Wpisz i kliknij enter

Carsten Jost – Perishable Tactics

Siedemnaście lat minęło jak jeden dzień.

Jednym z pierwszych wydawnictw opublikowanych przez hamburski Dial był tuż po uruchomieniu wytwórni debiutancki album jednego z jej założycieli – Carstena Josta. Wydany w 2000 roku „You Don’t Need A Weatherman” zdefiniował w czytelny sposób brzmienie producentów związanych z tłocznią – łączące w prekursorski wówczas sposób minimalową rytmikę z chmurną elektroniką i nostalgicznym nastrojem.

Zaskakujące okazało się w tym kontekście, że po tak udanym krążku, Jost właściwie niemal całkowicie wycofał się z tworzenia muzyki, poświęcając się prowadzeniu Dial. Sytuacja zmieniła się dopiero w zeszłym roku, kiedy na rynek trafił album duetu Misanthrope SA, który niemiecki producent założył z kolegą po fachu – Robertem Kuliskiem. Mroczny ambient o niemal blackmetalowych koneksjach z „Deathbridge” wskazywał, że, Jost oddalił się bardzo od swych klubowych korzeni.

Tym bardziej niespodziewana wydaje się być obecna premiera „Perishable Tactics” – pierwszego do siedemnastu lat autorskiego albumu szefa Dial. Mało tego – jeszcze większym zaskoczeniem jest to, że krążek przynosi podobną muzykę do tej z „You Don’t Need A Weatherman”. Oczywiście uwspółcześnioną o doświadczenia klubowej elektroniki ostatnich lat, ale w swym ogólnym sensie oscylującą wokół nastrojowego house’u i techno o minimalowym brzmieniu i soundtrackowym rozmachu.

Zaczyna się co prawda jak płyta Misanthrope CA – od zawiesistego dronu uzupełnionego niepokojącymi szeptami i filmowymi smyczkami („Intro”). Kiedy potem uderza jednak zwiewne elektro nasycone wyciszoną elektroniką o ambientowym tonie, muzyka wskakuje na właściwy tor („Ambush”). Jeszcze bliżej dokonań Josta sprzed siedemnastu lat lokuje się „Antlantis II” – bo to zredukowany deep house, uzupełniony eteryczną melodyką rodem z kompozycji Angela Badalamentiego. Bardziej korzenną odmianę gatunku o detroitowym rodowodzie przynosi „Atlantis I” – łącząc funkowy puls z rhodesowymi wariacjami i sonicznymi akordami.

„Perishable Tactics” otwiera segment z dub-house’m, który definiują masywne basy i bujające bity oraz strzeliste pasaże tęsknych klawiszy („Army Green” czy „Platoon RLX”). W „Love” i „Dawn Patrol” muzyka nabiera większego ciężaru, zbliżając się do masywnego dub-techno wypełnionego zawiesistymi kaskadami Hammonda. Czysto taneczny charakter ma „Platoon RLX II” – zaskakując zwrotem stronę kolońskiego tech-house’u o trance’owej ekspresji. Całość wieńczy ambientowa koda – łącząca anielskie chóry z gitarowymi zawodzeniami („Outro”).

„Perishable Tactics” idealnie pasuje do katalogu Dial. Mamy tu bowiem do czynienia z elegancją i wyrafinowaną muzyką taneczną o zdecydowanie europejskim tonie, zza której wyziera bogata tradycja muzyczna Starego Kontynentu i spowijająca go atmosfera egzystencjalnego smutku. Carsten Jost mieszka obecnie w Nowym Jorku – i to być może właśnie ta daleka perspektywa sprawiła, że w jego nowych (ale i starszych – bo jest tu kilka utworów z minionej dekady) nagraniach odbija się tak mocno to, co stanowi o kulturowym dziedzictwie Niemiec i innych krajów Europy.







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
rychu_m
rychu_m
3 lat temu

Tyle lat czekania i warto było, fakt szkoda, że nie wszystkie utwory są nowe ale wszystko pasuje do siebie więc nie będę marudzić.

guybrush
guybrush
3 lat temu

” bo jest tu kilka utworów z minionej dekady” i moim zdaniem należało to bardziej podkreślić, bo trochę nieporozumieniem jest wrzucanie na nowy LP aż trzech utworów z minionych lat: dwa „Atlantisy” oraz „Love”. Dziwna zagrywka Josta i znamienne, że to właśnie te 3 traki są najlepsze na całej płycie…

Polecamy