Wpisz i kliknij enter

Kultural Kolektiv – nasza rozmowa

Na festiwalu Audioriver 2013 mieliśmy przyjemność rozmawiać z reprezentantem Kultural Kolektiv – Mariuszem Łucykiem – wydawcą książki ‚Berlin, Techno i technoturści’ autorstwa Tobiasa Rappa . Kultural Kolektiv to fundacja organizująca imprezy, a teraz także edukująca Polskę pod kątem berlińskiej kultury klubowej. Zaprosili do nas Agorię, Bena Klocka, Surgeona i Andy’ego Baumeckera.

Wywiad przeprowadziliśmy we współpracy z wrocławskim Radio Luz po pierwszej nocy koncertowej pod namiotem Kultural Kolektiv na płockim rynku.

 

Mariusz, opowiedz coś o genezie pomysłu wydania w Polsce książki o berlińskiej kulturze klubowej.

 

W ogóle do tej pory na rynku polskim nie było żadnej dobrze napisanej książki o kulturze techno. Ta książka, którą napisał Tobias Rapp – dziennikarz kulturalny Tages Zeitung, a obecnie Speigla  – jest świetnie napisana, ponieważ Tobias właściwie dojrzewał razem z tą sceną. W 91 roku przeprowadził się do Berlina jako 19-letni chłopak, zaczął intensywnie imprezować, przeszedł przez całe techno i love parade, zna wielu ludzi, którzy prowadzą kluby. Był częścią tej sceny w jakiś sposób, jako uczestnik bardziej niż jako  animator, ale wie o co chodzi i świetnie to opisał w książce. A dlaczego zdecydowaliśmy się ją wydać na polskim rynku? Dla fundacji Kultural Koletiv ideałem jest berliński sposób imprezowania. To w jaki sposób tam są zrobione kluby, to że najważniejszy jest nie wystrój klubu, tylko przede wszystkim soundsystem i od tego się zaczyna. Dopiero później kupuje się jakieś inne dziwne rzeczy (śmiech). Poza tym klub może wyglądać jak połączenie jakiegoś starego cyrku ze squotem i wszyscy się i tak dobrze bawią. Nie musi być drogich wnętrz, skórzanych foteli, tego typu rzeczy. Piwo sprzedaje się w małych butelkach, tylko po to żeby się lepiej tańczyło z tym piwem – takie drobiazgi, które oni poukładali sobie bardzo dobrze, chociaż na pierwszy rzut oka tego nie widać. I między innymi to powoduje, że tam moim zdaniem przynajmniej, bawi się najlepiej. Nie byłem jeszcze na Ibizie, ale tam jest całkowicie inny sposób imprezowania niż właśnie w Berlinie. Tam, co też Tobias podkreśla w książce, imprezuje dużo starszych osób. Wiadomo, że nie robią tego co weekend, ale raz na miesiąc czy raz na dwa miesiące dają sobie wolny długi, dłuuugi weekend i w tym momencie idą na całość.

 

Mówiłeś, że książka została wydana już wcześniej w Niemczech. Czy nie uważasz, że teraz zdezaktualizowała się na obecny stan berlińskiej sceny?

 

Książka ukazała się na rynku berlińskim w 2009 roku i tak, mieliśmy takie wątpliwości czy to jest nadal aktualne, ale po kilku pobytach w Berlinie stwierdziliśmy, że jednak wciąż jest. Oczywiście pewnych klubów już nie ma, ale Tobias też podkreśla że specyfiką tej sceny jest to, że coś istnieje przez jakiś okres czasu, później przemija i powstają nowe miejsca, nowe kluby, nowe labele, nowe trendy w muzyce. Nie ma już Baru 25, jest za to Katerholzig, który teraz też już za chwilę ma się zamknąć, bo właściciele dostali wymówienie dzierżawy terenu, ale już tworzą kolejne miejsce – Holzmarkt. Cały czas scena się kształtuje, chociaż przez te cztery lata jeszcze bardziej się ustabilizowała. To już nie jest tylko underground, tylko to jest poważna gałąź dochodów dla pewnej części berlińczyków. Szacuje się, że tylko z klubów i z różnych przedsięwzięć wokół klubów, żyje około 50 tysięcy ludzi. To jest potężna grupa społeczeństwa, która żyje tylko i wyłącznie z tego, że turyści przyjeżdżają na przedłużone weekendy żeby poimprezować w Berlinie. Książka się nie zdezaktualizowała, ponieważ Aleks Kubaczewski – redaktor naczelny pewnego wiodącego portalu muzycznego w Polsce – jesienią ubiegłego roku przeprowadził wywiad z Tobiasem, który pewne rzeczy aktualizuje. Jedyne co się zmieniło przez te cztery lata, również przez tę książkę, to to że ten świat nie jest już taki undergroundowy jak był 4 lata temu i nie jest taki niedostępny dla tych ludzi, którzy do tej pory nie mieli o tym zielonego pojęcia. Można wziąć tę książkę przed wyjazdem do Berlina i każda osoba, która nie była jeszcze w Berlinie dobrze będzie wiedziała na czym polega ten berliński styl imprezowania. Jest cały rozdział o Berghain, w którym się oczywiście podkreśla tę niezwykle ostrą selekcję, która jest właściwie w każdym berlińskim klubie. Londyńczycy przyjeżdżają do Berlina, nie dostają się do klubu i są strasznie zdenerwowani, bo jak to? W Anglii przecież wchodzę do każdego klubu. Przejechałem specjalnie do Berghain np., zapłaciłem za bilet lotniczy i nie wchodzę! Widziałem te osoby, które nie wchodziły do Berghain i one naprawdę odchodziły od bramki, dowodzonej przez Svena Marquarda ze łzami w oczach, bo ich marzenie się z jakiś powodów nie spełniło. Ale to też jest właśnie berliński sposób imprezowania, to nie jest dostępne dla każdego. Albo inaczej – to nie jest dostępne dla każdego, ale nawet ci którzy wchodzą zawsze albo prawie zawsze mają z tyłu głowy przeświadczenie, że tym razem może mi się nie udać.

