Wpisz i kliknij enter

Coma – This Side Of Paradise

Kompakt coraz bliżej wyrafinowanego popu.

Spośród wszystkich wykonawców związanych w ostatnich latach z wytwornią Kompakt, duet Coma okazał się jednym z tych, który najbardziej otwarcie flirtował z popową estetyką. Nie było w tym nic złego – bo realizowany aż trzy lata materiał na debiutancki krążek formacji okazał się wyjątkowo udaną wizją tanecznej piosenki. Po dwóch latach od wydania efektownego „In Technicolour” panowie Georg Conrad i Marius Bubat wracają z nowymi nagraniami.

„This Side Of Paradise” ma zaskakująco różnorodny charakter. Niby wszystkie utwory wpisane są w jednorodne brzmienie o pastelowej barwie, jeśli jednak wyraźniej przysłuchać się muzyce z płyty, odsłania ona przed nami swe odmienne odcienie. Być może to dlatego, że podczas prac nad albumem duet sięgnął po techniki kompozytorskie typowe dla popowych piosenek, a nie klubowych killerów.

Stąd też zapewne niespodziewanie mało w tym zestawie typowego dla debiutu Comy tech-house’u o kolońskim sznycie. To tylko otwierający zestaw „Borderline”, w którym wokalne loopy mijają się z tęskną partią organów w stylu Roxy Music oraz umieszczony pod koniec „The Sea”, łączącym lekko rozmyte akordy sonicznych klawiszy z eterycznym śpiewem. Brzmi to nadal dobrze – i trochę szkoda, że dostajemy tylko dwa nagrania w tym stylu.

Wynagradza to poniekąd niespodziewany zwrot Comy w stronę sprężystego electro-house’u. Najpierw objawia się on w „Poor Knight” – zaskakując wokoderowym wokalem wpisanym w chmurny pochód nowofalowego basu. Te skandynawskie brzmienia ożywają ponownie w finałowym „Happiness” – gdzie wbrew tytułowi acidowym loopom i strzelistym arpeggiom towarzyszy nostalgiczny wokal rodem z nastrojowego indie-popu.

Jakby tego było mało, Conrad i Bubat dokonują skoku za kanał La Manche – by wpisać dwa nagrania w typowo brytyjski breakbeat. Ta połamana rytmika pojawia się w umieszczonych obok siebie „Penguin Power” i „Verse Chorus”. Co ciekawe – elektroniczne dźwięki są tutaj uzupełnione post-punkowymi pochodami basu i psychodelicznymi wokalizami o rozmarzonym tonie, przypominając późne dokonana Johna Foxxa z połowy lat 80. w stylu „The Golden Section” czy „In Mysterious Ways”.

I wreszcie bliski tym brzmieniom synth-pop o ejtisowym posmaku. „Lora” to wyjątkowo uwodzicielska piosenka – kojarząca się ze względu na charakterystyczne dźwięki melodyjnych klawiszy z co bardziej lirycznymi dokonaniami Yello. Równie bujający rytm ma „The Wind”. Eteryczny wokal znanej i u nas Dillon wpisany zostaje bowiem tutaj w gitarowe akordy i połamane rytmy, tworząc urokliwą kołysankę na jesienny wieczór.

„This Side Of Paradise” pokazuje, że Coma wyszła obronną ręką z konfrontacji z syndromem „drugiej płyty”. Nagrania z nowego albumu kolońskiego duetu są zdecydowanie bardziej popowe – ale wcale im to nie szkodzi. Erudycyjne nawiązania do muzyki sprzed trzech czy czterech dekad dodają tylko piosenkom z krążka dodatkowego smaczku, zbliżając je pod względem estetycznym do dokonań zespołów z Dusseldorfu, nagrywających dla wytwórni Italic – BAR, Stabil Elite czy Von Spar. To dobrze – bo to wyrafinowany pop wysokiej klasy.

Kompakt 2015

www.kompakt.fm

www.facebook.com/KompaktRecords

www.coma-music.de

www.facebook.com/comacologne







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy