The Primitive Painter – The Primitive Painter
Paweł Gzyl:

Dźwiękowy klejnot z dawnej epoki.

DIVVAS – Challenger Deep
Łukasz Komła:

W głębinach myśli.

The Exaltics & Heinrich Mueller – Dimensional Shifting
Paweł Gzyl:

Mistrzowska wersja detroitowego electro.

Julius Aglinskas – Daydreamer
Łukasz Komła:

W ambientowym zastygnięciu.

Soft Boi – So Nice
Paweł Gzyl:

O miłości w rytmie downtempo.

Ehh hahah – House ze skrzypcami w tle
Jarek Szczęsny:

Pod znakiem internetu.

Alva Noto – Xerrox Vol. 4
Mateusz Piżyński:

Czwarta odsłona cyklu Xerrox, na którą przyszło nam czekać pięć lat.

Various Artists – Kern Vol. 5 Mixed By Helena Hauff
Paweł Gzyl:

„For those who know”

Amnesia Scanner – Tearless
Paweł Gzyl:

Finowie serwują miłosne ballady.

Michael Lightborne – Ring Road Ring
Łukasz Komła:

Dźwiękowy świat obwodnicy w Coventry.

Christine Ott – Chimères (pour ondes Martenot)
Jarek Szczęsny:

Geometria dźwięków.

Deadbeat And Paul St. Hilaire – 4 Quarters Of Love And Modern Lash
Paweł Gzyl:

Scott i Paul medytują.

Vysoké Čelo – Űrkutatás
Jarek Szczęsny:

Grzechem byłoby nie skorzystać.

Ellen Allien – AurAA
Paweł Gzyl:

Hołd dla czasów, kiedy techno i trance były jednym.



Grabek podsumowuje dla Was rok

Nasze muzyczne podsumowania powoli zbliżają się ku końcowi, ale mamy jeszcze dla Was klika w zanadrzu. Tym razem o to, co było najlepszego w minionym roku zapytaliśmy Grabka. Czy któraś z jego perełek, znalazła się również w Waszej Top Piątce?

***

W tym roku słuchałem wyjątkowo mało. Nie dlatego, że nie lubię szukać inspiracji, ale ze zwykłego, przyziemnego i okrutnego braku czasu. No i wielka szkoda, że Daft Punk to nie jest 2011 rok.

Björk – Biophilia

Zupełnie nie interesuje mnie to, jak została wydana nowa płyta Björk – dla mnie mogłaby być kłębkiem druta, z którego sami mielibyśmy sobie „poskręcać” poszczególne utwory. Ważna jest dla mnie wyłącznie warstwa muzyczna, a ta, do czego Björk zdążyła już mnie przyzwyczaić, jest porywająca i to pomimo tego, że niby wszystko już było. Ubóstwiam jej wokal, który na tej płycie jest wyeksponowany zupełnie inaczej, niż dotychczas. Niestety, w przypadku tej artystki nie należę do najbardziej obiektywnych ludzi na świecie. Pozycja wyłącznie dla osób o wysokim poziomie wrażliwości na muzykę.

Radiohead – The King Of Limbs

Radiohead doszło w swojej karierze do momentu, w którym muzycznie mogą robić co im się żywnie podoba. I tak po piosenkowej, wręcz przebojowej „In Rainbows” nagrali „The King Of Limbs”, która jest płytą ultra-offową. Po pierwszym przesłuchaniu miałem wrażenie, że została nagrana na setkę. Później przesłuchałem drugi, trzeci, dziesiąty raz i tak płyta została w odtwarzaczu na dobre cztery miesiące. Bardzo wymagający, trudny, choć świetny album.

Fink – Perfect Darkness

Po raz pierwszy dowiedziałem się o istnieniu Finka jakieś dwa miesiące temu. W jednej z audycji radiowych usłyszałem kończący jego album „Perfect Darkness” utwór „Berlin Sunrise”. Totalnie mną zamiótł, szczególnie przepiękny męski wokal. Uwielbiam taką muzykę – miód.

Twilite – Quiet Giant

Coś musi być w akustycznych gitarach i męskich wokalach, bo na długo przed Finkiem poznałem polską kapelę Twilite. Poznałem na żywo, a potem przesłuchałem ostatnią ich płytę. Są fenomenalni i tu, i tu. I co dla mnie bardzo istotne – genialnie śpiewają po angielsku. Brawo!

Jane’s Addiction – The Great Escape Artist

Po ośmiu latach Perry Farrell powraca! Dodajmy do tego jeszcze Dave’a Navarro i Dave’a Siteka (tak, tego z TV On The Radio) i mamy nową miażdżącą płytę Jane’s Addiction. Bezbłędna! Mój absolutny faworyt: „Irresistible Force” – mogę słuchać na okrągło.

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.