Wpisz i kliknij enter

Burial + Four Tet – Moth/Wolf Cub


Słodka i staroświecka na pozór ta anonimowość, bo im bardziej uświadomić sobie skalę oczekiwań wobec tego wydawnictwa i błyskawicznie wyczerpany nakład analogowego nośnika, tym wyraźniejszy staje się fakt, że obaj koledzy ze szkolnej ławki chcą się po prostu dobrze bawić. Cieszy mnie ich dystans do sławy, mimo że Bevan nie wytrzymał, ściągnął jakiś czas temu kaptur i pokazał twarz.

Połączenie sił Hebdena i Bevana zaowocowało muzyką ze wszech miar…oczywistą. Bo w sumie po co komu fałszywa skromność? Obaj faceci już dojrzeli, artystycznie się ukształtowali i zdążyli okrzepnąć w granicach stworzonych przez siebie estetyk, co nie przeszkodziło im dostarczyć spragnionym fanom perfekcyjnie skonstruowaną dwunastocalówkę. Pierwszą stronę proponuję do klubu na tak zwane imprezy dobicie, gdzieś w okolicach 5.45, a drugą najlepiej odtwarzać sobie w samolocie dziesięć kilometrów nad ziemią.

Burialowa melancholia, grubo ciosane bity, płaczliwo-zawodzące wokale opisujące smutki niedopieszczonych raverów powracających samotnie do pustych łóżek z hucznych imprez napotykają Hebdenowe gamelanowe repetycje i sygnalizowane przezeń od jakiegoś czasu uwielbienie dla klasycznych technosoulowych harmonii rodem z Detroit.

„Wolf Cub”, lepsza strona medalu, zaczyna się niczym remiksowany przed 10 laty Reich (pamiętacie płytę „Reich Remixed”?), po czym rozpędza w rytmie charakterystycznych UK garageowych twardych stukotów, z których Burial uczynił swój znak firmowy.

„Moth” to klaustrofobiczne cztery czwarte – abstrakcyjny, dość groteskowy deep house, który do końca nie przekonuje, bo po prostu nie porywa. Ale produkcja i brzmienie na najwyższym poziomie; jest minimalistycznie, choć nie skromnie. Wszystko płynie. I tak w nieskończoność, a właściwie do czasowego wyczerpania nośnika. Niezbyt długo, a treściwie.

Krótko i na temat. Ani jednej zbędnej sekundy dłużej lub krócej. To wystarczy, by poinformować obu członków tandemu: jest świetnie, ale więcej nie trzeba. W życiu, jak wiadomo, piękne są tylko chwile.
Text Records 2009







Jest nas ponad 16 000 na Facebooku:


0 Komentarzy

  1. Wie ktoś kiedy ta płytka będzie dostępna w wersji digitalowej na Bleepie albo innych sklepach?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Polecamy

3 pytania – [O]

Dziś w naszym cyklu gościmy electropopowy zespół z Ukrainy.