Vladislav Delay & Sly Dunbar & Robbie Shakespeare – 500-Push-Up
Paweł Gzyl:

„Rakka” uzupełniona o dubowy puls.

Zguba – Pomór
Jarek Szczęsny:

Nieustający marsz kostuchy.

Richu M – House Of The Vaporising Sun
Bartek Woynicz:

Ten tytuł mówi wszystko.

Maenad Veyl – Reassessment
Paweł Gzyl:

Muzyka z sali operacyjnej.

Flaner Klespoza – Wędrówka po lesie, w którym mieszkają bogowie i rosną wszechświaty
Jarek Szczęsny:

Spójna opowieść.

The Advent – Life Cycles
Paweł Gzyl:

Futurystyczne electro w oldskulowym stylu.

Field Works – Ultrasonic
Jarek Szczęsny:

Nietoperze jako podstawa twórcza.

Apparat – Capri-Revolution (Soundtrack)
Mateusz Piżyński:

Pierwsza odsłona serii muzyki filmowej Saschy Ringa.

Grischa Lichtenberger – KAMILHAN; il y a péril en la demeure
Paweł Gzyl:

Chrzęszczące ballady.

KeiyaA – Forever Ya Girl
Jarek Szczęsny:

Niepasujące do siebie puzzle.

Atom™ & Jacek Sienkiewicz – Stal
Jarek Szczęsny:

Gotujące się chemikalia.

Kush K – Lotophagi
Łukasz Komła:

Zjadacze lotosu.

Wodorosty – Natura ślepca
Jarek Szczęsny:

Wychłodzona nieustępliwość.

Korzeniecka, Rucki – 2 x perkusja
Jarek Szczęsny:

Nieoczekiwany splot pałeczek i bębnów.



Tetuzi Akiyama w Krakowie

W środowy majowy wieczór, w ramach piętnastego już AudioTong Event wystąpił Tetuzi Akiyama – zapowiadany jako jeden z najciekawszych światowych twórców – improwizatorów. Tetuzi Akiyama – Kraków, Święta Krowa, 9 maja 2007

W środowy wieczór, w ramach piętnastego już AudioTong Event wystąpił Tetuzi Akiyama – zapowiadany jako jeden z najciekawszych światowych twórców – improwizatorów. Pierwszą część koncertu Japończyk zagrał na gitarze akustycznej bez użycia plectrum. Dźwięki, które wypełniły salę były w zadziwiający sposób rozedrgane od emocji, jednocześnie emocjonalnie niedookreślone. Kolejne frazy gitary następowały po chwilach ciszy, która stanowiła integralną część muzyki Akiyamy. Miałem wrażenie, że struktury tkane przez Japończyka z dźwięków i braku dźwięków „wchłaniały” nawet odgłosy otoczenia, dzięki czemu knajpiany podkład nie zepsuł koncertu. W oszczędnych frazach Akiyama wykorzystywał – obok „czystego” brzmienia – także flażolety i brzęczenie niedociśniętych strun. W miarę postępowania tej części koncertu muzyk stopniowo przesuwał nałożony kapodaster w kierunku siodełka gitary. W paradoksalny sposób Akiyamie udało się grać przez całą akustyczną część koncertu niemal jeden „motyw”, a zarazem opowiedzieć pewną historię.


Live in San Diego

Po krótkiej przerwie Tetuzi Akiyama „przywdział” gitarę elektryczną i podłączył ją do wzmacniacza. Elektryczna część koncertu była, w przeciwieństwie do akustycznej, niemal pozbawiona momentów ciszy. Dźwięki w dużo większym stopniu „rozpychały się” po pomieszczeniu. Co ciekawe, ostateczny efekt był ten sam. Drugie wejście Japończyka było bez wątpienia najbardziej ryzykowną częścią koncertu – Akiyama pełnymi garściami czerpał z blues-rocka, a jak wiadomo, zrobienie czegoś w wyświechtanej konwencji jest obarczone ryzykiem kiczowatości. Patrząc na zdjęcia można pomyśleć, że wszystko się zgadza – facet w kapeluszu gra na gitarze. Na koncercie do kapelusza doszedł t-shirt z nadrukiem „Jack Daniels” – zapewne tak ubrany mógłby zagrać na Rawa Blues Festival. Sęk w tym, że swoją muzyką Akiyama doprowadziłby tam do masowej ewakuacji – gitara Japończyka brzmiała chwilami jak gdyby na sali był Steve Albini. Motorykę powtarzanych w nieskończoność krótkich, bluesowych, czy raczej bluesawych fraz można zaś zestawić z Shellaciem. W przedostatnim utworze Akiyama sam dokonał czegoś, co ładnych parę lat temu udało się zespołowi Ewa Braun w końcówce utworu „Trzy„: „ciężar” dźwięku wzrastał, by nagle nabrać niezwykłej mocy, która paradoksalnie, zamiast przytłaczać, uwzniośliła całość. Jak osiągnąć taki efekt przy użyciu tak prostych środków muzycznych? Nie bez powodu Akuyama nazywany jest jednym z największych mistrzów improwizacji.

Na koniec do Japończyka dołączył Polak, Michał Dymny, znany z Improvising Artists i Entropii (koncert tej ostatniej był jednym z najważniejszych wydarzeń ostatniego Unsound Festiwal). Akustyczno(Akiyama)-elektryczne(Dymny) duo zagrało set spokojniejszy niż poprzedzająca go część koncertu. Artyści błyskawicznie znaleźli wspólny język, czy raczej sposób zorganizowania przestrzeni tak, by ich „głosy” nie przeszkadzały sobie wzajemnie. Gitary wybrzmiewały niespiesznie i raczej oszczędnie, a powstające figury przywodziły na myśl raz kocią kołyskę, raz pastisz tańca synchronicznego.

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.