NOON – Nobody, Nothing, Nowhere
Bartek Woynicz:

„Above me, below, me all around me”

Desire Marea – Desire
Jarek Szczęsny:

To nie pierwszy taki przypadek.

His Master’s Voice – Log: Canis Majoris
Paweł Gzyl:

Podróż w stronę Syriusza.

Cel (Felix Kubin & Hubert Zemler) – Cel
Jarek Szczęsny:

Radosne odbicie.

Fabrizio Rat – Shades Of Blue
Paweł Gzyl:

Modularna polifonia.

Long Arm – Silent Opera
Jarek Szczęsny:

Trip-hop nigdzie nie odszedł.

Jeff Parker & The New Breed – Suite For Max Brown
Łukasz Komła:

Projekcja magicznych obrazów.

Various Artists – Air Texture Vol. VII
Paweł Gzyl:

Rrose i Silent Servant serwują ambient? Niemożliwe!

Siavash Amini & Saåad – All Lanes Of Lilac Evening
Jarek Szczęsny:

Bez szwów.

Villaelvin – Headroof
Jarek Szczęsny:

Tylko bardziej.

Juno – Young Star
Jarek Szczęsny:

Infiltracja jazzu.

Lonker See – Hamza
Jarek Szczęsny:

Zawsze krok przed nami.

Men With Secrets – Psycho Romance And Other Spooky Ballads
Paweł Gzyl:

Erudycyjne ćwiczenie z ejtisowego electro.

Riverrun – The Same Silent Hill
Przemysław Solski:

Muzyka z krajobrazu.



Relacja: Kiasmos / 26.10.2017 / Progresja

26 października w warszawskiej Progresji odbył się koncert islandzkiego duetu KIASMOS, którego supportem byli We Draw A. Organizatorem koncertu była agencja Follow The Step. Zapraszamy do zapoznania się z relacją oraz fotorelacją z tego wydarzenia, którego Nowamuzyka.pl była oficjalnym patronem.

***

Koncert Kiasmos, który odbył się kilka dni temu w Warszawie zdecydowanie ogarnęła aura wyjątkowości. Oczywistym jest, że główna zasługa w tym samych zainteresowanych, czyli islandzkiego duetu, którego muzyka jest niezwykle oryginalna. Jednocześnie udział w zbudowaniu tej aury miał ktoś jeszcze – publiczność zebrana w warszawskim klubie Progresja. Od pierwszych chwil kiedy Ólafur Arnalds i Janus Rasmussen pojawili się na scenie nastąpiło jakieś niesamowite połączenie miedzy artystami a publicznością zebraną w klubie. I trwało przez cały koncert, który nie miał słabego momentu. Każdy utwór, ba każdy dźwięk zagrany był z pełnym zaangażowaniem. Z kolei publiczność dziękowała za to niezwykle szczerą i ciepłą zabawą. Atmosfera zbudowana przez Kiasmos pozwalała całkowicie oderwać myśli i wypocząć, rozluźnić się. Z drugiej strony każdy kolejny utwór, czy to „Blurred” z najnowszej EPki czy starsze, ze świetnego debiutanckiego albumu zatytułowanego po prostu „Kiasmos”, docierały głęboko do wnętrza duszy słuchacza. Momentami mogły wzruszyć, nie wątpię, jednak to musiało być dobre wzruszenie. Bo w istocie taka jest właśnie muzyka islandzkiego duetu – bardzo dobra. I nie mam tu na myśli wyłącznie oceny muzycznej. W tej muzyce słychać dobre ludzkie uczucia i emocje. Właśnie dzięki temu warszawski koncert Kiamsos uważam za wyjątkowy. Stworzyli na scenie magiczne wręcz piękno. A jednak, co najważniejsze, było ono szczere, bez jakiejkolwiek iluzji. (Ania Pietrzak)

***

Koncert Kiasmos to coś w rodzaju odlotu do audiowizualnej przestrzeni. Choć wielokrotnie słuchałam ich w drodze do pracy, domu – to odbiór muzyki na koncercie jest diametralnie inny. Przy niektórych kawałkach uśmiech sam wybrzmiewał na twarzy, przy innych łapała chęć tańca i marzenia… Oczywiście zabrzmiał utwór „Blurred” z najnowszego krążka, któremu wtórował las rąk publiczności. Niesamowity klimat, uzyskany dzięki stroboskopowym lampom, wiązkom światła biegających po publiczności i dużej ilości dymu oraz ciszy, która odgrywa duże znaczenie w muzyce islandzkiego duetu. Panowie stworzyli na koncercie gamę organicznych dźwięków, wplecionych w atmosferyczną elektronikę. Z daleka widziałam podskakujące włosy Janusa i fantastyczną manierę grania Olafura, który dotykając ręka samplera szybko ja cofa. Doświadczyć magii duetu Kiasmos na żywo – coś pieknego. Polecam. (Sandra Szmigiel)

Galeria zdjęć z koncertu (fot. Karo Lewandowska):

Profil na Facebooku » Oficjalna strona internetowa Kiasmos » Oficjalna strona internetowa wytwórni Erased Tapes »

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.