Wpisz i kliknij enter

Flashback – losowa płyta z archiwum

Od 2003 roku opisaliśmy kilka tysięcy płyt. W tym miejscu losowo proponujemy Ci jedną z nich. Sięgnijmy więc do archiwum (odśwież stronę, aby zobaczyć kolejną losową płytę).

24 lutego 2011: Radiohead – The King Of Limbs

Autor: Kamil Hyckowski

Minęły cztery lata od ukazania się ostatniej płyty Radiohead. Zespół wydając „In Rainbows” postawił sobie bardzo wysoko poprzeczkę i jak to zwykle bywa fani spodziewali się

Czytaj dalej »

13 Komentarzy

  1. Pisząc te słowa, przesłuchałem The King Of Limbs jakieś 7 razy. Płyta w skali absolutnej jest dobra, za to w kontekście innych płyt R i tego, jak wysoki poziom prezentują – jest mizerna. W ciągu tych 7 przesłuchań żaden utwór nie zapadł mi w pamięć, żaden utwór się nie wyróżnił. Drugą rzeczą są technikalia brzmienia – płyta jest przekompresowana i za głośna – momentami słychać artefakty mocnego wysterowania przetworników AD, czyli trzeszczenie. Nadto wydaje mi się nieco mulista, a sam głos wokalisty jest nosowy. To zupełnie inna bajka, niż czyste i klarowne In Rainbows. Reasumując – „posłuchać można”.

  2. Recenzja jest pochopna, jak wszystkie wypowiedzi na gorąco. Jestem zmęczony ciągłym narzekaniem, wiecznym wygórowanym oczekiwaniom wobec Radiohead, wieszaniem na nich psów cokolwiek nie zrobią, czepianiem się dla samej idei. Chyba już ślepota ogarnia wybrzydzających. Nie da się nieustannie nagrywac albumów przełomowych i genialnych, gdzie rewolucja muzyczna bucha na każdym kroku z każdego zapętlonego dzwięku. Co z tego że na King of Limbs tego nie ma? Bez fajerwerków, może i w kilku momentach jakieś subtelne autocytaty są, niemniej zrobili kolejną wariację na swój temat i ciągle są o klasę lepsi od całej reszty uczniaków. Oni nie są gówniarzami, których rozsadzają hormony, więc będą strzelac muzycznie głośno, mocno, agresywnie, byle dziwaczniej, byle wywrócić swój styl do góry nogami. Oni dojrzeli, czy to się komuś podoba czy nie, więc wielkiego boom już na płytach nie będzie. Będzie za to więcej klasy, więcej wyciszenia, stonowania, ujarzmienia samych siebie. W ten album wypada się w słuchać, bo w prostocie i niewybuchowości oraz w autocytatach tkwi siła tego albumu. To drobne eleganckie szarżowanie wyznacza ich nowy styl. Nie bądżmy niewolnikami własnego przyzwyczajenia i wyobrażenia o tym, jacy powinni być. i nie dajmy się oszukać, ze lepiej zawsze znaczy wywrócić swój styl.

  3. jezu, ale słaba recenzja… Zgadzam się z F. tyle, że doczytałem do końca. Argumenty w ostatnim akapicie na poziomie hejtera z gimnazjum.

  4. wreszcie ciekawsza plyta ood radiohead.
    bardzo podobna do poprzedniej ale lepsza, nie tak banalna.. z kid a i amnesiaciem dawno chlopaki skonczyli, czyli… nie zgadzam sie z recenzentem w zadnym punkcie:)

  5. uniwersalny przekaz przeczytanych recenzji TKOL – zionie słowami o muzycznym tchórzostwie, co niby decyduje o słabości artysty. szukać w Panu Tomaszu-wokaliście surrealisty ? dear me !
    nie ma znaczenia, ile recenzji przeczytacie, w ilu językach !
    głuchy nie opisze, bo nie słyszy – przecież tylko słucha, prawda ?

  6. płyta jest bardzo przeciętna jak na możliwości tego zespołu, ale i tak lepsza od fatalnej, pisanej w pośpiechu i pełnej błędów recenzji…

  7. Powinien, nie powinien – ale ma rację. Napisanie z błędem nazwiska lidera Radiohead niestety podaje w wątpliwość wartość całej recenzji.

  8. Pochopna recka, jak wszystkie opublikowane przynajmniej przed 1 marca. Sorry, ale na pisanie o nowym albumie Radiohead jednak trzeba dać sobie te 2-3 tygodnie od premiery. W przeciwnym wypadku recenzja zamienia się w news i staje się niepotrzebna. Myślę, że na wysokości list roku masa ludzie przeprosi się z tym albumem, nie dlatego, że jest tak zajebisty, „niedoceniony” itd. – bonusowe punkty popłyną za potraktowanie „Limbs” jako kolejnej premiery. Wyrzuty sumienia za wystawienie oceny po kilku odsłuchach fałszywie zawyżą ocenę, na wstępie fałszywie zaniżoną arogancją recenzentów, chcących koniecznie pokazać, że są mega na bieżąco i niczego już nie traktują poważnie. Nawet nie doczytałem, data publikacji odrzuca.

  9. Słaba ta płyta bardzo! Na otarcie łez polecam nowy genialny krążek Stateless – Matilda, który pozwala zapomnieć o wypocinach zaserwowanych przez Radiohead.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Polecamy

Islaja – Tarrantulla

Koniec ubiegłego roku przyniósł nowy album Merji Kokkonen, znanej wszystkim jako Islaja.