Cel (Felix Kubin & Hubert Zemler) – Cel
Jarek Szczęsny:

Radosne odbicie.

Fabrizio Rat – Shades Of Blue
Paweł Gzyl:

Modularna polifonia.

Long Arm – Silent Opera
Jarek Szczęsny:

Trip-hop nigdzie nie odszedł.

Jeff Parker & The New Breed – Suite For Max Brown
Łukasz Komła:

Projekcja magicznych obrazów.

Various Artists – Air Texture Vol. VII
Paweł Gzyl:

Rrose i Silent Servant serwują ambient? Niemożliwe!

Siavash Amini & Saåad – All Lanes Of Lilac Evening
Jarek Szczęsny:

Bez szwów.

Villaelvin – Headroof
Jarek Szczęsny:

Tylko bardziej.

Juno – Young Star
Jarek Szczęsny:

Infiltracja jazzu.

Lonker See – Hamza
Jarek Szczęsny:

Zawsze krok przed nami.

Men With Secrets – Psycho Romance And Other Spooky Ballads
Paweł Gzyl:

Erudycyjne ćwiczenie z ejtisowego electro.

Riverrun – The Same Silent Hill
Przemysław Solski:

Muzyka z krajobrazu.

Yogtze – Yogtze
Jarek Szczęsny:

Będzie filmowo.

Wacław Zimpel – Massive Oscillations
Jarek Szczęsny:

Letarg duchowy.

Hula – Shadowland
Paweł Gzyl:

Jak ambient przenikał industrial.



Ricardo Tobar – Treillis

Nagrania chilijskiego producenta spowija odpowiednio dekadencki nastrój, idealnie pasujący do aktualnej mody na współczesnej scenie elektronicznej.

Do niedawna wydawało się, iż krach popularności electroclashu sprawi, że muzyczny sentyment do lat 80. odejdzie do lamusa. A tu nic z tego. Po okresie intensywnej rewitalizacji synth-popu, młodzi artyści zainteresowali się mroczniejszymi stylami z tamtej dekady – post-punkiem, gotykiem i industrialem. Słychać to również (a może przede wszystkim) w elektronice. Oto od kilku lat jesteśmy świadkami rozkwitu industrialnego techno, wytwórnie w rodzaju Blackest Ever Black są wyznacznikami dobrego gustu, a producenci muzyki tanecznej głoszą wszem i wobec swoją fascynację gotykiem i ezoteryką.

Jednym z tych ostatnich jest francuski twórca Ricardo Tobar. Zadebiutował on stosunkowo niedawno – bo sześć lat temu. Jego brzmienie ewoluowało od organicznego tech-house’u w stronę coraz to mroczniejszych i cięższych dźwięków, czego dowodem są płyty publikowane nakładem Traum czy Border Communication. Po pięciu winylowych dwunastocalówkach przyszła w końcu pora na debiutancki album. Jego wydaniem zajęła się nadsekwańska wytwórnia Desire, znana właśnie z upodobania do post-punku, minimal wave czy gothic rocka.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”90″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/505337-01.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=505337-01″ allowscriptaccess=”always”]

Bez obaw jednak – Tolbar nie rezygnuje z formuły tanecznej elektroniki. Większość z jedenastu nagrań na krążku to epickie techno rozpisane na głębokie bity, masywne basy i rozwibrowane pasaże syntezatorów („Organza” lub „Garden”). Od czasu do czasu francuski producent sięga jednak po połamane struktury rytmiczne – i jest to wtedy albo breakbeat („Otte’s Denial”) albo IDM („Essen”). Tolbar nie boi się również całkowicie zrezygnować z klubowego szlifu – i wtedy trafiają nam się ambientowe miniatury o mrocznym tonie („Sleepy” i „Back Home”). Wszystko to zanurzone jest w gęstej zawiesinie niepokojących dźwięków, których tropy prowadzą właśnie do połowy lat 80.

Już choćby gitarowe przestery o post-punkowym sznycie z „Garden” wprowadzają nas w odpowiedni klimat. Potem uderza zwalisty bas w nowofalowym stylu w „Hundreds”. „Otte’s Denial” przwołuje z kolei nastrój liverpoolskiej neo-psychodelii w rodzaju Teardrop Explodes czy Echo & The Bunnyman. Bardziej gotyckie tony rozbrzmiewają w „If I Love You” czy „Mirror”. Największym zaskoczeniem jest jednak finałowy „Le Quartier Du Quatrieme” – bo to hipnotyczny kraut-rock (a raczej zeuhl), osadzony na motorycznym rytmie i podniosłych klawiszach, przywołujący wspomnienie dokonań Magmy z okresu „Mekanïk Destruktïw Kommandöh”.  

To wszystko jednak tylko smaczki – być może nawet nie wyczuwalne dla mniej wprawnego ucha. Nadają one jednak oryginalny ton muzyce Tolbara. Gdyby nie one – byłoby to tylko zwykłe techno. A tak – spowija je odpowiednio dekadencki nastrój, idealnie pasujący do aktualnej mody na współczesnej scenie elektronicznej.

Desire 2013

www.desirerecords.bigcartel.com

www.desire-records.blogspot.com

www.facebook.com/pages/desire

www.ricardotobarblog.blogspot.com

www.facebook.com/ricardotobarofficial

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 3

  1. eueu

    rzutem na taśmę wskoczył do mojego top3 tego roku…polecam 🙂

  2. ReneGad

    Rewelacyjny album, techno w eklektycznym sosie (shoegaze, stare analogi) – pociąć Immunity, połączyć z Boards of Canada, dodać trochę Four Teta i mamy Treillis. Absolutny top roku.

  3. yac

    świetny album, – Tobar to taka brudniejsza, bardziej nieokiełznana wersja Hopkinsa.