IRAH – Diamond Grid
Przemysław Solski:

Siatka utkana z ciekawości.

Strycharski Kacperczyk Szpura – I love you SDSS
Jarek Szczęsny:

Oglądanie nerwów.

!!! (Chk Chk Chk) – Wallop
Mateusz Piżyński:

Ciężkość punka z lekkością funka.

cover
Barker – Utility
Paweł Gzyl:

Transhumanistyczne przyjemności.

Monya – Straight Ahead
Paweł Gzyl:

Industrialne techno o pozytywnej energii.

Wojciech Golczewski – The Priests Of Hiroshima
Jarek Szczęsny:

Ścieżka dźwiękowa dla ery atomowej.

Múm – Yesterday Was Dramatic – Today Is OK
Paweł Gzyl:

Klasyk emotroniki.

Hildur Guðnadóttir – Chernobyl (OST)
Jarek Szczęsny:

Wyobrazić sobie niewyobrażalne.

Pruski – Black Birds
Jarek Szczęsny:

Wyszlifowany onyks.

Jaromir Kamiński, Rafał Warszawski, Palms Palms, Break Janek
Ania Pietrzak:

Beats & breaks idealne na koniec wakacji…

Lech Nienartowicz – Wrażenia i Mechanizmy
Jarek Szczęsny:

Pierwsze wrażenie.

The Future Eve feat. Robert Wyatt – KiTsuNe / Brian The Fox
Łukasz Komła:

Na łączach z Robertem Wyattem.

Rites of Fall – Towards the Blackest Skies
Jarek Szczęsny:

Im dalej w las, tym ciemniej.

Hula – Voice
Paweł Gzyl:

Łabędzi śpiew mistrzów industrialnego funku.



Ricardo Tobar – Treillis

Nagrania chilijskiego producenta spowija odpowiednio dekadencki nastrój, idealnie pasujący do aktualnej mody na współczesnej scenie elektronicznej.

Do niedawna wydawało się, iż krach popularności electroclashu sprawi, że muzyczny sentyment do lat 80. odejdzie do lamusa. A tu nic z tego. Po okresie intensywnej rewitalizacji synth-popu, młodzi artyści zainteresowali się mroczniejszymi stylami z tamtej dekady – post-punkiem, gotykiem i industrialem. Słychać to również (a może przede wszystkim) w elektronice. Oto od kilku lat jesteśmy świadkami rozkwitu industrialnego techno, wytwórnie w rodzaju Blackest Ever Black są wyznacznikami dobrego gustu, a producenci muzyki tanecznej głoszą wszem i wobec swoją fascynację gotykiem i ezoteryką.

Jednym z tych ostatnich jest francuski twórca Ricardo Tobar. Zadebiutował on stosunkowo niedawno – bo sześć lat temu. Jego brzmienie ewoluowało od organicznego tech-house’u w stronę coraz to mroczniejszych i cięższych dźwięków, czego dowodem są płyty publikowane nakładem Traum czy Border Communication. Po pięciu winylowych dwunastocalówkach przyszła w końcu pora na debiutancki album. Jego wydaniem zajęła się nadsekwańska wytwórnia Desire, znana właśnie z upodobania do post-punku, minimal wave czy gothic rocka.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”90″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/505337-01.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=505337-01″ allowscriptaccess=”always”]

Bez obaw jednak – Tolbar nie rezygnuje z formuły tanecznej elektroniki. Większość z jedenastu nagrań na krążku to epickie techno rozpisane na głębokie bity, masywne basy i rozwibrowane pasaże syntezatorów („Organza” lub „Garden”). Od czasu do czasu francuski producent sięga jednak po połamane struktury rytmiczne – i jest to wtedy albo breakbeat („Otte’s Denial”) albo IDM („Essen”). Tolbar nie boi się również całkowicie zrezygnować z klubowego szlifu – i wtedy trafiają nam się ambientowe miniatury o mrocznym tonie („Sleepy” i „Back Home”). Wszystko to zanurzone jest w gęstej zawiesinie niepokojących dźwięków, których tropy prowadzą właśnie do połowy lat 80.

Już choćby gitarowe przestery o post-punkowym sznycie z „Garden” wprowadzają nas w odpowiedni klimat. Potem uderza zwalisty bas w nowofalowym stylu w „Hundreds”. „Otte’s Denial” przwołuje z kolei nastrój liverpoolskiej neo-psychodelii w rodzaju Teardrop Explodes czy Echo & The Bunnyman. Bardziej gotyckie tony rozbrzmiewają w „If I Love You” czy „Mirror”. Największym zaskoczeniem jest jednak finałowy „Le Quartier Du Quatrieme” – bo to hipnotyczny kraut-rock (a raczej zeuhl), osadzony na motorycznym rytmie i podniosłych klawiszach, przywołujący wspomnienie dokonań Magmy z okresu „Mekanïk Destruktïw Kommandöh”.  

To wszystko jednak tylko smaczki – być może nawet nie wyczuwalne dla mniej wprawnego ucha. Nadają one jednak oryginalny ton muzyce Tolbara. Gdyby nie one – byłoby to tylko zwykłe techno. A tak – spowija je odpowiednio dekadencki nastrój, idealnie pasujący do aktualnej mody na współczesnej scenie elektronicznej.

Desire 2013

www.desirerecords.bigcartel.com

www.desire-records.blogspot.com

www.facebook.com/pages/desire

www.ricardotobarblog.blogspot.com

www.facebook.com/ricardotobarofficial

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 3

  1. eueu

    rzutem na taśmę wskoczył do mojego top3 tego roku…polecam 🙂

  2. ReneGad

    Rewelacyjny album, techno w eklektycznym sosie (shoegaze, stare analogi) – pociąć Immunity, połączyć z Boards of Canada, dodać trochę Four Teta i mamy Treillis. Absolutny top roku.

  3. yac

    świetny album, – Tobar to taka brudniejsza, bardziej nieokiełznana wersja Hopkinsa.