BNNT – Middle West
Jarek Szczęsny:

Gorzka pigułka.

Ansome – Hands Of The Harbour
Paweł Gzyl:

Punkowy gest.

Lapalux – Amnioverse
Ania Pietrzak:

Jak zachwyca?

Various Artists – X – Ten Years Of Artefacts
Paweł Gzyl:

Techno w swej najbardziej pomysłowej wersji.

Julek Płoski – śpie
Jarek Szczęsny:

Coś nowego.

Karenn – Grapefruit Regret
Paweł Gzyl:

Pariah i Blawan improwizują.

Moor Mother – Analog Fluids Of Sonic Black Holes
Jarek Szczęsny:

Hałas i chaos.

Jazz Band Młynarski-Masecki – Płyta z zadrą w sercu
Jarek Szczęsny:

Jedna dla wszystkich.

Shapednoise – Aesthesis
Paweł Gzyl:

Nieznane mutacje basowych brzmień.

A Winged Victory for the Sullen – „The Undivided Five”
Mateusz Piżyński:

Ambientowe nowości z Ninja Tune

Enchanted Hunters – Dwunasty Dom
Krzysiek Stęplowski:

Czasem naprawdę warto czekać. Warto wypatrywać, nawet latami, jeśli tylko cierpliwość nagrodzona ma być w taki sposób.

Ecnahnted Hunters Dwunasty Dom
Rrose – Hymn To Moisture
Paweł Gzyl:

Techno w stylu Marcela Duchampa.

Trzaska/Mazurkiewicz/Szpura – North Meridian
Jarek Szczęsny:

Można się spocić od samego słuchania.

Giant Swan – Giant Swan
Paweł Gzyl:

Czy znany ze świetnych koncertów duet sprawdził się również w studiu?



majenta recenzja

Andrew Weathers Ensemble

Andrew Weathers i jego niezwykły Ensemble! Czytaj dalej »

jimmy edgar majenta

Jimmy Edgar – Majenta

Jimmy Edgar to niesforny DJ z Detroit, który jako 18-latek zaliczył mocny debiut w wytwórni Warp. Kolejne produkcje trzymały w napięciu. Z najnowszą pt. „Majenta” jest nie inaczej. Choć 29-letni dziś Edgar prywatnie przeszedł prawdziwą przemianę. Słychać to też w muzyce.

Oczywiście, w młodości były narkotyki. Jack Kerouac figurował na liście ulubionych pisarzy z numerem 1… A muzyka? Możecie się zdziwić, bo Peter Murphy byłby kluczem do jego fascynacji. Edgar, który jako 15-latek rozkręcał rave’owe imprezy w rodzinnym Detroit, ukochał sobie bowiem gotycki Bauhaus. Gdyby zresztą przyjrzeć się niektórym autoportretom Edgara (który jest również fotografem), skojarzenie z narcyzami brytyjskiego gotyckiego rocka wcale nie będzie złym tropem.

Ale jaka jest właściwie „Majenta”? W swoim prywatnym życiu, cudowne dziecko elektroniki postawiło na medytację. Zainteresował się m.in. medytacją transcendentalną, którą propaguje David Lynch, czy hipnozą i neurolingwistyką… New age czuć na kilometr, choć Edgar to nie neofita. W jednym z wywiadów wspominał niedawno, że już jako dziecko prowadził z matką długie rozmowy na temat „kosmicznej energii”… I chociaż wydana nakładem Hot Flush „Majenta” nie jest jedną wielką „podróżą na Wschód”, to już sama okładka sugeruje, że Egdar zagwarantuje niemały odlot. Dwa pierwsze utwory, „Too Shy” i „This One’s For the Children” są jeszcze soczystą, nostalgiczną elektroniką. Ten drugi zresztą pto po prostu murowany hymn. Rytm jest jak miarowa chłosta, a tekst „we don’t like television/we don’t like new wave” dosłownie wypala się na powierzchni mózgu. To zdecydowanie najmocniejszy punkt płyty, jeśli chcecie przy „Majencie” potańczyć.

Później jednak tempo zwalnia. „Take Me On A Sex Drive” to jeszcze dźwiękowo pasaż między dwoma pierwszymi utworami, a kolejnymi. Już jednak wiadomo, o czym będą następne utwory. Płyta po prostu ocieka seksualnymi podtekstami. Łatwe do rozszyfrowania, leżą jednak mile świetlne od sprośnych rymowanek o chłopcach i dziewczynkach. „Attempt To Make It Last” to już sztandarowa „pościelówa”, której nie powstydziłby się Prince. Tekstom towarzyszy muzyka, w której mocno słychać wpływy nowego r’n’b, całkiem zręcznie przeplatanego z hip-hopem. Pojawiają się przepuszczone przez wokoder wokale (męskie i damskie, jak choćby we wspomnianym „Sex Drive”), które wcale jednak nie drażnią. Muzyk za swoją płytę zbiera zasłużone pochwały nie tylko dlatego, że tak dobrze łączy poszczególne dźwięki. Nie bez powodu bywa nazywany „designerem danceflooru”. Pochwały należą się też za dystans do brzmienia. Edgarowi daleko do neofickiego zapału – zarówno gdy opowiada o zbawiennym wpływie medytacji, jak i wtedy gdy zapuszcza się w rejony przeżywającego drugą młodość house’u. Edgar odrobił lekcję. Puszcza oko w stronę muzyki z lamusa i ma przy tym sporo zabawy, w co ochoczo włącza słuchacza. Włączcie choćby kończący płytę „In Deep”, a sami zobaczycie.

Jak sam niedawno opowiadał, jako 18-latek potrzebował budować wokół siebie dramatyczne napięcie, żeby tworzyć swoją muzykę. Dziś wyraźnie z tego zrezygnował. Przeprowadzka do Berlina najwyraźniej mu się przysłużyła, bo wciąż angażuje się w kolejne poboczne projekty, jak choćby ostatnia EP-ka z Machinedrum. I chociaż rzucił palenie i narkotyki i zaczął podobno regularnie sypiać (miał z tym problemy), to wcale nie spoczął na laurach. Na piątkowy występ na Nowej Muzyce w Katowicach już możemy zacierać ręce.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/450599-01.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=450599-01″ allowscriptaccess=”always”]