Gil Scott-Heron – We’re New Again – a Reimagining by Makaya McCraven
Łukasz Komła:

Rewolucji nie będzie.  

Nicolas Jaar – Cenizas
Jarek Szczęsny:

Bez planów na przyszłość.

BOA – Outer Gateways
Paweł Gzyl:

Dubstep ciągle żywy.

Pejzaż – Blues
Bartek Woynicz:

Nostalgiczna nóżka chodzi.

Jacaszek – Music For Film
Mateusz Piżyński:

To nie jest soundtrack, chociaż…

Sleeparchive – Trust
Paweł Gzyl:

Techno sprowadzone do loopów.

Trampique – Life Outside The Mirror
Jarek Szczęsny:

Melancholia codzienności.

Jan Wagner – Kapitel
Łukasz Komła:

Autentyczna bruzda.

Ian William Craig – Red Sun Through Smoke
Jarek Szczęsny:

Mgnienia poczucia straty.

Christian Löffler – Lys
Paweł Gzyl:

Piosenka jest dobra na wszystko?

Various Artists – Velvet Desert Music Vol. 2
Paweł Gzyl:

Soundtrack do współczesnego „acid westernu”.

Skalpel – Highlight
Bartek Woynicz:

Balsam na czas zarazy.

Electric Indigo – Ferrum
Paweł Gzyl:

W atomowym silosie.

Stian Westerhus – Redundance
Jarek Szczęsny:

Ucieczka od tradycyjnych piosenek.



Hammock – post rock wisi w powietrzu

Niedawno dotarła wiadomość, że Hammock jeszcze w październiku tego roku wyda swój nowy album pt. „Oblivion Hymns”. Ta dobra nowina skłoniła mnie do przybliżenia twórczości tego wyjątkowego projektu z Nashville.

Hammock to przedsięwzięcie dwóch muzyków: Marca Byrda i Andrew Thompsona, eksperymentujących z gitarami i elektroniką przy udziale żywych instrumentów. Zaczęli grać w 2004 roku i do tej pory wydali pięć albumów. Ich kariera fonograficzna rozpoczęła się od płyty „Kenotic”, znakomicie przyjętej w amerykańskiej prasie. Po drodze muzycy zaliczyli m.in. współpracę z Jónsim z Sigur Rós. Kryzysowy moment dotknął ich w 2010 roku, kiedy powódź dotkliwie zniszczyła dom Byrda, co z kolei stało się inspiracją do stworzenia EP-ki „Longest Year”.

Hammock - Departure Spngs

Duet wydaje raczej rzadko swoje nagrania, a każda płyta to spore wydarzenie wśród wiernych fanów. W oczekiwaniu na nowe utwory, chciałbym wam przedstawić ostatni, dwupłytowy album Hammocka – „Departure Songs” z 2012 roku.

Póki co niestety grupa nie zdobyła większej popularności w naszym kraju, no chyba, że się mylę i jest zupełnie odwrotnie. Może po przeczytaniu tekstu uaktywnią się miłośnicy Hammocka. Z ogromną ciekawością poznam wasze opinie na temat tej muzyki.

Płyta „Departure Songs” została przepięknie wydana. Jest też wersja specjalna tego albumu, która powinna skusić wszystkich kolekcjonerów. Wydawcy postanowili dołączyć do podstawowego zestawu dwóch płyt jeszcze dwa krążki. Obie dodatkowe płyty opatrzone są autografami i komentarzami muzyków tuż zza konsolety. Prawdziwy rarytas dla wszystkich zainteresowanych, odsłaniający powstawanie materiału niemalże sekunda po sekundzie. Album masterował Taylor Deupree.

„Departure Songs” to spójny i koncepcyjny zestaw dwóch krążków, a ich perfekcyjne uzupełnianie się daje długo trwającą przyjemność słuchania.

Hammock ikona 1

Powyżej Marc Byrd i Andrew Thompson

W utworze „Pathos” dużo jest organicznej i naturalnej muzycznej energii. Słychać jak wiatr hula pomiędzy strunami, a efekty gitarowe jedynie podkręcają żar bijący z rozległych akordów.

Hammock jest też dla mnie muzyką drogi, która niekiedy zamienia się w filmowe kadry, a może bardziej staje się rozdrożem dla wielu niezwykłych kompozycji („We Could Die Chasing This Feeling).

Topniejące emocje odnajdziemy już w pierwszym nagraniu „Dark Circles” z drugiego albumu. W tym utworze mamy klasycznie skrojoną sekcję rytmiczną, gitary Byrda i Thompsona, a w końcówce ujawnia się też kilka fraz zagranych na trąbce. Ten numer zdecydowanie wybija się z całości. Trzeba też podkreślić fakt, że prawie w każdej kompozycji na „Departure Songs” odnajdziemy mnóstwo brzmień instrumentów smyczkowych.

Jednak najbardziej żywiołowym i energetycznym fragmentem jest świetny „(Let’s Kiss) While All the Stars Are Falling Down”. To istny wulkan, buchający kapitalnymi melodiami, płynącymi głównie z gitar i rozcieńczonej elektroniki. Przy tym kawałku zacząłem tańczyć, co w moim przypadku jest zjawiskiem niespotykanym. W „(Let’s Kiss)” i w kilku innych nagraniach gościnnie pojawia się wokalistka Christine Glass Byrd.

Sama końcówka albumu należy do dwóch utworów „(Leaving) The House Where We Grew Up” i „Tornado Warning”. Wybijające się ponad przeciętność partie gitary w bardzo ciekawy sposób nawiązują dialog z resztą instrumentów. Nie da się uciec od skojarzeń choćby z Cocteau Twins czy Mogwai. W muzyce Hammocka znajdziemy dużo odniesień do post-rocka. Oceniając twórczość zespołu po kilku płytach, da się zauważyć u muzyków niepowtarzalny dar pisania wyrazistych melodii. Na pewno duet z Nashville nauczył post-rocka słuchania i rozumienia ambientu. Budowanie napięcia nie jest na pierwszym miejscu, jak bywało m.in. w przypadku płyt Mogwaia, Explosions in the Sky i wielu innych. Reasumując, muzycy ujarzmili warstwę rytmiczną w tej estetyce, a za to wpompowali w nią więcej melancholii. I w tym jest siła Hammocka.

02.10.2012 | Hammock Music

Album „Departure Songs” można w całości przesłuchać – tutaj.

 

Strona Hammocka »Profil na Facebooku »Profil na BandCamp »

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarzy 6

  1. aberrat

    brakuje mi słów które opisałyby potęgę tego zespołu 🙂 każdy utwór stwarza specyficzną wizję dnia i nocy 🙂

  2. marcin

    Hammock ? Nektar dla Duszy przez uszy…

  3. Znam ich od jakiegoś czasu, przymierzałem się nawet do kupienia muzyki na BandCampie… ale jakoś mi przeszło. Może teraz

  4. aln

    Bardzo lubię, szczególnie tą spokojną ambientowość ich muzyki. I teledyski też mają niezłe 🙂 http://vimeo.com/9369965

  5. gr

    Przyjemna muza:) Dobrze wchodzi.