Kim Gordon – No Home Record
Jarek Szczęsny:

Zaskoczenie? Niekoniecznie.

Boreal Massif – We All Have Impact (Even Hippies Do)
Paweł Gzyl:

Trip-hop is not dead (yet).

Electric Sewer Age – Contemplating Nothingness
Maciej Kaczmarski:

Kopia mistrza.

Emptyset – Blossoms
Paweł Gzyl:

Producenci z Bristolu wkraczają na nowe terytoria.

Nagrobki – Pod Ziemią
Jarek Szczęsny:

Poważni jak śmierć.

LDY OSC – sōt
Paweł Gzyl:

Click & cuts na nowo.

Nick Cave and the Bad Seeds – Ghosteen
Jarek Szczęsny:

Pomnik żałoby.

Pablo Mateo – Weird Reflections Beyond The Sky
Paweł Gzyl:

Techno do tańca.

Danny Brown – uknowhatimsayin¿
Jarek Szczęsny:

Gorączkowe wizje rapera.

9t Antiope – Grimace
Jarek Szczęsny:

Mikrus.

Malin Genie – Anthropomorphic Sympathy
Paweł Gzyl:

Stylowe electro i IDM w duchu lat 90.

Telefon Tel Aviv – Dreams Are Not Enough
Mateusz Piżyński:

Gdy w Tel Avivie zgaśnie światło…

Philipp Gorbachev – Kolokol
Paweł Gzyl:

Prawosławie i elektronika.

BNNT is Jerusalem in My Heart – Multiversion #4
Jarek Szczęsny:

Część czwarta.



Grabek podsumowuje dla Was rok

Nasze muzyczne podsumowania powoli zbliżają się ku końcowi, ale mamy jeszcze dla Was klika w zanadrzu. Tym razem o to, co było najlepszego w minionym roku zapytaliśmy Grabka. Czy któraś z jego perełek, znalazła się również w Waszej Top Piątce?

***

W tym roku słuchałem wyjątkowo mało. Nie dlatego, że nie lubię szukać inspiracji, ale ze zwykłego, przyziemnego i okrutnego braku czasu. No i wielka szkoda, że Daft Punk to nie jest 2011 rok.

Björk – Biophilia

Zupełnie nie interesuje mnie to, jak została wydana nowa płyta Björk – dla mnie mogłaby być kłębkiem druta, z którego sami mielibyśmy sobie „poskręcać” poszczególne utwory. Ważna jest dla mnie wyłącznie warstwa muzyczna, a ta, do czego Björk zdążyła już mnie przyzwyczaić, jest porywająca i to pomimo tego, że niby wszystko już było. Ubóstwiam jej wokal, który na tej płycie jest wyeksponowany zupełnie inaczej, niż dotychczas. Niestety, w przypadku tej artystki nie należę do najbardziej obiektywnych ludzi na świecie. Pozycja wyłącznie dla osób o wysokim poziomie wrażliwości na muzykę.

Radiohead – The King Of Limbs

Radiohead doszło w swojej karierze do momentu, w którym muzycznie mogą robić co im się żywnie podoba. I tak po piosenkowej, wręcz przebojowej „In Rainbows” nagrali „The King Of Limbs”, która jest płytą ultra-offową. Po pierwszym przesłuchaniu miałem wrażenie, że została nagrana na setkę. Później przesłuchałem drugi, trzeci, dziesiąty raz i tak płyta została w odtwarzaczu na dobre cztery miesiące. Bardzo wymagający, trudny, choć świetny album.

Fink – Perfect Darkness

Po raz pierwszy dowiedziałem się o istnieniu Finka jakieś dwa miesiące temu. W jednej z audycji radiowych usłyszałem kończący jego album „Perfect Darkness” utwór „Berlin Sunrise”. Totalnie mną zamiótł, szczególnie przepiękny męski wokal. Uwielbiam taką muzykę – miód.

Twilite – Quiet Giant

Coś musi być w akustycznych gitarach i męskich wokalach, bo na długo przed Finkiem poznałem polską kapelę Twilite. Poznałem na żywo, a potem przesłuchałem ostatnią ich płytę. Są fenomenalni i tu, i tu. I co dla mnie bardzo istotne – genialnie śpiewają po angielsku. Brawo!

Jane’s Addiction – The Great Escape Artist

Po ośmiu latach Perry Farrell powraca! Dodajmy do tego jeszcze Dave’a Navarro i Dave’a Siteka (tak, tego z TV On The Radio) i mamy nową miażdżącą płytę Jane’s Addiction. Bezbłędna! Mój absolutny faworyt: „Irresistible Force” – mogę słuchać na okrągło.

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.