azmol Cevz”, wciąż mamy zmasowany rytm, gdzie tuż obok nas snuje się rozczulona i ognista elektronika. Najdłuższa kompozycja to „Airo Locui”, która kończy album. To wycieczka w stronę domu pamiątek Autechre, ale nie mająca na celu odkurzenia muzealnych eksponatów Brytyjczyków, lecz godne uwagi postawienie drobnej figurki małego Ambocika obok woskowych figur Autechre.

Jestem ciekaw jakby zabrzmiała ta muzyka z włączeniem do repertuaru żywych instrumentów; może jedynie tego mi brakuje na „A”, ale nie jest to zarzut, lecz drobna sugestia.

Ryttel i Michałowski trzymają w rękach sztandar brytyjskiej muzyki elektronicznej z lat 90-tych. Machają nim na wszystkie możliwe strony, wiatr ówczesnej epoki im sprzyja. Wymachiwać każdy sobie może, ale oni po pewnym czasie odstawili swoje flagowe podejście do sprawy. Złapali za swój, póki co, mały emblemacik z podpisem Ambot, trzymając go z dumą i głową pełną ciekawych pomysłów. Jak już powiedzieli „A” to teraz czas na „B”.

05.07.2013 | ETALABEL

 

Płyta „A” ukazała się w nakładzie limitowanym 100 sztuk CD i też na ładnej kasecie z bonusami, gdzie pojawiły się dwa nagrania jakich nie znajdziecie na płycie kompaktowej i w wersji cyfrowej. Wszystko można zobaczyć i zakupić ze strony Bandcamp wytwórni ETALABEL.

Strona projektu Ambot »
Profil na Facebooku »
Słuchaj na Soundcloud »
Profil na BandCamp »
Strona ETALABEL »
Profil na Facebooku »







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
8 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
tom
tom
7 lat temu

Posłuchałem i kupiłem, niezła płytka, szczególnie pierwsze utwory, niby stare IDMowe oklepane klimaty ale w dobrym wykonaniu, gorąco polecam.

dadaista
dadaista
7 lat temu
Reply to  tom

Ja swoją kopię odebrałem dzisiaj na poczcie 🙂

Grzesiek Bojanek
7 lat temu
Reply to  dadaista

ENJOY!

vansenpe
vansenpe
7 lat temu

oj tak bardzo zacna plyta, pozdr!

Hedfunk
Hedfunk
7 lat temu

Zgadzam się z przedmówcą. Płyta idealnie trafia w moje muzyczne gusta, dobrego i melodyjnego IDM-u nigdy za wiele. Chętnie przygarnąłbym to wydawnictwo na vinylku. Bojanix wytłoczysz?

Grzesiek Bojanek
7 lat temu
Reply to  Hedfunk

Jakbym miał pewność, że będzie z 200 kupujących to bym się pewnie zastanowił… Na chwilę obecną większość nakładu leci do UK i USA… tam raczej wiedzą co dobre 🙂 Więc jak sądzę, jest to kwestia wyrobienia odpowiedniej pozycji na rynku… dlatego nie mówię „NIE”! Ale jest to melodia odległej przyszłości…

Hedfunk
Hedfunk
7 lat temu

Niestety 200 kupujących nie jestem w stanie Ci zagwarantować. Ale jednego pewnego kupca już masz, zawsze jest to jakiś punkt wyjścia. W każdym razie czekam.

dsv
dsv
7 lat temu

Kawał dobrego IDM, taki jaki uwielbiam, melodyjny, niesyntetyczny, lecz z energią melodii. Dzięki za reckę.

Polecamy