 

Mówiłeś też, że z okazji tej książki staracie się edukować Polskę pod kątem berlińskiej kultury. Czy macie jeszcze jakieś plany na tę edukację? Może jakieś kolejne książki? Może imprezy, które Kultural Kolektiv organizował.

 

Tak, zorganizowaliśmy 4 imprezy pod hasłem Kolektiv Techno, ale nie będą one organizowane dalej. Na te imprezy przychodziło sporo osób, ale nie na tyle żeby one były opłacalne albo przynajmniej żeby koszty się zwróciły. Także na razie z imprezami chyba sobie damy spokój. Jest coś na tym polskim rynku, co podkreślają wszyscy moi znajomi, promotorzy, że ludzie którzy nie znają się na techno cały czas chodzą na ‘gwiazdy’. To jest to nieznośne pytanie o timetable. O której zagra ‘gwiazda’? Nie na tym polega imprezowanie, moim zdaniem. Warto pozostać w jednym klubie przez całą noc, bo dopiero wtedy można się wczuć w klimat no i się rozkręcić. Często jest tak, że support jest dużo lepszy od headlinera czyli ‘gwiazdy’, bo ‘gwiazda’ jest ma na przykład za sobą trzy imprezy w różnych zakątkach świata i jest zmęczona. Dla nas ideałem jest berliński model imprezowania, bo jest najbardziej demokratyczny, bo pieniądze tam nie odgrywają roli. Wejście do klubu kosztuje od 12 do 14 euro, co w porównaniu z cenami na Ibizie, gdzie trzeba zapłacić 50 euro za wjazd do klubu, jest kolosalną różnicą. Piwo w Berlinie kosztuje 3 euro, a drink na Ibizie 10, 15 i więcej, więc każdego tak naprawdę stać na to żeby pójść do berlińskiego klubu i poimprezować i to nam się też bardzo podoba. Strój nie jest nie jest najważniejszy, wręcz przeciwnie zauważyłem, że jest tam taka moda żeby wyglądać niedbale i im gorzej tym w sumie lepiej. To jest nasz ideał, ale czy on się przejmie? Chciałbym być optymistą, ale z tego co widzę po polskich klubach nie jest tak do końca. Chcielibyśmy rozpropagować tę kulturę, ale czy się uda…? Robimy to, więc mamy jakąś tam nadzieję, że tak.

 

 

Fanpage Kultural Kolektiv – https://www.facebook.com/kultural.kolektiv.9?fref=ts

Posłuchajcie wywiadu w wersji audio – http://www.mixcloud.com/strikt/strikt-odc-5-1082013/

Przeczytajcie naszą recenzję książki – https://nowamuzyka.pl/2013/08/13/tobias-rapp-zagubieni-w-dzwieku-berlin-techno-i-technoturysci/

 







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Inline Feedbacks
View all comments
murzyn
murzyn
7 lat temu

Co tu dużo mówić. To jak wyglądają imprezy jest kwestią tego, jakie substancje ludzie wprowadzają do swoich organizmów w trakcie ich trwania. W Polsce jest to głównie alkohol. No i potem ludzie nie rozumieją dlaczego to w kółko tak samo leci.

Polecamy