LDY OSC – sōt
Paweł Gzyl:

Click & cuts na nowo.

Nick Cave and the Bad Seeds – Ghosteen
Jarek Szczęsny:

Pomnik żałoby.

Pablo Mateo – Weird Reflections Beyond The Sky
Paweł Gzyl:

Techno do tańca.

Danny Brown – uknowhatimsayin¿
Jarek Szczęsny:

Gorączkowe wizje rapera.

9t Antiope – Grimace
Jarek Szczęsny:

Mikrus.

Malin Genie – Anthropomorphic Sympathy
Paweł Gzyl:

Stylowe electro i IDM w duchu lat 90.

Telefon Tel Aviv – Dreams Are Not Enough
Mateusz Piżyński:

Gdy w Tel Avivie zgaśnie światło…

Philipp Gorbachev – Kolokol
Paweł Gzyl:

Prawosławie i elektronika.

BNNT is Jerusalem in My Heart – Multiversion #4
Jarek Szczęsny:

Część czwarta.

rRoxymore – Face To Phase
Paweł Gzyl:

Introwertyczne bity.

The Big YES! – The Big YES!
Łukasz Komła:

Free jazzowy wybuch!

HTRK – Venus In Leo
Maciej Kaczmarski:

Miłość w czasach zarazy.

Matthias Schaffhauser – Hedonism, What Else
Paweł Gzyl:

Muzyka jako przyjemność.

Manu Delago – Circadian
Jarek Szczęsny:

Cykle snu.



LA sound

Nosaj Thing – Home

Since anything physical can be mental, that island can be your home – takim cytatem Jason Chung, 27-letni już dziś producent z Los Angeles podpowiada na swojej oficjalnej stronie jak odczytywać jego drugi album.

Niewątpliwie, niespełna 37 minut nowego materiału zaserwowanego przez Nosaj Thing potrafi przenieść nas w odległe, wyizolowane przestrzenie, które z pewnością dla niejednego słuchacza staną się drugim domem, a na pewno genialnym soundtrackiem do bezkresnego spoglądania w dal przez okna PKP lub PolskiegoBusa.

„Home” jest bardzo udaną kontynuacją pierwszego LP artysty, głośno komentowanego „Drift”, wydanego przez Alpha Pup w 2009. W porównaniu z poprzednikiem jest jednak albumem spokojniejszym, o wiele bardziej refleksyjnym, częściej oscylującym wokół down-tempo, niż dub stepu czy glitch hopu. Sam Nosaj Thing (pierwsza część pseudonimu to imię twórcy czytane wspak) podkreśla, że „Home” jest dziełem bardzo osobistym, a praca nad nim była swego rodzaju terapią.

Na albumie oczywiście nie brakuje elementów charakterystycznych dla stylu producenta z Kalifornii: precyzyjnie ułożonych rytmicznych stłuczek (Glue; Phase III), rozmytych wokali à la Burial (Safe; Tell), śrubujących syntezatorów (Snap) czy ułańskiej fantazji w zabawie kanałami stereo*(Home).

To co z pewnością wyróżnia najnowsze dzieło Nosaj Thing, to gościnne udziały wokalistów. W totalnie magicznym, singlowym „Eclipse / Blue”, gdzie swym eterycznym głosem czaruje Kazu Makino ( z rockowego Blonde Redhead), całość numeru napędza bita na raz stopa oraz pulsująco-skacząca synth-melodia, przeszywana raz po raz przez elektroniczne sople. 

W utworze „Try” z gościnnym udziałem Toro Y Moi, powolnie podsmażane brzmienia organów, przerywają regularnie wybuchające orzeźwieniem skwierczenia przesterowanych akordów. W połowie numeru ustępują nieco miejsca spokojnemu głosowi Chaza Bundicka, którego zreverbowane pocięte wokale ostatecznie wygaszają numer.

„Home” to bardzo udany, spójny i przemyślany album, pozornie tylko wydający się dość klarowną i prostą wycieczką, przy bliższym poznaniu kryjący jednak prawdziwą kopalnię dźwiękowych konceptów. Nosaj Thing swym drugim albumem potwierdza, że przypisywanie mu roli muzycznego wizjonera i wymienianie go obok takich tuzów jak Flying Lotus czy Prefuse 73 nie jest bezpodstawne.

Chung pytany w wywiadach o wymarzoną kolaborację wymienia Björk oraz Busta Rhymesa, miejmy nadzieję, że jego marzenie się spełni, a tymczasem pozostaje nam liczyć, że będzie nam dane spotkać się z „Home” na żywo podczas tegorocznego TNM lub Audioriver.

*koniecznie słuchać na słuchawkach

22.01.2013 | Innovative Leisure

Profil na Facebooku »